Nie każdy może być Joanną Chmielewską... - wywiad z Tobiaszem W. Lipnym
Data publikacji: 18 lipca 2008 A- A A+

Barocco, Kurlandzki trop, Brukselska misja - czytelnikom Dziennika Literackiego, a także wszystkim pasjonatom kryminałów te tytuły zapewne nie są obce. Jednak tak, jak o powieściach pisało się wiele i często, tak o ich autorze w zasadzie nic. Tobiasz W. Lipny - jeden z najbardziej zagadkowych polskich pisarzy. Nie tak dawno miałam przyjemność przeprowadzić wywiad z "ojcem" Karola ...skiego. Czy udało mi się rozproszyć spowijający autora nimb tajemnicy? Raczej nie, ale i bez tego rozmowa okazała się niezwykle interesująca.


  • Anna Kutrzuba: Pana powieści pełne są różnorakich dramatis personae, a czytelników i tak najbardziej intryguje tylko jedna z nich, ta najmniej opisana. Kim jest Tobiasz W. Lipny?

  • Tobiasz W. Lipny: Bardzo obcesowe pytanie. Nie powinno tak być, żeby czytelnicy tak się interesowali autorem i mam nadzieję, że tak do końca nie jest. Tobiasz Lipny jest kimś, kto im chce dostarczyć rozrywkę na czas podróży pociągiem czy samolotem i to im powinno wystarczyć.

  • A.K. Obcesowe? Czytelnicy czytają powieści, obdarzają ich bohaterów sympatią i w sposób naturalny przenoszą ją również na autora. Zainteresowanie pisarzem motywowane jest więc nie niezdrową ciekawością, a właśnie sympatią.

  • T.W.L. O ile bohaterowie dają się obdarzyć sympatią – bo jest coraz więcej literatury, w której bohater jest wysoce niesympatyczny. Co do zainteresowania autorem: jeżeli faktycznie istnieje, to z pewnością jest motywowane ciekawością, ale nie nazwałbym jej niezdrową. Nie jest ani zdrowa, ani niezdrowa. Człowiek jest z natury ciekawski i chętnie podgląda; interesowanie się autorem książek moim zdaniem nie różni się specjalnie od interesowania się prywatnym życiem postaci ukazujących się w TV.

  • A.K. O życiu Karola można dowiedzieć się praktycznie wszystkiego: co lubi, co robi, z kim sypia. Ma kilka wad i trochę zalet. Lubi go Pan?

  • T.W.L. Nie za bardzo. Wydaje mi się zbyt mało wyrazisty, jakiś taki rozmyty. W wieku 30 lat powinien już być ukształtowanym mężczyzną, ale jakoś mu to nie wychodzi. Można mieć tylko nadzieję, że wydarzenia z ostatniej książki wydatnie przyspieszą to jego rozwleczone w czasie dojrzewanie.

  • A.K. W Brukselskiej misji Karol, kontemplując Adama i Ewę Cranacha, dość trafnie sam siebie charakteryzuje, mówiąc: „Odegraliśmy scenę, odgrywaną na tym obrazie i odgrywaną o każdej godzinie na każdej długości i szerokości geograficznej. Przez wyrafinowaną, swobodną, zdążającą prosto do swego tajemniczego celu Ewę i trochę zagubionego, pewnie w sumie uczciwego chwieja, który aż się prosi, by go oszukać i wykorzystać. I zawsze potem płaci”. I faktycznie, Karol często wpada w tarapaty. Nie kusiło Pana, aby dodać mu trochę jaj?

  • T.W.L. Nie bardzo bym mógł, bo ta postać od dawna żyje własnym życiem. Prawdę powiedziawszy, Karol trochę mnie samego zaskoczył tą rozprawą z Legionistą w Misji. Może więc nie jest z nim tak źle?

  • A.K. W świetle jego starć z przestępcami, nie najgorzej ;) Często zdarza się, że Pańskie postacie Pana zaskakują?

  • T.W.L. Traktuje mnie Pani, jakbym był zawodowym pisarzem, specjalistą od psychologicznie pogłębionych portretów ludzkich, a ja tymczasem jestem tylko kłusownikiem, autorem literatury wagonowej bez specjalnych ambicji. Jakieś tam panoptikum powołałem co prawda do życia, ale czy na tyle trójwymiarowe, żeby te postacie analizować? Co do zaskoczenia: może istotnie bywałem trochę zdziwiony tym, co mi się napisało…

  • A.K. Pana krótka notka biograficzna podana przez wydawcę określa Pana jako pracownika jednego z naszych uniwersytetów. Świat Karola to także świat uniwersytecki. Genialny profesor Bandura, atrakcyjna doktor Mareike, profesor Dąbrowa, Glizda… Żadna z tych postaci nie odpowiada stereotypowi skostniałego wykładowcy w rogowych oprawkach na nosie. To życie poddało Panu pomysły na te postaci czy świat akademików nie jest aż tak kolorowy?

  • T.W.L. Podejrzewam, że wśród akademików typy ludzkie rozkładają się tak samo jak w każdej innej grupie, tzn. tyle samo jest wśród nich głupich, tyle samo mądrych, tyle samo pięknych i tyle samo brzydkich co gdzie indziej. Krzywa Gaussa jest bezlitosna. Chciałbym móc powiedzieć, że co drugi polski profesor to Bandura, ale tak, niestety, nie jest. To jest taka, powiedziałbym, postulatywna postać. Moją diagnozę selekcji do świata akademickiego zawarłem w Kurlandzkim tropie. Ale profesorowie zupełnie odjechani też się w Polsce zdarzają… na szczęście.

  • A.K. Kobiety, które pojawiają się w Pańskich powieściach również przełamują swój stereotypowy wizerunek. Pewne siebie, częstokroć złośliwe i cyniczne, seksualnie wyzwolone. Nie opisuje Pan subtelnych niewiast, romantyczek żyjących ulotnymi ideałami. Nawet, zdawałoby się najbardziej stereotypowo kobieca z nich, Małgosia, pokazuje pazur. Takie kobiety już nie istnieją? Odeszły w niepamięć razem z prozą Jane Austen?

  • T.W.L. Niech Pani nie zapomina, że oglądamy świat oczyma Karola. Ja nic na to nie poradzę, że te, jak to Pani określa, „cyniczne” i „wyzwolone” wydają się narratorowi ciekawsze niż subtelne kobiety z prozy Austen. Może Karol w tym względzie ma plebejski gust?

  • A.K. Powiada Pan, ze literackie kłusownictwo jest Panu niezbędne do życia. Napisał Pan trzy powieści, a tytuły rozdziałów jednej z nich, Barocco, podpowiadają, że czytuje Pan Raymonda Chandlera. A ja przekornie zapytam, po jakiego autora kryminałów by Pan nie sięgnął?

  • T.W.L. Dla porządku: wszelkie kłusownictwo, nie tylko literackie. Co do kryminałów: istotnie czytywałem kiedyś, dawno temu Chandlera, bo podobał mi się jego sarkastyczny humor. Gdybym miał czas na czytanie jakiejkolwiek prozy, może bym znów po niego sięgnął. Ale na przykład po Agatę Christie już nie, jej świat wydaje mi się zbyt absurdalny.

  • A.K. Zbyt ugrzeczniony, nierealny?

  • T.W.L. Chyba tak. Christie była panienką z dobrego domu, ze wszystkimi tego wówczas konsekwencjami. Rozumiem u jej czytelników tę nostalgiczną fascynację światem służących, starych koronek i arszeniku, ale mnie to po prostu nie bierze. Może snobuję się na coś innego?

  • A.K. Karol to obywatel świata. Dużo podróżuje i po Polsce, i po Europie, a w każdym z tych miejsc znakomicie się odnajduje. To wyłącznie jego własne podróże czy może reminiscencje Pańskich? Na ile Karol …ski to alter ego Tobiasza W. Lipnego?

  • T.W.L. Tak mi się w życiu składało, że mogłem się trochę po Europie szwendać. Na przykład Brukseli nie odważyłbym się pewnie opisać, gdybym był w niej zwykłym turystą. A i tak, jak mi wytknął pewien miły czytelnik z Brukseli, jakiegoś topograficznego detalu w którymś opisie zabrakło. Co do alter ego… sprawa jest delikatna, bo kawałek autora tkwi pewnie w każdej z powołanej przez niego do życia postaci. Mnie się wydaje, że z tym młodym człowiekiem nie mam nic wspólnego, ale mam świadomość, że może to być złudzenie.

  • A.K. Choć kryminałów napisano wiele, swoim niezwykłym stylem wypełnił Pan pewną niszę w gatunku, co sprawia, że czyta się Pańskie powieści z ogromną przyjemnością. Jednak są one dość drobne objętościowo. Panie Tobiaszu, dlaczego tak krótko?

  • T.W.L. Dziękuję za komplement. Co do objętości, odpowiedź jest prosta: na żadną z tych książe(cze)k nie miałem więcej niż cztery tygodnie czasu. Szczególnego, wakacyjnego czasu spełniającego szereg warunków, które musiały zaistnieć, by mi przychodziły do głowy pomysły dające się od razu przelać na papier. Może to Pani nazwać natchnieniem, nie mam nic przeciwko temu. Oczywiście każda z tych książek poddawana była później mniej lub bardziej żmudnej obróbce, ale „zrąb” każdej z nich powstał w cztery tygodnie. Ów „zrąb” okazywał się dość misterny i przez to dziwnie odporny na próby rozdymania. Stąd taki, a nie inny rozmiar.

  • A.K. Miała być trylogia kryminalna i są trzy książki, ale ciężko się pogodzić z myślą, że to koniec. Karol powróci?

  • T.W.L. Tego nie mogę wykluczyć, ale szczerze mówiąc, wątpię. To mój wydawca uznał, że cykl należy po trzecim tomie zakończyć, widocznie uznał dalsze inwestowanie w Tobiasza Lipnego za nie najlepszy interes. Cóż, pozostaje przyjąć to z pokorą. Nie każdy może być Joanną Chmielewską, prawda?



Recenzje książek Tobiasza W. Lipnego na Dzienniku Literackim


Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję