„Lady Susan. Watsonowie. Sanditon”
Okładka książki „Lady Susan. Watsonowie. Sanditon”
  • Autor: Jane Austen
  • Tytuł: Lady Susan. Watsonowie. Sanditon
  • Tytuł oryginału: Lady Susan. The Watsons. Sanditon
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 160
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-89325-03-7
  • Seria: Klasyka Powieści
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 9 kwietnia 2009 A- A A+
Boska Jane! Miała zaledwie czterdzieści dwa lata, tylko sześć powieści pod własnym nazwiskiem i jedynie cztery z nich wydane, kiedy systematyczny rozkład kory nadnerczy zawiódł ją do staropanieńsko zimnej ziemi. Szczupły dorobek z niepozornego ciała. Gdyby się ograniczyć tylko do literatury pisanej po angielsku, Margaret Drabble miałaby z pewnością rację, mówiąc, że „o wiele więcej szczerej radości wywołałoby odnalezienie zachowanej w całości powieści Jane Austen niż jakiekolwiek inne odkrycie literackie, nie wyłączając nawet nowej wielkiej sztuki Szekspira”.* Taką szczerą radość wzbudziła we mnie lektura drobnego objętościowo tomiku, który w styczniu tego roku zagościł w naszych księgarniach. Wydawnictwo Prószyński i S-ka wznowiło bowiem przekład trzech szkiców niedokończonych powieści Jane Austen, umożliwiając tym samym jej miłośnikom zapoznanie się z tymi niezwykłymi dziełkami.

Lady Susan, Watsonowie i Sanditon to nie jedyne niedokończone utwory Miss Jane, lecz bez wątpienia, najbardziej ze wszystkich jej juweniliów znane. Są świeże, błyskotliwe, nieco niepokorne, a nade wszystko niezwykle różne w stylu od powieści, z jakimi Jane Austen zazwyczaj jest utożsamiana.

Tym niemniej, moją ulubioną nowelą zbioru są Watsonowie; szkic, który z wszystkich trzech, najbardziej zbliżony jest charakterem do późniejszej twórczości Jane Austen (co ciekawe, uważa się, iż nowela stanowiła szkic do późniejszej Emmy, powieści z 1816/1817 roku). Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż gdyby powieść została dokończona, stałaby się hitem na miarę Rozważnej i romantycznej czy Dumy i uprzedzenia. Pisarka rozpoczęła pracę nad nią w 1803/1804 roku, podczas pobytu w najpopularniejszym podówczas uzdrowisku, w Bath. Bohaterką historii uczyniła Emmę Watson, dziewiętnastoletnią pannę, która po latach wychowywania się u bogatej ciotki, wraca do ubogiego, owdowiałego ojca i nieznanego jej rodzeństwa. Z jednej strony dziewczyna stara się poznać dawno niewidzianych bliskich i odnaleźć w zupełnie nowym dla niej świecie, z drugiej zaś, już teraz, bezzwłocznie, zmuszona jest przez trudną sytuację materialną rodziny znaleźć dla siebie męża. Wkrótce okazuje się, że jej pojawienie się w D. w hrabstwie Surrey, wzbudza niemałe zainteresowanie, zwłaszcza u młodego, dość antypatycznego lorda Osbourne’a, który do tej pory nie chciał mieć do czynienia z Watsonami…

Ta Emma, choć w przeciwieństwie do późniejszej Emmy jest zależna od gestu mężczyzn, ma w sobie jej przewrotność i przekorę, a przy tym charakteryzuje ją wyostrzony dowcip i powaga Lizzy Bennet. Nie jest więc nowym typem bohaterki w twórczości Jane Austen, niemniej jednak, tak znakomicie wpisuje się w barwną paletę jej postaci, iż momentalnie wzbudza sympatię, a czytanie o jej perypetiach wzbudza w czytelniku wiele radości. Rękopis bowiem nie dociera do miejsca, w którym w miarę spokojny żywot Emmy odmienia śmierć ojca. O tym, że właśnie w ten sposób Jane Austen pragnęła poprowadzić fabułę, wiemy od Cassandry, jej siostry. Według jej wspomnień, pisarka planowała dokończyć pisanie powieści, jednak zarzuciła ten zamiar zaledwie rok później. 21 stycznia 1805 roku bowiem George Austen, ojciec Jane, zmarł, pozostawiając córkę w bezbrzeżnym smutku. To zazębienie się fikcji (zamierzonej konfrontacji bohaterki Watsonów ze śmiercią ojca) i rzeczywistości, zdaje się, iż zdruzgotało pisarkę. Utwór pozostał niedokończony, zamykając się w 18.000 słowach. Co znamienne, w żadnym z późniejszych utworów Jane nie pojawił się już wątek konfrontacji dzieci ze śmiercią ukochanego ojca.

Najciekawszą pozycją zbioru jest bez cienia wątpliwości Lady Susan - egzotyczna dla współczesnych czytelników w formie, powieść epistolarna, składająca się z 41 listów. Autorka napisała ją prawdopodobnie w 1794 roku (wedle innych źródeł: w latach 1793-95), na parę miesięcy przed rozpoczęciem prac nad prekursorką późniejszej Rozważnej i romantycznej, Eleonorą i Marianną. Powieść, choć wczesna, jest przełomowa dla twórczości Jane Austen. Nie tylko jeśli chodzi o gatunek, ale nade wszystko o kreację głównej bohaterki.

Lady Susan Vernon – 35-letnia femme fatale. Podczas lektury noweli nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż czytam o losach Becky Sharp z Targowiska próżności Thackeraya. Piękna, sprytna, inteligentna i zabójczo niebezpieczna. Kokietka, rozkochująca w sobie wszystkich napotkanych mężczyzn. Egoistka. A przy tym wyrodna matka.

Susan Vernon to postać w twórczości Jane Austen niepowtarzalna. Jedyna w swoim rodzaju persona non grata. Claire Tomalin, biografka Jane, nazwała lady Susan seksualnym drapieżnikiem. Jest to określenie nader trafne, gdyż wszyscy, których bohaterka noweli spotyka na swej drodze, stają się jej ofiarami. Dotyczy to nie tylko usidlanych mężczyzn, lecz zwłaszcza jej córki (to właśnie te patologiczne relacje pomiędzy matką a córką są bodaj najważniejszym tematem powieści).

Na tle wspomnianych utworów, ostatni szkic zbioru, Sanditon właściwie się nie wyróżnia. Znana również jako Sand and Sanditon, powieść powstała w 1817 roku, na kilka miesięcy przed śmiercią pisarki. Jej pierwotny tytuł brzmiał Bracia, najpewniej wskazując na powieściowych braci Parker (co ciekawe, z dostępnego fragmentu tekstu wcale, ale to wcale nie wynika, jakoby mieli być oni głównymi bohaterami noweli), jednak, kiedy zapadła decyzja o druku, powieść przemianowano na Sanditon (co nawiązuje do nazwy miejscowości, w której akcja utworu się toczy). Powieść składa się z dwunastu rozdziałów, z których ostatni nosi datę 18 marca 1817 roku (Jane Austen zmarła równo cztery miesiące później, 18 lipca, z powodu choroby znanej dzisiaj jako choroba Addisona).

Sanditon to powieść, która znakomicie wpisuje się w nurt powieści krytykujących pewne tendencje narastające w pierwszej i drugiej dekadzie XIX wieku w angielskim społeczeństwie. To przezabawna satyra na kuracjuszy tak modnych wówczas miejscowości uzdrowiskowych. Jej głównym bohaterem jest założyciel jednego z nowoczesnych kurortów, pan Parker.

Mężczyzna szczerze wierzy w leczniczą moc nadmorskich miejscowości. Modernizuje leżącą opodal jego rodzinnego domu wioskę, nazywając ją symbolicznie New Sanditon. Dba o lokalne kwatery, asortyment sklepów, a nade wszystko usilnie stara się ściągnąć do miasteczka kuracjuszy, którzy mogliby czerpać z całego tego dobrobytu. Perypetie związane z rozwijaniem miasteczka bez wątpienia stanowią humorystyczny akcent opowieści. Jednak bledną w porównaniu z perypetiami trojga bohaterów – Diany, Susan i Arthura – hipochondryków, przy których inny powieściowy hipochondryk, pan Woodhouse, jawi się jako prawdziwy okaz zdrowia. Jane Austen bezlitośnie drwi z wyimaginowanych przypadłości – bawi, szydząc ze swych bohaterów. Niemniej jednak, przede wszystkim wzrusza – mając świadomość nadciągającej śmierci, nie zatraca się w swojej chorobie, do końca starając się przekonać bliskich o sile swojego ducha. Tym bardziej zachwyca oryginalność i innowacyjność noweli, która, gdyby tylko miała szansę zostać dokończoną, bez wątpienia stanowiłaby jedną z najbardziej dojrzałych powieści pisarki. Zmożona chorobą, Jane miała siłę stworzyć coś zupełnie nowego. Ta siła musi wzbudzać podziw u czytelnika.

To, co najbardziej mnie ujęło w Sanditonie, to jego czarny humor. Jane jest ekstremalnie ironiczna, nie tylko złośliwie komentuje świat jej bohaterów (np. Ku swemu wielkiemu zadowoleniu jęły „obracać się we właściwych kręgach”, jak na światowe damy przystało. Każdy „obracał się” w jakichś kręgach, wbrew zdroworozsądkowym ostrzeżeniom, iż częste obroty grożą nieuniknionym zawrotem głowy.), ale również, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Katarzyny Morland z Opactwa Northanger, stwarza bohatera „zakochanego” w książkach, który pragnie stać się mężczyzną niebezpiecznym, literackim lowelasem (męską wersją heroiny Katarzyny).

Powściągliwy, lecz niezwykle ironiczny dowcip, finezyjne dialogi oraz wiarygodne postaci stanowią o sile utworów Jane Austen. I choć zebrane w niepozornym tomie nowele nie są perfekcyjnie dopracowane, choć są momentami nawet niezgrabne, wszystkim miłośnikom literatury wielkiej Angielki ich lektura sprawi niesamowitą przyjemność.


* Stuart Kelly, Księga Ksiąg Utraconych, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008, s. 295.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję