„Korowód cieni”
Okładka książki „Korowód cieni”
  • Autor: Julián Ríos
  • Tytuł: Korowód cieni
  • Tytuł oryginału: Cortejo de sombras
  • Język oryginału: hiszpański
  • Przekład: Marta Szafrańska-Brandt
  • Liczba stron: 144
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 190 mm
  • ISBN: 978-83-7495-729-8
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 23 października 2010 A- A A+
Wszystko zaczęło się pewnego wrześniowego wtorku, u progu jesieni, w dniu jego przyjazdu. Z okna przedziału drugiej klasy Mortes omiótł wzrokiem peron w strugach deszczu, wyblakły napis z rozmytymi literami T i M, z którego pozostało A OGA, widoczne w oddali chmury i dachy.

A OGA.
AHOGA.
AHOGAR – z hiszpańskiego „dusić”.

Tamoga niczym boa zaciska się na szyjach swoich mieszkańców, zupełnie uniemożliwiając im oddychanie. To miejsce śmierdzi stęchlizną i zapachem starych ludzi. Nawet powietrzu brakuje tchu. Jest gęste od mgły i permanentnej mżawki. Gdyby nie było nieśmiertelne, samo zdecydowałoby się na śmierć. W Tamodze, tak jak w Macondo, śpiewają alkarawany, bo i tu, podobnie jak w Alentejo, życie pozbawione jest jakiegokolwiek sensu i nadziei. To nowe Icamole; miasto-widmo, którego ulice przemierzają jedynie korowody zmarłych, ludzi-cieni.

Korowód cieni to niezwykła powieść niezwykłego pisarza. Rozpisana na dziewięć epizodów połączonych postaciami bohaterów oraz miejscem akcji. Chociaż każdy z rozdziałów tworzy odrębną całość, czytane razem tworzą jedną, wielogłosową opowieść o miejscu, w którego pobliżu urodził się on – Julián Ríos.

Galicyjczyk, Hiszpan, obywatel świata. Prozaik, postmodernista, autor oryginalnych, wielokrotnie nagradzanych powieści eksperymentalnych. Ulubieniec Carlosa Fuentesa, porównywany do Gabriela Garcii Márqueza, napisał Korowód cieni dawno, dawno temu – w Madrycie, w latach 1966-68. Książka ujrzała światło dzienne dopiero po czterdziestu latach, w 2007 roku. Bo cenzura, bo wyjazd do Londynu, bo praca nad inną powieścią…

Mijały lata, następowały po sobie kolejne moje książki i zmieniały się miejsca zamieszkania, a maszynopis „Korowodu cieni” spoczywał na dnie kufra, czekając, aż znajdę czas, by go odkurzyć i rzucić na niego okiem. Z czasem zacząłem przypominać sobie o nim coraz rzadziej, nie bez lekkich wyrzutów sumienia. Na przykład w 1991 roku, kiedy mieszkałem w Berlinie, pomyślałem, że mógłbym zamieścić fragment w poświęconym mi dossier w pewnym czasopiśmie niemieckim, tyle że akurat wtedy nie miałem maszynopisu pod ręką. Kilka lat później, gawędząc kiedyś przy stole z jednym ze swoich amerykańskich wydawców i wspominając czasy frankizmu, napomknąłem o tej niewydanej książce, jakbym traktował ją jak zamknięty w czyśćcu grzech młodości. Niemniej przez z górą rokiem, w Paryżu, gdy rozmawiałem z wydawcą francuskim, „Korowód” wyszedł z cienia, by obudzić ogólne zainteresowanie, którego ja sam wówczas nie podzielałem.

Wydaje się, że Julián Ríos do dziś tego zainteresowania nie podziela. Uparcie dystansuje się od tej książki. Powtarza, że należy go traktować co najwyżej jako jednego z jej czytelników, a nie jej autora, ponieważ tamten Ríos jest zupełnie innym Ríosem niż ten dzisiejszy. To intryguje, bo na pozór ta powieść powinna mu być dosyć bliska – napisał ją w wieku 25 lat, próbując przeżyć na nowo i odtworzyć, w perspektywie szerszej niż regionalna, swoją własną Galicję: świat cudów dzieciństwa i młodych lat – pełen mrocznych nieraz cieni przeszłości – dla tylu emigrantów kraj tęsknoty i ułudy, który opuścili, by już nigdy do niego nie wrócić. Korowód cieni jest bowiem opowieścią o Tamodze – niewielkim miasteczku na rubieżach Hiszpanii.

Mortes jest komiwojażerem, don Elío kierownikiem stacji, a doña Milagros – właścicielką hotelu Londyn. Autobusem zawiaduje jednoręki Gómez, a Tamogą osobliwy duet: komisarz Cardona i Cándido Lozano – proboszcz. Palonazo to wioskowy głupek, Delia – stara panna, a Elías Rocha – szalony aptekarz. Dziesiątki postaci, kilkanaście historii i jedno miasteczko – Tamoga. Wszyscy w długim korowodzie tańczą swój danse macabre. Bo to, co ich łączy, to nie tylko Tamoga, ale to, że każde z nich martwe jest już za życia.

Każde z dziewięciu opowiadań kończy się śmiercią jego bohatera. Każde z nich jest znakomicie napisane. Jednak dwa są niesłychane, wprost niesamowite. Druga osoba i Rzeka bez brzegów, arcydzieła krótkiej formy. Obowiązkowe nie tylko dla iberoamerykanistów.
Komentarze
  • 1
    hiliko 24 października 2010 | 0:00:57

    Mnie również książka bardzo się podobała :) Faktycznie, wymienione przez Ciebie opowiadania były bardzo dobre. Warto zwrócić uwagę na tę książkę.
    Pozdrawiam ciepło,
    Hiliko (www.hiliko.blox.pl) :)

  • 2
    Annie 24 października 2010 | 15:35:34

    Miło mi słyszeć, że Rios ma u nas grupkę swoich fanów :) Dzięki, Hiliko, za odwiedziny! :) Pozdrawiam!

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję