Życie jest dobre. I bardzo zabiegane – wywiad z Tarą Moss
Data publikacji: 16 sierpnia 2013 A- A A+
Kiedy jej bohaterka zdobyła uprawnienia prywatnego detektywa, postanowiła zrobić dokładnie to samo. A to dlatego, że lubi wiedzieć o czym pisze. Z tego też powodu godzinami przesiadywała w kostnicach czy na salach rozpraw. Brała udział w policyjnych patrolach. Poznała tajniki pracy FBI. Dała się poddusić do utraty przytomności, podpalić i ostrzelać z broni ostrej. Ma licencję kierowcy rajdowego, prawo jazdy na motocykl i uprawnienia do opieki nad egzotycznymi zwierzętami. Od dwóch lat jest matką, od czternastu pisarką, a od ponad dwudziestu modelką. A nazywa się Moss. Tara Moss.


  • Anna Kutrzuba: Jak dotąd w Polsce ukazały się trzy Pani powieści. Między innymi Fetysz – pierwszy tom cyklu poświęconego śledztwom Makedde Vanderwall. To niezwykła bohaterka. Większość ludzi nie podniosłaby się po tym, czego ona doświadczyła w swoim życiu. Tymczasem Mak za każdym razem odradza się jak feniks z popiołów. Dlaczego chciała Pani, aby była ona aż tak silna?
  • Tara Moss: Podziwiam w Mak jej odporność na życiowe dramaty. To rodzaj wytrzymałości, który wielu ludzi w różnych krajach, na różne sposoby i z różnych przyczyn musiało rozwinąć, aby móc przeżyć. Ona pozostaje przy życiu, jest ocalała. Prawdą jest, że złe rzeczy mogą przytrafiać się dobrym ludziom i jeśli przydarzają ci się tragedie, masz tylko dwie opcje. Albo skulić się, jak to robią niektórzy, albo odrodzić jak feniks – silniejszy i mądrzejszy. Ocaleć. Uważam, że ci, którzy umieją pozostać przy życiu, są bardzo inspirujący. Pewnie to był powód, dla którego zdecydowałam się stworzyć taką postać.
  • A.K. Mak jest bardzo zainteresowana kryminalistyką, zbrodnią. Skąd ta pasja? Wynika z jej doświadczeń, dziecięcego zafascynowania pracą ojca, a może po prostu jest wrodzona?
  • T.M. Mak od urodzenia ma silne poczucie sprawiedliwości, a z racji tego, że jej ojciec był policyjnym śledczym, wychowywała się z dużą świadomością zbrodni i potencjalnych niebezpieczeństw. Nie sądzę, żeby Mak kiedykolwiek miała wrażenie, tak właściwe dzieciom, że świat jest sprawiedliwy. Ona zbyt dobrze wiedziała, że w każdej chwili może wydarzyć się coś nie w porządku.
  • A.K. Jej silny charakter stoi niejako w sprzeczności z jej wyglądem.
  • T.M. Zastanawia mnie, jaki aspekt jej wyglądu stoi w sprzeczności z silnym charakterem?
  • A.K. Piękne kobiety często postrzegane są jako kruche i delikatne.
  • T.M. Mak jest zaradną, błyskotliwą kobietą, która jest po trosze sama na tym świecie. Jej praca modelki wymaga częstych podróży do różnych krajów, gdzie nie zna zupełnie nikogo. A nawet jeśli, to, jak to się dzieje w scenie otwierającej Fetysz, po przybyciu do Australii odkrywa, że jej jedyna przyjaciółka, którą tam miała, została zamordowana. To wymaga pewnej siły i ulicznej przebiegłości, aby przetrwać coś takiego. Na skutek ekstremalnych doświadczeń z tej książki, Mak dorasta. Ta część niej, która wciąż była odrobinę naiwna, przemienia się w coś zupełnie innego. Osobowość Mak ewoluuje w miarę kolejnych powieści.
  • A.K. Czy nazwałaby Pani Mak swoim alter ego? Jest do Pani podobna?
  • T.M. Mak wywodzi się z tego samego plemienia co ja. Jest kimś do kogo mogę się odnieść – wywodzi się z podobnego środowiska i systemu wartości – ale nie jest mną. Czasami zdarza mi się myśleć o niej jak o fikcyjnej siostrze. Jest pełnokrwista, ale nie jest mną. Gdyby Mak była mną, nie byłabym wobec niej tak okrutna, a myślę, że każdy dobry autor powieści kryminalnych powinien być okrutny wobec tych postaci, które kocha najbardziej.
  • A.K. Co zainspirowało Panią do stworzenia cyklu powieści z Mak Vanderwall w roli głównej?
  • T.M. Zawsze bardzo interesowałam się polityką społeczną, społeczną sprawiedliwością. Zbrodnie, a w szczególności zabójstwa, są jednymi z bardziej ekstremalnych przykładów poważnych problemów społecznych. Każdy człowiek w jakimś momencie swojego życia zostaje skrzywdzony w wyniku jakiejś zbrodni.
  • A.K. Z jednej strony, powieści kryminalne. Z drugiej, książki dla młodych dorosłych. Niezwykłe, bo nie z tego świata.
  • T.M. Moja seria dla młodych dorosłych nie różni się aż tak bardzo od innych powieści tego typu. Nie jest chyba także tylko dla młodych dorosłych. W mojej ocenie powieści o Pandorze English przeznaczone są dla czytelników w wieku od 15 do 55 lat. Świat Pandory to gotyckie fantasy, jednak podobnie jak w książkach opowiadających o Mak, i w tych powieściach aż tłoczno od silnych bohaterek, a historie mają swoje uwiarygodnienie w faktach. W tym cyklu eksploruję starożytną mitologię, folklor, historię, podczas gdy w serii o Mak badam kryminalne śledztwa i dawne sprawy policyjne. Daje mi to szansę na snucie opowieści w sposób, jaki lubię – obie serie są mroczne, ale jedna jest bardziej humorystyczna i fantastyczna, a druga bardziej seksowna i niekiedy śmiertelnie poważna.
  • A.K. Podczas gdy Mak jest obywatelką świata, życie Pandory od najmłodszych lat ograniczało się jedynie do prowincjonalnego Gretchenville. Dopiero w wieku dziewiętnastu lat opuściła rodzinne strony. I gdzie trafiła? Do nawiedzonej rezydencji w samym sercu Nowego Jorku!
  • T.M. Kiedy byłam nastolatką, mniej więcej w wieku Pandory, mieszkałam przez dłuższy czas w Nowym Jorku. I zawsze pragnęłam stworzyć alternatywny Nowy Jork – odnaleźć coś ukrytego, ale i cudownego, czego nikt inny nie mógłby znaleźć. Sekretny Manhattan.
  • A.K. Po latach się to udało. Powstały już trzy powieści, których akcja rozgrywa się w tym zagadkowym miejscu. Zważywszy na to, że ma Pani na koncie dwa powieściowe cykle, chyba lubi Pani historie, kontynuujące losy jednego bohatera?
  • T.M. Jednym z największych przywilejów pisania serii jest możliwość głębokiego eksplorowania postaci i poddawania ich przemianom. Trudności może sprawiać jednak konieczność dostosowywania się do kalendarza wydawniczego przez kolejnych kilka lat. Jak wielu pisarzy, od czasu do czasu mam problem z wyrabianiem się przed ostatecznym terminem.
  • A.K. Na szczęście, koniec końców zawsze się to Pani udaje. Skąd czerpie Pani pomysły na swoje powieści?
  • T.M. Pojawiają się samoistnie. Wiele czytam – staram się być na bieżąco z tym, co się dzieje na świecie, a równocześnie zanurzać w książki poświęcone historii. Pomysły znajduję niemal wszędzie i nigdy nie mam dość czasu, aby je wszystkie spisać.
  • A.K. W natłoku różnych zajęć, kiedy znajduje Pani czas na pisanie? Trzyma się Pani jakiegoś reżimu?
  • T.M. Nienawidzę rutyny, ale pracuję długo, o różnych porach. Muszę dostosować się do potrzeb córki.
  • A.K. A zanim zacznie Pani pisać, poświęca wiele czasu na różnorakie badania. Wszystko w imię autentyczności.
  • T.M. Cenię autentyczność i opieranie się na osobistym doświadczeniu, wiedzy z pierwszej ręki. Jeśli mogę czegoś doświadczyć czy przedyskutować z kimś właściwym jakąś kwestię, mogę pisać lepiej i bardziej wiarygodnie. Kiedy byłam duszona do utraty przytomności, podpalana czy też kiedy ktoś podawał mi pomocną dłoń podczas dokumentowania, w sposób bezpośredni pomagało to mojemu pisaniu. Te sceny są żywe.
  • A.K. Czy także z tego powodu zdecydowała się Pani ukończyć Australijską Akademię Bezpieczeństwa?
  • T.M. Kiedy Mak Vanderwall zdobyła swój certyfikat uprawniający ją do wykonywania zawodu prywatnego detektywa, zrobiłam to samo. Poprzez doświadczenie na samej sobie, czego wymaga ubieganie się o taki dokument i jak wygląda praca prywatnego detektywa, byłam w stanie lepiej wejść w jej buty i opisać ją bardziej autentycznie.
  • A.K. Tego typu doświadczenia muszą być szalenie inspirujące.
  • T.M. Moje badania poprzedzające pisanie powieści są bez wątpienia najciekawszą pracą, w jaką kiedykolwiek byłam zaangażowana, ale zawsze jestem zachwycona, kiedy mogę doświadczyć czegoś nowego, nieważne przy jakiej okazji – podczas podroży, studiów, poznawania nowych ludzi czy właśnie dokumentowania.
  • A.K. A jednak w pogoni za nowym, nie zapomina Pani o innych. Jest Pani Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF i ambasadorem australijskiej organizacji na rzecz dzieci niewidomych i niesłyszących (The Royal Institute for Deaf and Blind Children).
  • T.M. Ponad dekadę temu zostałam poproszona o zostanie ambasadorem The Royal Institute for Deaf and Blind Children, po tym jak włączyłam się w akcję charytatywną, i od tego czasu czerpię ogromną przyjemność ze współpracy z tą organizacją. Z UNICEF moja współpraca rozpoczęła się w podobny sposób. Podziwiam ich pracę i cieszę się, że mogę wykorzystać swoją popularność, aby im pomóc.
  • A.K. Ma Pani także dosyć nietypowe hobby. Mam tu na myśli coś o imieniu Coś.
  • T.M. Hoduję pytony – tak jak niektórzy psy – i zawsze nazywam moje pytony po bohaterach z Rodziny Addamsów. Coś jest pytonem czarnogłowym, a zarazem wspaniałym członkiem naszej rodziny.
  • A.K. Nie mniej ważną rolę w Pani życiu odgrywa literatura. W jakich pisarzach zaczytuje się Pani w wolnych chwilach?
  • T.M. Podziwiam wielu autorów, między innymi takich jak Anaïs Nin, Simone de Beauvoir, Margaret Atwood, Cormac McCarthy, Patricia Cornwell, Lynda La Plante, Thomas Harris, Peter James, Charlaine Harris czy Stephen King. Lubię czytać książki z różnych gatunków i na różne tematy. W ramach studiów czytuję wiele podręczników i esejów. Obecnie kończę studia doktoranckie z nauk społecznych na Uniwersytecie w Sydney. Jestem także w trakcie pisania pierwszej niebeletrystycznej powieści. Pisuję opowiadania. Moja dwuletnia córeczka rośnie i bezustannie się zmienia. Cieszę się macierzyństwem. Życie jest dobre. I bardzo zabiegane.

Recenzje książek Tary Moss na Dzienniku Literackim
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję