„Dopadnie cię diabeł”
Okładka książki „Dopadnie cię diabeł”
  • Autor: Valerie Wilson Wesley
  • Tytuł: Dopadnie cię diabeł
  • Tytuł oryginału: Devil’s Gonna Get Him
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 212
  • Rok wydania: 2002
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 235 mm
  • ISBN: 83-88459-67-8
  • Wydawca: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Noir Sur Blanc, Oficyna Literacka
Recenzja
Data publikacji: 17 lipca 2008 A- A A+
Hayle – Usługi Detektywistyczne: zaginięcia, ucieczki z domu, sprzeniewierzenia ubezpieczeniowe, kradzieże, zabójstwa. Choć powyższa reklama robi imponujące wrażenie, to klientów nadal jak na lekarstwo. Tamara zamiast spijać śmietankę po zakończonym sukcesem śledztwie w sprawie tajemniczych morderstw synów swojego eksmęża, zastanawia się jak tu związać koniec z końcem. Intratnych zleceń nie ma wcale, a rachunki przecież trzeba z czegoś płacić… W tak podłym nastroju znajduje ją w jej biurze Lincoln E. Storey, pierwszy czarny bankier inwestycyjny na Wall Street. Legenda Newark chce, aby detektyw Hayle zebrała informacje na temat kochanka jego pasierbicy.

- A zatem jak on się nazywa?
- Brandon Pike.
- Brandon Pike – powtórzyłam cicho, jakbym nigdy wcześniej nie słyszała tego nazwiska, choć jego dźwięk był jak cios w żołądek, bo kiedyś znałam i kochałam faceta, które je nosi. (…) Przez chwilę zastanawiałam się, czy przyjmując tę sprawę postąpię etycznie. Czy to w porządku, że korzystając z możliwości, jakie daje mi wykonywany zawód, wyrównam rachunki z kimś, kto mnie skrzywdził?


Etyka przegrywa z dotkliwym brakiem pieniędzy i Tamara decyduje się wziąć tę niewygodną dla niej sprawę. Rozpoczyna swoje śledztwo, jednak szybko przerywa je zupełnie nieoczekiwane wydarzenie. Jej zleceniodawca ginie, a lekarz stwierdza wstrząs histaminowy. W głowie Tamary kołacze się jedno pytanie – czy ten zgon był faktycznie przypadkowy? Im więcej Tammy rozmawia z najbliższymi Storeya, tym bardziej utwierdza się w przekonaniu, że stawiany za wzór czarnoskórej młodzieży mężczyzna, nie cieszył się powszechną sympatią. Niejasne interesy, podejrzane kontakty, rozżalone kochanki… Jedna z nich, Tasha, zostaje oskarżona o popełnienie morderstwa. Ma motyw, miała sposobność – dla policji, sprawa jest prosta. Jednak nie dla siostry Tashy, Wyvetty, właścicielki sąsiadującego z biurem Tamary salonu piękności. Zrozpaczona Wyvetta prosi swoją wieloletnią koleżankę o pomoc w schwytaniu prawdziwego sprawcy i ofiarowuje jej wszystkie swoje oszczędności. Pieniędzy wystarczy jedynie na siedem dni pracy Tamary. Czy uda jej się wytropić mordercę w tydzień?

Intrygująca zagadka kryminalna, wartka akcja i zaskakujące rozwiązanie. Druga powieść Wilson Wesley z cyklu o Tamarze Hayle oferuje miłośnikom kryminałów to, co najlepsze. Książkę czyta się znakomicie, gdyż pisarka bardzo sugestywnie przedstawia amerykański świat widziany oczami Afroamerykanów. Podobnie jak to miało miejsce w Gdy śmierć się zakrada, i tu poruszany jest problem rasizmu. Jednak Wilson Wesley robi to tym razem bardziej subtelnie, wypowiedzi bohaterów nie są pełne złości i agresji, trącą za to nutą sentymentalnego rozczarowania i goryczy. Zwłaszcza, kiedy bohaterki powieści przywołują bolesne sytuacje z przeszłości.

Mama zawsze powtarzała, że trochę z nich dziwacy, że mają lekkiego hysia na punkcie koloru skóry. Opowiadała, że wszystkie ich kobiety były takie, interesowały je wyłącznie własne ładne buzie, pieniądze i kolor. Mama utrzymywała, że doktor leczył tylko tych, którzy przeszli próbę papierowej torby.
- Próbę papierowej torby? Od czasu śmierci babci nikt o tym przy mnie nie wspominał.
W tej samej chwili stanęła mi przed oczami moja mądra, wesoła babcia.
W czasie którejś z naszych rozmów o podłości tego świata powiedziała mi, że kiedyś kolor skóry jaśniejszy od papierowej torby klasyfikował człowieka do grupy społecznej „szanowanych kolorowych” albo pozwalał mu się wżenić do określonych rodzin. „Od papierowej torby?”- zapytałam z niedowierzaniem i obie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem, choć przyznaję, że jej śmiech zawierał nutę goryczy. (…) W któreś Święto Dziękczynienia, gdy byłam jeszcze dzieckiem, do małego mieszkania babci zjechali się wujowie, ciotki, moje rodzeństwo stryjeczne i cioteczne. Ułożyłam wtedy na talerzu orzechy według kolorów. „Wyglądają zupełnie, jak my” – powiedziałam podobno (zgodnie z rodzinnym przekazem). „Tak, tak, każdy z nas to też twardy orzech do zgryzienia” – skwitował Johnny dowcipnie. Wszyscy się roześmieli, bo miały wiele odcieni – od ciemnego brązu przez kawę z mlekiem po kremowy. Nie podobała mi się nawet myśl, że ten rodzaj amerykańskiego rasizmu dotykał mojej rodziny – wszystko inne, byle nie kolor skóry.


Tytułowy diabeł nie kryje się jednak w rasowych uprzedzeniach, a w opisywanych, rzeczowo i bez sentymentów, relacjach między matkami a córkami, które daleko odbiegają od wizerunku szczęśliwej amerykańskiej rodziny. Bolesnych rozliczeń dokonują ze swoją przeszłością i Tamara, i Wyvetta, zaś Alexa, pasierbica Storeya, zmaga się przez całą historię z toksyczną miłością Daphne, jej matki. Różne rodziny, różne problemy, ale wspólny ból i równie wielki żal. Ognisko domowe opisywanego przez Wilson Wesley świata, choć bywa ciepłe, skrzy się ognikami utajonych trosk. I choć czasem funkcjonujące w jego ramach relacje rodzinne mogą wydawać się niezrozumiałe, to jednak w ich niecodzienności, są bardziej wiarygodne, niż kolorowe obrazki utopijnej, familijnej szczęśliwości. Zresztą nadużyciem byłoby stwierdzenie, że bohaterowie Wilson Wesley szczęśliwi nie są. Ich świat nie jest idealny, ale za to prawdziwy. Nie mityczny, nie idylliczny. Po prostu autentyczny.
Komentarze
  • 1
    beel 19 lipca 2008 | 7:38:34

    Po Twojej recenzji mam ochote na kryminał. Kiedy ja jakowyś ostatnio czytałam? Mój Boze , wieki temu. Nawet tytulu sobie przypomniec nie moge. Rozgladam sie po półkach- posucha totalna- nic, nic, nic, a szkoda......

  • 2
    Annie 20 lipca 2008 | 21:00:18

    Zatem nie pozostaje nic innego jak szybki wypad do biblioteki :D Polecam gorąco, bo kryminały są niesamowicie relaksujące i zawsze przydają lekturze taki niesamowity klimat permanentnego podniecenia ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję