„Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela”
Okładka książki „Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela”
  • Autor: Lucyna Olejniczak
  • Tytuł: Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 240
  • Rok wydania: 2013
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-936455-0-3
  • Wydawca: Czarno na białym, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Czarno na białym, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 23 listopada 2013 A- A A+
Pisanie to akt twórczy, jednak pisanie autobiografii to akt męstwa i odwagi. Tym godniejszy uznania, im trudniejsze są opowiadane historie. Jedną z nich przytacza na kartach Opiekunki krakowska pisarka, Lucyna Olejniczak. Wydana wiosną 2013 roku powieść jest najbardziej osobistą książką w dorobku literackim autorki. To pamiętnik z podróży za chlebem – bardzo szczery i szalenie intymny. I choć napisany przez jedną kobietę, opowiadający o dramatycznych losach tysięcy polskich mam i babć.

Kraków, druga połowa lat 80. XX wieku. Lucyna pracuje na etacie laborantki za zaledwie dziesięć dolarów miesięcznie. Na utrzymaniu ma dwójkę małych dzieci i męża-alkoholika. Ledwie wiąże koniec z końcem. Czuje się upokarzana współczującymi spojrzeniami sąsiadów i drobnymi gestami pomocy. Marzy jej się lepsze życie dla siebie i dzieci. Wtem jedna z jej koleżanek przesyła jej zaproszenie do mitycznej Ameryki. Lucyna postanawia wyjechać do pracy zarobkowej za ocean. Ma pracować jako opiekunka osób starszych. Kobieta błyskawicznie załatwia dokumenty niezbędne do wyjazdu. Przeprowadza także dzieci do ich babci i przepisuje u notariusza opiekę nad nimi na swoją mamę i brata. Cel, jaki przed sobą stawia, jest prosty: zarobić dość, by się usamodzielnić i móc złożyć papiery rozwodowe. Lucy zaczyna uczyć się języka angielskiego. Na wszelki wypadek odświeża sobie także francuski. Wreszcie bogatsza o znajomość formułek grzecznościowych i obszernych fragmentów z Kwiatów zła Charles’a Baudelaire’a, z kieszeniami pełnymi mini rozmówek polsko-angielskich i angielsko-polskich wyrusza w podróż życia. Pantomima i podstawy języka migowego pomagają jej przejść przez odprawę celną na lotnisku w Montrealu. W końcu Lucy trafia do Stanów Zjednoczonych. Pierwsze dni spędza w Chicago, ostatecznie zamieszkuje w Des Plaines u swojej pierwszej podopiecznej. Ku jej przerażeniu, jej amerykański sen szybko zaczyna zamieniać się w koszmar…

Czułam się, jakbym została zesłana do Lindy za karę. Nie miałam doświadczenia w opiece nad starszymi ludźmi, nie umiałam radzić sobie z ich demencją i zmiennymi nastrojami. Gdybym wiedziała, na czym będzie polegała praca w Des Plaines, poszukałabym innej. Choćby sprzątania albo wyprowadzania na spacer psów bogatych Amerykanek. Ale nie opieki.

Lecz to właśnie oferty związane z opieką nad starszymi ludźmi zdominowały w tamtym czasie amerykański rynek pracy. W latach 80. XX wieku liczba Amerykanów po dziewięćdziesiątce wzrosła ponad dwukrotnie, a stulatków – o 77 procent. Nagle młodsze pokolenia stanęły przed problemem konieczności zapewnienia długoterminowej, kompleksowej opieki starszym członkom swoich rodzin. Rzadko kiedy pracujący i wychowujący dzieci trzydziesto- i czterdziestolatkowie podejmowali się tego zadania osobiście. Z pomocą przyszły im domy opieki oraz opiekunki, po raz pierwszy w historii USA zatrudniane na masową skalę. Tymi ostatnimi zostawały najczęściej kobiety – legalne lub nielegalne imigrantki.

W latach 80. XX wieku w ramach legalnej imigracji przybyło do Stanów Zjednoczonych ponad 7 milionów ludzi, o 30 procent więcej niż w poprzedniej dekadzie. Przełomowy dla imigrantów okazał się rok 1987, kiedy to Biuro Imigracyjne ogłosiło specjalną loterię wizową dla obywateli krajów, które były historycznie upośledzone przez przepisy o kwotach imigracyjnych. Wbrew powszechnym wyobrażeniom, imigracja z Polski była w owym czasie marginalna. Według danych pochodzących ze spisu powszechnego z 1990 roku, do Stanów Zjednoczonych przybyło wówczas 13 334 Polaków. Polscy imigranci byli zatrudniani najczęściej na czarno. Żyli bez prawa do jakichkolwiek świadczeń socjalnych, z realną groźbą natychmiastowej deportacji. Jednak mimo to nie brakowało chętnych, którzy decydowali się postawić wszystko na jedną kartę i wyjechać z Polski. Stany Zjednoczone mamiły łatwym i szybkim zarobkiem. Pozwalały śnić sen o lepszym jutrze.

Powiedzieć, że Ameryka zachwyciła mnie od pierwszego spojrzenia, to nic nie powiedzieć. Z socjalistycznej rzeczywistości lat osiemdziesiątych, Polski z pustymi sklepami, ciemnymi ulicami i zmęczonymi ludźmi, w ciągu kilkunastu godzin przeniosłam się do kolorowej krainy marzeń – wspomina powieściowa Lucy. Jednak na kartach Opiekunki próżno szukać opisów amerykańskiej rzeczywistości końca lat 80. XX wieku. To dlatego, że Lucy dosłownie widzi Amerykę jedynie z fotela. Uwięziona w domach swoich podopiecznych może jedynie przez okna podpatrywać świat, który choć jest na wyciągnięcie ręki, nadal pozostaje dla niej całkowicie niedostępny. Ameryka Lucy to dwie staruszki – rozkapryszone, wymagające i bardzo samotne.

Powieść składa się z dwóch części, a każda z nich zatytułowana jest imieniem aktualnej podopiecznej Lucy. Długie godziny spędzane z Lindą i Hazel pozwalają opiekunce dokładnie poznać nie tylko obie staruszki, ale i historie ich życia. W miarę upływu czasu Polka zaczyna darzyć obie kobiety ogromną sympatią. Przywiązuje się do nich, stają się jej bliskie. I choć Lucyna Olejniczak skrzętnie kreśli portrety obu sędziwych pań, to prawdziwą bohaterką powieści jest ona sama. Podróż do Ameryki okazuje się dla niej podróżą w głąb siebie. Początkowo Lucy jest przerażona i załamana. Tylko wrodzona determinacja i hardość ducha nie pozwalają jej poddać się i wrócić do Polski. Kobieta nie umie sobie jednak poradzić z tęsknotą. Bardzo jej brakuje dzieci, często o nich myśli. Aby wypełnić pustkę, Lucy szuka kontaktu z innymi Polakami. Nie ustaje w próbach nawiązywania nowych znajomości, mimo że nie wszystkie kończą się dla niej szczęśliwie.

Lucyna Olejniczak o swoich emigracyjnych doświadczeniach opowiada z humorem i swadą. Anegdota goni anegdotę – a to o znikających dniach tygodnia i interwencji w Białym Domu, a to o aferze z czujnikiem ciepła, a to o perypetiach związanych z nauką jazdy samochodem. Akcja toczy się wartko, a inteligentny humor przeplata się z wnikliwymi spostrzeżeniami i chwilami prawdziwego wzruszenia. Opiekunka to powieść pełna mądrości życiowej i pogody ducha. Ale nie mogło być inaczej, skoro napisała ją niepoprawna optymistka.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję