„Kontrabasista i inne utwory”
Okładka książki „Kontrabasista i inne utwory”
  • Autor: Patrick Süskind
  • Tytuł: Kontrabasista i inne utwory
  • Tytuł oryginału: Drei Geschichten und eine Betrachtung
  • Język oryginału: niemiecki
  • Liczba stron: 208
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 130 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-247-0257-2
  • Wydawca: Świat Książki, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 3 lutego 2009 A- A A+
Po niepachnącym Pachnidle, kiedy już straciłam nadzieję na zatracenie się w osmé najlepszej literatury, słodki zapach wonności nad wonnościami uderzył we mnie z zupełnie niespodziewanej strony. Niepozorny zbiór utworów ojca Historii pewnego mordercy zapachniał bowiem osobliwie, niepospolicie, a przy tym niezwykle urzekająco. Dlatego bez zbędnego wstępu chcę dzisiaj napisać parę słów o najlepszym pachnidle Süskinda – niedoścignionym i wyszukanym, które bije na głowę kobiecy eliksir Jana Baptysty Grenouille’a. Jednak zanim o nim, wpirew parę słów o samym mistrzu literackiego perfumiarstwa. Panie i Panowie, oto mój mistrz olfaktologii, mój Grenouille!

Patrick Süskind urodził się 26 marca 1949 roku w Ambach nad jeziorem Stanberger w Bawarii. Studiował historię średniowiecza i historię współczesną w Monachium i Aix-en-Provence. Zadebiutował w 1981 roku monodramem pt. Kontrabasista, którym szybko zjednał sobie szerokie grono miłośników. W sezonie teatralnym 1984/85 monolog był najczęściej graną sztuką w teatrach niemieckojęzycznych. W Polsce wystawiał go niezrównany Jerzy Stuhr. To właśnie tym monodramem jeden z największych polskich aktorów zadebiutował jako reżyser. Sam też zagrał w przedstawieniu rolę tytułową. W 1985 roku ukazała się również najgłośniejsza powieść Süskinda, Pachnidło, zekranizowana w 2006 roku przez Toma Tykwera. W 1987 roku – Gołąb, w 1991 – Historia pana Sommera, zaś w 1996 roku – Trzy historie i jedno rozważanie. W 2006 roku ukazał zbiór esejów pt. Über Liebe und Tod (pol. O miłości i śmierci), którego przekład na sierpień 2009 już zapowiedział Świat Książki. Süskind ma także swój udział w scenariuszach do kilku filmów: dziesięcioodcinkowego Monaco Franze (1984), w którym sam zagrał niewielką rolę drugoplanową, Kir Rogal z 1986 roku, filmu Rossini (1997) oraz Vom Suchen und Finden der Liege (2005) w reżyserii Helmuta Dietla. Zapytany o swoje zajęcie, autor humorystycznie odpowiada: Zatrudniam się jako autor krótkich, niepublikowanych kawałków prozatorskich i dłuższych niezrealizowanych scenariuszy filmowych, którymi zarabiam na życie. Gram na fortepianie, a nie na kontrabasie. Od siódmego roku życia moje wykształcenie muzyczne polegało na wyćwiczeniu kilku utworów, jak np. \"Die Hunnen kommen\" (pol. \"Hunowie nadciągają\"), \"Album dla młodzieży\" oraz kilku sonat na cztery ręce Diabellego. W wieku lat dziewiętnastu, po drugiej partii wyciągu fortepianowego \"Symfonii z uderzeniem w kotły\" Józefa Haydna (cz. I), zrezygnowałem z robienia w przyszłości kariery muzycznej. Jednak muzyka pobrzmiewa w jego tekstach, a zwłaszcza w debiutanckim Kontrabasiście. Pobrzmiewa w nim także pogoń pisarza za dobrowolną samotnością. Süskind jest bowiem człowiekiem nielubiącym poklasku. Udzielił bardzo niewielu wywiadów, nie uczestniczy w życiu publicznym, wielokrotnie odmawiał przyjęcia nagród literackich, jak chociażby Nagrody Gutenberga, Nagrody Tukana czy Nagrody Literackiej FAZ (Frankfurter Allgemeine Zeitung). Zamiast bywać, pisze, a w chwilach wolnych od pisania, wspomina. „Kontrabasistę” pisałem latem 1980 r. Chodzi w nim – obok masy innych rzeczy – o samoświadomość człowieka w jego maleńkim pokoiku. Wyzyskałem tu własne doświadczenia, gdyż większą część swojego życia spędziłem w coraz to mniejszych pokojach, które opuszczałem z coraz to większym trudem. Żywię nadzieję, że pewnego dnia znajdę pokój tak mały, że pochłonie mnie bez reszty i wraz ze mną przy przeprowadzce odejdzie.

Kontrabasista to monolog muzyka, który opowiada historię swojego życia, przeplatając ją z historią własnej miłości do kontrabasu. Instrument, podobnie jak to ma miejsce w orkiestrze, staje się ogniskiem, wokół którego skupiają się inne wydarzenia z życia kontrabasisty. To on nadaje mu rytm, charakter, a nade wszystko ramy, w obrębie których muzyk może się realizować. Kontrabas przestaje być tylko kontrabasem – staje się magnetyczną siłą, która determinuje życie swojego właściciela i który nie lubi przez to swojego instrumentu, ale równocześnie nie potrafi się z nim rozstać. Tylko czasami kontrabasista wychyla się zza górującego nad nim kontrabasu. Obrzucając krótkim spojrzeniem otaczający go świat, szybko jednak wraca na swoje własne miejsce. Kontrabas daje mu bowiem niezwykłe poczucie bezpieczeństwa. I to właśnie ono rodzi w kontrabasiście pozornie niepojęty lęk.

Wie pan – czasami bierze mnie z tego powodu taki lęk, ja… ja… ja czasami boję się w ogóle wyjść z domu, taki się czuję bezpieczny. Kiedy mam wolne – ja mam dużo wolnego czasu – najchętniej zostaję w domu, ze strachu, jak by to teraz panu wytłumaczyć? To jest niepokój, upiorny ucisk, odczuwam okropny lęk przed tą pewnością, to jest klaustrofobia, psychoza uwiązania – właśnie przy kontrabasie.

Jedyną szansą kontrabasisty na wyrwanie się z klaustrofobicznego zamknięcia w obrębie kontrabasu byłby krzyk. To o wykrzyczeniu siebie w skrytości ducha marzy muzyk. Krzyk symbolizuje otwarcie się na świat, nawet jeśli nikt tego wykrzykiwanego krzyku nie słyszy.

Patrick Süskind opowiada o ludziach, którzy nieudolnie zmagają się z własną samoświadomością. Są samotni, zalęknieni, ogarnięci lękiem i fobiami. Obsesyjnie trzymają się własnych przyzwyczajeń, bo to one stanowią twardy fundament, dzięki któremu nie grzęzną oni w błocie codzienności. Sfrustrowani, zakompleksieni, niepewni siebie jawią się jako koncepty ludzi, a nie prawdziwi ludzie. Jednak Süskind udowadnia, że wcale, ale to wcale tak nie jest.

Jego postaci, samotne i wyobcowane, są tylko pozornie towarzyskie. Pragną Kantowskiej nietowarzyskiej towarzyskości i, wbrew swoim skłonnościom, chcą zacząć żyć „z” a nie „poza” innymi ludźmi. Równocześnie bohaterowie Süskinda pragną żyć w harmonii ze światem. A ta jest definiowana przez immanentną im alienację. Świadomość niemożności współegzystowania z innymi ludźmi wyraża się poprzez ich ucieczkę od świata, z którym zbliżenia w głębi duszy tak bardzo pragną. Ponieważ szukają swojego miejsca na granicy wspólnoty i odosobnienia, żyją w nie do końca upragnionej samotności. I w bezdennej pustce.

O samotności traktuje również jeden z moich ulubionych tekstów z tego zbioru, a mianowicie Gołąb, utwór zamykający drobny zbiorek. Bohater tego opowiadania niezwykle przypomina mi innego Süskindowskiego bohatera, pana Sommera, gdyż tak jak on pragnie tylko świętego spokoju.

Kiedy przydarzyła mu się historia z gołębiem, która z dnia na dzień zachwiała posadami jego egzystencji, Jonathan Noel był już po pięćdziesiątce, miał za sobą dobre dwadzieścia lat niezmąconych żadnymi wydarzeniami i nigdy by nie przypuszczał, że w ogóle może mu się jeszcze przydarzyć coś istotnego oprócz – w swoim czasie – śmierci. I to mu w pełni dogadzało. Nie lubił bowiem wydarzeń, a już takich, które zakłócały wewnętrzną równowagę i burzyły zewnętrzny porządek życia, wprost nienawidził.

Jednak nieoczekiwanie w życie strażnika bankowego z Charenton wkrada się niepozorny gołąb, który nijak nie chce dać się z tego życia usunąć. Gołąb przemienia się ze zwykłego opowiadania w pełną dramatyzmu groteskę. Gdy pewnego dnia przed drzwiami pokoju Jonathana pojawia się gołąb, mężczyzna nie może poradzić sobie z zaistniałą sytuacją – traci fason na widok upierzonego zwierzątka – staje się bezradny, zalękniony, a narastający strach uniemożliwia mu podjęcie rozmowy z jedyną osobą, która mogłaby go uratować od zguby – z dozorczynią.

Gołąb to studium ludzkiej samotności w świecie, ale i również studium ludzkich obsesji i ułomności. O tych ostatnich traktują również Trzy historie i jedno rozważanie – ostatnie cztery krótkie formy literackie z tego tomu. Młodziutka artystka obsesyjnie poszukująca głębi wyrazu, mistrz szachowy przegrywający pojedynek moralny i jubiler, który staje się ofiarą własnych podejrzeń. Patrick Süskind po mistrzowsku łączy dramatyzm sytuacji opisywanych przezeń ludzi z rozbrajającą ironią i zaskakującą pointą. I nawet jeśli zdarzy się jego czytelnikom zapaść na amnezję in litteris, po lekturze tego zbioru będą pewni jednego: że muszą zmienić swoje życie, tak jak tego po cichu pragną – na lepsze.
Komentarze
  • 1
    limonka 23 października 2010 | 7:34:31

    Chętnie przeczytam, bardzo lubię książki, w których muzyka odgrywa, że tak powiem główne skrzypce. Ostatnio na przykład przeczytała "hiszpańskiego smyczka" Andromedy Romano-Lax. Świetna książka, która również jest dramatem i opowiada o hiszpańskiemu wiolonczeliście, któremu przyszło żyć w czasach IIwojny światowej i rewolucji hiszpańskiej.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję