Freud był wielkim fanem Sherlocka Holmesa - wywiad z Frankiem Tallisem
Data publikacji: 5 listopada 2009 A- A A+
Dobrze napisany kryminał retro to rzadkość. A jednak z zalewu beletrystycznej literatury, która aspiruje do tego miana, czasem da się wyłuskać rzeczywiście ciekawą powieść. Wydane zaledwie kilka tygodni temu Zgubne kłamstwa Franka Tallisa to książka, którą pochłonęłam w ciągu jednego wieczora. Interesująca, wciągająca i inspirująca. Podobna okazała się również rozmowa z autorem. O secesyjnym Wiedniu, wielkim psychoanalityku i „Zapiskach Liebermanna”, specjalnie dla Dziennika Literackiego opowiada Frank Tallis!



  • Anna Kutrzuba: Polscy czytelnicy już od 2006 roku mają okazje poznawać Twoje książki. To właśnie wtedy ukazała się pierwsza Twoja powieść, Śmiertelna intryga. Kilka tygodni temu zaś swoją premierę miał trzeci już tom Zapisków Liebermanna. Co zainspirowało Cię do stworzenia tego cyklu?

  • Frank Tallis: Moim pierwotnym zamierzeniem było napisać powieść detektywistyczną, której bohaterem byłby psychiatra, zaś miejscem akcji XVIII-wieczny Londyn. Jednakże moja agentka literacka stwierdziła, że jej zdaniem powieść rozgrywająca się w końcu XIX wieku cieszyłaby się większym zainteresowaniem. Koniec XIX wieku to latarnie gazowe, powozy i pierwsze lata psychoanalizy. Niemniej jednak, zważywszy na to, że właśnie napisałem historię psychoterapii (z udziałem Freuda) i historię nieświadomości (również z udziałem Freuda) nie byłem zbytnio przekonany do tego pomysłu. Lecz wtem wydarzyło się coś, co sprawiło, że zmieniłem zdanie. Zostałem poproszony o zrecenzowanie nowej sztuki Christophera Hamptona pt. The Talking Cure, przygotowanej na potrzeby programu kulturalnego BBC. Tematem sztuki były relacje pomiędzy Freudem, Jungiem, a także pierwszą pacjentką Junga, którą poddał on psychoanalizie, Sabiną Spielrein. Przedstawienie bardzo mi się podobało. Zdałem sobie sprawę, że psychoanaliza, a zwłaszcza opowieść o jej początkach, stała się na poły mityczna, a jej legenda świetnie znosi nieustanne powtarzanie jej historii. Od tego czasu zacząłem myśleć o powieści, która mogłaby pożenić powieść kryminalną końca XIX wieku (w duchu Conan Doyle’a) i analizę freudowskich opisów przypadków.

  • A.K. Wybór secesyjnego Wiednia na miejsce akcji Twoich powieści był zatem nieunikniony. Co najbardziej fascynuje Cię w świecie Maxa Liebermanna?

  • F.T. Najbardziej fascynującym aspektem Wiednia Liebermanna jest jego ogromne znaczenie polityczne dla całego XX wieku. Przed I wojną światową Adolf Hitler był artystą, który usiłował w Wiedniu zrobić karierę. Myśliciele polityczni, którym był otoczony, mieli na niego bardzo duży wpływ. Po prawdzie, swój wizerunek kształtował inspirowany burmistrzem Wiednia, Karlem Luegerem. Wiele idei zaczerpnął od pangermańskich nacjonalistów. Nawet ikonografia nazistów ma swoje źródła w Wiedniu początku XX wieku. Przykładowo swastyka była ulubioną runą wiedeńskiego pisarza Guido von Lista. Mniej więcej w tym samym czasie, Theodor Herzl zaprezentował ideę syjonizmu, która pośrednio doprowadziła później do ustanowienia państwa Izrael. Polityczne reperkusje ruchu Herzla do tej pory mocno oddziałują nie tylko na sytuację polityczną Bliskiego Wschodu, ale na całą światową politykę. To niesamowite, jak Wiedeń wyznaczył kurs XX-wiecznej historii.

  • A.K. Czy to jedyne powody, dla których zdecydowałeś się umiejscowić akcję Zapisków Liebermanna w Wiedniu czasów secesji?

  • F.T. Wiedeń roku 1900 to niezwykle ekscytujące miejsce. Idee rewolucyjne szerzyły się we wszystkich dziedzinach ludzkiej działalności: w sztuce, literaturze, filozofii, nauce, a najbardziej znacząco – w psychiatrii. Wielu uważa także, że to w Wiedniu w 1900 roku narodził się modernizm, a w głębi serca uważam się, pomimo, że piszę powieści historyczne, właśnie za modernistę. Co więcej, jeśli zamierzasz napisać thriller psychoanalityczny, Wiedeń Freuda staje się naturalnym miejscem akcji.

  • A.K. Pisanie powieści historycznych wiąże się najczęściej z długotrwałymi, żmudnymi badaniami epoki. Jak wiele czasu zabiera Ci zbieranie informacji i gdzie zazwyczaj ich szukasz?

  • F.T. Moje badania opierają się na dwóch czynnościach. W pierwszej kolejności, na spędzaniu czasu w Wiedniu i odwiedzaniu wszystkich miejsc, które portretuję w książkach o Liebermannie, w drugiej – na czytaniu dziesiątek pozycji na temat fin de siècle’u i Wiednia początku XX wieku. Badanie literatury tematu nie jest jednak wyłącznie akademickie. Czytam również teksty takich wiedeńskich autorów, jak Arthur Schnitzler, Stefan Zweig i Robert Musil. Wszyscy są znakomitymi pisarzami, którzy niestety nie są wystarczająco doceniani, zwłaszcza w świecie anglojęzycznej literatury.

  • A.K. Czy pokusiłbyś się o stwierdzenie, że obraz Wiednia, który wyłania się z kart Twoich książek, jest rzeczywistym obrazem epoki? A może, podobnie jak niektórzy autorzy, zainspirowany pewnymi faktami z historii miasta, stwarzasz na ich podstawie własną literacką kreację tego miejsca?

  • F.T. Staram się bardzo rzetelnie prowadzić badania do moich książek. Dlatego też, kiedy opisuję jakąś konkretną ulicę, dążę do tego, aby zdobyć jej fotografię z początku XX wieku. Podobnie, kiedy piszę o jakiejś kawiarni, lubię czytać jej współczesne opisy, aby upewnić się, że każdy detal w mojej opowieści jest prawdziwy. Oczywiście nie mogę mieć pewności, że wszystko w moich książkach jest historycznie akuratne, ale kiedy tylko jest to możliwe, staram się wiernie odwzorowywać epokę. Często podejmuję nawet wysiłki, aby dowiedzieć się czegoś na temat jakiegoś błahego drobiazgu, na przykład, jaka dokładnie popielniczka leżała na biurku Freuda!

  • A.K. Twoje powieści mają dwóch głównych bohaterów: psychoanalityka, a zarazem ucznia Zygmunta Freuda, doktora Maxa Liebermanna, oraz detektywa-inspektora, Oskara Rheinhardta. W typowych powieściach detektywistycznych ci dwoje byliby wrogami – policjanci zazwyczaj nie lubią, kiedy amatorzy angażują się w rozwiązywanie tajemnicy morderstwa. Tylko przeszkadzają. Twoi bohaterowie są jednak przyjaciółmi. Czy chciałeś w ten sposób wyjść poza konwencję klasycznego kryminału?

  • F.T. Jeden z pierwszych podręczników dla detektywów został napisany przez wiedeńskiego uczonego, profesora Hansa Grossa. W swojej książce radził, aby policyjni inspektorzy korzystali z pomocy ekspertów. Dlatego też w Wiedniu początku XX wieku, nie byłoby niczym nadzwyczajnym, jeśliby detektyw taki jak Rheinhardt skorzystał z rad i opinii psychologa podobnego do Liebermanna. Przyjaźń Rheinhardta i Liebermanna daje mi również pretekst do pisania wielu scen muzycznych (Liebermann gra na pianinie, Rheinhardt – śpiewa). Lubię podejmować to wyzwanie, jakim jest opisywanie muzyki – najbardziej abstrakcyjnej ze sztuk.

  • A.K. Jak w paru słowach scharakteryzowałbyś swoich bohaterów?

  • F.T. Liebermann jest układny, rozsądny, sprytny, romantyczny, czasem odrobinę filisterski. Rheinhard jest cieplejszą postacią, mniej racjonalną, a bardziej intuitywną od Liebermanna. Znakomicie uzupełniają się wzajemnie, zwłaszcza, kiedy prowadzą śledztwa, które wymagają połączenia intuicji i logiki.

  • A.K. Doktor Max Liebermann jest psychoanalitykiem. Ty zaś, z zawodu – psychologiem klinicznym. Pytanie o wątki autobiograficzne zdaje się więc nieuniknione…

  • F.T. Tak, mamy wiele wspólnego: zainteresowanie muzyką, psychologią oraz słabość do wiedeńskich ciast. Blisko trzydzieści lat temu byłem całkiem dobrym pianistą. Nie ćwiczyłem jednak już od tak dawna, że teraz ledwie zagrałbym jakieś proste preludia Szopena! Kiedy byłem nastolatkiem, szalałem na punkcie muzyki. Grałem w zespole rockowym, nagrywałem płyty, uczyłem się orkiestracji i komponowania. Do dziś w garażu przechowuję „Nokturn” Franka Tallisa na klawikord, smyczki i dzwony rurowe, który napisałem, mając około dwudziestu lat. Upłynęło wiele czasu, kiedy ostatnio trzymałem to w rękach, ale podejrzewam, że nie byłoby takie złe. Nie muszę wspominać więc, że kocham muzykę tworzoną za czasów Liebermanna, zwłaszcza Gustawa Mahlera, którego symfonie i pieśni uważam za głęboko poruszające.

  • A.K. Czy twoje doświadczenie jako psychologa ma wpływ na pisane przez Ciebie książki?

  • F.T. Moje doświadczenie w psychologii klinicznej ma kolosalne znaczenie, wpływa niemal na każdy aspekt mojego pisania. Kiedy tworzę postać, zazwyczaj przygotowuję w myślach coś na kształt studium przypadku. Ta metoda sprawdza się zwłaszcza wtedy, kiedy powołuję do życia seryjnych morderców. Aby uwiarygodnić ich poczynania, muszę jasno określić psychologiczne i biologiczne motywy ich postępowania. Jeśli – jako zawodowiec – uwierzę w nie, przypuszczam, że będą one wiarygodne również dla moich czytelników.

  • A.K. W swoich powieściach należytą uwagą obdarzasz nie tylko powieści pierwszo-, ale i drugoplanowe. Poświęcasz wiele miejsca na ich wewnętrzną charakterystykę i opisy nie tylko ich motywów, ale i stanów emocjonalnych. Zapewne, z racji Twojego zawodu, kreślenie tła psychologicznego Twoich postaci nie sprawia Ci trudności?

  • F.T. Nie, nie jest mi trudno wyjaśnić czyjeś motywacje. Po raz kolejny moje doświadczenie jako psychologa klinicznego jest bardzo przydatne. Zawsze mam pomysł na opisanie procesów psychologicznych, które rządziłyby moimi bohaterami.

  • A.K. Gdybyś jeszcze raz mógł wybierać, zostałbyś pisarzem? Czy pisanie sprawia Ci satysfakcję?

  • F.T. Gdybym jeszcze raz mógł wybrać ścieżkę mojej kariery, tak, ponownie zostałbym pisarzem. Uwielbiam pisać i pisarstwo dostarcza mi wiele satysfakcji. Momentem przełomowym w moim życiu było kiedy – wiele lat temu – miałem osiem lat, siedziałem w sali w szkole, był koniec dnia, a ja czułem się zmęczony. Wtem nauczyciel zaczął czytać klasie opowieść. Przypominam sobie, jak moja głowa spoczęła na moich ramionach, w miarę jak byłem coraz bardziej oczarowywany przez to, co słyszałem. Było cudownie, a kiedy zadzwonił dzwonek, wcale nie chciałem wracać do domu. Pełen desperacji chciałem dowiedzieć się, jak się kończy opowiadana historia. Tą książką, którą czytał nauczyciel, była powieść C.S. Lewisa, Lew, czarownica i stara szafa. Również dziś ta powieść ma na mnie ogromny wpływ, może nawet większy, niż wówczas, kiedy miałem osiem lat. Myślę, że to właśnie od tego dnia nie myślałem o niczym innym, jak o tym, że chcę zostać pisarzem.

  • A.K. A czy kiedy się to już stało i napisałeś swoje pierwsze powieści, spodziewałeś się, że Zapiski Liebermanna spotkają się z takim zainteresowaniem?

  • F.T. Nie mogę powiedzieć, że oczekiwałem, że Zapiski Liebermanna zyskają międzynarodowe uznanie (nikt bowiem nie może być niczego w życiu pewien). Mogę tylko nadmienić, że miałem nadzieję, że tak się stanie.

  • A.K. A jak to się stało, że w ogóle zacząłeś pisać powieści kryminalne?

  • F.T. Zacząłem pisać powieści detektywistyczne, dlatego, że w gruncie rzeczy psychoterapia i detekcja są do siebie bardzo podobne. Poszlaki są jak symptomy, a detektyw przypomina psychoanalityka, starając się znaleźć pierwotną przyczynę. To niezwykle interesujące, że sam Freud uważał, że istnieje bliski związek pomiędzy psychoanalizą a policyjnym śledztwem. Zwrócił na to uwagę podczas jednego ze swoich wykładów. Co więcej, ciekawi również fakt, że Freud był wielkim miłośnikiem kryminałów. Jeden z jego pacjentów (znany jako człowiek-wilk) w swoich wspomnieniach ujawnił, że Freud był wielkim fanem Sherlocka Holmesa. Okazuje się więc, że Freud miał wiele uznania dla tego rodzaju literatury. Człowiek-wilk (Siergiej Pankiejew – przyp. A.K.) stwierdził, że cenił on kryminały na równi z dziełami Dostojewskiego.

  • A.K. Chciałabym porozmawiać teraz chwilę o arkanach Twojej pracy. Co zazwyczaj inspiruje Cię do sięgnięcia po pióro?

  • F.T. Często inspirują mnie różne miejsca na mapie świata – w przypadku książek o Liebermannie był to Wiedeń. Jeśli chodzi zaś o tematykę, która popycha mnie do pisania, to natchnienie mogą mi dać zagadnienia z zakresu psychologii, świata medycznego czy współczesnych doktryn politycznych.

  • A.K. Jak pracujesz?

  • F.T. W ciągu tygodnia każdego dnia piszę przez pięć godzin, zazwyczaj od 8.30 do 15.00 (wtedy bowiem muszę odebrać swojego czteroletniego syna ze szkoły). Tyle czasu mi wystarczy, abym w ciągu roku napisał jedną powieść.

  • A.K. A jak taka powieść powstaje? Korzystasz z konspektu czy zdajesz się na intuicję?

  • F.T. Lubię, kiedy powieści są dobrze ustrukturyzowane. Jestem bardzo tradycyjnym powieściopisarzem. Wszystkie moje powieści mają wstęp, rozwinięcie i rozstrzygające zakończenie. Niemniej jednak, bardzo lubię wątki poboczne, dlatego struktura moich powieści jest dość złożona. Wątki poboczne odgrywają bardzo ważną rolę. Kiedy są dobre, mogą pomóc utrzymać zainteresowanie czytelnika, nawet wtedy, gdy napięcie związane z głównym wątkiem opada.

  • A.K. Jakie są zalety, a jakie wady, pisania cyklu powieści poświęconego perypetiom jednego bohatera?

  • F.T. Najważniejszą zaletą jest możliwość pogłębienia sylwetek postaci. Wadą – to, że jest się całkowicie przywiązanym do swojej pracy. Jeśli podpiszę kontrakt wydawniczy na trzy powieści o Liebermannie, muszę je napisać. Nie mogę zrobić sobie przerwy i napisać czegoś innego, tylko dlatego, że miałbym ochotę to zrobić.

  • A.K. Czy Zapiski Liebermanna to książki o jakich marzyłeś? Są zbieżne z Twoimi pierwotnymi zamysłami?

  • F.T. Myślę, że powieści o Liebermannie są bardzo bliskie temu, na co miałem nadzieję, myśląc o nich. Wszystkie są zgodne z moją koncepcją napisania rzetelnych historycznie i psychologicznie powieści detektywistycznych, których akcja byłaby umiejscowiona w Wiedniu Freuda.

  • A.K. Na koniec chciałabym Ci zadać pytanie o Twoje plany na przyszłość. Czy to prawda, że obecnie pracujesz nad szóstym tomem Zapisków Liebermanna? A jeśli tak, czy możesz zdradzić czytelnikom, co czeka w przyszłości ich ulubionych bohaterów?

  • F.T. Chociaż już ukończyłem prace nad szóstą powieścią o Liebermannie, swoją premierę w Wielkiej Brytanii będzie mieć niedługo dopiero piąty tom serii, dlatego najpierw powiem parę słów o nim, gdyż najszybciej trafi w ręce czytelników. Książka nosi tytuł Deadly Communion. Po ulicach imperialnego Wiednia grasuje przestępca seksualny i detektyw-inspektor Oskar Rheinhardt prosi doktora Maxa Liebermanna o pomoc. Wszystko wskazuje na to, że złoczyńca nie jest typowym mordercą powodowanym żądzą. Stanowi całkowicie nowy fenomen, wzbudzając przerażenie wśród mieszkańców miasta swoją unikalną dewiacją i chorobliwym zaangażowaniem. Aby wyjaśnić jego zachowanie, Liebermann musi wykorzystać najnowsze osiągnięcia w psychoanalizie oraz wyprawić się w podróż do niezbadanych dotąd rejonów ludzkiego umysłu. Szósta powieść, nosząca tytuł Death and the Maiden, opowiada o czymś zgoła odmiennym – jej tematem jest śmierć divy operowej, a jednym z jej bohaterów jest Gustaw Mahler.


  • Recenzje książek Franka Tallisa na Dzienniku Literackim
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję