Urodzinowy wywiad z Małgorzatą Musierowicz!
Data publikacji: 24 lutego 2009 A- A A+

Przed zdmuchnięciem świeczki na torcie, należy sobie pomyśleć życzenie. I broń Boże nie wypowiadać go na głos, bo mogłoby się nie spełnić. Jednak ja zaryzykowałam i podzieliłam się nim z moją Dobrą Wróżką, która bez chwili wahania zgodziła się je zrealizować. To dzięki niej na urodziny Dziennika Literackiego został ofiarowany mi najpiękniejszy podarunek – wywiad z Bohaterką mojego dzieciństwa. Dziękuję, pani Małgorzato!


  • Anna Kutrzuba: Powiada się, że kobieta po trzydziestce to kobieta w kwiecie wieku – atrakcyjna, pewna siebie, spełniona. A jak opisałaby Pani, Pani Małgorzato, trzydziestodwuletnią Jeżycjadę?

  • Małgorzata Musierowicz: Hm. Może: skromna, lecz niegłupia?

  • A.K. Kiedy rozpoczęła się Pani przygoda z literaturą? Co zainspirowało Panią do zamiany piórka na pióro?


  • M.M. Takiej zamiany nigdy nie było – odkąd pamiętam, pisanie wiązało się u mnie z rysowaniem. Pierwsza prawdziwa powieść (Małomówny i rodzina), jaką napisałam, powstała właściwie po to, żebym miała co zilustrować. Zrobiłam dyplom na Wydziale Malarstwa i Grafiki, ze specjalnością: ilustracja książkowa – i za nic nie mogłam zdobyć jakiegokolwiek zlecenia. Postanowiłam więc sama je sobie złożyć.


  • A.K. Zadebiutowała Pani powieścią Małomówny i rodzina, jednak większość czytelników, zapytana o Pani pierwszą powieść, niechybnie wskazałaby pierwszy tom Jeżycjady. Dlatego chciałam zapytać Panią o Szóstą klepkę. Jak wspomina Pani pracę nad nią?


  • M.M. Była to istna orka! Wydawnictwo „Nasza Księgarnia” zgodziło się wydać mój maszynopis, pod warunkiem dokonania bardzo licznych i zasadniczych poprawek. Kto inny by się zniechęcił, ale trafiło na twardą sztukę. Poprawiłam tekst i oddałam. Redakcja zażądała kolejnych poprawek. Poprawiłam tekst i oddałam. Oni swoje. A ja się zawzięłam! Pisałam tę powieść, od początku do końca, trzy razy. Ta trzecia wersja już im się spodobała, ale i mnie się spodobało takie zawzięte pisanie. Musieli mi wyrywać ten maszynopis z zębów, bo miałam wciąż nowe pomysły na poprawki i udoskonalenia. Po prostu odkryłam, że im więcej się pracuje nad książką, tym ona jest lepsza. Do dziś mi został system pisania trzech wersji, coraz lepszych, tej samej powieści. To się sprawdza.


  • A.K. Zazwyczaj każdy z nas ma swoich Nauczycieli – mistrzów, mentorów, których mądrość chcielibyśmy zgłębić i których chcielibyśmy naśladować. Kto dla Pani stanowił, bądź stanowi nadal, taką inspirację?


  • M.M. Jakoś nie mam ochoty nikogo naśladować. Strasznie samowolny ze mnie typek. Natomiast miałam wspaniałych Nauczycieli, od których dowiedziałam się rzeczy ważnych, bezcennych, niezbędnych. Mówię tu zarówno o ludziach z krwi i kości (jak moi licealni profesorowie lub wybitny historyk teatru profesor Zbigniew Raszewski, który zaszczycał mnie swoją uwagą i z którym wymieniałam przez lata korespondencję), jak też i o mistrzach książkowych. Tych ostatnich jednakże nie zliczę. Ważnych i ukochanych książek, a więc i mistrzów-pisarzy, wymieniać mogłabym setkami.


  • A.K. Czy inspiruje Panią również praca jej brata, znakomitego poety i tłumacza, Stanisława Barańczaka? A może to Pani stanowi dla niego inspirację? Czy Pani brat czytuje Jeżycjadę?


  • M.M. Czytuje. Chwali. Nie sądzę jednak, żeby moja twórczość mogła go inspirować – pamiętajmy, że ja piszę wesołe powieści z myślą o młodzieży, a ściślej: o kilkunastoletnich dziewczętach. Stanisław natomiast przebywa w górnych rejonach literatury, na wysokim Parnasie. Jestem niesłychanie dumna z mojego brata, wspaniałego twórcy i zarazem wspaniałego człowieka.


  • A.K. W kwestionariuszu zamieszczonym na Pani stronie internetowej, na pytanie o Pani ulubione zajęcia, odpowiada Pani: czytanie książek, pisanie książek, ilustrowanie książek, wymyślanie książek, pisanie o książkach, kupowanie książek, wyszukiwanie książek na półkach antykwariatów, kolekcjonowanie książek, pożyczanie książek od przyjaciół, pożyczanie książek przyjaciołom, rozmowy o książkach, ustawianie książek na nowych regałach, oprawianie starych książek w nowe okładki. Czy zbudowała już Pani swoją bibliotekę marzeń? A może książkami nigdy nie będzie Pani w stanie „najeść się” do syta?


  • M.M. Muszę powiedzieć z przyjemnością, że jestem już bliska posiadania takiej biblioteki marzeń. Kolekcjonuję książki przez całe życie, a ponieważ właściwie nie potrzeba mi wiele więcej do szczęścia, zdołałam uzbierać piękny księgozbiór. Prawdą jest jednak, że nigdy nie można „najeść się” książkami do syta, jak to Pani celnie ujęła. Nadal buszuję po antykwariatach, księgarniach i po Internecie – i nadal można mnie uszczęśliwić książkowym prezentem; ostatnio piszczałam z radości, kiedy od pani Marii Pajzderskiej, siostrzenicy Władysława Zambrzyckiego, dostałam w prezencie jego Kaskadę Franchimont – książkę, której nigdy nie miałam, a której bezskutecznie poszukiwałam przez lata.


  • A.K. Zadebiutowała Pani w połowie lat 70. Wiele z Pani powieści ukazało się w czasach PRLu. Czy kiedykolwiek spotkała się Pani z cenzurą Pani powieści? Czy raczej władze partyjne uznawały je za „słuszne”?

  • M.M. W PRLu ukazało się zaledwie sześć moich powieści. Dopóki pisałam wesołe kawałki w rodzaju Szóstej klepki, nikomu to jakoś nie przeszkadzało, nawet kiedy przemycałam w tekście wyraźne „aluzje”. Prawdę mówiąc, na książki dla dzieci i młodzieży władze nie zwracały większej uwagi. Problemy zaczęły się wraz z wybuchem stanu wojennego. Miałam podpisaną już umowę na pogodną powieść młodzieżową, zaliczkę dawno wydałam, trzeba było się wywiązać. Ale nie mogłam udawać, że nic się nie stało, nie mogłam nadal pisać beztroskich kawałków. Napisałam powieść, której akcja toczy się w stanie wojennym a po ulicach jeżdżą czołgi. Na wydanie nie było szans, oczywiście, jednakże redakcja ostatecznie uznała, że tekst jest dobry i że trzeba go po prostu schować do szuflady. Musiało minąć pięć lat, żeby ta szuflada mogła zostać otwarta. Opium w rosole było przez cały czas pod troskliwą opieką i pilotażem moich kochanych pań redaktorek z „Naszej Księgarni”, i to one spowodowały, że książka wreszcie się ukazała. Natychmiast zresztą została zaatakowana przez „Trybunę Ludu” i „Kulturę”. Ale już jakoś niewiele mi to zaszkodziło. Kolejna powieść – Brulion Bebe B. ukazała się już w wolnej Polsce, w roku 1990.

  • A.K. Sprężyna jest Pani osiemnastą powieścią. Zarówno ja, jak i miliony Pani czytelników, mamy nadzieję, że kolejną z wielu, wielu więcej. Zdradziła Pani, że pracuje nad dziewiętnastym tomem cyklu, McDusią. A czy może Pani zdradzić, czy kiedykolwiek zastanawiała się nad kształtem ostatniej powieści zamykającej Jeżycjadę?

  • M.M. Tak, już ją nawet wymyśliłam, tę ostatnią część. Co jednakże zdarzy się pomiędzy dziewiętnastym a ostatnim tomem Jeżycjady – jeszcze nie wiem na pewno. Miło jest pracować sobie na luzie i ze swobodą. Co będzie, to będzie.

  • A.K. Od niedawna Pani miłośnicy mogą spotykać się z Panią nie tylko na spotkaniach autorskich, ale również na Pani stronie internetowej. Jak się Pani czuje jako jedna z najpopularniejszych „bloggerek” w Polsce? :)

  • M.M. Oj, a czy ja w ogóle jestem bloggerką? Nie zamierzałam. Stworzyłam po prostu swoją stronę autorską, na co mnie od dawna namawiano. Nawiasem mówiąc, przeciwstawiałam się temu pomysłowi uparcie, wiedząc doskonale, co mnie czeka. I rzeczywiście: tonę już nie tylko w korespondencji tradycyjnej, doszła teraz mailowa, o wiele bardziej obfita. A czytelnicy domagają się odpowiedzi, więc ustaliła się tradycja: mam w dni, zawierające w dacie szóstkę, koniecznie napisać „odpowiedź zbiorową” na stronie. Fura pracy, ale też i ogromna przyjemność, wynikająca z żywego kontaktu z mnóstwem sympatycznych, mądrych i otwartych ludzi.

  • A.K. Wiele z Pani powieści zostało przetłumaczonych na inne języki: czeski, rosyjski, słoweński, litewski, węgierski, szwedzki, a nawet wietnamski czy japoński. Jakie to uczucie widzieć swoje powieści w tak wielu, egzotycznych skądinąd, odsłonach?

  • M.M. Miłe. Najbardziej lubię japońskie wydania: są takie śliczne! – pod każdym względem.

  • A.K. A czy nie obawiała się Pani barier kulturowych, na jakie mogą natrafić zagraniczni czytelnicy Pani powieści? Tego, że mogą one zostać niewłaściwie zrozumiane, zinterpretowane?

  • M.M. Prawdę mówiąc, odkąd dowiedziałam się o japońskim sukcesie Opium w rosole (ten tytuł przełożono i wydano tam jako pierwszy), nic mnie już nie zdziwi. Okazuje się, że młodzi ludzie na całym świecie myślą, czują i rozumują bardzo podobnie. To krzepiące.

  • A.K. Łusia, bohaterka najnowszej Pani powieści, postanawia zostać „spiritus movens” – duchem sprawczym, motorem działania, sprężyną wydarzeń. W tej samej powieści pisze Pani: Zmieniasz świat, dzień po dniu. Nieważne, że nie wszystko zdążysz zrobić. To, co robisz, jest dobre. A więc siłą rzeczy sprawiasz, że świat jest lepszy – chociaż o tę odrobinę. Ale… czy w ogóle możemy więcej, niż odrobinę? Sami jesteśmy odrobinami. Na szczęście to wszystko się sumuje w niewyobrażalnie wielkie liczby. Czy właśnie takie działanie jest Pani receptą na dobrze przeżywane życie?

  • M.M. Mniej więcej. Moja osobista, zwięzła recepta to: być pożyteczną.

  • A.K. Naszpan polonista powiadał: styl – to człowiek. Zazwyczaj jednak styl danego autora charakteryzują wszyscy inni, tylko nie on sam. Jak Naszpan polonista określiłby styl Małgorzaty Musierowicz, gdyby była ona jego uczennicą?

  • M.M. Ha! No, właśnie nie mam pojęcia. Może: powściągliwy?

  • A.K. Nie zawsze to, co mówią bohaterowie, odzwierciedla osobiste poglądy pisarzy. Jednak czytelnicy poszukują w powieściach ich alter ego. Czy „ukryła” Pani siebie w którejś z wykreowanych przez siebie postaci?

  • M.M. Ależ skąd. Byłoby to jakieś egocentryczne i czułabym się z tym głupio. Raz tylko, w Tygrysie i Róży, wpakowałam do toruńskiego antykwariatu dużą panią z garbatym nosem i dwójką dzieci, celowo tam tkwiącą tak, jak celowo Alfred Hitchcock pojawiał się przez ułamek sekundy na planie swoich filmów. (Ale i tak było mi potem głupio). Bardzo trafnie podkreśliła Pani, że bohaterowie Jeżycjady nie zawsze reprezentują mój światopogląd. Staram się te postawy i poglądy różnicować i wzbogacać. Dopiero wtedy jest ciekawie.

  • A.K. Borejkowie nadal zamieszkują na Jeżycach, jednak Pani od pewnego czasu żyje z dala od zgiełku miasta. Nie tęskni Pani za sąsiedztwem Roosevelta 5?

  • M.M. O, nie, nie. Na wsi mieszka się nam cudownie. Zresztą, Jeżyce z Jeżycjady zawsze istniały tylko w mojej wyobraźni. A wyobraźnię oczywiście przywiozłam tu ze sobą, calutką, nic a nic nie uszkodzoną w trakcie przeprowadzki.

  • A.K. Z lektury rozmów z Panią wynika, że czuje się Pani zrealizowana jako pisarka, matka, a teraz – jako babcia. Czego zatem mogą swojej ukochanej Autorce życzyć jej czytelnicy?

  • M.M. Wielu jeszcze tak kochanych, mądrych, wdzięcznych, wiernych i serdecznych czytelników!


Recenzje książek Małgorzaty Musierowicz na Dzienniku Literackim
Oficjalna strona Małgorzaty Musierowicz
Komentarze
  • 1
    shach 24 lutego 2009 | 15:33:54

    gratulacje:D:D:D

  • 2
    Lilithin 24 lutego 2009 | 15:51:11

    Gratuluję :D

  • 3
    olifka1 25 lutego 2009 | 6:56:54

    jestem pod wrażeniem :)

  • 4
    Magrat 25 lutego 2009 | 8:30:50

    Nie wierzę, wywiad z pisarką mojego dzieciństwa :D Ile razy spacerowałam z Borejkami po Poznaniu. Macie swoje ulubione tomy??

  • 5
    lucyolejniczak 25 lutego 2009 | 16:38:07

    Aniu, gratuluję! Imponuje mi Twój rozmach i jak przeczytam o wywiadzie z z J.K. Rowling, to wcale się nie zdziwię :)

  • 6
    E.milia 26 lutego 2009 | 13:56:10

    Miło przeczytać wywiad z Małgorzatą Musierowicz, zwłaszcza, że nie dawno przeczytałam jej jakąś zaległą część Jeżycjady :) Gratuluję i życzę wielu wywiadów jeszcze, bo są ciekawe!

  • 7
    Chomik84' 26 lutego 2009 | 14:00:12

    Super Aniu!!!! Ja cały czas czytam Musierowicz (już od kilkunastu lat...), a ostatnio nawet udało mi się Jeżycjadą zarazić płeć brzydką...co odnotowuję jako niebywały sukces ;-)

  • 8
    Annie 27 lutego 2009 | 14:29:19

    Kochane, bardzo Wam dziękuję za tyle ciepłych słów :) Książki pani Małgorzaty warto czytać i warto polecać, bo, przynajmniej ja, nie wyobrażam sobie mojego czytelniczego życia bez Jeżycjady. Ona była, jest i, mam nadzieję, zawsze będzie, gdyż dopiero z Borejkami świat nabiera tęczowych kolorów :)

  • 9
    kolmanka 23 kwietnia 2009 | 19:14:14

    wow, serdecznie gratuluje i troszkę Ci zazdroszczę:-)

  • 10
    Annie 23 kwietnia 2009 | 19:24:24

    Dziękuję, Kolmanko :)

  • 11
    athine 11 sierpnia 2009 | 14:40:49

    Świetny wywiad. :) Musierowicz jest jedną z pisarek, których chyba nigdy w życiu nie zapomnę.;);)

  • 12
    carolinascotties 8 stycznia 2010 | 12:06:26

    Gratuluję wywiadu z Wyjątkową Osobą i Wspaniałą Pisarką!

  • 13
    gość 30 kwietnia 2014 | 15:13:23

    Gratuluję wywiadu z tak wspaniałą osobą

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję