Parę słów o twórczości Amy Lowell...
Data publikacji: 6 kwietnia 2009 A- A A+
Rzadko kiedy zdarza mi się pisać o poezji, co nie znaczy, że żaden z poetów nigdy nie potrącił w mojej czytelniczej duszy struny, która, rozedrgana, nie zagrałaby pieśni zachwytu na jego cześć. Kilka miesięcy temu przedstawiłam Wam dość obszernie twórczość mojego ulubionego poety, T.S. Eliota. Dziś zaś chciałabym opowiedzieć o innej amerykańskiej poetce, której wiersze urzekają mnie, ujmując swoją niezwykłą delikatnością.

Amy Lowell urodziła się w 9 lutego 1874 roku w Bostonie, w zamożnej rodzinie zaliczającej się do amerykańskiej arystokracji. Początkowo uczyła się w prywatnych szkołach Nowej Anglii, lecz szybko zarzuciła publiczną edukację, na rzecz samokształcenia się w domu. Swój pierwszy wiersz napisała w 1902 roku, zafascynowana widokiem słynnej aktorki, Eleonory Duse. Dość prędko odnalazła własną drogę poetycką, wiążąc się z bliskim impresjonizmowi imagizmem. W swojej poezji pragnęła przekładać jeden wiersz na jedno wrażenie lub jeden obraz. To, co najbardziej ujmuje mnie w jej poezji to pewna polifoniczność jej utworów, którze, czytane, sprawiają wrażenie udźwiękowionych; pięknie brzmią. Mam wrażenie, iż poetka rozpisuje wszystkie akcenty i sylaby na pięciolinii, a nie na czystej kartce papieru. Szalenie podoba mi się także jej język – subtelny, ulotny, nieuchwytny. Jest taki, jak obrazy, jakie stara się zamknąć w swych wierszach; przemijające wrażenie, które chce ocalić od zapomnienia.

Niewątpliwy urok, ale i również perfekcyjna forma, utworów poetki, uczyniły Amy Lowell, obok Ezry Pounda, najważniejszym amerykańskim poetą tworzącym w duchu imagizmu. Pośmiertnie – w 1926 roku – została wyróżniona nagrodą Pulitzera za osiągnięcia w dziedzinie poezji.

Około 1910 Amy Lowell poznała aktorkę, Adę Dwyer Russell, z którą dzieliła życie aż do śmierci i której zadedykowała wiele ze swoich wierszy. Jeden z nich, Madonnę wieczornych kwiatów w przekładzie Krzysztofa Boczkowskiego, zamieszczam razem z dwoma innymi, moimi ulubionymi (w znakomitym przekładzie Julii Hartwig).


Ogród w świetle księżyca

Czarny kot pośród róż.
Floksy i mgła bzów pod pierwszą księżycową kwadrą.
Słodki zapach heliotropu i nocnej lewkonii.
Ogród cichy,
Oblany poświatą,
Przesycony aromatem,
Śni sny ciągnione z opium zmiętych maków.
Ognie świetlików błyskają i gasną,
W górze są złotymi pąkami blasku,
W dole to wdzięczne obuwiki.
Drżenie księżyca na liściach i szpalerze.
Tylko główki storczyków patrzą rozbudzone.
Tylko kot skradający się wśród róż
Potrąca gałązkę i zakłóca szachownicę ścieżki,
Jak spadający liść zakłóca powierzchnię wody.
Wtedy ty przychodzisz.
Spokojny jak ogród
I piękny jak milczące iskry świetlików.
Ukochany, czy widzisz te pomarańczowe lilie?
Znały moją matkę.
Kogo z moich bliskich będą oglądać
Kiedy mnie już nie będzie?



Ombre chinoise

Czerwone naparstnice pod żółtą ścianą
Pręgowaną w fioletowe cienie.
Pani pod niebiesko-czerwoną parasolką.
Powolne uderzenia fal o falochron.
To wszystko.
Nieistniejące – nieśmiertelne,
Trwałe jak wnętrze pierścienia z cienkiego złota.



Madonna wieczornych kwiatów

Cały dzień pracowałam
i teraz jestem zmęczona.
Wołam: "Gdzie jesteś?"
Lecz tylko dąb szepce na wietrze.
Dom jest cichy,
Promienie słońca padają na twoje książki,
Na nożyczki i przed chwilą odłożony naparstek,
Lecz ciebie nie ma.
Nagle czuję się samotna:
- Gdzie jesteś?
Idę szukać ciebie

Wtedy widzę -
Stoisz pod bladoniebieską, strzelistą ostróżką,
Z bukietem róż w ramionach;
Jesteś chłodna, jak srebro,
I uśmiechasz się.
Wydaje się, że dzwony Canterbury wydzwaniają cichą melodię.

Mówisz że peonie należy spryskać,
Że orlik błękitny rozplenił się nadmiernie,
A grusza japońska powinna być przycięta, w kształcie kuli.
Mówisz do mnie -
A ja patrzę na ciebie, serce światła, biały
Płomieniu serca z błyszczącego srebra,
Płonący pod błękitnymi wieżyczkami ostróżki,
I pragnę uklęknąć u twoich stóp -
Gdy wokół nas rozbrzmiewa głośno, słodkie Te Deum dzwonów Canterbury.


Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję