„Ostatni czytelnik”
Okładka książki „Ostatni czytelnik”
  • Autor: David Toscana
  • Tytuł: Ostatni czytelnik
  • Tytuł oryginału: El último lector
  • Język oryginału: hiszpański
  • Przekład: Sarah Kuźmicz
  • Liczba stron: 192
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-247-1300-4
  • Wydawca: Świat Książki, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 3 maja 2010 A- A A+
David Toscana to nowy Carlos Fuentes. To dość odważne porównanie, wiem, ale wybrałam je dlatego, że naprawdę znakomicie oddaje wielkość prozy tego meksykańskiego powieściopisarza. Ostatni czytelnik to intrygująco erudycyjna i niezwykle kunsztowna opowieść o świecie pełnym niesamowitych scen i wymyślonych książek. Jedna z tych, o których po ich lekturze zapomnieć się nie da.

Icamole, niewielka meksykańska wioska. Czas suszy. Od ponad roku nie spadła tu ani jedna kropla deszczu. Jedynie w studni Remigia zachowała się odrobina zimnej, krystalicznie czystej wody. Pewnego dnia na dnie studni mężczyzna dostrzega ciało martwej dziewczynki. Przerażony, że zostanie oskarżony o morderstwo, wyciąga je na ziemię. Jednak nie ma pojęcia, co dalej z nim robić. Ojciec Remigia podpowiada mu, żeby idąc w ślady bohatera jednej z książek, zakopał dziewczynę między korzeniami drzewa awokado – one oplotą ją, pozwalając Remigiowi zapomnieć o jej strasznym losie. Tymczasem w Icamole pojawiają się policjanci, którzy poszukują zaginionej dwunastoletniej Anamari, a wraz z nimi matka dziewczynki, która podobnie jak ojciec Remigia utrzymuje, że jej córka przemieniła się w żyjącą przed dwustu laty bohaterkę jednej z historycznych książek…

David Toscana – autor tej niezwykłej powieści o powieściach – urodził się w 1961 roku w Monterrey, w leżącym w północno-wschodnim Meksyku stanie Nuevo León. Po pióro sięgnął dość późno, w wieku 29 lat. Swoją pierwszą powieść pt. Las bicicletas opublikował w 1992 roku. Drugą trzy lata później, w 1995 roku (Estación Tula). W 1997 roku opublikował zbiór opowiadań pt. Historias de Lontananza, zaś w 1998 roku swoją trzecią powieść – Santa María del Circo. W 2002 roku opublikował Duelo por Miguel Pruneda; książkę, która ugruntowała jego pozycję jako jednego z najważniejszych współczesnych prozaików meksykańskich. Wydany w 2005 roku Ostatni czytelnik to piąta powieść w jego dorobku – podobnie jak poprzednie, uhonorowana licznymi nagrodami. Nie jest to jednak jego ostatnia powieść – w 2006 Toscana opublikował El ejército iluminado, a w 2009 roku Los puentes de Königsberg. Trzeba przyznać, że to niezwykle płodny autor.

David Toscana szukał inspiracji w klasykach literatury hiszpańskiej (Cervantes, Calderón) i rosyjskiej. Jednak największy wpływ wywarli na niego dwaj prozaicy iberoamerykańscy: Juan Carlos Onetti i José Donoso. Jego proza jest erudycyjna w treści i kunsztowna w formie. Intertekstualna, napisana przepięknym językiem. Sam Toscana określa ją mianem realismo desquiciado; niczym nie ograniczonym, niepowstrzymanym realizmem. Pisarz składa hołd mimesis. Zrywa z realizmem magicznym. Dla niego najważniejszą komórką budującą każdy fragment rzeczywistości jego powieści jest doświadczenie czerpane z prawdziwego życia. Toscana nie wytwarza nadnaturalności, nie ukazuje rzeczywistości tak, jakby była magiczna, nie wprowadza elementów przeczących prawom natury i logiki. Odrzuca wszystko to, co dla realizmu magicznego jest najważniejsze. W zamian wprowadza elementy oniryczne i tworzy fantastyczny świat wyobraźni – świat, w którym życie w zaskakujący sposób przenika się z literaturą.

Czytam książki jedną za drugą, zanim zdecyduję, czy odłożyć je na półki, czy wysłać do piekła. Proszę mi niczego nie wyjaśniać, mówi ona, zawsze jest więcej książek niż życia. Drukarze mogliby strajkować od dziesięciu lat i nikt by tego nawet nie zauważył. Wiedział pan, że na każde dwadzieścia osiem stron, jakie się wydaje, czyta się tylko jedną? Bo są książki, które się daje ludziom, którzy nie czytają, bo trafiają do biblioteki bez czytelników, bo kupowane są tylko po to, by zapełnić regał, bo obdarowuje się nimi przy kupnie innego produktu, bo czytelnik traci zainteresowanie od pierwszego rozdziału, bo nigdy nie opuszczają składu drukarza, bo i książki kupuje się w jakimś porywie. Ja właśnie pozbyłem się „Jesieni w Madrycie”, mówi Lucio, byłem na stronie sześćdziesiątej trzeciej; pozostało dwieście osiem nieprzeczytanych. Ja nie dobrnęłam do dwudziestej. Żeby taka cegła jak ta trafiła do Icamole, potrzeba współudziału autora, redaktorów, wydawców, drukarzy, księgarzy a nawet czytelników; nie wspominając o połowicy pisarza, która mówi mu: Tak, kochanie, bo ty tak pięknie piszesz. Zorganizowana przestępczość.

Tytułowym ostatnim czytelnikiem jest Lucio, ojciec Remigia. Sprawuje on pieczę nad wielkim księgozbiorem, który leży w zapomnieniu w jego domu, niegdysiejszej bibliotece. Stary bibliotekarz jako jedyny w Icamole czyta książki. Jednak nie jest li tylko ostatnim czytelnikiem, on jest czytelnikiem wyjątkowym. Lucio szuka bowiem odpowiedzi w książkach. To na podstawie opowiadanych w nich historii interpretuje otaczającą go rzeczywistość. Jednak książki, do których się odnosi nie istnieją naprawdę. Toscana stwarza bowiem w obrębie fikcyjnego świata fikcyjny świat fikcji. A jednak kiedy mówi o powieściach, kiedy opowiada o autorach, ma się wrażenie, jakby snuł opowieść o czymś, co istnieje. Z narratora, przemienia się w gawędziarza, z gawędziarza w krytyka, z krytyka w amatora literatury. Przyjmuje wiele ról, a w każdej z nich znakomicie się sprawdza. Z niezwykłą starannością stwarza nie tylko fabułę – z pietyzmem plecie również nić porozumienia ze swoim własnym czytelnikiem. Zaprasza go do lektury, po czym wikła go w literacką grę, podobnie jak to przed wielu laty zrobił Cortázar. W czytającym rodzi to niesamowite uczucie.

Niesamowite jest też miejsce, w którym Toscana osadził akcję swojej powieści. Icamole to wypadkowa połączenia Macondo Márqueza z alter ego Alentejo Peixoto. To miejsce, jakiego się nie zapomina. To powieść, o jakiej nie da się zapomnieć.
Komentarze
  • 1
    Saneri 4 maja 2010 | 16:01:35

    Tak! To zaskakująca powieść, w dodatku niezwykle plastyczna. Autor wciąga nas w rózne światy, konwencje, obrazy - dajemy się unosić akcji jak narastającej fali. ŚWIETNY język. Smakowite zdania.

  • 2
    online 20 maja 2010 | 15:27:17

    Dzieki za ciekawy blog

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję