„Pokój umarłych”
Okładka książki „Pokój umarłych”
  • Autor: Franck Thilliez
  • Tytuł: Pokój umarłych
  • Tytuł oryginału: La chambre des morts. Roman
  • Język oryginału: francuski
  • Liczba stron: 328
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-7435-832-3
  • Seria: Dobry kryminał
  • Wydawca: Zielona Sowa, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Zielona Sowa, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 11 sierpnia 2008 A- A A+
Taksydermiczny zbiór spreparowanych zwierząt. Splastyfikowane zwłoki unieśmiertelniające ludzkie ciała. Fragonard, Velasco, Von Hagens. I cała rzesza stworzeń w niczym nieprzypominających bohaterów baśni Charlesa Perraulta. Pokój umarłych Francka Thillieza jest jednym z najbardziej makabrycznych kryminałów jakie zdarzyło mi się czytać w ostatnim czasie. Równocześnie, jednym z naprawdę dobrze napisanych. Przerażający, ale i intrygujący. Warto przyjrzeć mu się bliżej, choć estetom i antynaturalistom zdecydowanie go nie polecam.

Północna Francja, 2004 rok. Mroźna zimowa noc. Zdawałoby się taka, jakich wiele. O jej wyjątkowości stanowią jednak pozornie niepowiązane ze sobą wydarzenia: porwanie niewidomej dziewczynki, wandalizm grafficiarzy, szaleńcza jazda młodych mężczyzn samochodem. Te drobne wypadki, migawki z nocnego życia przeciętnej wielkości miasta, uruchamiają łańcuch zdarzeń, który wstrząsa Dunkierką.

Mélodie, kilkuletnia córeczka profesora Cunara, znanego chirurga, ginie w tajemniczych okolicznościach, a wraz z nią jej ukochany piesek – Yorkshire Terrier o imieniu Grzechotka. Porywacz żąda dwóch milionów euro okupu. Załamani rodzice postanawiają dostarczyć pieniądze, lecz wtem, na miejscu spotkania, Cunar ginie zabity przez przypadkowo przejeżdżający samochód prowadzony przez dwóch nieco podpitych mężczyzn. Przerażeni zaistniałą sytuacją, a zwłaszcza grożącymi im konsekwencjami, decydują się zatuszować nieumyślnie spowodowaną zbrodnię. Wypełniona po brzegi pieniędzmi walizka trafia więc w ręce przypadkowych zabójców, a ciało profesora znika w przepastnym bagażniku ich samochodu przyprószone okruchami porozbijanego reflektora. Mężczyźni, przekonani o swojej anonimowości, zaczynają snuć plany na temat swojej świetlanej przyszłości. Jeszcze nie wiedzą, że ich życie wcale nie będzie odmalowywać się w cudownie kolorowych barwach…

Bardzo trudno jest streścić Pokój umarłych w paru słowach, gdyż bez wątpienia jest to powieść wielowątkowa. Mnogość prowadzonych śledztw, liczni bohaterowie, szereg rozbudowanych wątków pobocznych – to wszystko czyni lekturę książki niezwykle pasjonującą i wciągającą. Choć nie da się ukryć, że powieść sprawia silne wrażenie przede wszystkim dzięki temu, że opiera się na fascynacji jej bohaterów tym, co najbardziej zatrważające. Na fascynacji śmiercią.

Lucie zapomniała o oddechu. Ów pokój umarłych o nieokreślonym pięknie oddziaływał na nią z niezwykłą siłą. Skrywał najbardziej przerażające potworności. Wykraczał poza logikę wyobraźni, brutalność koszmarów, poza największy obłęd.

Porywane dziewczynki znajdowane są martwe, wystylizowane na winylowe lalki. Starannie uczesane, z przedziałkiem pośrodku. Ładny uśmiech, duże oczy. Ubrane w suknię wieczorową lub szlafrok z jedwabiu. I białe skarpetki wywinięte na kostkach.
- Spójrzcie na tę czerwoną kokardkę przy szyi…
Pięć głów obróciło się w stronę zdjęcia, po czym ponownie w stronę młodej kobiety.
- Ten znak jest oczywisty. Wszystkie „Beaty Eaton” mają bezwzględnie identyczną kokardę, ułożoną w taki sam sposób. Czerwona kokarda w miejscu serca…


Podobnie ponury jest obraz Dunkierki odmalowywany przez pisarza, który uderza swoim skrajnym uprzemysłowieniem. Betonowe katakumby i gargulce o stalowych łapach. Na północy turbiny elektrowni wiatrowych mieszały horyzont, obracając się jak w agonii, otoczone przemysłowymi potworami pożerającymi ludzi i nadzieje. W tym sczerniałym zakątku Francji ludzie rodzili się z jednej strony linii produkcyjnej i umierali z drugiej, licząc każdego wieczoru przed zaśnięciem nie barany, ale drzwi samochodów schodzących z taśmy lub części do wyłączników.

Franck Thilliez otrzymał za Pokój umarłych nagrodę czytelników Quais du Polar 2006 oraz nagrodę SNCF 2007. Nazywany francuskim Stephenem Kingiem, jest jednym z bardziej popularnych autorów powieści kryminalnych i thrillerów. Choć to porównanie do amerykańskiego mistrza uważam za sformułowane nieco na wyrost, to nie da się ukryć, że obu pisarzy wiele łączy. Thilliez nadaje dynamikę swojej prozie dzięki krótkim i jasnym zdaniom, konkretom konkretów. Jasno, precyzyjnie i drobiazgowo przedstawia nie tylko arkana sztuki policyjnej, ale również historię taksydermii razem z jej wstrząsającymi anatomicznymi szczegółami. Jest niezwykle przekonywujący, pomimo tego, że wiele elementów prowadzonych przez jego bohaterów śledztw wykracza poza ich zwyczajowy obraz. Również pomimo tego, że momentami nie udaje mu się uciec od tendencyjności i zanurzania się w absurdalne prawdy. Słowem, debiut Thillieza na polskim rynku wydawniczym uważam za wyjątkowo udany. I życzę sobie, abym po lekturze Lasu cieni nadal miała o nim tak pozytywne zdanie.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję