„Kuchnia Franceski”
Okładka książki „Kuchnia Franceski”
  • Autor: Peter Pezzelli
  • Tytuł: Kuchnia Franceski
  • Tytuł oryginału: Francesca's Kitchen
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Elżbieta Zychowicz
  • Liczba stron: 380
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 123 x 197 mm
  • ISBN: 978-83-08-04471-1
  • Wydawca: WL, Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: WL, Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 31 października 2013 A- A A+
Na fali sukcesu autobiograficznych książek opowiadających o budowaniu nowego życia w słonecznej Italii, masowo zaczęły powstawać powieści obyczajowe traktujące o codziennym życiu Włochów. O ich radościach i rozterkach, sukcesach i problemach; upiększane opisami włoskiej sztuki kulinarnej. W tych historiach centralne miejsce zawsze zajmuje kuchnia, a gotowanie stanowi kluczowy element procesu dochodzenia do najczęściej pozytywnego rozstrzygnięcia. Smaczne, własnoręcznie przyrządzane jedzenie jest lekiem na zło tego świata, a prorodzinny i niespieszny styl życia – sposobem na godne przeżycie danego człowiekowi czasu. Te proste, pełne ciepła i włoskich wtrętów historie dla wielu ludzi stały się przepisem na życie. Dla autorów zaś – przepisem na sukces. Tymczasem dla Petera Pezzelli’ego – okazją do oszukania setek czytelników.

Peter Pezzelli urodził się i dorastał w Rhode Island, w Stanach Zjednoczonych, w rodzinie o włoskich korzeniach. Swoją przygodę z literaturą rozpoczynał, pisząc artykuły do prasy lokalnej. Eksperymenty z krótszymi formami zainspirowały go do napisania powieści. Jego debiut powieściowy miał miejsce w 2004 roku. To właśnie wtedy opublikował Dom w Italii, który szybko stał się bestsellerem wśród amerykańskich czytelników. Nagły sukces sprowokował go do dalszego pisania. Kuchnia Franceski (2006) to trzecia powieść w jego dorobku literackim.

Bohaterką powieści Petera Pezzelli’ego jest Francesca Campanile. Matka trojga dzieci, babcia kilkorga wnuków, wdowa. Amerykanka o włoskich korzeniach, której życie od zawsze toczyło się wyłącznie wokół prowadzonego przez nią domu. Po tym jak jej dwie córki założyły rodziny i wyprowadziły się do innych stanów, Francesca żyje samotnie, odwiedzana jedynie od czasu do czasu przez syna. Kobieta czuje się opuszczona, zapomniana i nikomu niepotrzebna: Czuła, jak cisza panująca w domu przygniata ją ze wszystkich stron swym ciężarem, jak nie pozwala jej złapać tchu ani ruszyć się z miejsca. Miała wrażenie, że stoi w zatłoczonej windzie, do której na każdym piętrze wsiadają kolejni pasażerowie. Tylko że tutaj, w domu, nie cisnęli się wokół niej żywi ludzie, lecz wspomnienia tych, którzy kiedyś razem z nią mieszkali, i echa ich głosów. Ich radości i smutki, śmiech i łzy, chwile spokoju i zamętu wdarły się do środka i dopadły ją niczym małe dzieci witające z pracy zmęczonych rodziców. Francesca nie umie sobie znaleźć miejsca. Nic ją nie cieszy, a jej życie ogranicza się jedynie do trwania i oczekiwania na kolejne spotkania z wnukami. Jest marudna i markotna, bo wciąż oczekuje czegoś więcej. Kobieta nie chce iść w ślady swoich przyjaciółek, które wolne popołudnia spędzają w miejskiej bibliotece, surfując w Internecie, lub zapisując się na nikomu niepotrzebne kursy. Wie, że takie zajęcia nie wypełnią narastającej w niej pustki. Nieoczekiwanie Francesca wpada na pomysł zatrudnienia się jako opiekunka do dzieci. Zaczyna odpowiadać na zamieszczone w prasie ogłoszenia. W końcu trafia do domu Loretty.

Loretta Simmons ma trzydzieści kilka lat, pracę asystentki w kancelarii prawniczej Pace, Sotheby & Grant oraz dwoje dzieci, które wychowuje samotnie. Penny to jedenastoletnia buntowniczka, Will – dziewięciolatek spędzający godziny przed telewizorem. Kobiecie wiecznie brakuje czasu – na płacenie rachunków, na porządki czy wreszcie na opiekę nad dziećmi. Loretta czuje się przytłoczona obowiązkami. Czuje się też osamotniona. Nie może liczyć na żadne wsparcie, ani ze strony Davida – ojca jej dzieci – ani swojej matki. Czasami Loretta nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej życie ma konstrukcję równie niestabilną jak domek z kart. Wystarczy najlżejszy podmuch wiatru, a wszystko się wali. To dlatego kobieta postanawia zatrudnić opiekunkę do dzieci. Francesca Campanile nie jest jej pierwszym wyborem – towarzystwo budzącej respekt starszej pani, omiatającej dom Loretty pełnym krytyki spojrzeniem, budzi w dziewczynie głębokie poczucie winy. Loretta czuje, że zawiodła: jako matka, jako pani domu, a wreszcie jako kobieta. Z biegiem czasu jej zagubienie zaczyna wywoływać we Francesce matczyne uczucia. Kobieta postanawia wprowadzić ład do nieuporządkowanego życia nowo poznanej rodziny i scalić ją przy stole pełnym domowych pyszności. Aromat tradycyjnych dań zaczyna roznosić się po domu Loretty, oplatając wszystkich jego domowników i magicznie przyciągając ich do siebie nawzajem. Wspólną bohaterom samotność zastępuje poczucie przynależności, zaś dotychczasową pustkę – treść, której sens nadają miłość, życzliwość i przyjaźń. Dobre jedzenie nieoczekiwanie daje przepis na dobre życie.

Istnieje coś cudownie niewytłumaczalnego. Coś, co pewnego dnia może się zdarzyć dwojgu ludziom, którym jest przeznaczone spotkać się po długiej, bezcelowej wędrówce przez życie, w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Dzięki zrządzeniu niebios nieoczekiwanie się odnajdują i zanim jeszcze się odezwą, mają wrażenie, że już się kiedyś spotkali i tak naprawdę znają się od dawna. Uświadamiają sobie głębokie wzajemne zrozumienie, które niesie ze sobą uczucie ulgi. Ich serca zdają się pytać: „Gdzie się dotąd podziewałeś? Czekałem na ciebie od tak dawna…”.

I Francesca, i Loretta odnajdują w sobie bratnie dusze. Jednak żadna z nich nawet nie śmie przypuszczać, że to dopiero początek prawdziwych zmian, jakie nastąpią w ich życiu. U Petera Pezzelli’ego opatrzność na każdym kroku szykuje spore niespodzianki.

Akcja powieści toczy się przede wszystkim w kuchni. Wspólne gotowanie jednoczy i socjalizuje. Skłania też do zwierzeń – najważniejsze rozmowy prowadzone są przy kuchennym stole, przypadkowo znaczonym nożem podczas przygotowywania tradycyjnych włoskich dań. Jednak samej Italii jest w książce jak na lekarstwo. Włosko brzmiące imiona i nazwiska należą do bohaterów, którzy są potomkami włoskich imigrantów. Pod nazwami typowych włoskich potraw kryją się dania stanowiące kompromis pomiędzy kuchnią włoską i amerykańską. Słonecznej Italii tu nie ma, jest tylko Rhode Island. Peter Pezzelli oszukuje czytelników, obiecując podróż do miejsca, do którego wcale nie ma zamiaru ich zabrać. Dio mio!

Mimo to Kuchnia Franceski to książka, nad którą warto się pochylić. Zabawna, poruszająca, pełna ciepła, pogody ducha i niezmierzonych pokładów serdeczności. To prosta opowieść o tym, co najważniejsze – o miłości, rodzinie, przyjaźni. To także historia o tym, że życie nie kończy się, dopóki sami z niego nie zrezygnujemy. I że nigdy nie warto tego robić, bo nie wiadomo, co los trzyma dla nas w zanadrzu.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję