Chciałbym być Landenem… - wywiad z Jasperem Ffordem
Data publikacji: 2 marca 2009 A- A A+

Są tacy pisarze, których nie muszę przedstawiać. Tak często o nich piszę i tak często mówię, że chcąc nie chcąc, większość czytelników Dziennika Literackiego z ich nazwiskiem musiała się spotkać. Dlatego, nie przedłużając... Scenarzysta, prozaik, a przy tym… Thursday Nexy w spodniach. Panie i Panowie, mam przyjemność zapowiedzieć Jaspera Fforde’a.



  • Anna Kutrzuba: Dziesiątki tysięcy Ffanów na całym świecie; czytelników, którzy mogliby czytać Twoje powieści bez końca. Ffascynujący język, nieokiełznana wyobraźnia i jedyna w swoim rodzaju intryga kryminalna. Jak udało Ci się nas aż tak zaczarować? ;)

  • Jasper Fforde: Myślę, że cała sztuczka polegała na nagromadzeniu różnych zdarzeń i wymieszaniu tego, co bardzo familiarne z tym, co bardzo fantastyczne. Dzięki temu, bohaterowie zdają się prawdziwi, a co za tym idzie, to, co robią również wydaje się prawdziwe.

  • A.K. Twoja kariera literacka jest bardzo oryginalna. Przez dziewiętnaście lat pracowałeś w przemyśle filmowym. Teraz jesteś pełnoetatowym pisarzem. Dlaczego poświęciłeś filmy dla książek?

  • J.F. Nie mam wystarczająco dużo czasu dla obu. Kiedy pracowałem w przemyśle filmowym, w wolnym czasie pisałem książki. Teraz piszę książki i nie mam wolnego czasu już na nic więcej!

  • A.K. Czy Twoje doświadczenie zawodowe wpływa na Twoje pisarstwo? Czy jest Ci łatwiej prowadzić fabułę, ponieważ ją „widzisz”? A może te umiejętności nie mają zupełnie, ale to zupełnie żadnego znaczenia?

  • J.F. Muszę przyznać, że nie jestem tego do końca pewien. Myślę, że to, co dała mi poprzednia praca, to ogromne możliwości podróżowania i pracowania z wieloma ekscentrycznymi, nierzadko niedoskonałymi, ale zabawnymi i niezwykle inteligentnymi ludźmi. A w gruncie rzeczy w pisaniu właśnie o obserwowanie innych ludzi głównie chodzi. Doświadczenia z podróży również bywają pomocne w tworzeniu.

  • A.K. Kiedyś, kiedy zostałeś zapytany, czy Twoje książki zostaną zekranizowane, powiedziałeś, że tak, ale tylko, jeśli Ty to zrobisz. Więc… kiedy zaczynasz? ;)

  • J.F. Jeszcze nikt mnie o to nie prosił, a zatem – nadal czekam!

  • A.K. Co jest dla Ciebie najtrudniejsze, a co najprzyjemniejsze w pisaniu?

  • J.F. Pisanie to agonia i ekstaza, wszystko w jednym. Kiedy nic się nie układa, jest ciężko, a książka przypomina stek bzdur, który nigdy nie zamieni się w nic ciekawego. Ale wtem pojawia się dobry pomysł albo wszystkie elementy nagle wskakują na swoje miejsce, bądź udaje Ci się napisać świetne zdanie czy chwytliwy dialog i słońce znów nad Tobą świeci. Choć i tak najprzyjemniej jest mieć już napisaną książkę, niż dopiero ją pisać.

  • A.K. A jak piszesz to jak piszesz? Masz swoją utartą rutynę pracy?

  • J.F. Najpierw sprawdzam maile, później stronę internetową, tego typu sprawy, a dopiero potem próbuję przysiąść nad książką. Czasami spędzam nad nią cztery godziny dziennie, czasami dziesięć. To zależy od tego, jak blisko jest do deadline’u i jak dobrze mi się nad nią pracuje. Muszę pracować właściwie codziennie; napisanie typowej książki zajmuje mi około sześciu miesięcy i jest to raczej bezustanna praca.

  • A.K. Czy przygotowujesz drobiazgowe konspekty swoich książek?

  • J.F. Nie strukturyzuję swoich książek z wyprzedzeniem. Choć bardzo chciałbym tak umieć; pisanie ich byłoby wtedy dużo bardziej efektywne. Zazwyczaj wybieram pięć lub sześć różnych elementów, które chciałbym umieścić w danej powieści, opisuję je i stwarzam między nimi paralele, nie wiedząc jeszcze w jaki sposób splotę je u końca historii. Dużo w tym przepisywania. I bardzo dużo strat. Zazwyczaj piszę 300,000 słów, a po ewentualnych poprawkach, zmniejszam ich ilość do 100,000.

  • A.K. Swoją literacką karierę rozpocząłeś od serii przygód Thursday Next. Teraz zdajesz się poszukiwać czegoś nowego, gdyż angażujesz się w nowe projekty (np. seria Nursery Crime Division). Znudziła Cię Thurs? A jeśli nie, to jak wiele pomysłów na powieści o Thursday jest jeszcze w Tobie?

  • J.F. Powieści o Thursday oparte są na bardzo szerokiej kanwie. Niewiele jest rzeczy, które mógłbym wymyślić i których nie mógłbym umieścić jakoś w fabule tych książek. Piszę książki o książkach, a zatem zakres, w obrębie jakiego się poruszam, jest dość szeroki. W ostatniej powieści z serii o Thursday wplotłem do fabuły moje własne poprzednie książki o Thurs. Jest to dziwaczny, zawiły, złożony świat, a fakt, że ludziom się to podoba, najlepiej świadczy o sile wyobraźni!

  • A.K. Powiedziałeś kiedyś, że najbardziej, ale zarazem tylko do pewnego stopnia, utożsamiasz się z Landenem, mężem Thursday. Jednak, kiedy porównywałam Twoją biografię z Twoim opisem życia Thurs byłam przekonana, że to ona jest Twoim alter ego. Naprawdę aż tak się pomyliłam? ;)

  • J.F. Ciężko powiedzieć. Zawsze byłem przekonany, że chciałbym być Landenem, bo przy zabawnym charakterze i ogromnej sile Thursday, on wspiera ją, nierzadko nawet nie myśląc o tym. Większość mężczyzn byłaby zachwycona możliwością bycia z silną kobietą, ale to chyba nie do końca tak działa. Thursday jest niezwykła, odstaje od innych silnych kobiet, gdyż nie szuka równie silnego jak ona mężczyzny. Pragnie kogoś, kto by ją kochał i kogo ona mogłaby kochać. Rzadko prosi o coś Landena, ale wydaje mi się, że mimo to jest raczej wymagająca.

  • A.K. Twoją następną powieścią będzie powieść pt. Shades of Grey, otwierająca zupełnie nowy cykl książek. Zapowiedziałeś także dwie kolejne powieści: One of Our Thursdays is missing, kontynuację First Among Sequels i ostatni tom trylogii o NCD, The Last Great Tortoise Race. Czy mógłbyś zdradzić mi coś więcej na temat tych książek?

  • J.F. Shades of Grey to powieść, której akcja dzieje się siedemset lat w przyszłości, kiedy najważniejszą jednostką socjalną i monetarną jest Visual Colour. Każdy człowiek przynależy do odpowiedniej grupy socjalnej, w zależności od tego, w jakim kolorze widzi świat, syntetyczne barwniki wprowadzane są do kolorowych ogrodów, a odłamki kolorów pozostałe po poprzedniej cywilizacji są wykopywane i kondensowane, aby pokryć kolorem całe otoczenie. Naturalnie, jak to zwykle bywa, coś jednak nie wychodzi… The Last Great Tortoise Race to zaś trzecia, a zarazem ostatnia, powieść poświęcona przygodom Jacka Spratta, a jej fabuła związana jest z corocznie organizowanym w Reading wyścigiem „Żółw kontra Zając”. Każdego roku faworytem jest Zając, ale też każdego roku Zając przegrywa. Czy w tym roku Zając wygra wyścig? Czy Rada Miejska naprawdę dobrze zrobiła nie pobierając podatków od kontrolera plag? I wreszcie, czy Zeus będzie robił problemy na ślubie Pandory? One of Our Thursdays is Missing kontynuuje niedomknięte watki z First Among Sequels. Jurysfikcja ma poważne problemy: seryjny zabójca grasuje na wolności, Speedy Muffler deklaruje międzygatunkową wojnę a agresywne pulpery grożą zamienieniem książek z wszystkich bibliotek w pulpę i przemienienie ich w płyty MDF do mebli do samodzielnego składania. Tylko Thursday Next mogłaby jej pomóc wyjść z tych opresji. Ale… Thursday nigdzie nie ma. Po tym, jak ostatnio widziano ją prowadzącą śledztwo w Dark Reading Matter, miejscu, w którym, jak się domniemuje, kończą wszystkie książki – wymazywane i zapomniane – nikt nie może jej znaleźć. Czas ucieka, a Jurysfikcja decydując, że tylko Thursday może odnaleźć Thursday, nakładania Thursday5, bohaterkę ohydnie przepisanej książki z serii, do poszukania Thursday w miejscu, którego boi się ona najbardziej – w miejscu chaosu, nieprzewidywalności i nierozwiązywalności wątków fabularnych: w Prawdziwym Świecie.

  • A.K. W jednym z wywiadów przeczytałam, że masz polskie korzenie. Podobno twoim dziadkiem był Józef Retinger, jeden z cichociemnych, żołnierz zasłużony w walkach z drugiej wojny światowej. Czy to prawda?

  • J.F. Tak; Retinger był prawą ręką generała Sikorskiego i został zrzucony na spadochronie do Polski pod koniec wojny, aby oszacować siłę polskiego ruchu oporu. Niestety, zmarł cztery miesiące przed tym, jak się urodziłem.

  • A.K. A czy, w związku z pochodzeniem dziadka, odwiedziłeś kiedyś Polskę? I czy czujesz jakąkolwiek więź z ojczyzną Twojego dziadka?

  • J.F. Byłem w Polsce dwukrotnie. Raz w 1978 roku, drugi – w 2006. Co za zmiana! Nie postrzegam siebie jako Polaka, ponieważ moja matka wychowywana była w Anglii, a zatem od swoich korzeni jestem oddalony o całe pokolenie. Jest we mnie tyle Polaka, co Francuza, ale, jeśli mam być szczery, to tak – zawsze byłem propolski. Zresztą, zawsze lubię się dobrze pokłócić, a to, jakby nie było, stawia mnie w pół drogi do polskości.

  • A.K. Skoro już pytam o rodzinę, nie mogę nie zapytać o tradycje literackie w Twoim domu. Czy miłość do książek wpoili Ci rodzice?

  • J.F. W moim domu było zawsze mnóstwo książek, ale tak jak i one, dużą rolę podczas mojego dorastania odgrywała telewizja, filmy, gry – one również są częścią pewnej OPOWIEŚCI.

  • A.K. A jakie książki Cię inspirują? Przypuszczam, że Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carrolla, ale… co więcej?

  • J.F. Tak, Alicja w Krainie Czarów prawdopodobnie tak. To była pierwsza książka, którą pamiętam, że przeczytałem, w wieku siedmiu czy ośmiu lat. Wciąż w swojej biblioteczce mam tamten egzemplarz. Do mojego TOP 5 zaliczyłbym Paragraf 22, Zabić drozda, Rzeźnię numer 5, Zmierzch i upadek oraz Trzech panów w łódce, nie licząc psa. Często czytam fragment poświęcony żeglowaniu i transportowaniu sera z Liverpoolu (Trzech panów w łódce, nie licząc psa) i za każdym razem niesamowicie mnie on bawi.

  • A.K. Czyli wracasz do przeczytanych książek. A gdybyś mógł w jedną wskoczyć, która by to była?

  • J.F. Mały Książę. Chciałbym się zestarzeć na jednej z planet, którą odwiedził; być może nawet jedną bym sam dla siebie sobie wymyślił.

  • A.K. A gdybyś mógł przeczytać jedną z zaginionych książek, takich jak Cardenio, co byś wybrał?

  • J.F. Zaginione dzienniki Ambrose’a Bierce’a. Te, które pisał, kiedy zniknął, obserwując rewolucję meksykańską z Pancho Villą...



Recenzje książek Jaspera Fforde’a na Dzienniku Literackim
Oficjalna strona Jaspera Fforde’a
Komentarze
  • 1
    Lilithin 2 marca 2009 | 18:47:40

    Aniu, gratuluję wywiadu i jednocześnie za niego dziękuję :) Wiesz, że zaraziłaś mnie Fforde'm, a to bardzo przyjemna choroba.
    Kolejne książki zapowiadają się bardzo ciekawie. Na szczęście, jeszcze zostało mi kilka do przeczytania, więc może jeszcze zanim skończę, ukażą się te nowe :)
    Jakoś specjalnie mnie nie dziwi, że jedną z ulubionych książek Fforde'a jest "Rzeźnia numer pięć". Echo postmodernistycznej ironii, absurdalnych pomysłów i zabawy z czytelnikiem wyraźnie słychać w jego książkach. A sam autor całkiem przystojny :D

  • 2
    Bazyl 2 marca 2009 | 19:24:38

    Zabrakło mi pytania o przestój wydawniczy w kraju nad Wisłą. Czy autor wie, że przestało się go wydawać?

  • 3
    Annie 2 marca 2009 | 20:12:45

    Dziękuję, Lilithin, za tak miłe słowa :) Z tą "Rzeźnią numer 5" to idealnie się wpisał w Twoją ostatnią recenzję. Nie umawialiście się? :D

    Bazylu, nie wiem, czy wie i dość świadomie pominęłam tę kwestię, bo chciałam mu pokazać, że w Polsce, pomimo okoliczności wydawniczych motywowanych niską sprzedażą, też panuje fforde'omania. Obiecuję Ci jednak nadrobić tę zaległość przy kolejnej okazji :)

  • 4
    Hildegarda 2 marca 2009 | 23:25:15

    Kolejny rewelacyjny wywiad. Oby takich jak najwięcej! :)

  • 5
    Bazyl 3 marca 2009 | 12:46:08

    Co racja... Trudno pewnie autorowi wytłumaczyć, że mimo licznej rzeszy fanów Next, wydawnictwo rozkłada ręce i mówi: "Sorki, ale nie wydajemy dalej, bo nie schodzi". Dziwne to i szkoda, bo i marketing był niezły (vide strona www) i czytelników, jak można mniemać, sporo. Czyżby jedni pożyczali od drugich, a ci z kolei, z biblioteki? :D

  • 6
    Lilithin 3 marca 2009 | 16:05:20

    No i polskie tłumaczenie też było świetne. Może właśnie czytelników nie było tak wielu?

  • 7
    Annie 3 marca 2009 | 17:42:33

    Hildegardo, dziękuję!

    Bazylu, być może ;) Nie znam przyczyn zawieszenia wydawania cyklu, ale przypuszczam, że może nie tyle co czytelników nie było wielu, co niewystarczająco do pokrycia nakładów wydanych na promocję książki. Mało który tytuł może cieszyć się własną, tworzoną od podstaw szatą graficzną, odmienną od oryginalnej, do tego własna strona internetowa (a to było 4 lata temu, kiedy taka promocja nie była powszechna), wiele plakatów i billboardów na mieście, reklama w gazetach... Po prostu książki nie okazały się hitem. Mogły mieć dobrą sprzedaż, ale liczono, na supersprzedaż, ponadprzeciętną ;)

  • 8
    Bazyl 4 marca 2009 | 8:04:24

    Więc może pora odejść od wciskania hitu na siłę i wydać w Fforde'a w mniej okazałej szacie, np. kieszonkowej. Dla mnie literki są ważne, a nie opakowanie. Wróć! Skłamałbym gdybym powiedział, że w każdym przypadku :D

  • 9
    nutta 4 marca 2009 | 15:51:52

    Przeczytałam pierwszy tom, drugi czeka w kolejce i kupiłabym następne. Coś mi się wydaje, że nie jest łatwo kupić nawet te dwa tomw, więc czytelnicy są.
    Z zainteresowaniem przeczytałam o polskiej rodzinie autora. Kiedyś czytałam taką niewielka książeczkę o jego dziadku "Barwne życie szarej eminencji". Próbowałam ją znaleźć, ale gdzieś mi się zawieruszyła.

  • 10
    Annie 4 marca 2009 | 19:55:59

    Bazylu, hmm... to może w tej sprawie do Znaku napiszemy? :D A tak serio, też bardzo bym chciała, aby je wydali po polsku, bo tłumaczka serii była znakomita i choćby dla jej przekładu warto by było te książki przeczytać ;) A inna rzecz, że jak mówi Nutta, polityka wydawnictwa w kwestii tych książek jest zupełnie niezrozumiała, bo czytelnicy naprawdę, ale to naprawdę są ;)

  • 11
    Bazyl 4 marca 2009 | 20:41:52

    Pisanie do Znaku, to czas stracony. Dwa maile i 2:0 dla mnie :( Chyba żeby umyślnym? :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję