Lenin, magiczna gęś i Gary Shteyngart (wywiad)
24 czerwiec 2009 | 20:35
| A- | A | A+ |

Kiedy kilka miesięcy temu przeczytałam Absurdystan, wpadłam w niekłamany zachwyt. Gary Shteyngart okazał się moim literackim objawieniem. Jest rozkosznie niepoprawny politycznie, a swój dystans do świata okrasza przewrotnym poczuciem humoru. Jego proza jest zabawna i wybuchowa, a przy tym bezustannie zbija z tropu. To satyra na współczesność – na mityczną Amerykę, na judaizm, na wielokulturowość, na zdążającą za Zachodem Rosję. Pisarz szydzi ze świata, ubierając swoje nierzadko trafne obserwacje w wyśmienity język. Do tej pory nie wierzyłam, że talent literacki może być dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Tymczasem Gary Shteyngart udowodnił, że da się i wyłuskał z genów swojego prapradziadka, Mikołaja Gogola, wszystko to, co najlepsze.
Anna Kutrzuba: Bardzo często jest Pan nazywany „przyszłością amerykańskiej literatury”. Czy czuje się Pan jednym z najważniejszych młodych autorów amerykańskich?
Gary Shteyngart: Ha! Nie mam zielonego pojęcia, jak ważny jestem. Właściwie, nawet nie sądzę, że jestem taki młody. W lipcu skończę 37 lat. Gdybym żył w Rosji, miałbym jeszcze przed sobą tylko dwadzieścia kilka lat życia. W Stanach Zjednoczonych może dobiję do 65.
A.K. Jak do tej pory napisał Pan dwie powieści, Podręcznik rosyjskiej debiutantki wydany w 2003 roku i Absurdystan z roku 2006. Co skłoniło Pana do sięgnięcia po pióro?
G.S. Moja babcia nakłoniła mnie do napisania powieści, kiedy miałem 4-5 lat. Mieszkaliśmy w Leningradzie. W zamian, obdarowała mnie malutkimi kawałkami radzieckiego sera. Powieść była powieścią przygodową o Leninie i magicznej gęsi, rozpoczynających rewolucję socjalistyczną w Finlandii. Kończyła się tym, że Lenin zjadł gęś. Myślę, że to była dobra rzecz.
A.K. Tym większa szkoda, że nie została wydana. Skąd Pan czerpie pomysły na swoje powieści? Co zazwyczaj Pana inspiruje?
G.S. Moja pierwsza powieść była typowym quasi-autobiograficznym tekstem, który pisze się, kiedy ma się dwadzieścia kilka lat. Druga powieść była bardziej polityczna, stanowiła między innymi atak na politykę naftową reżimów Putina i Cheneya. Poza tym zawsze chciałem napisać o grubym bohaterze, który rzadko wstaje z łóżka, jak Obłomow [Iwana Gonczarowa – przyp.]. Absurdystan pozwolił mi na to.
A.K. Pana powieści rozgrywają się w fikcyjnych miejscach i w fikcyjnych czasach. Choć nierzadko wiele elementów w nich zawartych do złudzenia przypomina fragmenty naszej rzeczywistości. Dlaczego woli Pan opisywać miejsca nieistniejące?
G.S. Dużo więcej zabawy czerpie się z fikcyjnych przestrzeni. Na przykład, możesz uzyskać całkiem wiele pożytku z opisywania, dajmy na to, Gruzji lub Azerbejdżanu, lecz jeśli zderzysz je ze sobą i stworzysz z nich jeden kraj, to wtedy całość zyska podwójną satyryczną wartość!
A.K. Podobno już we wrześniu tego roku ma się ukazać trzecia powieść Pana autorstwa. Czy to prawda, że jej głównym bohaterem będzie Jerry Shteynfarb, postać znana choćby z Absurdystanu? A może mógłby Pan zdradzić co nieco informacji na temat swojej nowej książki?
G.S. Właściwie w sierpniu, 2010 roku. I Shteynfarba w niej nie ma. Widzisz, nie można wierzyć Wikipedii! Powieść jest komedią romantyczną o upadku i kompletnej zagładzie Stanów Zjednoczonych. Przynajmniej ja sądzę, że to komedia.
A.K. Urodził się Pan w Leningradzie (dzisiejszym Sankt Petersburgu), lecz w wieku siedmiu lat wyemigrował Pan wraz z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Czy ma Pan wrażenie, że Pana tożsamość stopiła się w amerykańskim tyglu kulturowym?
G.S. Noszę w sobie amerykańskie i rosyjskie elementy, lecz jeśli miałbym się określić, powiedziałbym, że jestem Nowojorczykiem. Każdy z nas jest swoim własnym krajem.
A.K. Byłby Pan w stanie przywołać wspomnienie, kiedy po raz pierwszy poczuł się Pan choć częściowo Amerykaninem?
G.S. Pamiętam, jak objadałem się jako dziecko hamburgerami z McDonalds za 69 centów, myśląc „wow, to jest dopiero zaawansowana cywilizacja”. Lecz ta miłość do wszystkiego, co amerykańskie, zniknęła po pewnym czasie. Może Obama rozbudzi ją we mnie na nowo.
A.K. Jaka część Pańskiej tożsamości – rosyjska, żydowska, amerykańska – miała największy wpływ na charakter Pana pisarstwa?
G.S. Pierwsza raczej była moim prawdziwym życiem, druga zaś zrodziła się z dwóch elementów: wyobraźni i dziennikarstwa. Obecnie spędzam wiele czasu na Kaukazie i czerpię z tej obecności wiele inspiracji.
A.K. Czy istnieją jakieś podobieństwa pomiędzy Pańskim życiem a życiem Pana bohaterów? Ukrył Pan swoje alter ego w którejś z Pana powieści?
G.S. Jerry Shteynfarb jest na swój sposób diabelską wersją mnie. Nigdy jednak nie zrobiłem żadnej z moich studentek dziecka, tak myślę.
A.K. Czy Pana powieści brzmiałyby inaczej, miałyby inny wyraz, gdyby były napisane w języku rosyjskim? Czy kiedykolwiek pisze Pan w języku swoich ojców?
G.S. Pomagałem w tłumaczeniu pierwszej powieści na język rosyjski, gdyż wiele dialogów pierwotnie zostało napisanych w rosyjskim, lecz zazwyczaj trzymam się angielskiego. To przyjemny, elastyczny język, chociaż może nie należy do najpiękniejszych.
A.K. W tym roku wypada 200. rocznica urodzin Pana przodka, Mikołaja Gogola. Przy tej okazji w Rosji toczy się ogromna dyskusja dotycząca jego przynależności narodowej. Czy był on urodzonym na Ukrainie pisarzem rosyjskim czy pisarzem ukraińskim? Co Pan sądzi o tej debacie? Myśli Pan, że ma jakiekolwiek uzasadnienie?
G.S. Nie dbam o nią. Gogol to Gogol. Jest nieśmiertelny.
A.K. A czy czerpie Pan inspiracje z książek Pana prapradziadka?
G.S. Martwe dusze to wciąż najbardziej akuratna ze wszystkich kiedykolwiek napisanych powieści o Rosji.
A.K. Pana powieści są bardzo ironiczne. Czy satyra to Pana przepis na życie? Może powinniśmy wszyscy zostać satyrykami, aby uczynić świat przyjaznym do życia miejscem?
G.S. Nie! Potrzebujemy ludzi, którzy będą traktować świat serio i którzy będą pomagać w czynieniu go lepszym. Gdyby każdy wyznawał mój światopogląd, to wszyscy żylibyśmy w umbryjskim zamku o grubych na metr murach. Właśnie w takim miejscu mieszkam obecnie. Życie jest dziwne, nieprawdaż?
Recenzje książek Gary’ego Shteyngarta na Dzienniku Literackim

-
1
Czytelnik 2009-6-25 9:15:02 Przyjemny miniwywiad ze świetnym pisarzem! Czekamy na polski przekład trzeciej powieści autora.
-
2
Ola.G 2009-6-25 11:18:17 Ciekawy człowiek... Podoba mi się jego poczucie humoru, bardzo! :)
-
3
Annie 2009-6-25 22:06:56 Z tego, co wiem, Wydawnictwo Vesper, które wydało obie powieści pisarza, raczej na pewno obdaruje jego wiernych czytelników przekładem kolejnej książki. Pozostaje więc tylko czekać do sierpnia 2010 roku. A ten, na szczęście, z każdym dniem coraz bliżej ;)

Tak wyszło
Kilka miesięcy temu zachwyciła mnie niepozorna powieść francuskiego prozaika, Stéphane Jougla, pt. Portret nieobecnej. Jej bohaterka...

Pisanie jest niezmiennie wspaniałą przygodą – wywiad z Anną Klejzerowicz
Dzisiejszego gościa Dziennika Literackiego miłośnicy kryminałów powinni znakomicie kojarzyć. Polska pisarka, publicystka, fotograf, autorka licznych artykułów z zakresu historii sztuki oraz zdjęć teatralnych i artystycznych...

Ekranizacja "Malowanego welonu" Williama Somerseta Maughama
Ekranizacja lepsza od książki? Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak przed paroma godzinami stałam się świadkiem niecodziennego wydarzenia. Obejrzałam Malowany welon w reżyserii Johna Currana. I się zakochałam...

Włoskie podróże literatów-turystów
Rzym jest jednym z najbardziej intrygujących miast świata. Z tego powodu od wieków stanowi cel podróży wielu turystów. Wśród nich niezwykle barwną grupę stanowią literaci-turyści – dramatopisarze, poeci, prozaicy...

Good to be back (grudniowo-styczniowe stosy)
Trzymająca w napięciu fabuła, zaskakujące zwroty akcji oraz zdumiewające zakończenie. Jak pokazały ostatnie miesiące, życie także pisze niezwykłe scenariusze. Po wielu tygodniach wymuszonego milczenia, wracam do wirtualnego świata...
