„Zapasy z życiem”
Okładka książki „Zapasy z życiem”
  • Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
  • Tytuł: Zapasy z życiem
  • Tytuł oryginału: Le sumo qui ne pouvait pas grossir
  • Język oryginału: francuski
  • Przekład: Agata Sylwestrzak-Wszelaki
  • Liczba stron: 80
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-240-1384-5
  • Wydawca: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 27 marca 2011 A- A A+
Kiedy porównuje się go do Paulo Coelho, obraża się, bo uważa, że w książkach Brazylijczyka nie widać pracy literackiej. Są jednowymiarowe i jednowarstwowe. Ja nie mam ochoty spłaszczać rzeczywistości, aby stała się bardziej przystępna.* A mimo to o jego powieściach też mówi się, że są symplistyczne – proste i nieskomplikowane. Jaka tak naprawdę jest proza Erica-Emmanuela Schmitta?

Powieści francuskojęzyczne mają jedną wspólną cechę – wydaje się, że są pisane w opozycji do dzieł Anglosasów. To najczęściej zgrabne opowiadania lub nowele, z rzadka monumentalne i opasłe jak utwory pisane w języku Szekspira. Teksty Schmitta wpisują się w tę charakterystyczną dla literatury francuskiej formę, a Zapasy z życiem doskonale oddają charakter jego twórczości. To nie tyle powieść, co właśnie nowela, której głównym bohaterem jest piętnastoletni Jun. Nastolatek żyje na ulicach Tokio, utrzymując się z handlu tanimi towarami z przemytu. Pewnego dnia zagaduje go staruszek. Od tego momentu obcy mężczyzna zaczyna regularnie zaczepiać Juna. Nieznajomy nie mówi wiele. Jedynie bezustannie powtarza chłopcu, że widzi w nim grubego gościa. Po jakimś czasie zaprasza nastolatka na turniej sumo. Jun odmawia, wykpiwając przy okazji obcego mężczyznę. Nie chce mieć z nim nic do czynienia, jednak powodowany wydarzeniami poprzednich w końcu wybiera się do Ryōgoku Kokugikan, pałacu sumo. Jeszcze nie wie, że przekraczając jego próg, wkracza w zupełnie nowy rozdział swojego życia…

Eric-Emmanuel Schmitt – francuski prozaik, dramaturg, filozof – urodził się 28 marca 1960 roku w Sainte-Foy-lès-Lyon w rodzinie sportowców. Jego matka była mistrzynią Francji w sprincie, ojciec – uniwersyteckim mistrzem boksu (co wyjaśnia, skąd zamiłowanie u Schmitta do tej konkretnej dyscypliny sportu). Wychowywał się w rodzinie ateistycznej. Kiedy rozpoczął studia filozoficzne, porzucił ateizm dla gnozy, którą zamykał w formule: nie wiem. Jednak w każdym dłuższym wywiadzie pisarz powraca do wydarzenia, które nieodwracalnie zmieniło jego życie duchowe – wydarzenia, w które wszedł jako niewierzący, a z którego wyszedł jako wierzący. W 1989 roku, czyli sześć lat po studiach, Schmitt wybrał się wraz ze znajomymi na pustynię Hoggar. Wszedłszy z grupą na szczyt góry Tahar, zdecydował, że będzie wracać samotnie. Szedł bardzo szybko, a im szybciej szedł, tym bardziej czuł się zagubiony. Gdy zapadła noc, zrozumiał, że zabłądził. Schował się za skałą, aby ochronić się przed wiatrem, i przysypał piaskiem, by nie marznąć. Kiedy przebywał na pustyni, towarzyszył mu nie strach, ale niezwykła siła, której – do dziś jest o tym przekonany – on sam nie mógł być źródłem. Schmitt nazywa noc na pustyni doświadczeniem Absolutu, doświadczeniem, którego żadna religia nie powinna przywłaszczać, doświadczeniem Boga bez właściwej Mu religii. Była to noc, której Bóg mówił do niego, że istnieje. To właśnie wydarzenie zmotywowało go do lektury świętych tekstów wielkich religii – buddyzmu, judaizmu, islamu i chrześcijaństwa – które już znał, lecz które czytał jako filozof, jako sceptyk, jako butny dwudziestolatek. A ich lektura sprowokowała go napisania wyjątkowego cyklu książek. Zapasy z życiem to jak dotąd ostatnia powieść z tego pięciotomowego cyklu pt. „Opowieści o Niewidzialnym” („Cycle de l\'Invisible”). W Polsce powieść ukazała się w 2010 roku, w niespełna rok po jej francuskiej premierze, jednak przeszła niemal zupełnie bez echa.

Bohaterem Zapasów z życiem jest piętnastoletni Jun. Nastolatek wiedzie nędzne życie – żyje samotnie w wielkim mieście, w biedzie, z dala od rodziny, o której nie chce rozmawiać. Jak sam mówi, cierpi na alergię – nietolerancję na cały świat. W głębi duszy tęskni za matką, którą niegdyś opuścił. Bywa, że czyta przychodzące od niej listy. Czyta jednak nie słowa, a przedmioty, gdyż matka-analfabetka może kontaktować się z synem wyłącznie dzięki drobnym cząstkom świata. W puste koperty wkłada miękki kawałek żółtej wełny, szary kamyczek w kształcie trójkąta czy ptasie piórko. Chłopiec ma ambiwalentne uczucia, co do tej korespondencji. Wie, co matka chciała mu za pośrednictwem tych przedmiotów przekazać. Wie, że go kocha. Ale ona kocha go tak, jak innych, a on chciałby, aby kochała go najbardziej – jako jedynego na świecie.

Schmitt, opowiadając historię rodziny Juna, prowokuje do rozmyślań nad naturą wybaczenia. Inspiruje też do refleksji nad sobą samym. Wypowiadane przez Shomintsu słowa, tak często pojawiające się na kartach ksiąki, można interpretować dwojako. W warstwie dosłownej, mistrz sumo rzeczywiście utrzymuje, że widzi w Junie dobrego kandydata na doskonałego zawodnika. Jednak przede wszystkim mężczyzna chce dać do zrozumienia chłopcu, że mówiąc mu, iż widzi w nim grubego gościa, ma na myśli to, że widzi w nim potencjał i dostateczną siłę do zwalczania swoich słabości. Jest przekonany, że gdy tylko Jun zechce się postarać, będzie mógł skończyć z życiem na ulicy i osiągnąć naprawdę wiele. Chłopiec w pewnym momencie mówi:

- No więc, grubego gościa w sobie już dojrzałem: to ktoś, kto zwycięża nie innych, ale siebie samego; gruby gość to to, co we mnie najlepszego i co mnie wyprzedza, prowadzi, inspiruje. No więc widzę już w sobie grubego gościa. Teraz schudnę i zacznę studiować, żeby zostać lekarzem.

I to właśnie w takich momentach, jak ten, bardziej wybredni czytelnicy mają ze Schmittem problem. On nie pozostawia bowiem miejsca na niedopowiedzenia. Ma pewną wizję swojej prozy i konsekwentnie ją realizuje. W rozmowie z dziennikarką „Gazety Wyborczej”, Kamillą Staszak, powiedział: Chcę, aby moje książki były przystępne dla każdego. Przestało mnie bawić pisanie językiem trudnym i niezrozumiałym, co robiłem na studiach, by zabłysnąć inteligencją. Cóż za arogancja. Pisanie językiem prostym, a jednocześnie powiedzenie rzeczy ważnych – to jest wyzwanie. Dla babć, które musiały skończyć szkołę w wieku 14 lat, aby iść do pracy, ale są inteligentnymi ludźmi szukającymi pełnowartościowej lektury. Ale by w drugiej warstwie zainteresować lekturą moich przyjaciół z dyplomami, doktoratami.* Tylko, że tu, to ja mam problem. Bo ja tej drugiej warstwy nie widzę, a przynajmniej nie dostrzegam jej w zdecydowanej większości książek tego autora. Dlatego też zgadzam się z krytykami Schmitta, że jego literatura jest zbyt symplistyczna. Autor budzi emocje i gra na emocjach, bo tworzy zbyt proste historie ze zbyt jasnym przesłaniem. Kluczem do zrozumienia krytyki Schmitta jest właśnie słowo „zbyt”. Te książki są zbyt proste, bohaterowie zbyt nieskomplikowani, a puenty zbyt jasne, żeby świat literacki oddał Schmittowi to, co jego, i uznał jego teksty za dobrą literaturę (choć od razu zastrzegę, że zdarzają się perełki, jak choćby doskonałe opowiadanie pt. Trucicielka, o którym już wkrótce). To bolesne o tyle, że już na pierwszy rzut oka widać, że to pisarz z niesamowitym potencjałem. Doskonale wykształcony (absolwent École Normale Supérieure, jednej z przodujących francuskich uczelni humanistycznych. Zdobył tam najbardziej prestiżowy z francuskich certyfikatów nauczycielskich oraz doktorat z filozofii), błyskotliwy, spostrzegawczy. Człowiek nieustający w rozwoju, baczny obserwator życia i świata, który obrał konkretną drogę podążania po ścieżkach literackiej fikcji. Utrzymuje, że dąży do lekkości i prostoty, bo siła pisarza tkwi w umiejętności ubierania w proste słowa tego, co złożone. Jednak moim zdaniem nie chodzi o prostotę, a o upraszczanie. Niestety.


* Staszak K., Bóg to nie firma wysyłkowa, „Wysokie obcasy” nr 35 (588), http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,8357033,Bog_to_nie_firma_wysylkowa.html.
** Ibidem.
Komentarze
  • 1
    pandorcia 27 marca 2011 | 18:50:39

    Bardzo lubię Schmitta, pokazuje mi ludzkie oblicza... każdy z nas ma wiele twarzy, a on chce uchwycić moment, kiedy odkryjemy je w sobie na nowo...

    {http://biblioteczka-pandorci.blogspot.com/}

  • 2
    litera 27 marca 2011 | 22:16:23

    Podobała mi się jego książka "Oskar i pani Róża", pozostałe - jakoś każą mi się trzymać na uboczu, sama nie wiem, coś nie bardzo mnie do nich ciągnie. Choć ta, cóż, może kiedyś, z racji na tematykę i moją ciekawość, co z tego wyszło, z połączenia Schmitta i japońskich klimatów.

    Pozdrawiam serdecznie!

  • 3
    B. 12 lipca 2012 | 13:25:55

    Ja polubiłam Schmitta właśnie za wspomnianą Trucicielkę i uczucie szoku jakie towarzyszyło mi przez długi czas po przeczytaniu opowiadań. W mojej głowie utkiwły także "Małe zbrodnie małżeńskie", które wywoływały u mnie na przemian radość do łez oraz wszechogarniający smutek. Właśnie tutaj, moim zdaniem, leży siła Schmitta - w umiejętności wzbudzania skrajnych emocji podczas lektury pięćdziesięcio stronicowego dzieła. Teraz na moim biurku leżą "Zapasy z życiem", czytam recenzję i chociaż sporo w niej krytki w stronę autora, to i tak sądzę, że się nie zawiodę.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję