Pisanie to rodzaj egzorcyzmu – wywiad z Mariną Mayoral
12 styczeń 2010 | 22:33
Absolwentka filologii romańskiej, od 1978 roku profesor zwyczajny Universidad Complutense w Madrycie, wykładowca literatury hiszpańskiej. Autorka wielu prac badawczych i krytycznych oraz utworów beletrystycznych – zarówno powieści, jak i opowiadań. Zadebiutowała w 1979 roku, od tego czasu pisze niemal nieprzerwanie. Marina Mayoral. Od kilku lat przekłady jej powieści wydaje w Polsce wydawnictwo Muza. I od kilku lat czytam ją ja, szczęściara, której niedawno udało się z ulubioną pisarką porozmawiać :)
- Anna Kutrzuba: Bez partii dialogowych, bez akcji, a jednak pełne zdarzeń, dzięki licznym retrospekcjom i monologom wewnętrznym bohaterów. Pani powieści są dość niecodzienne w formie. Skąd pomysł na taką prozę?
- Marina Mayoral: Myślę, że przypominam trochę Czechowa. Choć nic się nie dzieje w życiu jego postaci w czasie przedstawionym w powieści, to jednak zawsze jest w nich jakiś ukryty dramat, który odkrywa się poprzez retrospekcję i monologi.
- A.K. Zarzuca Pani teraźniejszość na rzecz zdarzeń minionych. Dlaczego przeszłość jest dla Pani i Pani bohaterów tak ważna?
- M.M. Uważam, że przyszłość postaci wyjaśnia się za pomocą ich przeszłości, dlatego muszę udać się do przeszłości moich bohaterów, aby zrozumieć ich obecną postawę bądź przyszłe zachowanie.
- A.K. W „Życie oddać i duszę” przyszłość swoich bohaterów wyjaśniała Pani za pomocą przeszłości swojej własnej rodziny. Czy to prawda, że historię miłości Amelii i Carlosa oparła Pani na faktach?
- M.M. Punkt wyjścia rzeczywiście jest prawdziwy. Ale tylko punkt – opowieść, którą przytaczano wielokrotnie, opowiadając dzieje mojej rodziny. To historia jednej z babć, która została porzucona w noc poślubną i pozostawiona sama sobie, w nocnej koszuli. Po tym momencie zaczyna się już fikcja.
- A.K. Czy zawarła Pani w Pani powieściach więcej wątków autobiograficznych?
- M.M. Owszem, pojawiają się wspomnienia z dzieciństwa, jednak nie przytaczam konkretnych zdarzeń. Wszystko, co opisuję, to fikcja.
- A.K. W jednej z powieści napisała Pani, że choć widzi Pani, co Pani bohaterowie robią i słyszy, co mówią, to nie rozumie Pani ich motywacji. Czy to znaczy, że Pani bohaterowie żyją własnym życiem? Wymykają się Pani władzy?
- M.M. Powstawanie postaci to jedna wielka tajemnica. Wyobrażenie o nich może powstać z tego, co widzimy lub z tego, co usłyszymy. Jednak po czasie zaczynają one żyć własnym życiem i w tym momencie przestają się nas słuchać. Grają i żyją dla siebie.
- A.K. Czy może zatem Pani powiedzieć, że stwarza swoje postaci, czy to raczej one w jakiś sposób kreują Panią?
- M.M. Powołuję do życia swoich bohaterów, jednak oni, tak jak dzieci, stają się potem niezależni.
- A.K. Kiedy opowiada Pani historie, stroni Pani od opisywania świata swoich bohaterów. Występujące w Pani powieściach postaci siedzą na jakichś krzesłach, leżą na jakichś łóżkach, oglądają piękne, lecz bliżej niesprecyzowane, krajobrazy. Dlaczego? Czy w ten sposób pragnie Pani podkreślić uniwersalizm opisywanych historii?
- M.M. Nie przepadam za opisywaniem miejskiego otoczenia. Robię to tylko wtedy, gdy wymaga tego zrozumienie sceny. Równocześnie lubię opisywać szczegóły natury: barwy wschodu lub zachodu słońca, dźwięk fontanny, szelest wiatru pośród drzew…
- A.K. Pani powieści zdają się być bardzo osobiste. Czy z którąś z nich łączy Panią szczególna więź?
- M.M. Aby odpowiedzieć, jeszcze raz muszę porównać książki do dzieci: kocham je tak samo, jednak z niektórymi z nich dogaduję się nieco lepiej.
- A.K. W powszechnej świadomości pokutuje stereotyp, że powieści pisane przez kobiety adresowane są do kobiet. Czy zgodziłaby się Pani z nim? A może uważa go Pani za całkowicie nieuzasadniony?
- M.M. Nie kieruję swojej prozy tylko do kobiet, jednak z ankiet wynika, że mężczyźni, przekroczywszy czterdziesty rok życia, nie czytają powieści, dlatego też mam zdecydowanie więcej czytelniczek niż czytelników. Sądzę, że po moich powieściach widać to, że są pisane przez kobietę, w takim samym stopniu, jak to jest widoczne w innych moich pracach czy manifestach.
- A.K. Co zazwyczaj inspiruje Panią do sięgnięcia po pióro?
- M.M. Intrygują mnie sekrety, które kryje ludzkie życie; to, co pozostaje w cieniu wyglądu zewnętrznego i to, co skrywa się w najgłębszych zakątkach ludzkiej duszy. Pasjonują mnie relacje między ludźmi, lecz przede wszystkim te, które nawiązują się pomiędzy całkowicie różniącymi się osobami, takimi, które wyznają inne poglądy, wywodzą się z odmiennej klasy społecznej czy te, które dzieli spora różnica wieku...
- A.K. A jak często Pani pisze?
- M.M. Piszę prawie każdego dnia, przez kilka godzin. Kiedy tego nie robię, źle się czuję. Myślę, że uzależniłam się od słów.
- A.K. Łatwo z nich zbudować powieść?
- M.M. Czasami pomysł na strukturę powieści pojawia sie wraz z pomysłem na fabułę. Innym razem formowanie jej to praca a posteriori, podczas której muszę dopasować odpowiednie puzzle i odrzucić coś, z tego, co zostało, lub dodać to, czego brakuje.
- A.K. Czy jest coś, co chciałaby Pani napisać, ale jest tak odmienne od Pani dotychczasowej twórczości, że nie miałaby Pani odwagi tego zrobić? Na przykład spróbować sił w odmiennym gatunku?
- M.M. Piszę to, co chcę, o tym, na co mam ochotę i co nie przerazi mnie w procesie pracy nad książką. Pisanie jest dla mnie jednym z rodzajów egzorcyzmów, pozwalającym na wypędzenie moich wewnętrznych diabłów.
- A.K. Słowem, ma działanie oczyszczające… A czy sprawia satysfakcję?
- M.M. Tak. To praca, która bardzo lubię i która pomogła mi przetrwać ciężkie momenty w moim życiu.
- A.K. Jest Pani nie tylko pisarką, ale również profesorem literatury na Uniwersytecie Complutense. Nie mogę zatem nie skorzystać z okazji i nie pokusić się o zadanie Pani paru pytań dotyczących literatury hiszpańskojęzycznej w ogóle. Mówi się, że Don Kichot to literacka biblia hiszpańskich prozaików. W czym Pani upatruje fenomenu powieści Cervantesa?
- M.M. Don Kichot to niezwykle obszerna i złożona powieść, a przy tym uniwersalna. Sądzę, że każdy pisarz może wynieść wiele z jej lektury, nauczyć się czegoś nowego, czytając ją. Przeczytałam ją po raz pierwszy, kiedy miałam osiemnaście lat i od tego czasu nieodmiennie fascynuje mnie złożoność występujących weń charakterów: to, że wymykają się uogólnieniom – Don Kichot nie jest wyłącznie idealistą, a Sancho Pansa realistą. Powieść Cervantesa to wyjątkowe połączenie humoru i melancholii.
- A.K. Czy w Pani ocenie jakikolwiek inny hiszpański prozaik zajmuje tak ważne miejsce w literaturze hiszpańskiej jak Miguel Cervantes?
- M.M. Cervantes to szczególny przypadek. Innymi ważnymi dziełami są Żywot Łazika z Tormesu (Lazarillo de Tormes), Celestyna (La Celestina). Jeśli zaś chodzi o pisarzy to bez wątpienia Benito Pérez Galdós, Juan Ramón Jiménez, Antonio Machado, kilku autorów należących do Pokolenia 27 (Generación del 27): Pedro Salinas, Jorge Guillén, Luis Cernuda, jak również Miguel Hernández.
- A.K. Nazwiska klasyków literatury hiszpańskiej nie istnieją w świadomości przeciętnego czytelnika. Opinia światowa chętnie rozmawia o XIX-wiecznych prozaikach brytyjskich, lecz, kiedy mowa o dorobku literackim Hiszpanii, padają nazwiska współczesnych prozaików: Eduarda Mendozy, Carlosa Ruíza Zafóna, Alicii Giménez-Bartlett… To reprezentanci współczesnej literatury hiszpańskiej czy raczej pop-literatury?
- M.M. Powieść hiszpańska z drugiej połowy XX wieku to Camilo José Cela, Miguel Delibes, Martín Santos, Carmen Martín Gaite, Merce Rodoreda i może Prawda o sprawie Savolty Mendozy, ale nie dzisiejsze powieści kryminalne.
- A.K. Czytelnicy, którzy nie wywodzą się z kręgu hiszpańskojęzycznego, utożsamiają literaturę hiszpańską z literaturą krajów Ameryki Łacińskiej. Niesłusznie. Jakie Pani zdaniem są najważniejsze różnice między nimi?
- M.M. Moim zdaniem bardzo się różnią, jednak długo można by wymieniać ich podobieństwa i różnice. Powiem więc krótko, że są tak odmienne, że nie sądzę, żeby nawet było możliwym zunifikować je w szeroko pojętą literaturę hispanoamerykańską.
- A.K. Czy Ameryka Łacińska ma w Pani opinii „swojego” Cervantesa?
- M.M. Powiedziałabym, że jest nim Cortazar; autor, któremu jestem oddana, ale może to tylko kwestia gustu.
- A.K. Jeśli o gustach mowa… Co sądzi Pani o tak popularnych obecnie powieściach spisku, wzorujących się na Kodzie Leonarda da Vinci Dana Browna? To jeszcze literatura? I czy w ogóle może być nazwana dobrą?
- M.M. Moim zdaniem to literatura ucieczki, literatura rozrywki. Nie mam nic przeciwko tego typu powieściom, jednak nie uważam ich za „dobrą literaturę”. Lubię bolero i pasodoble, jednak nigdy nie ośmieliłabym się porównać je do muzyki Mozarta.
- A.K. Ale tego typu książek powstaje coraz więcej. Jest popyt, jest podaż, a co najgorsze, jest zachwyt nad tego typu prozą. Czy to koniec prawdziwej literatury? Jakie są Pani prognozy na przyszłość?
- M.M. Nie wiem. Choć w mojej ocenie nie są one sprzyjające – za dużo słabej, konsumpcyjnej literatury, powierzchowności. Wierzę jednak, że zawsze znajdzie się miejsce dla dobrej literatury, która będzie pobudzać do zadawania poważnych, egzystencjalnych pytań.
- A.K. Czy taką literaturę uprawia zeszłoroczna laureatka literackiej nagrody Nobla, Herta Müller?
- M.M. Nie znam jej, więc niestety nie mogę nic powiedzieć na jej temat.
- A.K. A gdyby Pani zasiadała w kapitule, komu Pani przyznałaby literackiego Nobla?
- M.M. Przyznałabym go Miguelowi Delibesowi.
- A.K. Serdecznie dziękuję za wywiad! Recenzje książek Mariny Mayoral na Dzienniku Literackim; zdjęcie pochodzi ze strony pisarki: www.marinamayoral.es; przekład z języka hiszpańskiego: Ewelina Wcisło

mary| 2010-1-13 15:36:35
dzięki :) fajny wywiad. Zadziwia mnie u pisarzy to co piszą o swoich bohaterach, że powołują do życia jakąś postać która zaczyna "żyć" wlasnym życiem, jest to dla mnie totalny kosmos. Podziwiam tych którzy potrafią postać ujarzmić, sprawić aby czytelnik rozumiał jej zachowanie. Mayoral (choć nie znam wszystkich książek) to umie i podoba mi się że jest w tym tak dużo psychologii i emocji. No i plus za Cortazara bo też go uwielbiam :) Pozdrawiam
Fajna fotka pani Mariny :)1Annie| 2010-1-27 0:08:09
Cała przyjemność po mojej stronie :) Mnie też, Mary, intryguje taki sposób powoływania do życia postaci. Ale tak bardzo go 'nie czuję', że raczej nie daję sobie żadnych szans na zostanie pisarką (groziłoby to bowiem inwazją, papierowych, odmierzonych od linijki bohaterów ;)
2

Sto odcieni bieli
Są takie powieści, po których przeczytaniu nabiera się piekielnego apetytu na życie. Kolory wyostrzają się, emocje pogłębiają, a każde napotykające nas wydarzenie, czy to dobre, czy to złe, doprawione jest taką dawką optymizmu...

Chciałbym spotkać Hitlera – wywiad z Philipem Kerrem
Po sukcesie Komisarza Maciejewskiego Marcina Wrońskiego, wydawnictwo Red Horse przedstawiło czytelnikom nowy cykl znakomitych czarnych kryminałów. Ich autorem jest Philip Kerr...

Tragedia nad rozlewiskiem
Po obejrzeniu pierwszego odcinka nie wiedziałam, co powiedzieć. Pomyślałam: może to tylko tak na początku, taki odcinek wprowadzający i stąd tak… inaczej. Jednak, kiedy zobaczyłam wczoraj, że w zasadzie nic się nie zmienia, zwątpiłam...

Śladami "Aniołów i demonów"...
Z powietrza Rzym wyglądał jak ogromny labirynt starożytnych ulic wijących się wokół budynków, fontann i rozsypujących się ruin. Robert Langdon z ciekawością przyglądał się miastu. Jego wzrok natknął się na ruiny rzymskiego Kolose

Angel Wagenstein w Polsce!
Wydawnictwo Zysk i S-ka zaprasza 19 i 20 stycznia na dwa spotkania z Angelem Wagensteinem, autorem "Pięcioksięgu Izaaka".
Warszawa, 19 stycznia, wtorek, godz. 18.30
Bułgarski Instytut Kultury, al...


