„Oskar i pani Róża”
Okładka książki „Oskar i pani Róża”
  • Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
  • Tytuł: Oskar i pani Róża
  • Tytuł oryginału: Oscar et la dame rose
  • Język oryginału: francuski
  • Przekład: Barbara Grzegorzewska
  • Liczba stron: 80
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 83-240-0407-6
  • Wydawca: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 30 marca 2011 A- A A+
Jak tylko ujrzała światło dzienne, okrzyknięto ją wydarzeniem literackim na miarę Małego Księcia. Błyskawicznie znikała z księgarnianych półek, stając się jedną z najbardziej pożądanych książek początku XXI wieku. W zaledwie parę lat sprzedano ją w ponad milionie egzemplarzy, na całym świecie. Bo świat oszalał na punkcie dziesięcioletniego Oskara i jego przyjaciółki Róży.

Na imię mi Oskar, mam dziesięć lat, podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet, że upiekłem złote rybki) i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysyłam, bo jak dotąd, z powodu nauki nie miałem czasu. (…) Nazywają mnie Jajogłowym, wyglądam na siedem lat, mieszkam w szpitalu z powodu mojego raka i nigdy się do Ciebie nie odzywałem, bo nawet nie wierzę, że istniejesz.

Mały Oskar choruje na białaczkę i wie, że umiera. Nikt mu tego nie musiał mówić. Wystarczyło popatrzeć na rodziców i doktora Düsseldorfa. Ci pierwsi nie wiedzą, jak okiełznać wszechogarniającą rozpacz, zaś ten drugi wie aż za dość, choć wolałby wiedzieć mniej i wciąż mieć jakąś nadzieję na poprawę. Dorośli są bezradni, a mały Oskar czuje się winny zaistniałej sytuacji. Uważa, że stał się złym pacjentem, pacjentem, który podważa wiarę w nieograniczone możliwości medycyny. Jest jednak w szpitalu jedna osoba, której udaje się przekonać Oskara, że wcale nie widzi w nim wyłącznie umierającego dziecka. To ciocia Róża, jedna z wolontariuszek, która raz w tygodniu nakłada różowy fartuch i spędza czas z cierpiącymi maluchami. To właśnie ona wpada na pomysł, aby Oskar każdego dnia pisał jeden list do Pana Boga. Chciałabym, żebyśmy się w coś takiego pobawili. A zwłaszcza ty. Od dzisiaj będziesz bacznie obserwował każdy dzień, mówiąc, że ten dzień to jakby dziesięć lat. Oskar postanawia podjąć wyzwanie i zaczyna pisać do Boga. W ten sposób powstaje dwanaście listów z ostatnich dwunastu dni życia chłopca.

Oskar i pani Róża to trzecia powieść z pięciotomowego cyklu pt. „Opowieści o Niewidzialnym” („Cycle de l\'Invisible”). Schmitt opublikował ją we Francji w 2002 roku. W Polsce książka pojawiła się dwa lata później, kiedy już zdążyła rozejść się na świecie w liczbie 450 tysięcy egzemplarzy. Pismo literackie „Lire” ogłosiło ją w 2004 roku jedną z książek, które zmieniły czyjeś życie (obok Biblii, Małego Księcia i Trzech Muszkieterów). Dla Schmitta to najwyższe z możliwych wyróżnień, gdyż pisarz niezmiennie podkreśla, iż chce poprzez swoje książki uczyć ludzi akceptowania życia. We wszystkich jego odsłonach. Bo jego zdaniem nawet w tej najgorszej może ono smakować naprawdę dobrze. Dziesięcioletni Oskar udowadnia, że przygotowując się na śmierć, można czuć radość i beztroskę. Chłopiec pokonuje strach i odnajduje wiarę, bo nie poddaje się w obliczu nieszczęścia. Poprzez zaakceptowanie cierpienia, oswaja śmierć. Jego umieranie staje się wręcz nieprzyzwoicie radosne. Jego listy do Boga i rozmowy z ciocią Różą są zabawne, pogodne, optymistyczne. Aż zdaje się, że to wszyscy inni, a nie właśnie ci dwoje, czekają na koniec.

Oskar i pani Róża to drobna objętościowo powieść, właściwie nowela. Cała akcja rozgrywa się na niespełna osiemdziesięciu stronach. Książka więc znakomicie wpisuje się w tradycje literatury francuskiej. Stanowi także doskonały dowód na to, że Schmitt miał rację, mówiąc, iż opasłe powieści nie zawsze są gwarancją dobrej literatury i że warto czasem zawierzyć opowiadaniom i nowelom.

Ponieważ jakiś czas temu widziałem, jak ktoś skrzywił się na wzmiankę o opowiadaniach, jakby te krótkie formy świadczyły o lenistwie lub zmęczeniu autora, zadałem sobie pytanie, dlaczego mamy we Francji tak niewielki szacunek dla tej sztuki, mimo Maupassanta, Daudeta, Flauberta, Colette czy Marcela Aymé. Czy to, że ciągle wolimy powieść od opowiadania, nie świadczy o postawie drobnomieszczańskiej? Takiej, na mocy której pan i pani Fromage kupują do salonu raczej obraz olejny niż grafikę? „Grafika jest mniejsza, nie widać jej z daleka i nigdy nie wiadomo, czy jest dokończona”. Zastanawiam się, czy w ten sposób nie wyraża się zły smak obfitości. Chcemy pisarstwa olejnego, wielu grubych warstw, rozdziałów z opisami, dialogów, które mają gęstość codziennej paplaniny; jeżeli powieść jest usytuowana w przeszłości, wymagamy od niej wiedzy historycznej, a jeżeli dzieje się współcześnie – potwierdzonych dowodami analiz dziennikarskich. Krótko mówiąc, lubimy znój, pot, udokumentowane umiejętności, pracę, którą widać: chcemy pokazać egzemplarz przyjaciołom, dowieść im, że nie daliśmy się oskubać artyście ani sprzedawcy. „Otwierając ośmiusetstronicową powieść – wykrzykuje pan Fromage – mamy pewność, że autor się napracował”. No właśnie – niekoniecznie. Wyłuskanie z opowiadania tego, co w nim niezbędne, unikanie niepotrzebnych perypetii, sprowadzenie opisu do sugestii, odtłuszczenie tekstu, pozbycie się wszelkich autorskich upodobań – to wymaga czasu, to wymaga godzin analizy i krytyki. W gruncie rzeczy, jeżeli pan i pani Fromage oceniają powieść jako „większą sztukę niż opowiadanie”, to dlatego, że jest to sztuka pompierska.*

Schmitt nie jest pompierski. To prozatorski minimalista, który wyłuskał z Oskara i pani Róży wszystko to, co najlepsze. I piszę to bez cienia wstydu, bo naprawdę urzekła mnie ta opowieść.


* Schmitt E.-E., „Pamiętnik autora”, w: Trucicielka i inne opowiadania, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2011, s. 233-234.
Komentarze
  • 1
    aga 31 marca 2011 | 12:28:02

    piekna recenzja:)
    również czytałam tę książkę i też byłam zauroczona i zdziwiona, zachwycona, jak można w tak krótkiej książeczce napisać tak wiele.
    Absolutnie warta kupienia, przeczytania i wielokrotnego powrotu.
    pozdrawiam serdecznie

  • 2
    gość 3 kwietnia 2013 | 20:54:41

    witam,
    chciałabym się kto jest autorem tej recenzji. Jest to dla mnie bardzo ważne.

  • 3
    gość 31 stycznia 2014 | 20:41:27

    Również proszę o jakiekolwiek informacje na temat autora tej recenzji.

  • 4
    Annie 1 lutego 2014 | 16:17:33

    Autorem wszystkich recenzji jest jedna i ta sama osoba - http://www.dziennik-literacki.pl/oautorce/ :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję