„Wszystkie moje kobiety”
Okładka książki „Wszystkie moje kobiety”
  • Autor: Janusz Leon Wiśniewski
  • Tytuł: Wszystkie moje kobiety
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 576
  • Rok wydania: 2017
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 144 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-240-4643-0
  • Wydawca: Znak literanova
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Znak literanova
Recenzja
Data publikacji: 1 lipca 2018 A- A A+
Jak nie przepadam za opowiadaniami, tak Janusza Leona Wiśniewskiego lubię właśnie w krótkich formach. Jego Molekuły emocji to bardzo dobry zbiór opowieści o mniej oczywistych obliczach miłości, zaś antologia pt. Czy mężczyźni są światu potrzebni to zabawna rozprawa z samouwielbieniem jednostek, które natura wyposażyła w penisa. Zawarte w nich teksty są błyskotliwe, ciekawe, niepozbawione poczucia humoru. Tymczasem Wszystkie moje kobiety – jedna z ostatnich powieści polskiego prozaika – to kolejny dowód na to, że Janusz Leon Wiśniewski jest bezbłędny jedynie jako nowelista. Już dawno nie czytałam tak przegadanego utworu.

Zarejestrowano pana jako naszego pacjenta w piątek, osiemnastego marca, o godzinie siedemnastej trzydzieści dwa pod nazwiskiem Björn Skerstupp. (…) Ustalenie kogo tak naprawdę przetransportowano helikopterem z Apeldoorn do naszej kliniki, zajęło nam ponad tydzień. (…) Według raportu sanitariuszy pogotowia ratunkowego znaleziono pana leżącego bez oznak życia na peronie dworca kolejowego w Apeldoorn. Apeldoorn to miejscowość około godziny drogi samochodem od Amsterdam Centraal. Wysiadł pan z pociągu na pierwszym peronie na tej stacji i upadł. Uważny sanitariusz przywołany do pana orzekł, że wprawdzie pan oddycha, ma wyczuwalny puls, ale nie przejawia pan żadnych reakcji neurologicznych. Zdiagnozował, że najpewniej dostał pan wylewu krwi do mózgu. Co okazało się prawdą, ponieważ w rzeczy samej doznał pan dość rozległego wylewu podpajęczynówkowego. (…) Ma pan afazję, a właściwie dysfazję. Pana funkcje językowe są zaburzone. (…) Śpiączka i brak aktywności mózgu pozamiatały panu kilka obszarów pamięci.

Właśnie w ten dosyć bezpośredni sposób bezimienny Polak dowiaduje się, że jego ostatni sen trwał wiele miesięcy i był wynikiem słabości, jakiej nigdy by się nie spodziewał po swoim organizmie. W trakcie śpiączki przeżył śmierć kliniczną, jego mózg był fatalnie niedotleniony, a jednak ku niepomiernemu zdziwieniu lekarzy, jest on w zaskakująco dobrym stanie. Kim jest pacjent? Wybitnym naukowcem, zatrudnionym w jednym z niemieckich instytutów. Matematykiem, parającym się między innymi modelami NLP. Podstarzałym, lecz wciąż atrakcyjnym kobieciarzem. A przy tym egoistą, narcyzem i niebieskim ptakiem. Mało atrakcyjna mieszanka, prawda? A jednak ma w sobie coś takiego, że ulegają mu kobiety. Ulega mu mnóstwo kobiet. Unieruchomiony w łóżku, zaczyna wspominać te, które zawitały w jego życiu na dłuższą chwilę. Dowiaduje się też, że w minionych tygodniach odwiedziły go wszystkie. Nawet te, które skrzywdził tak, że aż trudno to sobie wyobrazić. Dlaczego przyszły? Tego jeszcze nie wie, lecz chce się dowiedzieć. Milena, Daria, Ludmiła, Natalia, Justyna, Ewa… I on. Skrzyżowanie miłości życia z kawałem gnoja.

Wszystkie moje kobiety (2017) to jedna z najnowszych powieści Janusza Leona Wiśniewskiego, a zarazem rzekomo najbardziej przejmująca i osobista w jego dorobku literackim. Jeszcze przed premierą zbierała bardzo dobre recenzje. Została entuzjastycznie przyjęta przez czytelników, podobnie jak wydana siedemnaście lat temu S@motność w sieci. I podobnie jak najsłynniejsza powieść Janusza Leona Wiśniewskiego, tak i ta w pierwszych wersach odnosi się do poczucia osamotnienia. Prozaik konstatuje: Samotność wcale nie zaczyna się od tego, że nagle nikt nie czeka na ciebie w domu. Samotność zaczyna się wówczas, kiedy pierwszy raz odczujesz pragnienie, aby czekał tam na ciebie ktoś zupełnie inny…. Moja samotność zaczęła się po kilkudziesięciu pierwszych stronach, kiedy zapragnęłam, żeby to była zupełnie inna książka.

Wszystkie moje kobiety to egzaltowany monolog starego playboya. Ni to dramat, ni to romans, ni to erotyk. Tekst toporny warsztatowo, przeintelektualizowany, wypełniony rozlicznymi wtrętami spowalniającymi tempo akcji i burzącymi porządek opowiadanej historii. Zbyt częste i zbyt nieuzasadnione przeskoki w czasie, ciągłe retrospekcje, nic nie wnoszące dygresje… Te wszechobecne dłużyzny są zaskakujące u tak sprawnego powieściopisarza. Podobnie zresztą jak całkowite useksualizowanie przez niego świata przedstawionego. Relacje bohaterów w większym stopniu niż na uczuciach, opierają się na intensywnym seksie, lecz te zbliżenia niczego nie budują, a jedynie zaspokajają próżność egotycznego naukowca. A gdy seks przestaje pełnić jakąkolwiek funkcję w powieści, to staje się zbędny. Poza tym zupełnie nie przekonuje mnie zaproponowana przez Janusza Leona Wiśniewskiego formuła dialogów. To nie rozmowy, a epistoły kompletnie niezainteresowanych sobą interlokutorów. Te nadmiernie rozbudowane, nierzadko intymne monologi dziwią przede wszystkim dlatego, że częstokroć wygłaszane są przez zupełnie obcych sobie ludzi. Szpitalny personel, widziany po raz pierwszy w życiu przez głównego bohatera, bez skrępowania zwierza mu się, po czym - osiągnąwszy swego rodzaju katharsis – odchodzi od jego łóżka niemalże bez słowa. Jego córka Cecylia, dzwoniąca do niego pierwszy raz od jego wybudzenia ze śpiączki, także zasypuje go jednostajnym słowotokiem, po czym rozłącza się bez pożegnania. Trudno więc mówić o jakimkolwiek autentyzmie bohaterów i ich emocji. Powieść o uczuciach została z nich zwyczajnie wyzuta.

W jednym z wywiadów Janusz Leon Wiśniewski zaznaczył, że Wszystkie moje kobiety to podsumowanie roli kobiet w życiu dojrzałego mężczyzny. Gdzieś spotkałam się z informacją, że fabuła książki jest oparta na prawdziwej historii naukowca, który faktycznie w drodze z Berlina do Amsterdamu doznał wylewu i zapadł w półroczną śpiączkę. Bohatera powieści w tym czasie licznie odwiedzają kobiety, w których życiu niegdyś odgrywał bardzo ważną rolę. Wiele z nich zawiódł, skrzywdził, upokorzył. A jednak one przybyły do niego, po tym, jak dowiedziały się o jego wypadku. To kobiety, których miłości nie docenił, mimo że, wtedy, kiedy byli razem, one oddały mu całe siebie. Dopiero teraz wraz z opowieściami pielęgniarki o kolejnych pielgrzymujących do jego łóżka kobietach, do Polaka dociera ten krzywdzący dla nich brak symetrii w ich dawnych relacjach. Mężczyzna poznaje ich dalsze losy, dowiadując się także, że na zawsze naznaczył ich życie. Wychodząc ze śpiączki, bohater przebudza się więc podwójnie. Doznaje oświecenia, a zacieśnienie relacji z obecną partnerką i córką z pierwszego małżeństwa to nagroda za mozolny spacer po swojej przeszłości.

Kobiety polskiego naukowca są charakterologicznie mało wyszukane. To archetypiczne postaci, odwołujące się do najpopularniejszych wzorców, ale reprezentujące zupełnie odmienne systemy wartości i potrzeb. Porywająca femme fatale, studentka o oczach jak niezapominajki, doświadczona nauczycielka… Taki dobór bohaterek sprawia, że Wszystkie moje kobiety to hołd złożony co najwyżej stereotypom kobiecości. Ale w tej galerii szablonowych postaci jest jedna, która się wyróżnia i która zajmuje w całej historii szczególne miejsce.

Zrobię ci tu w szpitalu koncert jak nasza Cise robiła. To moja ziomalka, Cesária Joana Évora z Mindelo na São Vicente. Urodziłam się na tej samej brudnej ulicy co ona! „No stress, Polonês”. Bo ja jak nasza Cise z Cabo Verde, chociaż ja do Holandii przywędrowałam. Ojciec za chlebem musiał z raju uciekać. Do Holandii trafił, a my z mamą za nim. Mała byłam. Malutka. Ojciec pechowo z tą emigracją trafił. Lepiej jakby robotę tam gdzie słońce znalazł. Dobrze chociaż, że morze tu jest. Zielone, zimne nawet latem, ale jest. Mało ludzi wie, gdzie to moje Cabo Verde Bóg stworzył i na ziemi umieścił. Tym geograficznie nierozgarniętym z Europy powiadam, że to takie zielone plamki na oceanie, tak bliżej Hiszpanii, a tym ciamajdom z Ameryki, że blisko Brazylii, hi, hi, hi… - zaniosła się śmiechem.

Laurencja to pielęgniarka, która opiekuje się mężczyzną od pierwszego dnia jego pobytu w holenderskiej klinice. To starsza, doświadczona przez życie kobieta. Serdeczna, temperamentna, bezpośrednia. I to ona opowiada Polakowi, kto odwiedzał go przy jego łóżku, kiedy on tak mocno spał. Mimo że wiele kierowanych wówczas do niego słów było wypowiadanych w nieznanym jej języku, doskonale odczytywała intencje gości. Dzieliła się więc z naukowcem nie tylko faktami, ale też i własnymi spostrzeżeniami. To dzięki niej bohater mógł odbyć podróż w głąb siebie i swojej przeszłości. Ot, Beatrycze z Wysp Zielonego Przylądka.

O czym więc opowiada powieść Janusza Leona Wiśniewskiego, skoro nie jest ani hołdem kobiecości, ani hymnem pochwalnym ku czci miłości, ani przekonywującym rachunkiem sumienia dojrzałego mężczyzny? Wszystkie moje kobiety to przede wszystkim relacja z tego, co dzieje się z dwojgiem ludzi, kiedy jedno z nich wykazuje niechęć do rezygnacji z części własnej wolności. To przestroga przed stawianiem się w centrum świata – swojego i innych. To dowód na to, że życie w pędzie zawsze na mecie spotyka tragedię. To wręcz wezwanie do tego, aby wartościowo przeżyć swoje dni. Ale czy na pewno powyższe wnioski to coś, dla czego warto przedzierać się przez tak słabą książkę?
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję