„Martha F.”
Okładka książki „Martha F.”
  • Autor: Nicolle Rosen
  • Tytuł: Martha F.
  • Język oryginału: niemiecki
  • Liczba stron: 192
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 130 x 205 mm
  • ISBN: 83-247-0079-X
  • Wydawca: Świat Książki
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki
Recenzja
Data publikacji: 20 czerwca 2008 A- A A+
Już dawno żadna czytana przeze mnie książka nie wzbudziła we mnie tak ogromnego sprzeciwu. Rosen sprawiła, że powieść mająca przynieść mi ukojenie i spokój, obudziła we mnie najsilniejsze z możliwych emocji. A wszystko przez to, że napisała powieść bardzo schematyczną, zamknęła nietuzinkową postać w wymyślonym przez siebie kanonie, ‘spłaszczyła’ ją i całkowicie zabiła jej wielowymiarowość.

Nicolle Rosen w usta Marthy Freud włożyła takie oto słowa: Myślę o sobie i wszystkich kobietach. O tym, z jaką łatwością stają się służącymi tych, których kochają. Czy to jest miłość? Ten dar z siebie samej, to dobrowolne poddaństwo?. Te zdania to klucz do zrozumienia całej powieści; książki, której główną bohaterką jest zniszczona przez męża kobieta, prawdziwa męczennica; poddana, która uzyskuje wolność dopiero po śmierci oprawcy.

Absolutnie nie zgadzam się z takim portretem Marthy. Na kartach książki jawi się ona jako istota niezwykle uległa, bezradna, niesamodzielna. Niezaprzeczalne jest to, że faktycznie wychowanie w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej, a później silny charakter męża i XIX-wieczne pojmowanie miejsca kobiety w hierarchii społecznej uniemożliwiały jej jakąkolwiek emancypację i niezależność. Niemniej jednak nie wykluczały sporej dozy niezależności, indywidualizmu, możliwości prowadzenia życie ukierunkowanego również na własne potrzeby. Martha F. Nicolle Rosen zdaje się być zaszczutym dzieckiem, niedopuszczonym do świata psychoanalitycznych zabawek męża czy to z powodu obecności jej siostry Minny, czy w późniejszym czasie, ich córki – Anny. I tu pojawia się pierwsza nieścisłość – Martha znała teksty Zygmunta. W listach z praktyki u prof. Charcota relacjonował jej tamtejsze badania nad nerwicami histerycznymi i nad zastosowaniem hipnozy. To wciąganie żony w swoje pasje miało też miejsce poza murami paryskiego szpitala Salpêtrière. Biografie Freuda wskazują, że interesowała się nie tylko jego pismami w czasie kiedy rozpoczynał własną praktykę lekarską, ale także wtedy kiedy ogłosił Interpretację marzeń sennych i Psychopatologię życia codziennego - teksty, które przyniosły mu absolutne potępienie. Podobna nieścisłość dotyczy wyjazdów wakacyjnych. Owszem, większość czasu Martha spędzała w Semmeringu, czy później w Bawarii razem z dziećmi. Jednak brała też udział w jego zagranicznych wojażach, a także w spotkaniach z innymi psychoanalitykami, np. z Jungiem.

Już choćby te dwa przykłady dowodzą, że Marthy F. nie można utożsamiać z Marthą Freud. W mojej ocenie dowodzą też tego, jak daleko Rosen posunęła się w opisywaniu nie tyle rzetelnej postaci, co własnej fantasmagorii. Nie posądzam ją o złe chęci. Myślę jednak, że jej podejście do sylwetki Marthy było w dużej mierze zdeterminowane przez współczesny obraz kobiety w kulturze europejskiej, tak odmienny od obrazu sprzed zaledwie 100 lat. Dziś łatwo nam wyrzucać tamtym kobietom bierność, apatię, uległość. Jednak w tamtych czasach pewne zachowania uważano za oczywistość, pewien naturalny model postępowania. I dlatego ten model nie powinien stanowić głównego tematu biografii, a jedynie kontekst, w obrębie którego rozwijała się historia życia panny Bernays. A cierpienia Marthy nie uważam za cierpienie wywołane przez samego Zygmunta, a co najwyżej przez konwenanse czasów, w których żyła. Nie znaczy to jednak, iż uważam go za postać kryształową. Cieniem na jego historii kładzie się chociażby pozostawienie czterech sióstr w nazistowskiej Austrii i skazanie ich na śmierć w obozach koncentracyjnych.

Podsumowując, fakty zamieszczone w powieści są skąpe i obudowane w taki sposób, że tak naprawdę dalej nie dają odpowiedzi na pytanie: jaka była Martha? Dla laików książka może być ciekawą lekturą na zimowy wieczór. Jednak dla osób interesujących się rodziną Freudów, nie może pozostać niczym więcej jak absolutną literacką fikcją.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję