„Londyn. Biografia”
Okładka książki „Londyn. Biografia”
  • Autor: Peter Ackroyd
  • Tytuł: Londyn. Biografia
  • Tytuł oryginału: London. The Biography
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Tomasz Bieroń
  • Liczba stron: 792
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 165 x 235 mm
  • ISBN: 978-83-7506-685-2
  • Wydawca: Zysk i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Poznań
  • Logo wydawnictwa: Zysk i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 14 stycznia 2012 A- A A+
Powstał w neolicie z bagnistej ziemi, kiedy na północnym brzegu Tamizy wydźwignęły się dwa wzgórza, pokryte żwirem i gliną ceglarską, otoczone turzycą i wierzbami. Legenda głosi, że założył go Brutus, który po upadku Troi stanął na czele exodusu Trojan z Grecji. Zamieszkany jest od co najmniej piętnastu tysięcy lat i właściwie jest nie tyle miastem, co wręcz mikropaństwem. Londyn – trwały mit, ulotna rzeczywistość, arena tłumów, pogłosek i zapomnienia.

Wydaje się, że jego nazwa jest pochodzenia celtyckiego. Być może wywodzi się od Laindon, oznaczającego długie wzgórze, gaelickiego lunnd, określającego bagno, czy też średniowiecznego walijskiego Llyn-don, opisującego twierdzę (don) nad strumieniem (Llyn). Są tacy, którzy uważają, że wziął ją od jednego ze swoich chrzcicieli – króla Luda. Bez względu jednak na tajemniczą etymologię, jego nazwa nieprzerwanie odciska się na dziejach wyspy. Bo echa Londynu można znaleźć wszędzie – miasto pojawia się w wielu tekstach i na wielu mapach. Jako Caer Ludd, Lundunes, Lindonion, Lundene, Lundone, Ludenberk, Longidinium, czy po prostu Londinium. Wydaje się, że Londyn, podobnie jak Rzym, jest wieczny. Peter Ackroyd porwał się na rzecz na pozór niemożliwą. Postanowił bowiem zamknąć Londyn w słowach. Stworzył współczesną wersję Descriptio Londoniae, a zarazem jedną z najlepszych biografii wszech czasów.

Peter Ackroyd – angielski pisarz i krytyk literacki. Autor kilkudziesięciu książek, w tym bardzo dobrze przyjętych biografii Karola Dickensa, T.S. Eliota, Ezry Pounda, Chaucera czy też Shakespeare’a. Tytan pracy, którego, jak sam mówi, do przejścia na emeryturę zmusiłoby jedynie pozbawienie rąk. Absolwent St. Benedict’s School w Ealing, Clare College w Cambridge i Uniwersytetu Yale, gdzie w 1972 roku otrzymał stypendium Mellon Fellowship. Pozwoliło mu ono na zaprezentowanie światu swojego niebywałego talentu – w wieku dwudziestu dwóch lat napisał Notes for a New Culture; książkę, której tytuł bezpośrednio nawiązywał do Eliotowskich Uwag o pojęciu kultury (1948) i która była pierwszą, która wskazywała na tak widoczną w późniejszych jego pracach chęć poznawania i rewidowania prac innych prozaików związanych z Londynem. Sama stolica Imperium Brytyjskiego także od początku jego działalności pisarskiej znajdowała się w centrum jego zainteresowania. To właśnie w Londynie umieścił akcję wielu swoich powieści. Za ich pośrednictwem ukazuje wiele odsłon miasta, lecz choć angielska stolica zmienia się w zależności od epoki, to, co nie ulega zmianie, to jego pierwotna natura.

Dla Daniela Defoe Londyn był wielkim ciałem, które „wszystko puszcza w obieg, wszystko eksportuje i na koniec za wszystko płaci”. Dlatego Londyn często jest przedstawiany w monstrualnej formie jako spuchnięty olbrzym, który więcej niszczy niż tworzy. Ma nieproporcjonalnie dużą głowę, również twarz i dłonie są monstrualne, koślawe, „poza wszelką formą”. Jego dolegliwość to ból śledziony albo wielka torbiel. Jego ciało trawione gorączką, dławiące się popiołem, żyje od zarazy do pożaru. Są jednak i tacy, którzy widzą w Londynie młodego człowieka z szeroko rozłożonymi ramionami. Wzorowany na rzymskich rzeźbach, ma symbolizować energię, postęp i optymizm – immanentne cechy londyńczyków. Bez względu na to, kim jest – pokracznym monstrum czy śmigłym młodzieńcem – Londyn zawsze postrzegany jest nie jako pewna przestrzeń, a istota ludzka. Peter Ackroyd także przyjął taką perspektywę. Jego zdaniem miasto przypomina ciało: jego historyczne centrum to serce, główne arterie to tętnice, parki to płuca, zaś boczne uliczki są cienkimi żyłami, rozchodzącymi się po całym organizmie. Antropomorfizacja Londynu, widoczna już w tytule książki, daje się łatwo zauważyć także w samej treści. Zaś wnioski, które płyną z takiego postawienia sprawy, są wręcz szokujące. U Ackroyda to nie ludzie nadają kształt miastu, lecz to Londyn kształtuje swych obywateli.

W niemal osiemdziesięciu rozdziałach, na blisko ośmiuset stronach pisarz zawarł ponad dwa tysiące lat historii Londynu. Londyn. Biografia (2000) to dzieło życia Petera Ackroyda, podsumowujące jego wieloletnie badania nad przeszłością dawnej Nowej Troi. W swojej monumentalnej pracy pisarz zabiera czytelników w niezwykłą podróż po niezwykłym mieście. Oprowadza po świętych studniach, pełnych życia dokach, targowiskach, lupanarach i gospodach, w których nigdy nie milknie muzyka. Przedstawia przy tym najbardziej osobliwe londyńskie postaci: pokutników, łotrzyków, zdrajców, morderców, artystów, kupców, literatów, mieszczan, a nawet tych, których uznawano za pomioty diabła. Ackroyd pomaga przedrzeć się przez gęstą mgłę, unoszącą się nad ojcem Tamizą, każe wdychać smrodliwy zapach, od wieków spowijający miasto, i wsłuchiwać w hałas, który rozlega się tu i za dnia, i w nocy. Karmi pieczoną dziczyzną, upija ciemnym piwem i obwozi omnibusem. Po City, Lambeth, Hackney, St Pancras i Camden z St Giles. Londyn Akcroyda daje się poznać jako miasto, które stoi na fundamencie brutalności i agresji. To miejsce śmierci, straceń i represji, którego jedynym kolorem jest czerwony.

Czerwień jest kolorem Londynu. Czerwone były dorożki z początku XIX wieku, czerwone są skrzynki na listy przy urzędach pocztowych. Do niedawna czerwone były budki telefoniczne. Czerwone wciąż pozostają autobusy. Kiedyś na ten kolor malowano większość pociągów metra. Pierwotny mur londyński zbudowano z czerwonego piaskowca. London Bridge był ponoć kiedyś zabarwiony na czerwono, a mianowicie „zachlapany krwią małych dzieci” w ramach starych ceremonii ofiarnych przy budowie mostu. Czerwień to kolor brutalnej przemocy, języków ognia i londyńskich radykałów. Czerwień jest kolorem Londynu – ufundowanego na zbrodniach, władzy i pożogach.

Charles Lamb sławił Londyn jako pantomimę i maskaradę. Dla Dickensa miasto było „latarnią magiczną” napełniającą jego wyobraźnię niezwykłymi dramatami. Wordsworth pisał zaś o wielkiej scenie i publicznych widowiskach, reprezentujących prawdziwą naturę Londynu. Wielu pisarzy i poetów uznawało teatralność miasta za jedną z jego najważniejszych cech. Teatr trwał w Londynie wszędzie – na jarmarku, na salonach, na scenie egzekucji. Tak jest po dziś dzień. Tutaj każdy nosi kostium, a życie londyńczyków sprowadza się do odgrywania roli, którą napisało dla nich samo miasto. Każdy gest, każdy szept, każdy oddech samoistnie przeradza się w teatr ulicy. Jak pisze Gissing w powieści „The Nether World” (1889), „sceny zarówno czułości, jak i gniewu muszą być odgrywane na ludnych drogach”, gdzie krzyki i namiętne szepty są wyraźne słyszane. Zdaniem Ackroyda tak było, jest i będzie.

Ackroyd ukazuje czytelnikom Londyn widziany oczyma Dickensa, Jamesa czy Hawthorne’a. Jednak jego Londyn. Biografia to literacka uczta z jeszcze jednego powodu. To księga tropów, które prowokują do stawiania sobie pytań. Czy Wynkyn de Worde to pierwowzór Pratchettowskiego Williama de Worde? A czy budynek na rogu Bevis Marks i St Mary Axe był inspiracją dla Toma Holta przy opisywaniu siedziby J.W. Wells & Co.? I co pomyślała Lucy Snow, zanim doznała swego objawienia, kiedy po raz pierwszy przestąpiła próg kawiarni Chapter? Czy usłużny William także zapisał się w jej pamięci?

Książka Ackroyda to dzieło bezcenne, choć pisarz bez ustanku podkreśla, że nie jest prawdziwym historykiem, a jedynie amatorem – miłośnikiem miasta. Jednak jego amatorskie badanie przeszłości daje daleko bardziej kompleksowy obraz Londynu, aniżeli najlepsze prace naukowe. Przekazuje bowiem duszę miasta, a nie tylko związane z nim fakty. Nad takimi jak on od wieków czuwa John Stow – szesnastowieczny kronikarz miasta, a zarazem duch opiekuńczy samozwańczych dziejopisarzy Londynu – z którego postacią od lat wiąże się osobliwa ceremonia. Każdego roku odbywa się ona w londyńskim kościele St Andrew Undershaft. Znajduje się tutaj grobowiec Johna Stowa, na którym stoi figura tego badacza przeszłości z epoki Tudorów, dzierżącego w dłoni gęsie pióro. Na początku kwietnia każdego roku burmistrz Londynu i jeden wybitny historyk podchodzą do pomnika, aby umieścić w dłoni Stowa nowe pióro. Miasto oddaje zatem hołd jednemu ze swoich najwybitniejszych obywateli, a zmiana pióra jest uroczystym symbolem tego, że pisanie historii Londynu nigdy nie będzie zakończone. Dziś, w myśl tej tradycji, sama chętnie ufundowałabym Ackroydowi nowe pióro. Chapeau bas, panie Ackroyd, chapeau bas!
Komentarze
  • 1
    mary 19 stycznia 2012 | 22:34:09

    moim wielkim marzeniem jest wyjazd do Londynu... a ta książka musi być cudna. Nie dosc że cegla, to jeszcze napisana "oczami" Dickensa... i innych. Dzięki za receznję :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję