„Niech pana Bóg błogosławi, doktorze Kevorkian”
Okładka książki „Niech pana Bóg błogosławi, doktorze Kevorkian”
  • Autor: Kurt Vonnegut
  • Tytuł: Niech pana Bóg błogosławi, doktorze Kevorkian
  • Tytuł oryginału: God Bless You, Dr. Kevorkian
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 80
  • Rok wydania: 2005
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 200 mm
  • ISBN: 83-922058-0-4
  • Wydawca: Salinas, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Gdańsk
  • Logo wydawnictwa: Salinas, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 30 listopada 2008 A- A A+
Moje pierwsze doświadczenie prawie-śmierci było wypadkiem przy pracy, sfuszerowana narkoza podczas potrójnego by-passu. W telewizyjnych programach typu talk-show słyszałem opowieści kilkorga ludzi o tym, jak przeszli przez niebieski tunel i znaleźli się u Perłowych Wrót, przynajmniej tak twierdzili, a następnie powracali do życia na ziemi. Ja na pewno celowo nie wybrałbym się w tak ryzykowną podróż, bez uprzedniego przeżycia takowej, a następnie zaplanowania kolejnej we współpracy z doktorem Jackiem Kevorkianem. „Doktorem Śmierć”. Doradcą medycznym ds. śmierci, który asystował przy ponad stu trzydziestu zabiegach eutanazji i który, skazany za zabójstwo, odsiadywał wyrok wieloletniego więzienia. Ta ta. Witamy w świecie Kurta Vonneguta!

Niech pana Bóg błogosławi, doktorze Kevorkian to zbiór szkiców literackich, opartych na dość niecodziennym pomyśle. Vonnegut jako reporter Życia po śmierci radia WNYC przeprowadza bowiem wywiady z ludźmi, którzy… już dawno odeszli (Adolf Hitler, sir Isaac Newton, William Szekspir, Mary Wollstonecraft Shelley) albo tymi, którzy jak Kilgore Trout, powieściowe alter ego pisarza, nigdy nie istnieli. Prowokacja? Kpina z czytelnika? Nie – dziennikarstwo autopsyjne.

Początkowo byłam srogo zawiedziona – ledwie osiemdziesiąt stron tekstu, a do tego treść wstępu (blisko ¼ całości) stanowi powielenie fragmentów z Człowieka bez ojczyzny. Co z tego, że chronologicznie powstał najpierw Niech pana Bóg…, a dopiero potem Człowiek bez ojczyzny. Ja już to znałam! Jednak moja złość na Vonneguta nie trwała długo. Bo i nie mogła. Jego ociekająca od czarnego humoru, zgryźliwa publicystyka całkowicie mnie rozbraja.

Niech pana Bóg błogosławi, doktorze Kevorkian przypomina mi Teatrzyk „Zieloną Gęś” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. O, albo jego Listy z fiołkiem. Niezwykle smakowite połączenie satyry, szczypty absurdu i odrobiny surrealizmu z rozważaniami na temat natury ludzkiego życia. Próba wyrażenia samego siebie poprzez autoironię. A także opierająca się na cynizmie próba zaakceptowania człowieka i otaczającego go świata.

Vonnegut daje wyraz swojemu światopoglądowi i kierunkowi politycznemu. Jednak jego eseje nie są kolejnym peanem na cześć amerykańskiego socjalizmu. To zbiór refleksji i poglądów, które już wcześniej pisarz wyartykułował w innych swoich tekstach. Vonnegut sięga więc i do ateizmu, i do Boga; do eutanazji i do sprzeciwu wobec kary śmierci; do pesymizmu graniczącego z fatalizmem i do optymizmu. Wizja rzeczywistości wyłaniająca się z jego rozważań jest pełna sprzeczności, a przez to niejednoznaczna i… piekielnie pokręcona. Iście Vonnegutowska. Jednak można pokusić się o pewne jej podsumowanie: świat byłby dobry wtedy, gdyby zamieszkiwali go wyłącznie humaniści. Humanista bowiem nie jest niczym więcej niż podręcznym synonimem „dobrego obywatela i człowieka przyzwoitego”.

Vonnegut zastanawia się, czy śmierć może być jakością? Miejscem? Nie końcem, lecz zdarzeniem zmieniającym tych, którym się przytrafiło? Pisze śmiało, ironicznie i z charakterystycznym dla niego, sarkastycznym poczuciem humoru.

Isaacowi Newtonowi nie wystarcza to, że podczas osiemdziesięciu pięciu lat, jakie dane mu było spędzić na Ziemi, przyczynił się do rozwoju rachunków, sformułował prawa grawitacji, ruchu i optyki i zaprojektował pierwszy teleskop zwierciadlany. Nie może sobie wybaczyć, że pozostawił Darwinowi sformułowanie teorii ewolucji, Pasteurowi teorii drobnoustrojów, a Einsteinowi prawo względności.

Podsumowując, Vonnegut znowu bawi się nie z czytelnikiem, a czytelnikiem, wplątując go w kolejną literacką pułapkę. Trochę z niego kpi, lecz to jego szyderstwo podszyte jest nutą melancholii. Czytając wywiady, nie wiemy do końca czy śmiać się ze swojego losu, czy nad nim płakać. Granica między satyrą a poważną publicystyką ulega zatarciu, pozostawiając czytelnika z poczuciem, że czy straszne, czy śmieszne…

…así es la vida.
C’é la vita.
C’est la vie.

Tu Kurt Vonnegut wraz z Jackiem Kevorkianem z Więzienia Stanowego Huntsville. Niestety, z dala od niebieskiego tunelu i poza Perłowymi Wrotami. Już nie mogę ich przekraczać. Święty Piotr powiedział, że jeśli jeszcze raz przez nie przejdę, zostanę dozorcą.

Niech pana Bóg błogosławi, panie Vonnegut!
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję