Alan Bradley o Flawii de Luce!
Data publikacji: 10 października 2009 A- A A+
Zadebiutował w wieku 70 lat, pisząc powieść o 11-letniej dziewczynce. Jego książka, o bardzo słodkim tytule, szybko wspięła się na szczyty list bestsellerów. Również w Polsce „Zatrute ciasteczko” zjednało sobie bardzo wielu fanów. Dlatego też nie mogłam oprzeć się pokusie i nie porozmawiać z Alanem Bradleyem, „ojcem” Flawii de Luce!




  • Anna Kutrzuba: Flawia de Luce ma jedenaście lat. Kiedy ją po raz pierwszy poznałam, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że dokładnie tak mogłaby wyglądać panna Marple Agathy Christie, gdyby była w jej wieku. Flawia jest bardzo młodym, ale bardzo inteligentnym i odważnym detektywem-amatorem. Co skłoniło Pana do stworzenia tak wyjątkowej postaci?

  • Alan Bradley: Jedenastoletnie dziewczynki są bardzo często niedoceniane przez rodzinę, nauczycieli i przyjaciół. Pomyślałem, że nadszedł czas na napisanie powieści, której główna bohaterka byłaby ukazana nie tylko jako inteligentna, ale i dzielna. Myślę, że Flawia jest bardziej ekscentryczna niż panna Marple byłaby, gdyby była w jej wieku; jest cudownym dzieckiem, choć tylko zgaduję. Naprawdę szkoda, że Agatha Christie nie napisała powieści, która odsłaniałaby młodzieńcze lata jej pani detektyw.

  • A.K. Zważywszy na jej sytuację rodzinną, dzieciństwo Flawii jest raczej nieszczęśliwe. Ekscentryczny ojciec, śmierć matki, dwie nierozumiejące ją siostry… Wszystko to nie pozostaje bez echa dla osobowości dziewczynki. Jak opisałby Pan jej charakter w tym kontekście?

  • A.B. Chociaż Flawia dzielnie stawia czoła swoim siostrom, to tak naprawdę niezwykle przeżywa ich złośliwości. Oprócz Doggera, byłego ogrodnika, oraz zaprzyjaźnionych mieszkańców wioski, nie ma nikogo. Jest zmuszona do odkrywania prawdy i o swojej rodzinie, i o świecie, w którym żyje. Czyni to, wypytując każdego o informacje. Ostatecznie, kto zwraca najmniejszą uwagę na pytania jedenastoletniej dziewczynki? Jest ona praktycznie niewidzialna.

  • A.K. Czy kiedykolwiek się to zmieni? Czy Flawia kiedykolwiek dorośnie?

  • A.B. Flawia przez najbliższy czas pozostanie jedenastolatką. Kiedyś chciałem, aby była odrobinę starsza, ale to było zanim zarysowałem jej sytuację dla sześciu powieści poświęconych jej osobie.

  • A.K. Podobnie jak Flawia, również Pan miał w 1950 roku jedenaście lat. Czy więc można doszukiwać się w jej postaci wątków autobiograficznych?

  • A.B. Myślę, że niesłychany entuzjazm Flawii, odzwierciedla mój własny zapał, kiedy byłem w jej wieku. Jednak moją prawdziwą pasją były soczewki, lustra, światło, pryzmy i projektory. Dla Flawii liczy się chemia, a zwłaszcza trucizny.

  • A.K. O nie właśnie chciałam zapytać w kolejnym pytaniu. Flawia uwielbia przygotowywać różnorakie trucizny. Cyjanek, arszenik, kurara nie mają przed nią żadnych tajemnic…

  • A.B. Trucizny są często postrzegane za broń kobiecą. Są w stanie dać siłę tym, którzy są siły pozbawieni. Ojciec oraz siostry Flawii nie mają najmniejszego pojęcia, jak bardzo jest ona niebezpieczna. Gdyby wiedzieli, na pewno nie spaliby w nocy!

  • A.K. Flawia uwielbia swoje wiktoriańskie laboratorium. Jego szafy pełne są różnych sekretów. Jak Pan sądzi, jakie znalezisko sprawiłoby jej szczególną radość? Gdyby to było możliwe, zapewne najbardziej chciałaby spotkać swojego tajemniczego wuja.

  • A.B. Laboratorium chemiczne wuja Tara to dla Flawii niebo na ziemi. Odkąd stało się właściwie zapomnianą częścią Buckshaw, zawiera księgozbiór wuja, jego dokumenty, notatki, korespondencję, dzienniki i tym podobne, dokładnie tak, jak je zostawił. Bardzo prawdopodobne, że Flawia chciałaby dowiedzieć się więcej na temat szkieletów w szafie rodziny de Luce: rzeczy, o których nigdy nie rozmawia się w jej obecności.

  • A.K. Jest Pan Kanadyjczykiem, urodził się Pan w Toronto, a jednak za miejsce akcji swojej powieści wybrał scenerię Anglii lat 50. XX wieku. Co zainspirowało Pana do tego wyboru?

  • A.B. Anglia lat 50. XX wieku to koniec złotej ery. Wiele tradycji i zwyczajów z tamtejszych czasów dziś już zanikło. Wyrastałem w rodzinie, która wyemigrowała z Anglii na długo przed tym zanim się urodziłem, lecz jej członkowie nadal łakomie pochłaniali angielskie książki i magazyny. Anglia, obojętnie czy rzeczywista, czy wyimaginowana, jest w mojej krwi, i z tego powodu, ma potężny wpływ na moją wyobraźnię.

  • A.K. Czy Pana powieściową, tę wyimaginowaną Anglię, odnaleźlibyśmy w rzeczywistości, gdyby było nam dane przenieść się do lat 50. XX wieku?

  • A.B. Moja Anglia, tak jak ją przedstawiłem w serii, nie jest Anglią, jaką rzeczywiście była, lecz Anglią, jaką powinna była być: moją własną, prywatną Anglią mojego umysłu. Uformowała się z moich łapczywych lektur oraz z rozmów z moją matką i z moimi dziadkami o tym, co nazywali „Starym Krajem”.

  • A.K. Czy pokusiłby się Pan o nazwanie „Zatrutego ciasteczka” książką dla dzieci i młodzieży? Czy pisał ją Pan z myślą o młodszych czy starszych czytelnikach?

  • A.B. Zamierzałem zaadresować „Zatrute ciasteczko” do dorosłych, jednak okazało się, że chętnie czytają je ludzie w różnym wieku. Usłyszałem to od czytelników, którzy mieli od 10 czy 11 do 95 lat. Myślę, że odbiór książki bardziej zależy od konkretnego typu osoby niż od określonej grupy wiekowej. „Zatrute ciasteczko” właśnie zostało nominowane do nagrody dla „Najlepszej Książki dla Młodych Dorosłych” przez American Library Association. To naprawdę wspaniałe wynagrodzenie za pracę wiedzieć, że książka cieszy się takim poważaniem u szerokiego spektrum czytelników.

  • A.K. Swoją przygodę z literaturą rozpoczął Pan dopiero po przejściu na emeryturę. Czy to dopiero wtedy pojawił się w Panu pomysł na zostanie pisarzem?

  • A.B. Swoją pierwszą książkę zacząłem pisać, kiedy miałem pięć lat, a przestałem, kiedy jedna z moich sióstr zaczęła mi bardzo dokuczać z jej powodu. Przez lata pisałem, ale nie publikowałem zbyt wiele, tym niemniej nadal pisałem (wraz z Dr. Williamem A.S. Sarjeantem, napisałem książkę pt. „Pani Holmes z Baker Street”, która prezentowała naszą teorię na temat tego, że Sherlock Holmes tak naprawdę był kobietą). Kiedy przeszedłem na emeryturę, postanowiłem, że nadszedł czas, aby przysiąść nad pisaniem: brak czasu przestał już być bowiem wymówką. Opublikowałem wspomnienia o swojej matce, które z konieczności były autobiograficzne. Do pisania zachęcała i inspirowała mnie moja żona, Shirley, która szczególnie naciskała, abym rzucił wszystko inne, zabrał się do pracy i przelał postać Flawii na papier.

  • A.K. Czy od początku pomysł na Flawię wiązał się z pomysłem na powieść kryminalną? Czy ma Pan słabość do tego gatunku?

  • A.B. Zacząłem czytać w bardzo młodym wieku. Moja babcia wprowadziła mnie w raczej łagodny świat powieści lorda Petera Wimseya pióra Dorothy L. Sayers. Kiedy stałem się chłopcem, wuj ofiarował mi powieści i opowiadania o Sherlocku Holmesie. Później już sam sięgałem po powieści kryminalne, choć zawsze preferowałem angielskich prozaików. Powieści Sayers przez cały ten czas były i są jednymi z moich ulubionych, chociaż podziwiam także innych autorów, takich jak koleżankę, również Kanadyjkę, Louise Penny, Petera Robinsona i Andrew Pypera. Spośród amerykańskich prozaików, kocham powieści Laurie R. King o Mary Russell. Lisa Gardner, Meg Gardiner, Donna Leon i Charles Todd często nie pozwalali mi zasnąć, trzymając w napięciu do późnych godzin nocnych. Z autorów brytyjskich wymieniłbym Petera Loveseya, oczywiście Agathę Christie, Margaret Murphy, powieści o inspektorze Morse’ie Colina Dextera, inspektorze Wycliffe’ie W.J. Burleya, P.D. James, Ruth Rendell … Mógłbym wymieniać i wymieniać.

  • A.K. Jest Pan prawdziwym miłośnikiem kryminałów! Ogromną radość sprawia Panu czytanie ich, a czy równie wielką sprawia ich pisanie?

  • A.B. Pisarz żyje w dwóch różnych światach i zawsze jest przeciągany, wyciągany, z jednego do drugiego przez żądania codziennego życia bądź przez potrzebę – i konieczność – tworzenia. To tak jakby się przez cały czas podróżowało, to bardzo stresujące. Największą przyjemność w tej pracy sprawia możliwość współpracowania z najlepszymi redaktorami świata: ludźmi, którzy są legendą w swoim własnym zawodzie. Lubię także spotykać i słuchać czytelników, który pokochali książkę i pragną dowiedzieć się więcej o Flawii.

  • A.K. A w jaki sposób Pan dowiaduje się więcej o Flawii? W jaki sposób znajduje Pan tematy dla swoich powieści?

  • A.B. Tematy wywodzą się zazwyczaj z rzeczy, które niezwykle interesowały mnie w różnych okresach mojego życia. Na przykład, kiedy byłem chłopcem, samodzielnie wykonywałem, a później bawiłem się marionetkami, tworząc teatrzyk kukiełkowy. Lalkarstwo nigdy nie było w Kanadzie tak popularne, jak w Polsce czy w innych częściach Europy. Był czas, kiedy wierzyłem, że życie podróżującego marionetkarza musi być najbardziej romantycznym z możliwych! W powieści, mogę zrealizować swoje marzenie przez bohatera, który mnie zastąpi.

  • A.K. Jak Pan pracuje? Jak powstają Pana powieści?

  • A.B. Lubię kłaść się wcześnie spać i wcześnie wstawać oraz pracować, kiedy jestem rześki i wypoczęty. Czwarta trzydzieści czy piąta rano wydaje się być dla mnie okresem natężonej kreatywności. Pracuję również późnym rankiem, popołudniami, wieczorami, ale wczesny poranek jest najlepszy. Często równocześnie prowadzę badania, dlatego też bezustannie fruwam z jednej zapisanej kartki na drugą, do różnych niedokończonych jeszcze notatek.

  • A.K. Czy zanim zacznie Pan pisać, przygotowuje wcześniej konspekt książki?

  • A.B. Jak tylko wymyślę postaci i ich otoczenie, zaczynam rozmyślać nad fabułą i tematyką powieści. Każda z sześciu książek skupia się na konkretnym aspekcie brytyjskiej rzeczywistości, która znikła i której nie możemy już doświadczyć. Przykładowo, pierwsza książka badała fanatyczny aspekt kolekcjonowania znaczków; druga zaś dotyczy podróżnego teatrzyku kukiełkowego.

  • A.K. Pana debiutancka powieść okazała się wspaniałym sukcesem. Nawet powstał fan club miłośników Flawii! Czy kiedykolwiek marzył Pan o zdobyciu takiej popularności? Jak się Pan czuje jako jeden z ulubieńców czytelników kryminałów?

  • A.B. Jestem bardzo podekscytowany! Piętnaście lat temu myślałem, że przeszedłem na emeryturę. Teraz mam możliwość odwiedzać miejsca, o których dotąd tylko śniłem i rozmawiać z ludźmi, z którymi mogę dzielić swój entuzjazm. To zupełnie nowe życie.

  • A.K. Jak dotąd w Polsce ukazało się jedynie „Zatrute ciasteczko”. Podobnie w Niemczech, jednak tamtejsze wydanie wyróżnia niezwykle oryginalna okładka. Czy widział Pan zdobiącą ją grafikę?

  • A.B. Uwielbiam okładkę, jaką Hilden Design przygotował dla niemieckiej edycji, „Mord im Gurkenbeet”, opublikowanej przez Blanvalet. Przypomina mi rysunki piórka Edwarda Gorey’a, którego niezwykle cenię.

  • A.K. Czy zdradzi Pan, co czeka Flawię w przyszłości?

  • A.B. W przyszłości? Flawia nadal będzie zbierać wiedzę o Bishop’s Lacey i jego mieszkańcach, jak również o swojej rodzinie i sobie samej. Każda powieść jest kompletną całością, jednak wszystkie składają się na „dłuższą opowieść”, która dopiero uwidoczni się z końcem szóstej książki. Jestem bardzo podekscytowany na myśl o tym!

  • A.K. Wspomniał Pan o sześciu powieściach. Jako miłośniczka Flawii muszę zapytać, tylko tyle?

  • A.B. Obecnie seria, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, ma liczyć sześć książek. Czy więcej… któż to wie?



  • Recenzje książek Alana Bradleya na Dzienniku Literackim; Photo Credit: Jeff Bassett / Wydawnictwo Vesper, Poznań
Komentarze
  • 1
    aerien 10 października 2009 | 19:56:31

    Wspaniały wywiad!! Jestem świeżo po lekturze "Zatrutego ciasteczka" i ten wywiad stał się dla mnie cudownym dopełnieniem książki :)) Czekam na dalsze tomy, "Kukiełeczki" zapowiadają się wybornie (wnioskuję po tym, co zdradził sam pisarz).

  • 2
    Annie 11 października 2009 | 20:12:35

    Aerien, cieszę się, że jego lektura sprawiła Ci taką przyjemność :) Ja także już nie mogę się doczekać kolejnych tomów przygód Flawii. Zważywszy na wieńczącą cykl tajemnicę, teraz będzie jeszcze trudniej wyczekać ;)

    Moc pozdrowień!

  • 3
    mary 13 lipca 2010 | 22:52:07

    wow gratuluję wywiadu. świetny. twórczości jeszcze nie znam ,ale okładki są przecudne i ta Anglia w tle kusi niezmiernie :))

  • 4
    Annie 15 lipca 2010 | 14:14:51

    A dziękuję :) A co do książek, powiem krótko: POLECAM. Centralnie, w powieściach Alana Bradleya jestem bez pamięci zakochana ;)

  • 5
    Aniulka 10 listopada 2011 | 14:40:42

    super wywiad ja mam od alana autograf

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję