"Bóg zwierząt" Aryn Kyle
12 październik 2009 | 23:48
| A- | A | A+ |
Już 21 października nakładem wydawnictwa Smak Słowa ukaże się kolejna powieść znakomitej serii "Z przyprawami". Bóg zwierząt Aryn Kyle to mądra i zadziwiająca opowieść o różnych obliczach miłości, a także o wygórowanej często cenie, jaką trzeba płacić na drodze ku dorosłości.
"Żadna powieść ostatnich lat nie oddaje tak trafnie charakteru amerykańskiego Zachodu. Kyle to absolutne odkrycie, a jej książkę czyta się doskonale." - Andrew Sean Greer, autor "The confessions of Max Tivoli"
Patronat nad książką objął Dziennik Literacki.
O książce:
Kiedy starsza siostra Alice ucieka z domu, by poślubić kowboja, na barki dziewczynki spada ciężar rodzinnych problemów: cierpiąca na depresję matka, powściągliwy, przepracowany ojciec i podupadłe ranczo. Aby związać koniec z końcem, Winstonowie zajmują się rozpieszczonymi końmi bogatych sąsiadów. Alice pierwszy raz w życiu ma okazję zetknąć się z władzą i bezpieczeństwem, które zapewniają pieniądze. Ponieważ losy i pomyślność jej rodziny splatają się z życiem klientów, dziewczyna zostaje wciągnięta w dorosły świat tajemnic i trudnych prawd, a wkrótce odkrywa, że ludzie - w tym ona - mogą być okrutni, mogą kłamać i oszukiwać, choć czasem potrafią także zrobić coś bezinteresownego i poruszającego serce. W końcu Alice wraz ze swoją rodziną musi przetrwać serię wstrząsających, burzliwych wydarzeń, które wystawią na próbę jej miłość i dowiodą potęgi wybaczenia.
***
Przeczytaj fragment powieści!
Pół roku przed tym, jak Polly Cain utonęła w kanale, moja siostra Nona uciekła z domu i wyszła za kowboja. Ojciec stwierdził, że dawniej to by ją zatrzymał, a ja nie wiedziałam, czy ma na myśli ten etap naszego życia, kiedy jeszcze była mu posłuszna, czy też ten etap w historii, kiedy grupa pościgowa z Biura Szeryfa Desert Valley mogłaby z pochodniami w dłoniach ruszyć za nią w pogoń. Zaciągnięto by ją wówczas za jej żółte włosy z powrotem do domu. Ojciec należał do grupy pościgowej jeszcze przed moim przyjściem na świat. Mawiał, że od masonów pościgowcy różnią się jedynie tym, że nie składają dziewic w ofierze. Opłacali składki, na swoich rumakach występowali na paradach oraz pilnowali porządku na rodeo, gdzie właśnie moja siostra poznała kowboja. Tylko raz od wielkiego dzwonu wzywano ich do zadań naprawdę ważnych, takich jak usunięcie zwalonego drzewa z tropu myśliwskiego czy wyciągnięcie martwej dziewczynki z kanału.
Polly Cain zniknęła w środę po południu i z początku ludzie mówili, że ją porwano. Jedenastolatki nie uciekały z domu, uzgodniono więc, że ktoś musiał ją uprowadzić. Potem jednak na drodze gruntowej biegnącej nad kanałem znalazł się jej tornister i wkrótce wezwano mojego ojca. Grupa pościgowa przeszukiwała kanał przez dwa dni i na ten czas panowie zamienili swoje białe koszule galowe oraz czarne filcowe stetsony na sięgające im po pachy gumowe wodery, w których jeden przy drugim brnęli przez brązową wodę. Minęłam ich w drodze ze szkoły. Choć był dopiero kwiecień, nad wodą już zaczęły się wylęgać jętki, i patrzyłam, jak mój ojciec strzepuje je z twarzy. Pomachałam mu i zawołałam go z brzegu, ale on zacisnął zęby i nawet na mnie nie spojrzał.
– Znaleźliśmy tę dziewczynkę – oznajmił, kiedy wrócił do domu następnego popołudnia. Przygotowywałam właśnie w plastikowym dzbanku oranżadę w proszku. Ojciec wsadził do środka palec, po czym go oblizał. – Utknęła w kracie.
– Nie żyje? – zapytałam, a on wbił we mnie wzrok.
– Trzymaj się z dala od tego kanału w drodze do domu, Alice – odparł.
– Będzie pogrzeb? – Wyobraziłam sobie scenę rodem z filmu, jak stoję na pogrzebie w czarnej sukni i ciemnych okularach, zbyt smutna, by płakać.
– Co cię to obchodzi?
– Pracowałyśmy razem na zajęciach technicznych. Robiłyśmy latarnię. – Prawdę mówiąc, Polly robiła latarnię, a ja się temu przyglądałam. Okazała się wtedy równiachą i pozwoliła mi trzymać ją, kiedy przechodził nasz nauczyciel, pan McClusky, tak aby myślał, że ja również się przyłożyłam do wykonania dzieła.
– Nie mam czasu wozić cię na pogrzeb, Alice – powiedział ojciec, kładąc mi dłoń na głowie. – Za dużo tu roboty. Już i tak straciłem dwa dni.
Kiwnęłam głową i zamieszałam oranżadę drewnianą łyżką. Zawsze było za dużo roboty. Mój ojciec miał stajnię. Pomiędzy spotkaniami pościgowców dawał lekcje jazdy, hodował konie i sprzedawał ludziom, którzy je karmili plasterkami jabłek położonymi na dłoni i mówili do nich „kochanie”. Co rano, jeszcze przed świtem karmiliśmy z ojcem zwierzaki, po czym szłam do szkoły, strząsając siano z włosów oraz ubrania i drapiąc się po klatce piersiowej, bo drobinki siana wpadły mi za koszulkę. Popołudniami sprzątaliśmy boksy, oporządzaliśmy konie i trenowaliśmy je. Był sezon źrebienia i ojciec ani na chwilę nie chciał zostawiać stajni, na wypadek gdyby któraś z klaczy zaczęła rodzić. No i dobrze. I tak nie miałam czarnej sukienki.
– Stary wyga z ciebie, mała – rzekł. – Kiedy twoja siostra wróci, wszystko się uspokoi.
Ciągle tak robił – opowiadał, że jak moja siostra wróci do domu, wszystko będzie takie albo śmakie. Przez chwilę zastanawiałam się, czy aby nie ma racji. Tamte wydarzenia potoczyły się tak szybko. Nona poznała Jerry'ego w niedzielę, a w czwartek spakowała cztery kartony oraz plecak, po czym wyjechała jego furgonetką. Jerry ujeżdżał mustangi na rodeo i poślubił moją siostrę w urzędzie stanu cywilnego w Kansas. Ojciec powiedział, że Jerry skręci sobie kark przy tym ujeżdżaniu, a Nona przez resztę życia będzie go wozić na wózku inwalidzkim i trzymać mu miseczkę, do której on będzie się ślinił. Ona nie należy do amatorek małżeństwa, mówił ojciec. Siedzieć przez resztę życia za areną i wiwatować na czyjąś cześć to nie dla niej.
Mijały jednak miesiące, a w listach Nony wciąż roiło się od uśmiechniętych buziek i wykrzykników. W porównaniu ze światkiem zawodów jeździeckich, pisała, rodeo to bajka. Jedli z Jerrym steki na obiad i spali w motelach, co oznaczało wielki postęp w stosunku do konkursów, na których żywiliśmy się batonikami muesli i wodą sodową, a spaliśmy z końmi w stajni, żeby nikt ich nocą nie ukradł.
Jej listy zawsze były zaadresowane do mnie. Zaczynały się od „Moja mała Alice”, a kończyły na „Ucałuj ode mnie mamę i tatę”. Zostawiałam listy na blacie kuchennym, żeby tata do nich zajrzał, czego chyba nigdy nie zrobił, a po kilku dniach zanosiłam je do pokoju mamy i czytałam jej na głos.
Moja matka niemal całe swoje życie spędziła w swoim pokoju. Nona mówiła, że przed naszym przyjściem na świat mama była gwiazdą na zawodach jeździeckich, zgarniała wszystkie nagrody i nawet ukazało się jej zdjęcie w gazecie. Mówiła, że pewnego dnia, kiedy ja byłam jeszcze niemowlęciem, mama podała mnie jej, oznajmiła, że jest zmęczona, i poszła na górę odpocząć. Nigdy nie zeszła już na dół. Ojciec przeniósł się do pokoju gościnnego, tak żeby jej nie przeszkadzać, i wszyscy zawsze zdejmowaliśmy buty, mijając jej pokój. Nie robiła za dużo zamieszania. Nie wołała o dodatkowe koce, o kruszony lód ani o ciszę. Po prostu leżała w łóżku przy zaciągniętych zasłonach i oglądała telewizję z wyłączonym dźwiękiem. Łatwo było zapomnieć, że tam w ogóle jest.


Bogowie, honor, Ankh-Morpork
Bogowie, honor, Ankh-Morpork (1997) to jedna z moich najbardziej ulubionych powieści ze Świata Dysku, a na pewno jedna z tych nielicznych, które rozbawiają mnie do rozpuku. Choć tak naprawdę, kiedy się ją czyta...

Jestem feministką!!! - wywiad z Alicią Gimènez-Bartlett
Chyba wszyscy zdążyli się już zorientować, że jedną z moich ulubionych pisarek kryminałów jest Hiszpanka, Alicia Gimènez-Bartlett...

Ekranizacja "Malowanego welonu" Williama Somerseta Maughama
Ekranizacja lepsza od książki? Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak przed paroma godzinami stałam się świadkiem niecodziennego wydarzenia. Obejrzałam Malowany welon w reżyserii Johna Currana. I się zakochałam...

Śladami Trylogii Awiniońskiej
Posiwiały, lekko zgarbiony mężczyzna niespiesznie zamknął wrota bramy otwierającej się na Rue Jacob. Bertrand de Comminges przystanął i otarł czoło grzbietem dłoni. Nie wiedział dokąd pójść. Nie wiedział, skąd zacząć swoją wyprawę do przeszłości...

Wydawnictwa na WTK
Już 13 maja rozpoczynają się Warszawskie Targi Książki. Uczestniczące w nich wydawnictwa przygotowały dla zwiedzających wiele atrakcji. Święto książki potrwa aż do niedzieli. Przez cztery dni nie dość, że będziemy mieli okazję poznać tysiące książek...
