„Zabójcza gra”
Okładka książki „Zabójcza gra”
  • Autor: Rex Stout
  • Tytuł: Zabójcza gra
  • Tytuł oryginału: Fer-de-Lance
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Beata Misiek
  • Liczba stron: 240
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-245-8779-7
  • Seria: Klasyka kryminału
  • Wydawca: Dolnośląskie, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Wrocław
  • Logo wydawnictwa: Dolnośląskie, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 23 listopada 2010 A- A A+
Domator z prawdziwą niechęcią parający się pracą. A przy tym jeden z najgenialniejszych detektywów, jaki kiedykolwiek pojawił się na Ziemi. Człowiek, dla którego w zasadzie nie ma rzeczy niemożliwych. Nero Wolfe. Nowojorczyk, ekscentryk, legenda – jeszcze za życia. To właśnie taka postać jest głównym bohaterem jednej z najważniejszych kryminalnych serii.

Zabójcza gra (1934) to pierwsza z cyklu kilkudziesięciu powieści kryminalnych z detektywem Nero Wolfe’em i jego asystentem Archie Goodwinem w roli głównej. Jej oryginalny tytuł (Fer-de-Lance) nawiązuje do nazwy niezwykle niebezpiecznego kostarykańskiego węża. Ten jadowity gad rzeczywiście pojawia się w książce, ale w okolicznościach, których tu na pewno nie zdradzę. Bodaj wspomnieć, że dodaje odrobiny egzotyki do i tak egzotycznego śledztwa.

Dochodzenie w imieniu Nero Wolfe’a (zresztą, jak zwykle) prowadzi współpracujący z nim od siedmiu lat Archie. Przynajmniej taki jest punkt wyjścia w tej pierwszej, szczególnej powieści. Goodwin mieszka u swojego pracodawcy, w domu przy Trzydziestej Piątej Ulicy w Nowym Jorku, będąc tym samym niemal na każde skinienie detektywa. Archie to dla Wolfe’a przepustka do zewnętrznego świata. Wielki (dosłownie wielki, bo 140-kilogramowy!) detektyw nie zwykł bowiem opuszczać domu. Rozwiązuje zagadki, nie wychodząc ze swojego ulubionego fotela.

Wolfe jest uznawany w Nowym Jorku za ekscentryka i detektyw robi wszystko, aby tytuł ten nie został mu odebrany. Cokolwiek by się nie działo, zawsze sumiennie przestrzega wypracowanego przez lata porządku dnia. Wstaje o godzinie ósmej, po czym je śniadanie. Przyrządza je dla niego Fritz Brenner, osobisty kucharza Wolfe’a, z pochodzenia Szwajcar. Sam detektyw jest Czarnogórcem. Jego matka zaś to Budapesztanka (ale tylko z zamieszkania). Po śniadaniu Nero udaje się do ogrodu orchidei. Wszystkie pomieszczenia na jednym z pięter domu wypełnione są tymi bajecznymi (i bajecznie drogimi) kwiatami. Opiekuje się nimi osobisty ogrodnik Wolfe’a, Theodore Horstmann. Sam Wolfe zaś przebywa wśród storczyków od dziewiątej do jedenastej rano. Jeśli ktoś chciałby się z nim w międzyczasie spotkać, musi poczekać. W końcu są sprawy ważne i ważniejsze.

Detektyw kocha kwiaty, kocha dobre jedzenie i kocha piwo. Wszystkie kapsle wieńczące opróżnione butelki Wolfe skrzętnie chowa w szufladzie swojego przepastnego biurka. Jego szafa zaś wypełniona jest kanarkowożółtymi koszulami, których detektyw zużywa po dwie dziennie. Zresztą nie tylko Wolfe ubiera się w tak niecodzienny sposób. Przykładowo, szczytem szyku dla Archiego jest jego ciemnobłękitny garnitur w parze z błękitną koszulą, brązowym krawatem i wyplatanym kapeluszem panama. Właśnie tak powinien się ubierać prawdziwy mężczyzna.

Nero Wolfe jest cholernie bezczelny i skrajnie egoistyczny. Bywa romantyczny, lecz rzadko w stosunku do kobiet. Jest szowinistą, nienawidzącym płci pięknej niemal tak mocno, jak konieczności wychodzenia z domu. Mizoginistą jest także asystent Wolfe’a, Archie Goodwin. Ten ostatni jest przekonany, że gdyby kiedykolwiek miał kogoś zabić, to na pewno tym kimś byłaby kobieta:

Spotkałem wielu zatwardziałych mężczyzn – takich, którzy wiedzieli coś, czego ja nie wiedziałem, a chciałem wiedzieć, i nie zamierzali mnie w to wtajemniczyć. W niejednym przypadku nie potrafiłem ich do tego skłonić, choć robiłem co mogłem. Ale niezależnie od stopnia uporu, zawsze zachowywali się jak ludzie. Pozostawała jakaś nadzieja, że jak trafię we właściwy punkt, zdołam wyciągnąć od nich to, co chcę. Z kobietami było inaczej – nie tylko nie czuło się takiej nadziei, ale więcej – miało się cholerną pewność, że sobie nie odpuszczą. Potrafiły przybrać wyraz twarzy, który doprowadza cię do szaleństwa, i myślę, że niektóre z nich robiły to celowo. Wyraz na twarzy mężczyzny mówił: prędzej umrę, niż ci o tym powiem – i to był jasny przekaz, z którym można było próbować coś zrobić. Ze spojrzenia kobiety mogłeś wyczytać, że równie dobrze mogłaby ci to powiedzieć, jak i nie, ale nie ma zamiaru i tyle.

Wydaje się, że Wolfe i Goodwin nienawidzą kobiet, bo jeśli nie uda się temu ostatniemu rozkochać ich w sobie, to żaden z nich z nimi sobie raczej nie poradzi. Nowojorskie kobiety są harde, twarde i konsekwentnie trwają w swoim postanowieniu (z niewiedzy, z głupoty czy z wrodzonej złośliwości, niepotrzebne skreślić). Stout bawi się więc setnie, kreśląc portrety amerykańskich dam, bo wie, że przydając im niektóre cechy, rozsierdzi swoich nietypowych detektywów.

W Zabójczej grze kobiety obu detektywom dają mocno popalić. Wszystko zaczyna się od pięknej damy w opałach, Marii Maffei. Przyjaciółka żony jednego z pracowników Wolfe’a, zwraca się do detektywa z prośbą o odnalezienie jej zaginionego brata, Carla. Mężczyzna zniknął przed dwoma dniami i nikt nie ma zielonego pojęcia, gdzie może się podziewać. Policja uważa, że Carlo uciekł do Włoch z pieniędzmi należącymi do siostry. Jednak Maria jest przekonana, że stało mu się coś złego. Wnioski, do jakich dochodzi Wolfe, zdają się potwierdzać jej obawy. Trop wiedzie bowiem do sprawy śmierci innego Nowojorczyka, Petera Barstowa – rektora Holland College, który w tajemniczych okolicznościach zmarł na polu golfowym…
Komentarze
  • 1
    hiliko 2 grudnia 2010 | 20:54:24

    Przytoczony przez Ciebie cytat zachęcił mnie do rozejrzenia się za książką :) Ten Nero Wolfe to bohater, jakich lubię! (przynajmniej wnioskuję z Twojego opisu). Kusi :]

  • 2
    Archibald Goodwin 12 grudnia 2010 | 13:09:51

    Good win!!!

  • 3
    mary 16 stycznia 2011 | 22:13:52

    a gdzie Ty sie podziewasz???

  • 4
    nutta 20 stycznia 2011 | 14:15:58

    Puk, puk! Jest tu kto?179A

  • 5
    nutta 20 stycznia 2011 | 14:17:55

    I jeszcze część cyferek kodu mi się zapisało:)

  • 6
    Besath 19 grudnia 2012 | 14:49:29

    Archie Goodwin nie jest mizoginistą. Może nie przepada za kłamiącymi kobietami, ale poza tym kobiety lubi.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję