Poważnie pisać nie umiem... taka ułomność... - wywiad z Małgorzatą Żurakowską
Data publikacji: 9 marca 2009 A- A A+


Nieczęsto zdarza mi się porozmawiać z pisarzem przed premierą jego książki. Niemniej jednak tym razem ta sztuka mi się udała. O tremie, muchach i innych dramatach opowiada dziś Dziennikowi Literackiemu debiutująca na polskim rynku książki, Małgorzata Żurakowska – sexy pisarka, sexy dziennikarka, a nade wszystko sexy mama!



  • Anna Kutrzuba: Już 13 marca swoją premierę będzie mieć Pani książka, Muchy w zupie i inne dramaty, stanowiąca zbiór zabawnych opowieści o nietypowym życiu typowej rodziny. Słuchacze Radia Lublin mieli okazję słyszeć je na antenie radia w latach 1998-2000 w programach „Magazyn Domowy” oraz „To i owo". Teraz „przeczyta Panią” cała Polska. Ma Pani tremę?

  • Małgorzata Żurakowska: Koszmarną. Tremę i nadzieję, że jeśli tylko ktoś zdecyduje się na sięgnięcie po książkę – nie pożałuje, wiem już ile ta pisanina potrafi dać ludziom radości.

  • A.K. Czytelnicy poznają książkę dopiero za parę dni. Czy mogłaby Pani zdradzić im, czego się mogą po niej spodziewać? Już sam jej tytuł jest co najmniej intrygujący…

  • M.Ż. Tytuł jest również intrygujący dla mnie... oparty o wspomnienie pierwszego dnia moich dziewczynek w przedszkolu – po powrocie powiedziały, że jadły pyszną zupę z muchami, które wrzuciła do zupy pani. Do dziś nie udało się ustalić co to były za muchy, wiadomo tylko że smakowały...

  • A.K. Co stanowiło dla Pani impuls do sięgnięcia po pióro? Chęć zerwania z rutyną pracy w radiu czy potrzeba nabycia nowych doświadczeń?

  • M.Ż. Nie znam zjawiska rutyny... życie mnie jakoś strzegło. Ani w praca w radiu, ani praktyczne zajęcia ze studentami nie grożą rutyną... W ciągu jednego tygodnia zdarza się, że przygotowuję programy dla dzieci, poradnik o zdrowiu, magazyn literacki i... nocny program o przemocy domowej...

  • A.K. Łatwo jest napisać książkę? A może pisanie usłane jest wieloma trudnościami?

  • M.Ż. Łatwość pisania często bywa udziałem grafomanów... mnie pisanie sprawia radość co nie znaczy, że nie sprawia trudności…

  • A.K. Kim się teraz Pani bardziej czuje – pisarką czy dziennikarką?

  • M.Ż. Najbardziej – kobietą, w dodatku – spełnioną, jakkolwiek będzie to okropnie brzmiało, potem mamą, żoną a dopiero potem dziennikarzem, wykładowcą, czytelnikiem, zwierzolubem, wielbicielem herbaty, słodyczy i grilla... Na poczucie się pisarzem, chyba jeszcze mam czas...

  • A.K. Muchy w zupie… wpisują się w nurt polskiej literatury kobiecej, którą zdominowała proza Katarzyny Grocholi. Porównania do niej zdają się nieuniknione, tym bardziej, że podobnie jak ona, pisze Pani ciepło, ale zarazem ironicznie, a przy tym z ogromną swadą. Czy są one w Pani mniemaniu słuszne?

  • M.Ż. Oj, Grochola to chyba zupełnie inna klasa, ja dopiero zaczynam, a co z tego wyniknie jeszcze się okaże...

  • A.K. A co sądzi Pani o zagranicznych bestsellerach, które również umiejscawiane są w tej kategorii – sławnym Dzienniku Bridget Jones czy Monologach waginy? To Pani poetyka?

  • M.Ż. Felietony, które legły u podstaw książki powstały długo przed Bridget Jones, co mnie cieszy... Na pewno nie chcę być polską BJ, chcę być sobą! Może trudno w to uwierzyć, ale moja poetyka powstawała dobre 40 lat temu... tak widzę i komentuję świat, ci, którzy mnie znają, doskonale to wiedzą...

  • A.K. W Muchach w zupie… opisuje Pani z ogromnym poczuciem humoru codzienne, zdawałoby się szare życie; wydarzenia na wskroś przesiąknięte prozaicznością. Świat jest stale taki kolorowy czy tylko wtedy, kiedy patrzy się na niego przez różowe okulary?

  • M.Ż. Świat jest kolorowy i różnorodny, tylko nie mamy czasu żeby mu się przyjrzeć... Dla mnie każdy nowy dzień jest darem... Żadna w tym moja zasługa – taka się urodziłam, cieszą mnie drobiazgi. To wcale nie znaczy, że jestem dzieckiem szczęścia - mam problemy jak każdy… czasem nieco większe niż przeciętny człowiek... dlatego do codziennych utrapień dobrze się zdystansować, mam nadzieję że moja książka to pokazuje...

  • A.K. Ile z tych codziennych „dramatów” to prawda, a ile to fikcja? Czy często musiała Pani naginać rzeczywistość i uruchamiać swoją wyobraźnię?

  • M.Ż. Książkowa fikcja jest mocno zakorzeniona w rzeczywistości. Obok postaci autentycznych żyją fikcyjne, wszystko się razem przeplata, czasem najpierw tworzyłam pointę a dopiero potem wymyślałam dojście do niej...

  • A.K. W Pani książce centralną rolę odgrywają rodzina i przyjaciele. Czy posiadanie stabilnego ogniska domowego stanowi według Pani esencję szczęśliwego życia?

  • M.Ż. Tak , przynajmniej dla mnie – bez rodziny, bliskich nie wyobrażam sobie życia, trzeba mieć zakorzenienie i wsparcie... i być wsparciem dla innych, tylko wtedy cały ten bałagan zwany życiem ma sens...

  • A.K. A jak definiuje Pani kobiecość? Czy Matka-Polka może być sexy?

  • M.Ż. Uwielbiam być kobietą, chociaż urodę mam raczej radiową... kobiecość przynosi się na świat, bardziej to czuję niż potrafię zdefiniować... Matka–Polka to pojęcie historyczne, dziś moim zdaniem nie ma zastosowania. A jeśli chodzi Pani o to, czy matka dzieciom może być sexy – odpowiedziałabym – wyłącznie! Jeśli jest matką – to najczęściej, zna własną wartość i wie, że jest zdolna do rzeczy wielkich – to jest bardzo sexy!

  • A.K. Czy czytając Muchy w zupie i inne dramaty czytelnicy powinni przyglądać się kwestiom genderowym, czy raczej nie chce się Pani angażować we współczesną debatę feministyczną?

  • M.Ż. To dobra książka do czytania w wannie... pod drzewem... na plaży... w pociągu... Nie jest jej zadaniem wyruszać na barykady... Chciałabym żeby przekazywała czytelnikom radość... Poza tym, świetnie bawią się przy niej także mężczyźni...

  • A.K. W krótkiej notce biograficznej wspomina Pani, iż jedną z nielicznych tolerowanych przez Panią form ruchu jest przewracanie kartek w książce. Jaką książkę obecnie „kartkuje” Małgorzata Żurakowska?

  • M.Ż. Jest ich co najmniej kilka, lubię wybierać książki w zależności od nastroju i... stopnia zmęczenia... Nie umiem zasnąć bez przeczytania chociaż kilku stron – kiedy wracam po nocnym programie – czytam zdecydowanie lżejszą literaturę (Lodge'a, Folleta, Moora), a kiedy jestem nieco przytomniejsza, wybieram co innego (teraz Twierdza Saint-Exupéry’ego, Eco i Pamuk).

  • A.K. Ukończyła Pani polonistykę na UMCS, potem zaś dziennikarstwo na KUL-u. Książki muszą zatem stanowić istotną część Pani życia. Jak bardzo są one dla Pani ważne?

  • M.Ż. Bardzo. W domu mam ich kilka tysięcy... tych najulubieńszych nie pozwalam czytać dzieciom w wannie...

  • A.K. Pokaż mi swoją torebkę, a powiem Ci, kim jesteś… Czego dowiedzielibyśmy się o życiu wewnętrznym Małgorzaty Żurakowskiej, zaglądając do jej torebki?

  • M.Ż. Że jest skomplikowane. Chaotyczne. Ale ponieważ, jak wiadomo, z chaosu wyłonił się świat – czasem miewam też doświadczenie wielkiej harmonii... Przede wszystkim torebka musi być na tyle duża, żeby zmieściło się w niej dwa kilo ziemniaków i szampan (kiedyś miałam właśnie taki zestaw). Jest w niej mini apteczka (bez tego się nie ruszam – nawyk z czasów kiedy dzieci były małe, tylko plastry z kaczuszką zamieniłam na te, na otarte stopy), koniecznie portfel, coś do pisania, telefon, a oprócz tego spinacze, apaszka na szyję i ciepłe skarpetki (szczególnie w lecie – łatwo marznę w klimatyzowanych pomieszczeniach), zdjęcia dzieci, często sprzęt do nagrań albo notatki do wykładów... Z moją torebką mogę w każdej chwili wyjechać na dwa – trzy dni z domu bez specjalnego pakowania...

  • A.K. A gdybyśmy zajrzeli do Pani notesu, czy znaleźlibyśmy jakieś zapiski na temat kolejnej książki?

  • M.Ż. Notesu nie mam – tylko tysięczne zapiski na wszystkich możliwych kartkach papieru, rachunkach, paragonach, wyciągach z konta, starych biletach... Szkic do nowej książki mam w moim laptopie, który działa już tylko jako maszyna do pisania... Tym razem będzie to powieść o dziewczynie, która odkrywa przyczyny prześladującego ją pecha w mrocznej przeszłości własnej rodziny... Będzie więc strasznie i śmiesznie, bo poważnie pisać nie umiem... taka ułomność...


Recenzje książek Małgorzaty Żurakowskiej na Dzienniku Literackim
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję