Jestem szczęściarzem! - wywiad z Jerónimem Tristantem
Data publikacji: 27 lutego 2010 A- A A+
Wydana w końcu ubiegłego roku Tajemnica domu Arandów to powieść otwierająca cykl kryminałów poświęconych śledztwom najmłodszego inspektora w dziejach madryckiej policji, Víctora Mendéza Rosa. Jej autorem jest Jerónimo Tristante, urodzony w 1969 roku w hiszpańskiej Murcji prozaik, a zarazem profesor biologii i geologii. Swoją karierę literacką Hiszpan rozpoczął wydaną w 2003 roku powieścią pt. Crónica de Jufré. W 2005 roku opublikował El rojo en el azul; książkę, której akcję umiejscowił w czasach hiszpańskiej wojny domowej. Tajemnica domu Arandów to jego trzecia powieść, wydana w jednym roku wraz ze Sprawą Czarnej Wdowy, drugim tomem opowieści o przygodach don Víctora. Prawdopodobnie już za niedługo i ta książka trafi w nasze ręce. Tymczasem, w oczekiwaniu na nią, warto poznać pisarza, który stoi za tymi popularnymi tytułami. O swojej miłości do XIX wieku, pisania i czytelników opowiada dzisiejszy gość Dziennika LiterackiegoJerónimo Tristante.


  • Anna Kutrzuba: Zaledwie kilka miesięcy temu oficyna literacka Noir Sur Blanc oddała w ręce polskich czytelników pierwszą z Pana powieści kryminalnych, poświęconych śledztwom madryckiego podinspektora Víctora Rosa, Tajemnicę domu Arandów. Zacznę więc od pytania, które jest sztampowe, ale które narzuca się samo – skąd pomysł na taki cykl kryminałów?

  • Jerónimo Tristante: Chciałem opowiedzieć o XIX wieku. Ale w dość nietypowy sposób, bo przedstawiając go podczas podróży mojego bohatera po kilku europejskich miastach. Zacząłem od Madrytu, a następnie udałem się przez Kordobę, do Barcelony. Przede mną wyprawa do Wenecji, Paryża i Londynu. Víctor to postać, która pojawiła się na kilku kartach jednej z moich poprzednich książek. Zakochałem się w tej postaci i postanowiłem uczynić go głównym bohaterem mojej serii kryminalnej.

  • A.K. Skąd u Pana to zainteresowanie XIX wiekiem?

  • J.T. Kocham XIX wiek. Nauczyłem się pisać, czytając najlepszych prozaików tamtych czasów: Doyle’a, Dumasa, Dickensa, a nade wszystko Wilkiego Collinsa. Podoba mi się powolny rytm życia tamtej epoki. Choć to czas bardzo smutny dla Hiszpanii – przestała być mocarstwem i bardzo osłabiona musiała wkroczyć w trudny wiek XX. Równocześnie, ludzie wierzyli, że nowy wiek będzie dużo lepszy dla ludzkości. Że zapewni ludziom lepsze życie.

  • A.K. Uwielbia Pan XIX-wieczne miasta, XIX-wieczną literaturę… Co jeszcze?

  • J.T. Techniki kryminalistyczne, jakie wykształciły się w tamtych czasach. Wtedy nauka była czymś romantycznym, była przygodą. Ludzie spotykali się z przyjaciółmi przy kawie, aby porozmawiać o życiu, polityce, corridzie. Świat Víctora Rosa łączy w sobie atmosferę czasów Sherlocka Holmesa z klimatem mojego miasta, Madrytu.

  • A.K. Gdzie Pan szuka informacji o tym, jak wyglądało życie w XIX wieku? Jak wiele czasu zajmują Panu badania?

  • J.T. Szukanie informacji do powieści sprawia mi wiele przyjemności. Swoje poszukiwania zaczynam od kupna książek na interesujące mnie tematy. Surfuję po Internecie, odwiedzam Bibliotekę Narodową oraz inne, pomniejsze biblioteki, przypatruję się zdjęciom, a przede wszystkim czytam gazety z interesującego mnie okresu. To wszystko składa się w moim umyśle na pewien konkretny obraz. Dopiero wtedy zaczynam pisać. Myślę, że ten proces trwa od roku do dwóch lat. Ale w tym samym czasie zazwyczaj pracuję również nad innymi książkami, których akcja umiejscowiona jest w innych epokach. To pozwala mi się zrelaksować.

  • A.K. Wspomnieliśmy już, że głównym bohaterem Pana książek jest Víctor Ros. To dość niecodzienny detektyw – zanim przystąpił do policji, był przestępcą.

  • J.T. Tak, Víctor jest synem ulicy. Przybył do Madrytu jeszcze jako dziecko. Był bardzo biedny. Owszem, był złodziejem, ale nie był typowym ulicznikiem. Wiele czytał. Pewien sierżant pomógł mu wyrwać się z jego świata. Pokazał mu także, jak być dobrym człowiekiem i dobrym policjantem; takim, który wierzy, że przemoc nie jest rozwiązaniem, że liczy się siła umysłu.

  • A.K. Ma Pan z nim coś wspólnego? A może z powodu Pana wykształcenia, bliżej Panu do don Alberta Aldanzy?

  • J.T. Nie, nie, żaden z nich nie jest moim alter ego. Tak naprawdę cząstka mnie jest w każdej z moich postaci. Wiodę bardzo spokojne życie: nauczam, uprawiam sporty, czytam, spędzam czas z rodziną. Moi bohaterowie pozwalają mi na robienie tego, na co nigdy nie pozwolę sobie na co dzień. Mogę być bohaterem, czarnym charakterem, kobietą. To fantastyczne. Choć nie występuję bezpośrednio w powieści, jestem w każdej z moich postaci.

  • A.K. Skoro mowa o postaciach kobiecych, muszę przyznać, że zaintrygowała mnie Clara. To wyrazista, pewna siebie bohaterka. Nie jest jednak byt niezależna i zbyt temperamentna jak ta tamte czasy?

  • J.T. Kobiety uzyskały w Hiszpanii prawo do głosowania w 1931 roku. Za czasów generała Franco żadna kobieta nie mogła otworzyć konta w banku bez zgody swojego męża. Dopiero później sytuacja uległa zmianie. Ale to, że się zmieniła, zawdzięczamy właśnie silnym, niezależnym kobietom, które walczyły o swoje prawa w XIX wieku. Być może wtedy nie było ich zbyt wiele, ale te, które były, były bardzo dzielne.

  • A.K. Tak jak Clara. Łatwo się opisuje takich niezależnych bohaterów?

  • J.T. Łatwo, stwarzanie ich sprawia mi przyjemność. Ale żeby zaistnieli, sam muszę być przekonany o tym, że naprawdę żyją.

  • A.K. Skoro są dla Pana tacy rzeczywiści, a przy tym niepokorni, być może to oni Panem rządzą i sami siebie stwarzają?

  • J.T. Nie, na pewno nie. Co do tego nie mam wątpliwości.

  • A.K. Musi Pan ich bardzo lubić. Dobrze jest pisać serię? Miło wracać do znanych postaci?

  • J.T. Bardzo. Piszę książki o różnych okresach, na różne tematy. Powieści. Ale to bardzo dobrze mieć taką serię, gdzie sceneria, miasta, bohaterowie już są wymyśleni. Przykładowo, kiedy ukończyłem książkę, której akcja była umiejscowiona w 1969 roku, z ogromną przyjemnością wróciłem do czasów Víctora. Poczułem się, jakbym po długiej podróży, wrócił do domu. Zresztą, piszę tę serię nie tylko dla siebie – czytelnicy dopominają się o kolejne powieści o podinspektorze Rosie.

  • A.K. Pisanie ewidentnie sprawia Panu przyjemność. Pytanie o to, czy gdyby jeszcze raz mógł wybierać, zostałby pisarzem, wydaje się bezzasadne.

  • J.T. Tak, lubię to. Moja praca mnie cieszy – pisanie, szukanie informacji, podpisywanie książek, rozmawianie z czytelnikami, jak również udzielanie wywiadów. Jestem szczęściarzem.

  • A.K. A czy zaskoczyła Pana skala Pana popularności? Czy kiedykolwiek przypuszczał Pan, że spotka się z międzynarodowym uznaniem?

  • J.T. I tak, i nie. Kiedy sięgasz po pióro, myślisz o tym, że może kiedyś, ktoś zainteresuje się Tobą. Jednak nawet w samej Hiszpanii trudno o wielu czytelników. Dlatego, mogę powiedzieć, że spełniło się moje marzenie. Jestem szczęśliwy, że udało mi się je urzeczywistnić.

  • A.K. Zanim przyszedł sukces, wpierw musiała powstać myśl o tym, żeby zacząć pisać. Co zainspirowało Pana do napisania kryminału?

  • J.T. Uwielbiam powieści, filmy, psychopatów, thrillery, naukę… Decyzja o napisaniu kryminału była więc dla mnie dość naturalna. Ot, kolejny krok w moim pisarskim doświadczeniu.

  • A.K. Co jeszcze, oprócz wyżej wymienionych, może Pana zainspirować do pisania?

  • J.T. Książki historyczne, biografie… Tajemnice, wojny, zbrodnie…

  • A.K. A gdzie Pan pisze? Ma Pan w domu swój własny kącik?

  • J.T. Piszę w swoim pokoju, przy stole w jadalni, w ogrodzie… Miejsce nie ma dla mnie znaczenia, potrafię sięgnąć po pióro dosłownie wszędzie. Cenię sobie tę łatwość pisania. To bardzo wygodne.

  • A.K. Czy z równą łatwością konstruuje Pan intrygę kryminalną?

  • J.T. Tak. Zaczynam konstruować powieść od wymyślenia zakończenia. Kiedy już je mam, tworzę szkic fabuły, konspekt. Następnie przystępuję do wyszukiwania informacji. Dopiero po tym zaczyna się przygoda jaką jest pisanie.

  • A.K. A czy jest Pan zadowolony z efektów Pana pracy?

  • J.T. Tak. Jak powiedziałem wcześniej, jestem szczęściarzem, ponieważ czytelnicy i krytycy zrozumieli, co chciałem im przekazać w swoich książkach. Wiedzą, że chciałem napisać powieści, które oddawałyby honor XIX-wiecznym pisarzom i ich prozie, która ukazywala się najczęściej w odcinkach w gazetach.

  • A.K. To zapytam przekornie, czy gdyby Pan był czytelnikiem, podobałyby się Panu książki Jerónima Tristantego?

  • J.T. Oczywiście, ponieważ staram się pisać książki, jakie sam chciałbym przeczytać. Podobałyby mi się tak, jak podoba mi się proza Collinsa, Dumasa, Doyle’a, Stevensona i innych.

  • A.K. Polski wydawca Pana książek już zapowiedział wydanie Sprawy Czarnej Wdowy. To czeka nas, a co czeka hiszpańskich czytelników?

  • J.T. Już w tym miesiącu trafi w ich ręce trzecia powieść o Víctorze Rosie. Jej akcja dzieje się w Barcelonie.

  • A.K. Ależ im zazdroszczę! Dziękuję za wywiad!

  • J.T. Ja również dziękuję, a korzystając z okazji, pozdrawiam swoich polskich czytelników!


  • Recenzje książek Jerónima Tristantego na Dzienniku Literackim
Komentarze
  • 1
    montgomerry 27 lutego 2010 | 14:04:55

    Dziekuję za przeprowadzenie wywiadu:) Pozdrawiam serdecznie

  • 2
    Annie 28 lutego 2010 | 21:06:08

    Cała przyjemność po mojej stronie, Montgomerry :) Moc pozdrowień!

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję