„Czarna księga”
Okładka książki „Czarna księga”
  • Autor: Orhan Pamuk
  • Tytuł: Czarna księga
  • Tytuł oryginału: Kara Kitap
  • Język oryginału: turecki
  • Przekład: Anna Akbike Sulimowicz
  • Liczba stron: 624
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-08-04658-6
  • Wydawca: WL, Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: WL, Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 17 października 2011 A- A A+
Bohaterka Portretu nieobecnej, niepozornej powieści Stéphane’a Jougla, z dnia na dzień zaczyna niepostrzeżenie grać rolę Madeleine, właścicielki mieszkania, które Marie jako agentka nieruchomości miała przygotować do sprzedaży. Kobieta zatraca się w swoim oszustwie, a z czasem granice pomiędzy jej życiem a życiem Madeleine zacierają się. Marie po wielokroć powtarza na kartach książki, że życie życiem Madeleine pozwala jej poznać Prawdziwe Życie. Podobnie dzieje się w najnowszej powieści Orhana Pamuka. Tu też jeden z bohaterów książki zaczyna żyć życiem drugiego. Jednak zamiast opowieści o prawdziwym życiu, turecki prozaik serwuje nam fenomenalną rozprawę na temat tożsamości. A przy tym jedną z najbardziej kontrowersyjnych powieści w swoim dorobku.

Galip i Rüya znają się niemal od dziecka. Poznali się w czasach, kiedy po stambulskich ulicach zaczynały jeździć chevrolety model 56, a przed sklepem Alâaddina ustawiały się kolejki po kawę, zaś Celâl pisał felietony do gazety „Milliyet” pod pseudonimem Selim Kaçmaz. Wychowywali się razem w kamienicy o nazwie Miasto Serc w samym sercu Nişantaşı. W oczach rodziny są małżeństwem idealnym. Sprawiają wrażenie szczęśliwych – wiodą spokojne, uporządkowane życie. Galip jest prawnikiem, Rüya zaś panią domu, która pod nieobecność męża łapczywie pochłania kryminały. Kiedy mężczyzna wraca po pracy, wieczorem małżonkowie zwykle wybierają się do kina. Jednak pewnego dnia ten porządek zostaje zachwiany. Galip odkrywa, że jego żona odeszła od niego. Co znaczy owo tajemnicze zniknięcie? Czy żona opuściła go dla innego mężczyzny? Pytania mnożą się, jednak na żadne z nich nie ma jasnej odpowiedzi. Wkrótce okazuje się, że w tym samym czasie bez wieści przepadł także brat przyrodni Rüyi, a zarazem przyjaciel Galipa – Celâl, dziennikarz największego tureckiego dziennika…

Czarna księga (1990) to powieść, w której kłębią się różne historie. Orhan Pamuk podzielił ją na dwie części, a w każdej z nich kolejne rozdziały książki przeplatają się z felietonami jednej z jej głównych postaci, Celâla Salika. Ten podział jest nieprzypadkowy – pisarz jednoznacznie określa moment, w którym w Galipie dokonuje się znacząca przemiana. Mężczyzna bowiem przybiera tożsamość znanego felietonisty. A wszystko zaczyna się dość niewinnie, kiedy Galip wpada na myśl, że udając Celâla – żyjąc jak on, nosząc jego ubrania, pisząc za niego artykuły, mieszkając w jego domu – zacznie myśleć jak Celâl, a w konsekwencji odnajdzie zaginioną Rüyę. Wierzy bowiem, że żona jest tam, gdzie jego kuzyn. Musi tylko odkryć miejsce, w którym ten ostatni postanowił ukryć się przed światem. Galip czyta więc stare felietony Celâla, szukając wskazówek. Przeszukuje jego notatki, przegląda archiwum, namiętnie pochłania zachowaną korespondencję. Na swojej drodze do prawdy bezustannie napotyka pasjonujące historie. Pamuk snuje opowieść, której bohaterowie zatracają się w opowiadaniu opowieści i opowiadaniu o opowieściach. Realizm ustępuje miejsca snom, zaś próba rozwiązania zagadki zniknięcia Rüyi – rozważaniom na temat tożsamości jednostki.

Orhan Pamuk po raz kolejny zwraca uwagę na zasadniczy dla współczesnej Turcji problem – rozpad tureckiej tożsamości, będący skutkiem hegemonii zachodniej cywilizacji. Jednak po raz pierwszy opowiada nie tylko o spustoszeniu, jakie kopiowanie Zachodu sieje w tradycji Wschodu, ale i o postępującej dewastacji tożsamości jednostki. Stambulczycy Pamuka nie umieją być sobą – tracą swój język ciała, tracą swoje myśli, a wreszcie – tracą znaczenie. Podlegają zachodnim wpływom, naśladują przedstawicieli cywilizacji Zachodu, a udając obcych, udają kogoś, kim nie są i kim nigdy będą. To dlatego Pamuk śmiało stwierdza, że najważniejszym problemem w życiu człowieka jest możność lub niemożność bycia sobą. Żaden z jego bohaterów nigdy nie zdoła być tym, kim naprawdę jest. To sprawia, że żywot ludzki naznaczony jest tragedią. Ludzie żyją, pragnąc być kimś innym, zaś u schyłku życia żałują lat, w których nie mogli być sobą.

Zaabsorbowany swoimi zmartwieniami staruszek na przystanku, czekający w kolejce na autobus, też pielęgnuje w sobie duchy „prawdziwych” osób, którymi kiedyś chciał być. Zdrowa i silna matka, w zimowy poranek zabierająca na spacer do parku swoje dziecko, by mu buzia ogorzała na słońcu, również jest ofiarą naśladowania innej zdrowej i silnej matki, spacerującej zimą z dziećmi. Widzowie, w zamyśleniu i smutku opuszczający kina, oraz nieszczęśnicy, od których roi się na zatłoczonych ulicach i w gwarnych kawiarniach, także od rana do wieczora są niepokojeni przez zjawy swych „oryginałów”, na których miejscu tak bardzo pragnęliby się znaleźć.

Jednak to naśladownictwo wcale nie wynika z zazdrości o czyjeś życie. To forma ucieczki, a ci, którzy uciekają, uciekają, bo doświadczyli, jak trudno być sobą. Wierzą, że jeśli się postarają, wyjdą ze swojej skóry, jak dłoń wysuwająca się z rękawiczki, a później wślizgną w cudzą, rozpoczynając nowe, lepsze życie. Taką formę ucieczki wybiera także Galip, dla którego podszywanie się pod Celâla szybko zaczyna znaczyć coś więcej, aniżeli kolejny etap w poszukiwaniu Rüyi.

Paralelność myśli własnych i Celâla była dla Galipa źródłem wewnętrznego spokoju takiego samego, jaki odczuwał w dzieciństwie, gdy uznał, że udało mu się idealnie upodobnić do kogoś, kogo chciał naśladować.

Mężczyznę po raz pierwszy od dawien dawna ogarniają błogość i beztroska. Naśladując Celâla, ma wrażenie, że odkrywa siebie, a możliwość bycia sobą daje mu niesamowite uczucie spełnienia. Czuje się jak podróżnik wracający do domu po wieloletniej, pełnej przygód wędrówce. Jednak inni bohaterowie powieści nie mają takiego szczęścia. Błąkają się po stambulskich ulicach, błagając o nadanie im znaczenia. Zresztą podobne prośby wysuwają także przedmioty nieożywione. One też utraciły tożsamość. Ot, choćby opustoszałe minarety, z których już rzadko kiedy muezini wzywają na modlitwy.

Budowla, podobnie jak kamienie, z których ją wzniesiono, była olbrzymim, zamkniętym, samowystarczalnym tworem. Nie przyzywała człowieka do siebie, nie kierowała go w inne miejsca. Nic niczego nie oznaczało, a zarazem wszystko mogło być znakiem. W pewnym momencie wydało mu się, że dostrzega błękitne światło, jednocześnie usłyszał coś jakby pospieszny trzepot gołębich skrzydeł, ale niemal natychmiast wszystko powróciło do poprzedniego stanu ciszy i bezruchu w oczekiwaniu na nowe znaczenie. Pomyślał, że sprzęty i kamienie są tu bardziej nagie, niż trzeba. Jakby wołały: „Nadaj nam znaczenie!”.

Teza, którą stawia Pamuk brzmi następująco: wszystko w Turcji jest naśladownictwem, zaś symbolem zeuropeizowania – Stambuł, od wieków traktowany przez prawicowych fundamentalistów jako przedsionek do zachodniego piekła. To właśnie tu upadek bierze swój początek. To miasto jest kamieniem probierczym – postawić w nim stopę, a co dopiero żyć w nim, to jakby się poddać, to klęska. Owo potworne miasto pełne jest teraz odrażających obrazów, które na początku mogliśmy oglądać jedynie w mrocznych kinach. Rzesze ludzi pozbawionych nadziei, stare samochody, powoli zapadające się mosty, stosy puszek, podziurawiony asfalt jezdni, olbrzymie litery pozbawione znaczenia, nieczytelne plakaty, nie przekazujące już żadnych sensownych informacji połamane tablice, rozmazane napisy na murach, reklamy papierosów i alkoholu, minarety, z których nikt nie wzywa na modlitwę, stosy kamieni, kurz, błoto i tym podobne. Po tej ruinie nie można się spodziewać niczego dobrego.

Dobitne? A i owszem. Nic więc dziwnego, że w samej Turcji Czarna księga stała się jednocześnie księgarskim bestsellerem i obiektem potępienia ze względu na swoją niejednoznaczną wymowę polityczną. Nie wiadomo, czy Pamuk upomina, czy drwi. Szyderstwo miesza się tu z konstruktywną krytyką, wprawiając w konfuzję. Zresztą podobnie jak i postmodernistyczna forma książki, w której nawet słowa nie są samymi sobą, a jedynie znakami, które dopiero dobrze odczytane mogą doprowadzić do prawdy. Powieść Pamuka intryguje także dlatego, że bierze swój tytuł od wspomnianej w jednej z opowieści czarnej książki, żartobliwie umieszczonej na obrazie przez pewnego malarza w ręku ślepego żebraka. Namalowana księga dzieliła się w zawieszonym naprzeciwko malowidła lustrze na dwie części i stawała księgą o podwójnym znaczeniu, opowiadającą dwie historie, lecz gdy spojrzało się na obraz, widać było, że zawsze była jednym tomem, a tajemnica znikała w jej wnętrzu. Podobną tajemnicę kryje w sobie Czarna księga Pamuka. Najnowsza książka Stambulczyka to stroboskop. To odsłania prawdę, to ewokuje hüzün. A przecież ten ostatni nie daje jasnego widzenia świata, raczej zasłania rzeczywistość, ułatwiając życie. Jasność, ciemność, jasność, ciemność... Fenomenalna proza!
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję