„Świętokradcy”
Okładka książki „Świętokradcy”
  • Autor: William Ryan
  • Tytuł: Świętokradcy
  • Tytuł oryginału: The Holy Thief
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Grażyna Smosna
  • Liczba stron: 368
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 1
  • ISBN: 978-83-7515-082-7
  • Wydawca: Otwarte, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Otwarte, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 25 lutego 2010 A- A A+
Okładka sugeruje powieść fantastyczną. A jednak za tym mrocznym obrazem kryje się jeszcze bardziej mroczny kryminał. Intrygujący, fantastycznie napisany, na cały wieczór przykuł mnie do fotela. Jeden z lepszych, jakie ostatnio zdarzyło mi się czytać.

Moskwa, rok 1936. W starej cerkwi zostaje odnalezione ciało młodej kobiety. Ułożone na kształt krzyża, tonące we krwi, zmaltretowane. Wszystko wskazuje na to, że dziewczyna była przed śmiercią długo torturowana - jej skóra nie tylko została pocięta, ale również wielokrotnie przypalona prądem. Odcięto jej język, ucho, wyrwano gałkę oczną. Prowadzący śledztwo w prawie śmierci młodej kobiety kapitan Aleksiej Dmitrijewicz Korolew jest wstrząśnięty. Nie chce mu się wierzyć, że ktoś był w stanie popełnić tak straszliwą zbrodnię. Milicjant wszczyna dochodzenie, jednak za nic nie jest w stanie ustalić tożsamości dziewczyny. Zadbane, zaplombowane nietypowym materiałem zęby oraz znakomitej jakości ubrania sugerowałyby, że to cudzoziemka. Ale czy na pewno? Tymczasem w innej części miasta zostają odnalezione kolejne zwłoki. Zmasakrowane ciało należy do jednego z moskiewskich bandytów. Wszystkie dowody wskazują na to, że i kobieta, i mężczyzna, zginęli z rąk tego samego mordercy. Co ich jednak mogło łączyć? Według jakiego klucza zabija zabójca?

Świętokradcy to pierwszy tom z zapowiadanego cyklu powieści kryminalnych, opowiadających o śledztwach sowieckiego milicjanta z wydziału zabójstw, kapitana Aleksieja Dmitrijewicza Korolewa. To zarazem debiut literacki irlandzkiego prozaika, Williama Ryana. Zanim zaczął pisać, Ryan przez kilka lat praktykował jako adwokat w Londynie. Współpracował również z producentami filmowymi i telewizyjnymi. W 2005 roku ukończył kurs kreatywnego pisania na szkockim University of St Andrews.

Muszę przyznać, że zainteresowanie Irlandczyków historią Rosji jest zdumiewające. Ryan nie jest bowiem pierwszym irlandzkim prozaikiem, którego do sięgnięcia po pióro zainspirowały dzieje tego wielkiego mocarstwa. W ubiegłym roku Wydawnicwo Literackie oddało do rąk czytelników znakomity thriller polityczny Ronana Bennetta pt. Zugzwang, którego akcja umiejscowiona była w ostatnich latach istnienia carskiej Rosji. Tam bolszewizm dopiero się rodził. Ryan nieświadomie kontynuuje zaczętą przez Bennetta opowieść. Tłem dla opisywanych przez niego zdarzeń jest bowiem Moskwa z 1936 roku.

Bolszewicka Rosja na trzy lata przed wybuchem II wojny światowej to państwo totalitarne pod rządami Józefa Stalina. Po eliminacji przeciwników w toku czystek w partii, armii i administracji Gruzin przejął pełnię władzy dyktatorskiej, obsadzając kluczowe stanowiska swoimi poplecznikami. Oprócz I Sekretarza Generalnego KPZR, na kartach powieści Ryana pojawiają się inne kluczowe dla tamtych czasów postaci: Siemion Michaiłowicz Budionny – Marszałek Związku Radzieckiego, Gienrich Grigorjewicz Jagoda – Generalny Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego, Nikołaj Iwanowicz Jeżow – Komisarz Spraw Wewnętrznych czy Wiaczesław Michajłowicz Mołotow – przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych. Sytuacja wewnętrzna ZSRR jest dla pisarza równie ważna, jak opisywane przez niego morderstwa. Książkę otwierają więc sceny tortur młodej kobiety, serwowane przez Ryana na przemian z opisami niszczenia Jagody przez Jeżowa po przejęciu przez niego w 1936 roku władzy na stanowisku szefa NKWD. Ryan opowiada więc o wewnętrznej walce o wpływy, o postępującej kolektywizacji, masowym terrorze, powszechnym strachu i nasilającym się donosicielstwie. Opowiada o Czekistach – mieczu i tarczy Partii – z Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją, Spekulacją i Nadużyciami Władzy, o funkcjonariuszach z NKWD, Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych, oraz o przyszłych aparatczykach, młodzieży z Komsomołu, Wszechzwiązkowego Leninowskiego Komunistycznego Związku Młodzieży. Opowiada wreszcie o pięciolatkach i industrializacji Moskwy. Stolica ZSRR zmienia się na oczach Korolewa z zaniedbanego, prowincjonalnego, ale bardzo klimatycznego miasteczka w architektonicznie monumentalną metropolię na miarę nowego imperium.

Aleksiej Dmitrijewicz Korolew zdaje się zupełnie nie przystawać do tego świata. Już choćby dlatego, że jest krystalicznie uczciwy. Jego mundur jest pogryziony przez mole, płaszcz wypłowiały, a buty zniszczone. Choć jest milicjantem, w przeciwieństwie do większości swoich kolegów, nie wykorzystuje swojego stanowiska dla korzyści materialnych. A mógłby, bo jest nie tylko kapitanem, ale również najlepszym śledczym Wydziału Kryminalnego Milicji Moskiewskiej przy ul. Pietrowki 38.

42-letni Korolew ma za sobą 14 lat spędzonych w milicji, 7 – na froncie, między innymi podczas walk z Polakami. Ma 182 centymetry wzrostu, jest postawny, dobrze zbudowany. Wzbudza respekt, jednak serce tego potężnego mężczyzny nie jest tak twarde, jak jego mięśnie. Korolew w głębi duszy cierpi po stracie matki, po odejściu żony Żenii, cierpi z powodu odseparowania go od ukochanego syna, Jurija. Na dodatek nie może poradzić sobie z linią programową Partii – wbrew zaleceniom władz nadal wierzy w Boga. Biblia jest jego talizmanem, wiara stanowi dla niego oparcie. Sam przed sobą nie przyznaje się, jak bardzo religia jest ważna w jego życiu. Korolew jest uczciwy, honorowy, sumienny. Jest zbyt dobry i zbyt poczciwy, jak na czasy, w których przyszło mu żyć.

Oczywiście ten kontrast pomiędzy przerażającym systemem, a krystalicznie czystym bohaterem nie jest przypadkowy. Jednak ten klasyczny, dość sztampowy zbieg nie wypada w powieści źle. To dlatego, że jej fabuła jest dopracowana do najdrobniejszego szczegółu. Kolejne jej elementy układają się w perfekcyjnie skrojoną układankę, w której pisarz nie pozostawił niczego przypadkowi. Wszystko jest wyjaśnione i dopowiedziane. A na dodatek świetnie napisane. Tak dobrze, że już nie mogę doczekać się kolejnych tomów!



Komentarze
  • 1
    Lirael 26 lutego 2010 | 7:55:58

    Bardzo ciekawe odkrycie, nic wcześniej o tej książce nie słyszałam. Jedyne, co mnie niepokoi, to poziom makabry - opis obrażeń ofiary na początku Twojej recenzji zwiastuje dość "mocny" kryminał. Z drugiej jednak strony Twój tekst świadczy o tym, że autorowi chodzi o znacznie więcej. Trailer również zachęcający. Raz kozie śmierć, idę dziś do księgarni!:)

  • 2
    Annie 26 lutego 2010 | 23:12:29

    Lirael, książki jeszcze nie znajdziesz w księgarni - jej premiera jest przewidziana na 1 marca :) Tym niemniej, naprawdę zachęcam do lektury. Pochłonęłam ją w try miga. Owszem, opisy są makabryczne, ale jest ich stosunkowo mało, a i autor starał się nie być nadmiernie naturalistyczny i, opisując dramat ofiar, pisał tylko to, co było naprawdę konieczne ;) Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na kolejną książkę Ryana. Tak naprawdę chciałabym ją już, teraz, zaraz przeczytać ;)

  • 3
    gość 17 lutego 2013 | 22:22:58

    Hmm nie wiecie nic nt. polskich wydań 2 i 3 części. Na stronie autora one są już dostępne. Żadne polskie wydawnictwo nie zdecydowało się na kontynuowanie cyklu czy jest w fazie tłumaczenia?

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję