„Orso. Nowele amerykańskie”
Okładka książki „Orso. Nowele amerykańskie”
  • Autor: Henryk Sienkiewicz
  • Tytuł: Orso. Nowele amerykańskie
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 260
  • Rok wydania: 2017
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-8365137-21-0
  • Wydawca: Cztery Strony
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Cztery Strony
Recenzja
Data publikacji: 29 lipca 2020 A- A A+
Kto dziś przejeżdża przez miasto Sacramento, nie w kierunku San Francisco, ale na południe ku rzece Makosme, ujrzy jeszcze dom, w którym mieszkał Sutter, pierwszy odkrywca złota w Kalifornii. Dom dziś już stoi za miastem i jest ruiną; dachu na nim nie ma, mury lepione z szarej gliny, a barwione przez ogień, przez kule meksykańskie i szczerbione indiańskimi tomahawkami, zrysowały się, porozpadały i częściowo zmieniły w bezładne kupy gruzu; ale mieszkańcy miasta ogrodzili je drucianym płotem i strzegą, jak oka w głowie, tych ostatków „kalifornijskiej kołyski”. Gdyby bowiem nie ten dom, nie istniałoby Sacramento, nie istniałoby czterechkroćstotysięczne San Francisco, kolej nie łączyłaby dwóch oceanów, i Kalifornia nie byłaby tym, czym dziś jest, to jest krainą szumiącą łanami zbóż, gajami pomarańczy, winnic, drzew migdałowych i pieprzowych, ale najprawdopodobniej głuchą i bezludną pustynią.* Także Sienkiewicz nie byłby tym, kim później stał się, gdyby nie Sutter, złoto Kalifornii, wędrówka skwaterów i – w ślad za nimi – jego osobista wielka wyprawa koleją po amerykańskiej ziemi.

Historia wyprawy Henryka Sienkiewicza do Stanów Zjednoczonych to materiał na odrębną opowieść. 19 lutego 1876 roku pisarz odjechał z dworca Kolei Wiedeńskiej w towarzystwie Juliusza Sypniewskiego, współbywalca saloniku artystycznego Heleny Modrzejewskiej, aby wypełnić dla tej jednej z najwybitniejszych polskich aktorek szczególną misję. Do Europy wrócił dopiero po dwóch latach. Dzięki swoim korespondencjom z Ameryki, z mało znanego żurnalisty stał się tuzem dziennikarstwa, budzącą bezprzytomny podziw. Jego kolega po piórze, Bolesław Prus, zastanawiał się humorystycznie w 1880 roku na łamach „Kuriera Warszawskiego”, co p. Sienkiewicz wyrabia z piękniejszą połową Warszawy? Dowiadujemy się więc, że stał się atrakcją zebrań towarzyskich: mówiono o Sienkiewiczu, czytano jego utwory, lub nawet zjawiał się „O n s a m ”. Młodzieńcy stylizowali się na Litwosa, noszono nawet fryzurę à la Sienkiewicz. Punktem kulminacyjnym był jego odczyt, na który Prusowi udało się zdobyć miejsce — salę zapełniały wyłącznie przedstawicielki płci pięknej; kiedy „na białym tle drzwi zarysowało się coś czarnego, a na czarnym — biały trójkąt”, kronikarz nie dostrzegł nic, „bo fizjonomię jego [tj. Sienkiewicza] pochłonęło tysiące par rozgorączkowanych oczów”. Sprawozdania z odczytu nie dał, tłumacząc się: „rola moja jako »badacza prądów opinii« zaczyna się od tej chwili, kiedy czarny płat opatrzony białym trójkątem rozpłynął się w ostatecznej nawałnicy oklasków”. „Badacz prądów opinii” zanotował dwa zjawiska: zafascynowanie płci pięknej urokiem Sienkiewicza, jego doskonale wystudiowanym façon d’être, oraz nastrój zmęczenia i nudy, który wyczuwa się w nim wyraźnie. „Jeździł po świecie chcąc się rozerwać — i — świat go znudził. Myślał, że sława go zabawi, lecz i na dnie jej kielicha znalazł nudy...”** Na szczęście puchar literatury wypełnił po brzegi znakomitymi nowelami.

Na zbiór Orso. Nowele amerykańskie składa się siedem utworów, nawiązujących bezpośrednio do podróży Henryka Sienkiewicza do Stanów Zjednoczonych, lecz w zdecydowanej większości napisanych już po jego powrocie do Europy w 1878 roku. Jedyną nowelą powstałą na amerykańskim Południu jest Komedia z pomyłek. Szkic z życia amerykańskiego. Przyszły noblista napisał ją w grudniu 1877 roku, w domu kapitana Piotrowskiego w San Francisco, w którym pisarz gościł w owym czasie. Kanwę akcji zaczerpnął z opowieści swojego gospodarza. Nie był to zresztą ani pierwszy, ani ostatni raz, kiedy dawne przygody pana domu zainspirowały młodego prozaika do pisania. Przed laty kapitan przemierzył całą Amerykę ze wschodu na zachód. Pokonał diabelskie góry i bezkresne stepy, zmierzył się z rabusiami, Indianami i dzikimi zwierzętami. Wielu podejrzewało, że nadzwyczajne wypadki kapitana Piotrowskiego dały początek nie tylko nowelom Sienkiewicza, ale i jego rzekomo osobistym przeżyciom, tak barwnie opisywanym czytelnikom w listach.

Akcja Komedii z pomyłek dzieje się Struck Oil City w kalifornijskim hrabstwie Maripoza, w kilka lat po tym, jak na tutejszym terenie odkryto źródło nafty. Dotychczas bezludna okolica prędko zaroiła się od robotników, a niewielka osada z dnia na dzień rosła, powiększając się o coraz to nowe przybytki. Mieszkał tu już szewc, krawiec, cieśla, kowal, rzeźnik i doktor Francuz, który w swoim czasie, we Francji, brody golił, ale zresztą człowiek „uczony” i nieszkodliwy, co już w amerykańskim doktorze znaczy bardzo wiele. Pan Dasonville, oprócz praktyki lekarskiej, prowadził również aptekę i pocztę, a wkrótce – z racji powszechnej sympatii – został także sędzią. Jedyną grocernię, czyli sklep wielobranżowy, prowadził Hans Kasche. Wtem, drugą założyła Niemka, Kunegunde Neumann. I tym sposobem spokój w kwitnącym Struck Oil City odszedł w niepamięć. Grocernik zapłonął śmiertelną nienawiścią do grocerniczki, a grocerniczka do grocernika. Rywalizacja obojga szybko podzieliła pozostałych mieszkańców na dwie frakcje, sprzyjające to Hansowi, to Kunegunde. Ich kłótnie były tym barwniejsze, że często spierali się w swojej ojczystej mowie, gdyż żadne z nich nie znało innego języka. Gdy nikogo nie było w żadnym ze sklepów, Hans i panna Neuman stawali we drzwiach, jedno naprzeciw drugiego, rzucając sobie wzajem spojrzenia pełne zajadłości. Panna Neuman śpiewała wówczas sobie na nutę „Mein lieber Augustin”: – Doczmen, Doczmen, Do – Doczmen, Do – Doczmen – men! Pan Hans patrzył na jej nogi, potem na figurę, potem na twarz z takim wyrazem, z jakim by patrzył na przykład na zabitego przed miesiącem kojota; potem, wybuchnąwszy piekielnym śmiechem, wykrzykiwał: – „By God!” Ale Opatrzność miała względem nich zupełnie inne plany. Po kolejnej kłótni para grocerników udała się w poszukiwaniu sprawiedliwości do sędziego, lecz ten, nie rozumiejąc z czym przychodzą, udzielił im ślubu. I tak oto pomyłka Pana Dasonville’a uratowała miasto.

Ta nowela o śmiertelnej nienawiści prowadzącej do niemożliwej miłości jest jedną z najmniej znanych, a zarazem jedną z najweselszych powiastek w dorobku Henryka Sienkiewicza. Nieoczekiwane spiętrzenie zabawnych zdarzeń buduje akcję, a narastający spór i towarzyszące mu wydarzenia pozwalają czytelnikowi śmiać się do rozpuku z perypetii bohaterów tej krótkiej opowieści. Pisarz portretuje Hansa i Kunegunde z wielką życzliwością – nie drwi z nich, nie szydzi, tylko podpatruje z filuternym uśmiechem na ustach. Z przymrużeniem oka opowiada o komicznej rywalizacji grocerników, lecz przy tym całkiem serio portretuje amerykański Dziki Zachód. Historia powstania Struck Oil City jest historią setek miast amerykańskiego Południa – osad zbudowanych na żyłach złota, źródłach ropy naftowej czy złożach innych drogocennych surowców, które z biegiem czasu przekształciły się w wielkie metropolie. Sienkiewicz opowiada o ich ojcach-założycielach: minerach, robotnikach, skwaterach. Mówi też o ludziach, którzy ruszyli w ślad za osadnikami, aby zaoferować im swoje usługi. Komedia z pomyłek to uchwycony w czasie obraz ujarzmianego przez migrantów Dzikiego Zachodu; to fotografia w sepii, zaludniona pełnokrwistymi postaciami, które zachowały temperament i żywotność aż do dzisiaj. Także nowela Przez stepy znakomicie portretuje nowych mieszkańców amerykańskiego Południa i ich nieprzemijające pragnienie odnalezienia swojego miejsca na tej jeszcze tak obcej i nieprzyjaznej ziemi. To utwór bezpośrednio nawiązujący do wspomnianego już kapitana Piotrowskiego. Przez stepy to właściwie monodram niegdysiejszego gospodarza Sienkiewicza, poprzedzony jedynie słowem wstępu pisarza. Późniejszy noblista napisał tę nowelę w 1878 roku, w Paryżu, a tak o niej sam pisał w liście z Port-Marly do Edwarda Lea z 4 marca 1879 roku: „Jest to historia Polaka, który prowadzi karawanę emigrantów przez stepy, a zarazem dość dramatyczna opowieść o jego miłości. Polaczysko bije się, gdzie tylko sposobność się zdarzy, a kocha się tak, jak tylko Polak potrafi”.***

Główny bohater, kapitan R., zakochuje się w młodej Lilian, którą poznaje, kiedy staje na czele zdążającej do Kalifornii karawany. Dziewczyna dołącza do poszukiwaczy złota, ponieważ chce odnaleźć swojego chorego ojca, już przebywającego na amerykańskim Południu. Doświadczony przewodnik szybko otacza piękną kobietę opieką. Między obojgiem rodzi się przyjaźń, a wkrótce i jeszcze gorętsze uczucie. Na przekór trudom podróży i wielu niebezpieczeństwom, ich miłość kwitnie. Wkrótce kapitan i Lilian zostają sobie zaślubieni. Ale ich szczęście nie trwa długo, przerywa je nieoczekiwanie śmierć dziewczyny. Obudziłem się w miesiąc potem już w Kalifornii, u osadnika Moszyńskiego. Przyszedłszy trochę do zdrowia ruszyłem do Nevady; step tam porósł na nowo wysoką trawą i zazielenił się bujnie, tak że grobu jej nie mogłem nawet odszukać i do tej pory nie wiem, gdzie leżą jej szczątki święte. Com uczynił takiego Panu, że odwrócił ode mnie oblicze swoje i zapomniał mnie na tej pustyni – nie wiem także. Gdyby mi choć na grobie jej wolno było czasem popłakać, ot, lżejsze byłoby życie (…) Stary jestem, i niedługo w inną, wieczystą podróż mi się wybierać, o to więc tylko Boga jeszcze proszę, abym na owych stepach niebieskich odnalazł moją niebieską – i nie rozłączał się z nią już nigdy. Ta piękna, choć może nazbyt sentymentalna, historia miłosna to zarazem fascynująca podróż taboru przez stepy – pełna wyrzeczeń i niebezpieczeństw. Po śladach zmęczonych stóp wędrowców depczą dzikie zwierzęta, czerwonoskórzy wojownicy, spragnieni łatwego zarobku rozbójnicy. Kroczy także śmierć, zabierając ze sobą kolejnych uczestników podróży. Sienkiewicz snuje z werwą wspaniałą opowieść o odważnych ludziach. To nowela drogi, która nie tylko w wyjątkowy sposób opowiada o miłości, ale i o związku człowieka z naturą. Pisarz znakomicie charakteryzuje kraj i jego obywateli. Czy to dlatego, że ich tak dobrze poznał? A może umożliwił mu to zaprzyjaźniony kapitan, wspominany przez Sienkiewicza we wstępie do noweli Przez stepy, snując swoje opowieści podczas pięciodniowego pobytu obojga w głuchym wąwozie, w odludnych górach Santa Lucia? Noce były prawdziwie kalifornijskie: ciche, ciepłe, gwiaździste; ognisko buzowało się raźnie, a w jego blaskach widziałem olbrzymią, ale piękną i szlachetną postać starego wojownika-pioniera, który podnosząc oczy ku gwiazdom szukał pamięcią ubiegłych zdarzeń, drogich imion i drogich twarzy, powłóczących nawet we wspomnieniu czoło jego smutkiem łagodnym – pisał przyszły noblista. Po prawdzie, Sienkiewicz tej opowieści słuchał w San Francisco, w domu kapitana Piotrowskiego, siedząc przy kominku i popijając koniak z mlekiem. Ot, sztuka zręcznego zmyślania. A jednak potrafiła ona wielu porwać za serce. Uczeń gimnazjalny w Kielcach, dziewiętnastoletni (Stefan – przypis red.) Żeromski, notuje w dzienniczku swoim wrażenia z przeczytanych nowel w „Pismach”: „Czytałem – nie, ja pożerałem te cudne powieści, tę poezję cudowną. Czytałem dziś «Przez stepy». Trzeba pióra genialnego, by napisać scenę taką jak śmierć Lilian. (…) Miłość rozumiem tak jak on, szukam tak samo jak on ostatniego na ból serca remedium w wyrazie: śmierć. To ja – to ten sam mój charakter! Cześć ci, mistrzu Henryku!”.****

Trzecią nowelą portretującą życie mieszkańców Dzikiego Zachodu, a zarazem opowiadającą o jeszcze innym odcieniu miłości, jest W krainie złota. Utwór powstał w 1880 roku. Sienkiewicz pisywał go porankami w saloniku burzeckiego dworu, prowadzonego przez jego ciotkę, Aleksandrę Dmochowską. Rzecz dzieje się w Sacramento, mieście minerów i drwali, w czasie gdy osadę trawią przemoc i bezprawie. Zdemoralizowani przez trudne i niebezpieczne życie, nierzadko upici wodą ognistą mężczyźni, łatwo chwytali za broń, aby szybko rozstrzygnąć spór albo się wzbogacić. Z nugetami w kieszeniach, a rewolwerami za pasem, reprezentowali wielonarodowościowe zbiorowisko, żyjące poza prawem. I nagle pewnego poranku pojawiły się pisane kartki, które w nocy porozlepiano na wszystkich domach, hotelach, parkanach. Na kartkach tych, jako tytuł, stał tylko jeden, skreślony grubszym charakterem, wyraz: „Lynch”. Nad rzeką Sacramento część mieszkańców osady zawiązała Komitet Bezpieczeństwa Publicznego, który za wszelkie przewinienia przeciwko życiu i własności miał karać jednakowo – śmiercią przez powieszenie. Wkrótce gałęzie stojącego nieopodal rzeki dębu uginały się od ciał pierwszych straceńców. Spór pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami zorganizowanego porządku narastał, zbierając coraz to krwawsze żniwo. Wyobraźmy sobie ową społeczność, złożoną z samych mężczyzn, żyjących wśród pustyni, zdziczałych, o sercach twardych jak ów kwarc, który łupano codziennie, a zrozumiemy, że litość, miłość i przebaczenie były tam nieznanymi słowami. (…) Nie było między nimi ani jednej kobiety. Aż wreszcie pojawiła się Mary Monteray.

W krainie złota to nowela o charakterze awanturniczym, przedstawiająca codzienne życie rodzących się osad górniczych w epoce amerykańskiej gorączki złota. Ale to także powiastka romantyczna, opowiadająca o miłości prostego, ubogiego drwala do nowo przybyłej dziewczyny. W następstwie nieszczęśliwych wypadków, młodzi zbliżają się do siebie, lecz Henry Rowes, aby zasłużyć na miłość Mary, postanawia wyjechać do Nowego Jorku, aby zdobyć odpowiednie wykształcenie. Chce nauczyć się spoglądać na świat jej oczami – widzieć go i rozumieć w podobny sposób. Wierzy, że jeśli zostanie dżentelmenem, stanie się dla Mary partnerem, którego nie będzie musiała się wstydzić. W krainie złota to kolejna nowela, w której ujawnia się romantyczne usposobienie samego autora. Mimo opinii bawidamka i przypisywanych mu romansów z różnymi kobietami, Henryk Sienkiewicz szukał prawdziwej miłości, jedynej w swoim rodzaju i na całe życie. W końcu los postawił na jego drodze Marię Szetkiewiczównę. Ukochana Henry’ego z noweli nie mogła więc mieć inaczej na imię.

Henryk Sienkiewicz w swoich listach z Ameryki wiele uwagi poświęcił sprawom Indian. Pisarz żywo interesował się ich problemami, nic więc dziwnego, że wątki indiańskie pojawiły się także w dwóch jego nowelach. Pierwszą z nich pt. Orso opublikował po raz pierwszy w 1880 roku na łamach „Gazety Lwowskiej”. Tytułowy Orso to szesnastoletni siłacz o indiańskich korzeniach, który występuje w obwoźnym cyrku pana Hirscha. Podczas pokazów towarzyszy mu dziewczynka o imieniu Jenny. Właściciel przybytku jest okrutny wobec swoich młodych podopiecznych, lecz Orso i Jenny – nie znając życia poza cyrkiem – zgadzają się na złe traktowanie. Jedyną pociechę daje im swoje towarzystwo i wspólne czytanie Biblii. Wszystko zmienia się, kiedy pod wpływem zazdrości o uczucie małej Jenny do Orsa, pan Hirsch postanawia wychłostać dziewczynkę. Nastolatek staje w obronie swojej przyjaciółki. Wykorzystując swoją nadzwyczajną siłę, rozprawia się z właścicielem cyrku i jego pomocnikami. Orso i Dży uciekają, odprowadzani smutnymi spojrzeniami cyrkowych zwierząt. Dzieci docierają na pustynię, która początkowo fascynuje oboje. Żadne z nich nie widziało nigdy czegoś podobnego! Jednak mozolna wędrówka przez bezkresne piaski zaczyna dawać się im mocno we znaki. Na szczęście natrafiają na odludziu na chatę starego trapera. Mężczyzna, po wysłuchaniu opowieści dzieci, przygarnia je, odmieniając ich los raz na zawsze.

Orso i Jenny to jedni z nielicznych dziecięcych bohaterów w twórczości Henryka Sienkiewicza, a sama nowela Orso to szczególny utwór w dorobku pisarza. Bardzo ckliwy i sentymentalny, zinfantylizowany w sposobie narracji, znacznie odbiega od innych tekstów zbioru. Także jego schemat fabularny odstaje od typowo nowelistycznego: akcja nie rozwiązuje się tuż po kulminacji, a część dramatyczna ugina się pod naporem dialogów i opisów, ciążąc ku szkicowi powieściowemu. Dynamikę zastępuje statyczność. Akcja w Orso nie jest bowiem tak ważna, jak problem, który nowela przedstawia. Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku drugiego „indiańskiego” szkicu. Sachem to utwór na wskroś modelowy – zwięzła, zwarta akcja prowadzi wprost do punktu kulminacyjnego, po którym następuje jej rozwiązanie. Rozstrzygają się losy bohaterów, całość wieńczy puenta. Henryk Sienkiewicz napisał tę nowelę w 1883 roku, w trakcie prac nad Ogniem i mieczem. Podjął w niej temat zagłady indiańskiego szczepu Czarnych Wężów, opisując dramatyczne losy indiańskiej osady Chiavatta. Koloniści z Berlina, Gründenau i Harmonii zebrali się pewnej nocy księżycowej w liczbie czterechset i wezwawszy na pomoc Meksykanów z La Ora, napadli na uśpioną Chiavattę. Tryumf dobrej sprawy był zupełny. Chiavatta została spaloną, a mieszkańcy bez różnicy wieku i płci w pień wycięci. Ocalały tylko małe oddziałki wojowników, które w tym czasie wyszły na łowy. Z samego miasta nie ocalił się nikt. (…) W siódmym roku, z mocy prawa „lynchu” powieszono na placu miejskim dziewiętnastu ostatnich wojowników z pokolenia Czarnych Wężów, schwytanych w pobliskim Lesie Umarłych – i odtąd nic nie stało na zawadzie rozwojowi Antylopy. Miasto rosło w siłę, lecz wtem spokój mieszkańców zburzył przyjazd obwoźnego cyrku. W programie znalazł się bowiem występ sachema, ostatniego z potomków wodza Czarnych Wężów. Kiedy nadszedł czas jego przedstawienia, w cyrkowym namiocie rozbrzmiała pieśń śmierci, wyśpiewywana jednak nie w języku Indian, a po niemiecku. Sachem obiecywał w niej pomścić tragiczne losy swoich pobratymców. Mieszkańcy zamarli, a ich przerażenie wzmogło się, gdy wódz wskoczył na drewnianego kozła stojącego pod żyrandolem z lampami naftowymi i uniósł drąg, jakby chcąc strącić go i spalić cały przybytek wraz z widzami. Nagle zniknął. Po chwili jednak pojawił się znowu. Okazało się, że przerażająca scena była w programie przedstawienia. Rozbrzmiał głos: Was gefällig für den letzten der Schwarzen Schlangen!... Co łaska dla ostatniego z Czarnych Wężów!... Mieszkańcy ochoczo wrzucali datki do miski trzymanej przez Indianina, a wieczorem wspólnie z nim zjedli posiłek w karczmie „Pod Złotym Słońcem”.

Sachem to rezultat przemyśleń Henryka Sienkiewicza już po przyjeździe ze Stanów Zjednoczonych, spisany w czasie, kiedy pisarz pracował nad pierwszym tomem Trylogii. Mimo powrotu do Warszawy, wciąż żywo interesował się sprawami Indian, skrzętnie zdobywając wszystkie informacje na ich temat, które docierały do Europy z Ameryki. Tragiczne losy plemion, takich jak wspomniane w noweli Czarne Węże, budziły jego wielkie współczucie. Jednak jeszcze bardziej przejmował go widok tak zwanych ucywilizowanych Indian, których miał okazję poznać podczas swojej podróży po amerykańskim Południu. W swoich korespondencjach tak pisał: Jest to jeden obraz nędzy i rozpaczy: mężczyźni obdarci, brudni, upodleni; kobiety wyciągają wychudłe ręce do wagonów. Spytacie, dlaczego jedni i drugie nie pracują? Nie umieją; nikt się nie troszczy zresztą o to, żeby ich nauczyć. Wyrzekli się wojny z białymi, rozbojów, polowań, a dostali za to… derki… i pogardę.***** Henryk Sienkiewicz był zasmucony brakiem zdolności niektórych plemion do oporu, wiedząc, że w ten sposób skazują się one na zagładę. Przyszły noblista obawiał się, aby podobny los nie spotkał narodu polskiego. I jakkolwiek w „Sachemie” nie ma najmniejszego śladu bezpośredniego nawiązywania do motywów ściśle polskich, brak postaci z ojczystego kręgu autora — jest on z pewnych względów, o których jeszcze się powie, nowelą najbardziej „polską”. W tym sensie „Sachem” znajduje się niejako na pograniczu między nowelami ściśle „amerykańskimi” a grupą opowiadań i nowel pełnym głosem przemawiających w sprawach polskich.****** Ta wspaniale napisana nowela jest więc w gruncie rzeczy wyrazem troski pisarza o losy Polaków i jego strachu przed wynarodowieniem polskiej ludności przez troje zaborców. Po upadku powstania styczniowego nasiliły się germanizacja i rusyfikacja; w zaborze rosyjskim nastał terror, jakiego jeszcze nie znano. Co ciekawe, ta paralela historyczna między Indianami i Polakami nie była wyłącznie spostrzeżeniem samego Sienkiewicza. Już Fryderyk II po pierwszym zaborze Polski pisał do d’Alemberta: „Biednych tych Irokezów, tak nazwał mieszkańców Prus Królewskich, będę się starał oswoić z cywilizacją europejską. Odtąd to porównanie Polaków do Indian stało się ulubionym tematem pruskich polityków.*******

Bodaj najbardziej znaną nowelą amerykańską Henryka Sienkiewicza jest Latarnik, którego pisarz opublikował w „Niwie” w 1881 roku. Jedno zdanie ze wstępu do noweli unieśmiertelni nazwisko kolegi z San Francisco: „Opowiadanie to osnute jest na wypadku rzeczywistym, o którym w swoim czasie pisał J. Horain w jednej ze swoich korespondencyj z Ameryki”.******** Julian Horain był publicystą, przyjaźnił się z Henrykiem Sienkiewiczem i Heleną Modrzejewską. Do Stanów Zjednoczonych wyemigrował po powstaniu styczniowym i stamtąd od 1872 roku pisał Listy z Kalifornii jako korespondent zagraniczny do „Tygodnika Ilustrowanego”. I to on na łamach gazety opowiedział historię pierwowzoru postaci latarnika z noweli przyszłego noblisty, Polaka o nazwisku Siellawa: Gazety nowojorskie doniosły o śmierci ziomka naszego, Siellawy, niegdyś obywatela gub. wileńskiej. Poznałem go osobiście w czasie pobytu w Nowym Jorku, przeto mogę udzielić kilku szczegółów z jego życia i jeden psycholo­giczny. Śp. Siellawa (nie wiem, jakie miał imię chrzestne) był człowiek wysoko ukształcony, prawy i szlachetny. Miał wszakże jedną dziwną monomanię; wszędzie, gdziekolwiek przebywał, zdawało mu się, że go szpieguje, ściga i prześladuje jeden z rządów europejskich. Stąd też nigdzie nie mógł zagrzać na długo miejsca, a nawet z nikim utrzymać trwałych stosunków przyjaznych. Zdarzało się często, że po kilka miesięcy nie pokazywał się żadnemu z ziomków i zwykle nie wiedziano, gdzie mieszka. Gnany myślą, że go ścigają i prześladują, po opuszczeniu Europy (zdaje się w r. 1848) zwiedził Przylądek Dobrej Nadziei, Madagaskar, Australię, Amerykę Południową, Środkową i nareszcie Stany Zjednoczone. Powiadał mi nieraz, że za najszczęśliwsze chwile swojego życia uważa te parę lat, które przebył na międzymorzu Panama, spełniając obowiązek strażnika latarni morskiej przed portem Colon-Aspinwall. Obowiązkiem jego było o każdej szóstej godzinie zapalać lub gasić latarnię. Mieszkał o 10 mil od brzegu, sam jeden wśród morza na samotnej skale, której przez 26 miesięcy nie opuszczał. Co dwa tygodnie przywożono mu żywność (niekiedy żywe ptastwo lub barana, gdyż w tym klimacie mięso świeże pół dnia nie da się przechować). Raz mu przysłano pakę z gazetami i książkami polskimi — i to go wygnało z samotnego raju, w którym żył najszczęśliwszy, bez Ewy i węża, jak się sam wyrażał. W liczbie przysłanych książek była powieść Zygmunta Kaczkowskiego „Murdelio”. Otóż w pewien mglisty dzień Siellawa tak się zaczytał przy lampie w owej powieści, że wiecznym prawem zapomniał zapalić lampę-latarnianą. To zmyliło z drogi jakiś okręt i o mało nie stało się powodem rozbicia. Zaskarżono strażnika i Siellawa stracił miejsce. Odtąd znienawidził książki, a każdego, którego podejrzewał o złe względem siebie zamiary, nazywał „Murdelio”. Przysłanie zaś książek przypisywał intrydze (caratu).*********

U Henryka Sienkiewicza tytułowy latarnik to wiekowy tułacz, zasłużony wojak – powstaniec listopadowy, uczestnik amerykańskiej wojny secesyjnej. W swoim długim życiu imał się wielu zajęć – pracował jako harpunnik, był poszukiwaczem diamentów. Skawiński wierzy, że jego los jest naznaczony pechem, stąd wiele jego przygód kończyło się dlań dosyć nieszczęśliwie. Mężczyzna jest zmęczony. Pragnie nareszcie spokoju i posady w miejscu, w którym mógłby zamieszkać już na stałe. To wszystko, o czym marzy, znajduje w Aspinwall, gdzie obejmuje stanowisko latarnika. Skawiński rozpoczyna upragnione, ascetyczne życie. Czuje się szczęśliwy – ma czas na rozmyślania, żyje w odosobnieniu, a równocześnie bardzo dobrze wywiązuje się z powierzonych mu obowiązków. Czuje, że znalazł swoje miejsce na ziemi. Pewnego dnia oprócz zapasów żywności mężczyzna otrzymuje tajemniczą przesyłkę z książkami. Wśród nich znajduje się jedna, szczególna – Pan Tadeusz Adama Mickiewicza. Wzruszony Skawiński zaczyna czytać tak bliski jego sercu tom. W końcu zapada w sen, śniąc o ojczyźnie, za którą tak bardzo tęsknił. Budzi się dopiero następnego dnia i dowiaduje, że został zwolniony z posady. Zawiódł, nie zapalił latarni, doprowadził do katastrofy łodzi. Skawiński znów wyrusza w swoją wieczną tułaczkę. Tym razem jednak niesie w tobołku księgę, która przypomina mu, kim jest i skąd pochodzi.

Henryk Sienkiewicz w Latarniku przede wszystkim składa hołd potędze poezji narodowej. Zawarł tu też szereg motywów literackich: podróży-tułaczki, tęsknoty za ojczyzną, samotności. Czerpie z doświadczeń polskiej emigracji – popowstańczej, chłopskiej – i zderza jej dzieje z losami ojczyzny. Opowiada o tradycjach wyzwoleńczych Polaków, o dramacie niewoli narodu polskiego, o niedoli swoich krajan rzuconych na obce ziemie. Nieco późniejsza nowela, Wspomnienie z Maripozy, kontynuuje główną ideę Latarnika, tego absolutnego arcydzieła polskiej nowelistyki. To także wzruszający obraz z dziejów pewnego Polaka, który broni się przed zapomnieniem mowy ojczystej czytaniem Pisma Świętego w przekładzie ks. Jakuba Wujka. Sienkiewicz napisał tę nowelę w nocy z 18 na 19 kwietnia 1882 roku i opublikował w „Słowie” (nr 89-91). I ten utwór oparł rzekomo na prawdziwym przekazie, o czym zresztą sam wspomina we wstępie poprzedzającym właściwą opowieść. Jak pisze, przed niedawnym czasem pan M., który jednocześnie ze mną był w Kalifornii, przeczytawszy „Latarnika”, opowiedział mi spotkanie z podobnym do niego zupełnie polskim skwaterem.********** Co ciekawe, w rękopisie noweli charakter dokumentalny powiastki sugerowało odniesienie się do opowieści „K.B.”. Badacze Sienkiewicza sądzą, że chodzi o Karola Benniego, gospodarza „piątków u Benniego”, na których pisarz często gościł i podczas których w towarzystwie omawiał najważniejsze kwestie z życia społecznego i kulturalnego Warszawy.

Narratorem Wspomnienia z Maripozy jest pan M., który opowiada autorowi o tajemniczym Polaku, żyjącym w odosobnieniu w puszczy nieopodal tytułowej Maripozy. Poznał go przypadkowo, po tym jak usłyszał o nim od gospodarza hotelu, w którym zatrzymał się w trakcie swojej podróży do Big Trees. Zagadkowy rodak to przypominający Wernyhorę starzec o nazwisku Putrament, od dwudziestu dwóch lat mieszkający na amerykańskiej ziemi. Mężczyzna posługuje się charakterystycznym, archaicznym językiem. Dziwi tym pana M., którego początkowo bawi ta maniera językowa nowo poznanego pasiecznika. Jednak w trakcie rozmowy narrator dowiaduje się, że od czasu emigracji Putrament nie spotkał już żadnego Polaka. Aby nie zapomnieć języka swych ojców i nie zerwać ostatecznie swoich więzów z ojczyzną, pasiecznik każdego dnia czytuje w swoim kanionie jedyną polską książkę, którą posiada: Biblię ks. Jakuba Wujka. XVI-wieczny przekład świętej księgi napisany jest poważną, patetyczną, wręcz namaszczoną polszczyzną, której echa słychać w wypowiedziach sędziwego Putramenta. Nic dziwnego, że nie tylko jego słowa, ale i myśli ułożyły się do miary Biblii. Inaczej już po polsku nie umiał i nie mógł umieć; oddawał to, co czerpał. Nie chciał tylko za nic w świecie zapomnieć.

We Wspomnieniu z Maripozy Henryk Sienkiewicz zwraca szczególną uwagę na tragiczny los wygnańczy polskiej emigracji, która na obczyźnie pielęgnuje swoją tożsamość narodową poprzez przywiązanie do polskiej kultury, tradycji, a nade wszystko – języka. To on staje się najważniejszą i nierzadko jedyną nicią łączącą emigrantów z ich dawną ojczyzną. Jednak staropolszczyzna w prozie Sienkiewicza odgrywa dużo ważniejszą rolę – stanowi wytrych do wielkiej przeszłości narodu polskiego. On sam – jeszcze jako dziecko – poznawał historię niegdysiejszej Rzeczypospolitej poprzez lekturę starych książek znalezionych na strychu oficyny okrzejskiego dworu. Kilkuletni Henryk czytywał Reja, Kochanowskiego, Skargę. Nowele amerykańskie są więc echem nie tylko jego podróży po Ameryce, ale i własnych dziecięcych doświadczeń.

Sienkiewiczowska podróż po Stanach Zjednoczonych przyniosła polskiej literaturze arcydzieła z zakresu nowelistyki. Latarnik i Sachem są wspaniałym artystycznie dokumentem z epoki. Ale nie można też zapominać o innych utworach, mniej znanych i tylko niewiele ustępujących tym dwóm wspomnianym opowieściom. Komedia z pomyłek i Przez stepy to nowele pokazujące inne oblicze Sienkiewicza – tej pierwszej nie powstydziłby się Mark Twain, tej drugiej – William Faulkner. W swoich szkicach przyszły noblista uchwycił szczególny moment w dziejach Ameryki – bezwzględny pochód cywilizacji przez dziewicze tereny, który poskutkował zagładą Indian oraz narodzinami nowego porządku i nowego świata. Przejęty tym, co zobaczył na amerykańskim Południu, zaczął odwracać się od spraw bieżących – z pisarza-społecznika stał się powieściopisarzem historycznym. Los Polaków był stężonym pesymizmem, po co im jeszcze ponura literatura. Polsce potrzebna literatura nadziei, narodowej nadzei.*********** I taką też literaturę wkrótce zaczął pisać, co uczyniło go ojcem narodu polskiego.


* Sienkiewicz Henryk, Orso. Nowele amerykańskie, Cztery Strony, Kraków 2017, s. 125-126.
** Kulczycka-Saloni Janina, Sienkiewicz i Prus, „Pamiętnik Literacki” nr 57/3, 1966, s. 10.
*** Szczublewski Józef, Sienkiewicz. Żywot pisarza, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2006, s. 87.
**** Tamże, s. 115.
***** Sienkiewicz Henryk, Listy z podróży do Ameryki, tom 1, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, Sandomierz 2017, s. 195-196.
****** Sandler Samuel, Indiańska przygoda Henryka Sienkiewicza: tropy „Sachema”, „Pamiętnik Literacki” nr 57/3, 1966, s. 45.
******* Powidaj Ludwik, Polacy i Indianie, „Dziennik Literacki” nr 53-56, 1864.
******** Szczublewski Józef, Sienkiewicz. Żywot pisarza, dz. cyt., s. 102.
********* Horain Julian, Listy z Kalifornii, List XIX, „Gazeta Polska” nr 32, z dn. 10.02.1877.
********** Sienkiewicz Henryk, Orso. Nowele amerykańskie, dz. cyt., s. 230.
*********** Szczublewski Józef, Sienkiewicz. Żywot pisarza, dz. cyt., s. 95.


Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję