Anna Klejzerowicz o „Ostatnią kartą jest śmierć”!
Data publikacji: 17 października 2010 A- A A+
Ostatnią kartą jest śmierć bez tajemnic! Zapraszamy do lektury wyjątkowego listu, który Anna Klejzerowicz napisała specjalnie dla czytelników Dziennika Literackiego!



Drodzy moi,



Ponieważ docierają do mnie Wasze pytania, dotyczące książki Ostatnią kartą jest śmierć, postanowiłam skorzystać z przemiłej propozycji Dziennika Literackiego i odpowiedzieć na nie niejako hurtem. Najwięcej pytań dotyczy moich inspiracji w pracy nad tą powieścią. Wprawdzie sama nigdy nie chodziłam do wróżek, lecz wielu moich znajomych korzystało z ich usług i efekty tych wizyt bywały różne. Oczywiście wszystko zależy od osoby tarocistki – lub tarocisty – jej/jego intencji, intuicji, inteligencji, charakteru i kultury. Tarot jest naprawdę pasjonującym medium, jednak w niewłaściwych rękach i w odniesieniu do szczególnie podatnych osób może czasem stać się niebezpiecznym narzędziem manipulacji.



Choć nigdy nie byłam klientką wróżbitów, to jednak samym tarotem w jego aspekcie kulturowym interesowałam się od dawna. Intrygowała mnie historia tarota oraz jego ikonografia, a także ukryta w nim myśl, bogata filozofia tej „magicznej księgi w obrazach”, bo tak można nazwać zbiór tych starych kart. A także jego przydatność w terapii psychologicznej – odkrycie ostatnich lat.



Daleka jestem od przeceniania roli tarota, demonizowania go – drażni mnie dopatrywanie się w nim „narzędzia szatana” czy innych diabłów – ale jednocześnie doceniam zawartą w nim mądrość i uniwersalną symbolikę. Jego wartość tkwi moim zdaniem w tym samym, co dotyczy wszystkich dawnych „świętych ksiąg”: to jest zapis historii wierzeń i myśli ludzkiej. Pod tym względem jest tak samo bezcenny jak Biblia czy indyjskie Wedy. Natomiast daleka jestem od choćby próby odpowiedzi na pytanie, czy tarot jest „dobry” czy „zły”. Na to pytanie próbowano znaleźć odpowiedź już od kilku stuleci. Nikomu się to jeszcze nie udało. Osobiście wychodzę z założenia, że dobrzy lub źli mogą być tylko ludzie.



Tarot jest ponadto – a raczej może być, bo tych talii jest obecnie chyba zbyt wiele i nie wszystkie trzymają poziom – dziełem sztuki. I zagadką. A sztuka, historia, zagadki i tajemnice pasjonowały mnie od zawsze. Średniowiecze, stare księgi, rycerze i templariusze – a to między innymi z nimi łączy się historię tarota – to jedna z moich dawnych wielkich miłości. Ponieważ chciałam jakąś tę swoja pasję spożytkować, postanowiłam napisać o niej książkę. I tak narodziła się „Ostatnią kartą jest Śmierć”…



A ile jest w Weronice z Anny?... No cóż – jesteśmy pod każdym względem różne, poczynając od tego, że ona jest blondynką, a ja brunetką. Ona miała trudne dzieciństwo – ja z domu i z rodziny wyniosłam wszystko, czym kochający rodzicie mogą obdarzyć swoje dziecko. Wszystkie moje pasje i zamiłowania, także te do czytania i pisania, a także fotografowania – narodziły się w domu rodzinnym. Weronika do swoich musiała dochodzić sama. Temperamentem także się raczej różnimy. Choć naturalnie, posiadamy także cechy wspólne; pewnie nie da się tego uniknąć w relacji autor – postać. Obie bywamy uparte i obie lubimy ryzyko. No i – tak jak Weronika – uwielbiam czytać kryminały. Natomiast nie zbieram gier planszowych (choć je w dzieciństwie uwielbiałam!) ani też popielniczek. Nigdy w życiu nie prowadziłam kroniki kryminalnej, nie marzyłam o założeniu agencji detektywistycznej – wystarcza mi pisanie powieści kryminalnych. Zamiast na skuterze jeżdżę na rowerze… Generalnie staram się tworzyć takie postaci, które nie mają swoich odpowiedników w rzeczywistości. Lubię ten akt twórczy, takie... powoływanie nowego, samodzielnego życia. Po co miałabym dublować matkę naturę?...



Za to jedno Wam zdradzę: z Weroniką z pewnością mogłybyśmy zostać przyjaciółkami. I nawet w jakimś sensie nimi jesteśmy.



Mam nadzieję, że i Wy, moi kochani Czytelnicy, zaprzyjaźnicie się z Weroniką. Ponieważ – i to jest odpowiedź na ostatnie pytanie – tak, zamierzam jej przygody kontynuować. Polubiłam dziewczynę i teraz trochę mi już jej brakuje. Więc jeśli tylko los – a raczej Los – mi na to pozwoli, Weronika powróci i znowu będzie łapać złoczyńców. Choć już niekoniecznie z tarotem w tle.





Pozdrawiam Was serdecznie,

Ania Klejzerowicz

Komentarze
  • 1
    lucyolejniczak 6 listopada 2010 | 17:01:33

    Czytałam, polecam gorąco:)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję