Laleczka voodoo zwana Prusky (wywiad)
Data publikacji: 7 kwietnia 2009 A- A A+
Już 24 kwietnia swoją premierę będzie mieć Ballada o chaosiku – druga książka Wawrzyńca Prusky’ego, laureata plebiscytu portalu Onet.pl w konkursie na Blog Roku 2005. Z tej okazji, trochę bardziej na poważnie, o nowej książce, o radości z dzieci, o Potopie i o tym, że nigdy nie zatańczy w Tańcu z Gwiazdami, specjalnie dla Dziennika Literackiego opowiada pomysłodawca Wawrzyńca, a zarazem jeden z najpopularniejszych blogerów w Polsce – Paweł Klimczak.
  • Anna Kutrzuba: Prawdoziarnista fikcja oparta na wykonfabulowanych faktach – właśnie tak określił Pan charakter swojej twórczości na swoim blogu. Jednak niewielu pańskich czytelników wierzy Panu, iż Wawrzyniec Prusky jest li tylko postacią literacką. A zatem spróbujmy w tym wywiadzie oddzielić ziarna od plew – co jest bajką, a co rzeczywistością?
  • Paweł Klimczak: Oczywiście Wawrzyniec nie jest postacią w 100% wykreowaną, bo na początku blog miał być pamiętnikiem, zbiorem anegdot z codzienności, a pisanie w trzeciej osobie o Wawrzyńcu było jedynie pomysłem na formę, który pozwolił odejść trochę od standardowego brzmienia blogowych notek i nadał im nieco bardziej literackie brzmienie. Ponieważ jednak każde opowiadanie miało być żartem, czasem trzeba było Wawrzyńca zrobić postacią barwniejszą, niż piszący oryginał. W którymś momencie złapałem się nawet na tym, że popadam w pewien schemat, w którym WP ciągle jest ofiarą, która wpada w tarapaty i jest obiektem moich żartów, więc zacząłem szukać sposobów na zmiany i zarówno Wawrzyniec, jak i wszyscy Pruscy wraz z otoczeniem momentami oddalają się dość daleko od rzeczywistości. Jedno jest niezmienne, że poza wyskokami w stronę oczywistych absurdów i czystej fantastyki inspiracją pozostają bieżące wydarzenia z naszego życia, a czasem wręcz jest to nieskalany konfabulacją reportaż, bo rzeczywistość bywa lepsza, niż wymyślne pomysły.
  • A.K.: W Balladzie o chaosiku pisze Pan: Wawrzyniec jest jak laleczka voodoo, na której odreagowuję frustrację, robiąc z niego na blogu większego idiotę, niż jest w rzeczywistości. To chyba nie fair wobec kogoś, kto przyniósł Panu sławę?
  • P.K.: Nie dam się nakłonić do przyznania, że osiągnąłem sławę. Byłbym nieziemskim bufonem zgadzając się na takie określenie, bo tak naprawdę to bardzo niszowa popularność, która nigdy nie postawi mnie w gronie kandydatów do kolejnej edycji Tańca z gwiazdami. Zresztą w samej blogosferze jest wiele osób, których popularność jest nieporównywalnie większa, a samo utrzymywanie popularności jest bardzo pracochłonne, bo kilkutygodniowa przerwa w pisaniu strąca w niebyt.
    Wracając do pytania – bycie nie fair wobec Wawrzyńca to założenie bloga, więc powinien być mi wdzięczny za tę koncepcję.
  • A.K.: Z jednej strony prowadzi Pan blog, o którym mówi, iż opowiada historie nieprawdziwe. Z drugiej strony – zamieszcza zdjęcia własnej rodziny na innym blogu, korespondującym z treścią bloga Wawrzyńca. Nie obawia się Pan, że przekracza granicę między chęcią uratowania od zapomnienia przeszłości a ekshibicjonizmem?
  • P.K.: Drugi blog służy tylko i wyłącznie podzieleniu się z innymi moją pasją fotograficzną. Faktem jest, ze przeniosłem tam cały zbiór zdjęć dzieciaków, który niegdyś był częścią bloga „głównego”, ale zdjęcia, które teraz zamieszczam obecnie na blogu fotograficznym nie są ilustracją bloga o Wawrzyńcu. Moimi modelami są głównie dzieci, ale trudno o lepsze obiekty do fotografowania. Z czasem to na pewno będzie się zmieniać.
  • Co do ekshibicjonizmu, to raczej nie znajduję w sobie ciągot do prezentowania swojego życia prywatnego. Z natury jestem zamknięty, nie lubię się zwierzać, trzymam wszystkich na dystans i raczej nie przekroczę niebezpiecznej granicy blogując. Często jestem zszokowany tym, jak szczegółowo niektóre osoby relacjonują przebieg swojego życia przy użyciu słów, zdjęć i nagrań. Dla mnie pisanie i fotografia to rozrywka, a nie chęć obnażenia się przed czytelnikami.
  • A.K.: Rozumiem zatem, że Pana żona, podobnie jak Pan, również nie ma żadnych wątpliwości, co do sensu ujawniania własnej prywatności w Internecie?
  • P.K.: Jak już wcześniej wspomniałem, w moim odczuciu nie obnażam tajemnic z naszego życia, a jedynie trochę niegroźnych i podkoloryzowanych anegdot, więc nigdy nie przytrafiło mi się, żeby żona miała pretensje o treść bloga. Parę razy może wspomniała „Wyszłam na kretynkę w tej notce”, ale zawsze pocieszałem, że na tle Wawrzyńca i tak jest tą bystrzejszą w rodzinie.
  • A.K.: Myśli Pan, że kiedy Dziedzic i Potomka dorosną, spodoba im się taki sposób upamiętnienia ich dzieciństwa?
  • P.K.: Zakładam, że za kilka lat, o ile będę miał jeszcze ochotę na pisanie, będą protestować przeciwko publikowaniu jakichkolwiek informacji o nich, bo mogłoby ich to narażać na nieprzyjemności ze strony kolegów i koleżanek ze szkoły. W końcu też byłem dzieckiem i wiem, jak okrutne potrafią być dzieci i nastolatki, więc postaram się im oszczędzić takich sytuacji. Natomiast za 20 lat i z każdym następnym rokiem wartość mojej pisaniny powinna rosnąć. Kto by nie chciał poczytać książki o swoim dzieciństwie, nawet jeżeli byłaby ona upstrzona absurdem i pastiszem.
  • A.K.: Wawrzyniec Prusky to idealne alter ego, czy brakuje mu jakichś cech, którymi chętnie by go Pan obdarzył, ale których z powodu rozwoju fabuły nie może Pan mu dodać?
  • P.K.: Mam wrażenie, że autorzy blogów obdarzają siebie wyjątkowo hojnie cechami, które chcieliby posiadać, ale w końcu blogowanie to sposób na autopromocję. Moje niepoważne pisanie ma te dobrą stronę, że mogę Wawrzyńcowi bezkarnie dodać każdą cechę. Jedynym wyjątkiem jest pewne zakłamanie rzeczywistości. Otóż autor klnie jak szewc, a w blogu pojawiają się zaledwie nieśmiałe, wykropkowane echa jego umiejętności. Ale mam pomysł na wykorzystanie dosadnego słownictwa w innym projekcie.
  • A.K.: Nauczył Pana czegoś o sobie samym?
  • P.K.: Jestem odporny na wiedzę. Utwierdziłem się jedynie w przekonaniu, że jestem łasy na pochwały, leniwy i ciężko mi się zmobilizować do pracy.
  • A.K.: Wawrzyniec cieszy się niemałą sympatią. Jakie to uczucie być jednym z najpopularniejszych blogerów w Polsce?
  • P.K.: Fajnie jest poczytać maile i komentarze, z których wynika, że ludzi cieszy moje pisanie. Czasem zdarzy mi się spotkać kogoś, komu Wawrzyniec jest bliski, wokół bloga zbiera się paczka ludzi, których łączy poczucie humoru, podobne doświadczenia. Jest miło być w centrum wydarzeń i to w zasadzie wszystko, żadnych godnych opisania uczuć nie miewam w związku z popularnością, która, co jeszcze raz podkreślam, jest jednak niszowa.
  • A.K.: Krystyna Kofta powiedziała o Pana blogu: Nie znam się na blogach, szukałam w nich harmonii między nową dla mnie formą a treścią. Znalazłam to u Wawrzyńca Prusky'ego. Dobra, dojrzała literacko forma, zabawna, czasem zaskakująca treść, dopasowane fotografie, indywidualny język. (…) Zaciekawił mnie, chcę wrócić i czytać dalej, sprawdzić, co jeszcze wymyślił, bo jest niewątpliwie bardzo pomysłowy. Takie wyróżnienie musi łechtać dumę?
  • P.K.: Jestem wdzięczny za wszystkie pozytywne opinie, które motywują do pisania. Pani Krystynie mógłbym co najwyżej klawiaturę czyścić, więc jestem wdzięczny tym bardziej. Każdy, kto coś tworzy, nie wyłączając blogerów, łaknie zainteresowania i pochwał, a ja nie jestem tu wyjątkiem. Gdyby pozytywny odzew nie był mi potrzebny, pisałbym dla siebie i zatrzymywał na twardym dysku komputera.
  • A.K.: Myśl o założeniu bloga pojawiła się spontanicznie czy raczej założeniu go towarzyszyła Panu chęć zagospodarowania pewnej niezagospodarowanej wówczas niszy?
  • P.K.: Z natury nie jestem spontaniczny, więc dojrzewałem do myśli o blogu przez kilka tygodni. Byłem wówczas zafascynowany blogami, miałem szczęście trafić na kilka doskonałych blogów i zachwyciło mnie to, że zwykli ludzie, bezinteresownie piszą o swoich przeżyciach. Prawdziwość, jakość i energia bijąca z tych wpisów sprawiły, że postanowiłem dołączyć do tej grupy i zaproponować swoją wersję bloga.
  • A.K.: Łatwo jest pisać bloga? A może pisanie go usłane jest wieloma trudnościami? 4,5 roku niemal codziennych notek musi wycieńczać nawet najbardziej wytrwałego blogera. Nie ma Pan czasami dość?
  • P.K.: Przez pierwsze dwa lata notki pisały się same, a potem formuła zaczęła się wyczerpywać, co zmusiło mnie do podnoszenia sobie poprzeczki i poszukiwania w blogu czegoś, co sprawi, że będę się palił do pisania. Ostatnio nie mam tyle czasu, co 4 lata temu i trudność polega na wygospodarowaniu kilkudziesięciu minut na pisanie, stąd spadek częstotliwości wpisów. Ale dość nie mam. Postanowiłem natomiast, że trzymam się idei, która była powodem powstania bloga – pisanie ma mi sprawiać przyjemność, więc nie zarywam nocy, nie piszę na siłę, staram się nie schlebiać gustom czytelników.
  • A.K.: Skąd u Pana ta zdolność do, parafrazując jednego z Pana bohaterów, robienia diamencików z potencjalnie nudnych historii z codziennego życia? Podejrzewał Pan siebie wcześniej o talent literacki?
  • P.K.: Nie sądzę, abym był obdarzony talentem literackim. Zawsze zazdrościłem osobom, które potrafiły opowiadać żart przez kilkanaście minut budując napięcie i powoli zmierzając do puenty. Ja ten sam żart opowiadam w 40 sekund nie osiągając zamierzonego efektu. Nie jestem niestety gawędziarzem i pewnie nigdy już nie będę. Chciałbym napisać powieść, ale obawiam się, że gdybym miał napisać Potop, to już na 15 stronie Kmicic zabierałby się za obronę Jasnej Góry. Nie mam cierpliwości do opowiadania. Może dlatego sprawdziłem się w formule krótkich, blokowych notek.
  • A.K.: W 2007 roku wydał Pan Jędrne kaktusy. Teraz swoją premierę będzie mieć Ballada o chaosiku. Nazwałby Pan samego siebie pisarzem?
  • P.K.: Nie. Te książki traktuję jako zbiory tekstów, które z autora nie robią jeszcze pisarza. Mam zbyt wiele szacunku dla osób, które uważam za pisarzy, żeby stawiać się z nimi w jednym rzędzie.
  • A.K.: Cechuje Pana charakterystyczne, sarkastyczne poczucie humoru. Nazwanie przez Pana swojego bohatera Wawrzyńcem Pruskim sugeruje inspirację Misiem Stanisława Barei. Co jeszcze śmieszy Pawła Klimczaka?
  • P.K.: Śmieszy mnie sporo rzeczy, ale jakby się zastanowić, to okazuje się, że są to rzeczy sprzed lat. Coraz mniej jest zaskakujących, łamiących konwencje filmów, programów, seriali, coraz więcej licencji, powtarzania schematów i prób trafienia w oczekiwania odbiorców. Na szczęście jest jeszcze paru bezczelnych typów, którzy są niegrzeczni i robią to, co im się podoba.
  • A.K.: Cechuje Pana także autoironia i spory dystans do siebie. Bez tego postać Wawrzyńca raczej nie miałaby szansy powstać?
  • P.K.: Kiedyś nawet kusiło mnie, żeby napisać serię notek, w których Wawrzyniec odnosi sukcesy, nie ma pecha, błyszczy intelektem, ale zabrakło mi pomysłów na realizację. Ale pokusa mnie nie opuszcza, bo to byłaby okazja do kolejnej „zmyłki” i pomanewrowania laleczką voodoo, jaką jest Prusky.
  • A.K.: Chciałby Pan, aby Dziedzic odziedziczył po Panu zamiłowanie do blogowania i kontynuował blogowe, wielopokoleniowe dzieło Pruskych?
  • P.K.: Zanim Dziedzic dorośnie ludzkość wymyśli zapewne lepsze sposoby na opowiadanie historii. To, czy moje dzieci będą pisać nie jest dla mnie ważne. Grunt, żeby lubiły czytać...
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję