„Raki pustelniki”
Okładka książki „Raki pustelniki”
  • Autor: Anne B. Ragde
  • Tytuł: Raki pustelniki
  • Tytuł oryginału: Eremittkrepsene
  • Język oryginału: norweski
  • Przekład: Ewa M. Bilińska
  • Liczba stron: 296
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-62122-20-2
  • Seria: Kontynenty
  • Wydawca: Smak Słowa, Agencja Wydawnicza
  • Miejsce wydania: Sopot
  • Logo wydawnictwa: Smak Słowa, Agencja Wydawnicza
  • Logo serii: Kontynenty
Recenzja
Data publikacji: 13 października 2011 A- A A+
Eremittkrepsene. Raki pustelniki. Skorupiaki, które pełzają po świecie z kradzionymi domami na grzbietach. Można spotkać je na płyciźnie w Øysand nad zatoką Gaulosen, uciekające przy odpływie. Nic dziwnego, że boją się o siebie. Urodziły się całkiem bez ochrony. To pewnie dlatego są takie bezczelne. Bracia Neshov też bezczelnieją. Po śmierci matki próbują dojść do ładu ze swoim życiem. Świat, jaki dotąd znali, rozpadł się na miliony kawałków. Są bezbronni i, podobnie jak raki pustelniki, zatracają się w chaosie.

Raki pustelniki to bezpośrednia kontynuacja Ziemi kłamstw, pierwszego tomu znakomitej trylogii jednej z najciekawszych norweskich pisarek. Wszystkich bohaterów obserwujemy dosłownie w chwilę po burzliwych wydarzeniach, jakie rozegrały się w Boże Narodzenie w rodzinnym gospodarstwie Neshovów w Byneset niedaleko Trondheim. Na kilka dni przed Sylwestrem Torunn wraca do Oslo, a Erlend i Krumme lecą do Kopenhagi. Tor pozostaje w domu sam, mając na głowie nie tylko gospodarstwo, ale i zdziecinniałego ojca. Jest zmęczony, zły i rozgoryczony, bo teraz musi zajmować się wszystkim tym, czym do tej pory zajmowała się stara matka. Rozpalaniem pieca o poranku, przygotowywaniem posiłków, wypełnianiem rachunków. Tor, całe życie uzależniony od Anny, spośród wszystkich braci najbardziej przeżywa śmierć matki. To dlatego chciałby zaszyć się w chlewie wśród ukochanych świń, aby w dzięki ciepłu ich ciał spróbować jakoś ukoić ból po jej stracie. On, w przeciwieństwie do Margida, Erlenda i Torunn nie może nigdzie uciec, bo gospodarstwo w Byneset jest jego jedynym domem. Pozostali jednak z ulgą opuszczają okolice Trondheim. Także Margido, który mieszka niedaleko. Wszyscy chcą jak najszybciej powrócić do swoich zajęć i obowiązków, bo skoro nie da się wymazać z pamięci tego, co się stało, można chociaż postarać się o tym choć trochę zapomnieć.

Erlend, najmłodszy spośród braci Neshov, jest zarazem tym, który jako pierwszy rzuca się do ucieczki. Od nowo poznanej rodziny, od gospodarstwa, od problemów. Te ostatnie, kiedy może, przyprósza kolorowym konfetti, aby były mniej przerażające. Smutek zaś pokrywa wielobarwnym materiałem, który drapuje nań tak, aby kształtem przypominał radość i beztroskę. Erlend jest przerażony nie tyle śmiercią matki i tym, czego dowiedział się o własnej rodzinie, ale przede wszystkim więziami, jakie przez te kilka dni zrodziły się pomiędzy nim i jego braćmi oraz bratanicą. Rodzina od lat nie utrzymywała ze sobą żadnego kontaktu i nie odczuwała z tego powodu jakiegokolwiek smutku. Tymczasem teraz każdy z jej członków w mniejszym lub większym stopniu potrzebuje obecności tych, z którymi łączą go więzy krwi.

Jednak czy więź między ludźmi, którzy tak naprawdę ledwo się znają, może być silna? A może to tylko pozory, pewne wyobrażenie, po prostu ułuda? Kolejna maska, jaką przybiera dysfunkcyjna rodzina, aby móc sprawiać wrażenie normalnej i kochającej się? Wydaje się, że nie; że śmierć Anny okazała się przełomem, który zmusił pozostałych przy życiu Neshovów do renegocjowania wcześniej przyjętych ról. Bohaterowie dopiero teraz odkrywają to, kim naprawdę są, bo ich dotychczasowe role okazały się niczym więcej jak tymczasowymi osobowościami – pewnymi wyobrażeniami stworzonymi na użytek określonego kontekstu, w którym przyszło im się urodzić, wychowywać, żyć. Ucząc się samych siebie, uczą się także tego, czym jest dla siebie rodzina. Dopiero teraz, zaangażowani w budowanie relacji, zaczynają się dowiadywać, czy jest ona bardziej podporą czy obciążeniem. Czy należy w niej trwać bez względu na okoliczności, czy faktycznie można bez niej swobodnie żyć. Co ciekawe, wnioski, do których dochodzą poszczególni bohaterowie, są zupełnie odmienne. Anne B. Ragde pozwala Neshovom stworzyć na kartach swojej książki wiele definicji rodziny. Która z nich okaże się tą właściwą, pokaże czas.

Najciekawsza przemiana dokonuje się w córce Tora, trzydziestosiedmioletniej Torunn. Dziewczyna czuje się odpowiedzialna za ojca, a to poczucie nie pozwala jej budować swojego życia w oderwaniu od jego potrzeb i problemów. Tym bardziej, że ma świadomość, że widzi on w niej swoją dziedziczkę. Mężczyzna chciałby, aby przejęła po nim gospodarstwo i zajęła się nim wtedy, kiedy on już nie będzie w stanie pracować przy ukochanych świniach. Tor zrzuca na Torunn ogromną odpowiedzialność, jakby zapominając o tym, że pojawił się w życiu kobiety dopiero przed paroma tygodniami. Czy po tym, jak przed laty porzucił ją i jej matkę, ma prawo wymagać od niej tak wiele? I czy w ogóle Torunn ma ochotę na zamienienie swojego życia zwierzęcego behawiorysty na dolę norweskiego hodowcy świń? Dziewczyna pełna jest rozterek. Rozważa wszystkie za i przeciw, jednak przede wszystkim wsłuchuje się w swoje serce. Jednak Tor jej wahanie odbiera jako policzek. Każdy kolejny dzień jej niezdecydowania odbiera mu chęć do pracy w gospodarstwie. Po co o nie dbać, skoro i tak ma iść na zatracenie? Napięcie pomiędzy ojcem i córką wzrasta.

Napięcie wzrasta także pomiędzy Torem i mieszkającym z nim ojcem. Tormod Neshov dotkliwie odczuwa na sobie wszystkie reperkusje grudniowych wydarzeń. Tor zdaje się zapominać, że ma do czynienia z osiemdziesięcioletnim starcem, który wymaga opieki. Więcej czułości ma dla swoich macior. Tormod jest dla niego jedynie workiem do bicia. I wcale się z tym nie kryje. To dlatego w sukurs staremu mężczyźnie przychodzi Marit Bonseth – wynajęta gospodyni, będącą najciekawszą i najbardziej wyrazistą z drugoplanowych postaci. Kobieta dba nie tylko o dom, ale i o przywracanie Tormodowi odebranej mu godności. Uczłowiecza odczłowieczonego starca.

Raki pustelniki to piękna, ale też podobnie jak Ziemia kłamstw, niezwykle smutna książka. I co ważne, znów o szokującym finale. Anne B. Ragde obraca w perzynę małą stabilizację, którą w niewysłowionych trudach osiągnęli jej bohaterowie. Co ich czeka? Odpowiedź już niebawem, w ostatnim tomie trylogii pt. Na pastwiska zielone.
Komentarze
  • 1
    hiliko 17 października 2011 | 20:22:45

    Ja tak poza tematem, bo dopiero teraz zauważyłam, ze chyba słuchamy podobnej muzyki, mianowicie punk rocka ;) Pozwolisz, że Cię spytam o ulubione zespoły? :))

    A książkę mam na półce od dawna, jeszcze nieczytana, więc nie mogę się wypowiedzieć.

  • 2
    Annie 17 października 2011 | 23:14:49

    Hiliko, takich ulubionych jest zaledwie garstka, bo już przed paroma laty nieco zmieniłam preferencje i przesunęłam się w kierunku ciężkich brzmień (zapomniawszy przy okazji zaktualizować informacje w profilu ;) Ale wśród tych, których do tej pory słucham z przyjemnością, znajdują się Dead Kennedys, TSOL, The Offspring, AFI, Bad Religion, NoFX, Pennywise, The Adolescents, Social Distrortion, Anti-Flag, Guttermouth, bardzo wczesny Green Day, Die Toten Hosen... (w sumie mogłabym tak w nieskończoność ;)

  • 3
    hiliko 18 października 2011 | 16:44:43

    Rozumiem:) O, większość z wymienionych przez Ciebie zespołów znam, a ze szczególną lubością wsłuchuję się w NoFX, Bad Religion, Anti-Flag, Pennywise, no.. ;) Za Green Day'em nie przepadam, kiedyś znajoma próbowała mnie "w niego wciągnąć", ale jej się nie udało :)
    Z punka jeszcze słucham Sex Pistols (wręcz klasyka ;)), wczesnego The Clash (późniejszego też zresztą), The Ramones..
    Ciekawa jestem, czy słuchasz indie rocka:)

  • 4
    Annie 18 października 2011 | 23:38:07

    Indie rocka w ogóle. Brytyjskiego punka rzadko. Polskiego - prawie wcale. Jakoś od zawsze najsilniej związana byłam właśnie z tym kalifornijskim ;) A czy jest coś, co może miałabyś ochotę mi polecić? ;) Jestem otwarta na wszystko, co dobre :)

  • 5
    hiliko 19 października 2011 | 10:48:26

    Hmm, może przesłuchaj Buzzocks i The Distillers? Rancitd? The Damned? The Adicts? The Runaways? Ewentualnie Crass, ale to już raczej anarcho-punk. :)

  • 6
    hiliko 19 października 2011 | 14:35:59

    Kurcze, pisałam z innego komputera i nie mogłam dodać drugiego komentarza :/. Rancit*, wcisnęłam przez przypadek "d". I to wszystko jeszcze punk rock :)
    Natomiast z indie rocka uwielbiam Cold War Kids, Kings of Leon, Local Natives, a moim oficjalnym the best of the best jest zespół The Libertines. Oczywiście co kto lubi :)

  • 7
    Annie 20 października 2011 | 0:39:48

    Wyraziłam się nieprecyzyjnie - chodziło mi właśnie o indie rock :) Kapele z pierwszego postu znam wszystkie, z drugiego - tylko Kings of Leon. Postaram się dotrzeć do pozostałych wspomnianych przez Ciebie zespołów (zobaczymy, a nuż coś wpadnie mi w ucho :) Moc pozdrowień! :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję