„Niewidoczni Akademicy”
Okładka książki „Niewidoczni Akademicy”
  • Autor: Terry Pratchett
  • Tytuł: Niewidoczni Akademicy
  • Tytuł oryginału: Unseen Academicals
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Piotr W. Cholewa
  • Liczba stron: 400
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 142 x 202 mm
  • ISBN: 978-83-7648-377-1
  • Seria: Świat Dysku
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 8 czerwca 2010 A- A A+
Trzy rodzaje serów na desce serów to o kilkadziesiąt rodzajów serów za mało. Tymczasem jeśli magowie natychmiast CZEGOŚ nie zrobią, mogą nawet nie mieć i tych marnych trzech gatunków. Na skutek zaniedbania/niedopatrzenia (niepotrzebne skreślić) związanego z treścią testamentu jednego z byłych nadrektorów Niewidocznego Uniwersytetu, fundusz powierniczy „spiczastych” jest zagrożony. A to właśnie on pokrywa dobrze ponad 80 procent kosztów wyżywienia magów! Profesorskie żołądki kurczą się ze strachu z minuty na minutę. Bez wykwintnych dań, pysznych zapiekanek i popołudniowych herbatek życie magów pozbawione będzie jakiegokolwiek sensu. Niby jest sposób, aby zachować fundusz. Niewidoczny Uniwersytet musiałby wystawić własną drużynę i zagrać mecz piłki nożnej. Jakby tego było mało, Lord Ventinari, lokalny tyran, sugeruje, że Uniwersytet powinien zainteresować się futbolem z jeszcze jednego powodu. W końcu kto, jeśli nie magowie, może przywrócić Ankh-Morpork popularną niegdyś tradycję cywilizowanej gry w piłkę nożną? Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy – niezależnie od wieku i statusu społecznego – przepadają za futbolem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…

- A co z ubraniami, panie Stibbons? Zakładam, że jakieś będą.
-Temperatura w dawnych czasach była nieco wyższa. Zapewniam, że nikt nie będzie się upierał przy nagości. (…) W chwili obecnej drużyny noszą stare koszulki i krótkie spodnie.
- Jak krótkie? – spytał kierownik studiów nieokreślonych z niepokojem w głosie.
- Mniej więcej do kolan. Czy to jakiś kłopot?
- Owszem, tak. Kolana winny być zakryte. Powszechnie znany jest fakt, że jedno spojrzenie na męskie kolano może doprowadzić kobiety do szału lubieżności.


Dlatego, drogie panie, zasłońcie oczy! Lekko bezładnie, odrobinę niesprawnie, wbiegają na boisko!

Z numerem pierwszym, strażnik gola – profesor Horace Worblehat, znany bliżej jako Bibliotekarz Niewidocznego Uniwersytetu. Z numerem drugim, czarny koń drużyny. Gorąca krew i ognisty temperament. Panie i panowie, oto „Benguito” z Genui. Profesor Bengo Macarona – napastnik. Z numerem trzecim najszybszy piłkarz świata. Charakteryzuje go nie tylko niesłychana prędkość, ale również niespiczasty kapelusz, nonszalancko nałożony na głowę. Profesor nadzwyczajny okrutnej i niezwykłej geografii – Rincewind oraz jego Bagaż. Czwarty zawodnik drużyny to legenda. Legendarny syn legendarnego ojca. Nikt inny nie potrafi tak jak on podbijać puszki. Oto Trevor Likely, potomek genialnego Dave’a! Z numerem piątym rozstawiony jest profesor Hix, szef katedry komunikacji post mortem. A za nim uniwersytecki pedel, pan Nobbs (żadnego pokrewieństwa!), Myślak Stibbons, jedyny słuszny nadrektor Mustrum Ridcully, oraz taktyk zespołu Niewidocznych Akademików – świeżutki nabytek wprost z mrocznych lasów Überwaldu – pan Nutt. Goblin.

Dziś wieczorem, panowie, zobaczymy tu piłkę nożną, a jeśli na czas się nie uchylicie, panowie, możecie nawet ją połknąć. (…) Przedstawiam wam pierwszą drużynę Niewidocznego Uniwersytetu. Oto Niewidoczni Akademicy!

Niewidoczni Akademicy to trzydziesta druga książka serii (bądź trzydziesta siódma, jeśli liczyć wszystkie powieści, których akcja osadzona jest w Świecie Dysku). Terry Pratchett opublikował ją w 2009 roku, w dwa lata po tym, jak ukazał się Świat finansjery. Czytelnicy czekali więc na nią stosunkowo długo. Tym niemniej, warto było. Niewidoczni Akademicy to jedna z najlepszych powieści cyklu. A poza tym… niezwykle na czasie. W końcu już za trzy dni rusza mundial w RPA.

Niewidoczni Akademicy to powieść przede wszystkim o futbolu. Piłkarskie szaleństwo opanowało Ankh-Morpork. Jednak próżno szukać podobieństw między znaną nam piłką nożną, a tym, co za grę w piłkę uznaje się w Świecie Dysku. Tu w piłkę gra Ścisk. Ścisk faluje. Ścisk śpiewa. Ścisk się szamocze. Zwłaszcza wtedy, gdy w jego kierunku leci coś, co piłkę powinno przypominać.

Terry Pratchett niezwykle ironicznie, ale i z niezwykłą życzliwością opisuje kibiców piłki nożnej. Opowiada o poczuciu jedności, jakie zawiązuje się między nimi podczas meczu ich ukochanej drużyny, o animozjach między klubami, o stadionowych pieśniach czy zwyczajach. W Ankh-Morpork piłkę nożną kochają wszyscy – mężczyźni, kobiety, trolle, krasnoludy, a nawet ork. Chociaż kobiety mają coraz mniej czasu na futbol. Wolne chwile między gotowaniem a sprzątaniem spędzają na przeglądaniu „BąBelków” i śledzeniu najnowszych trendów z raczkującego rynku haute couture. Kransoludy bowiem z impetem wchodzą w świat mody. Chcą nim zawładnąć, a ich sekretną bronią ma być mikrokolczuga. Satyra na projektantów damskich fatałaszków Pratchettowi świetnie się udaje. Niejeden prawdziwy projektant mógłby poczuć się urażony.

Niewidoczni Akademicy to także znakomita parodia Romea i Julii. Powieść opowiada bowiem o miłości zakazanej. Ona – fanka Sióstr Dolly. On – jeden z Ćmoków. Kibiców dwóch zwalczających się drużyn zaczyna łączyć wielkie uczucie. Czy ich miłość przetrwa? A może Juliet i Trev podzielą smutne losy werońskich kochanków?

Jednak Juliet i Trev to nie jedyna para, którą poznajemy na kartach tej książki. Miłość unosi się w powietrzu, a romanse kwitną. W skowronkach jest i Glenda, i pan Nutt, a nawet i… lord Vetinari. Swoją drogą, ta powieść pełna jest fantastycznych bohaterów. Sporo tu bowiem postaci znanych i lubianych. Choć na chwilę pojawiają się na kartach książki William de Worde, Vimes, Angua, lady Margolotta z Überwaldu czy dolny król Rhys. Gdzieś między wersami przemyka nawet Moist von Lipwig. Właściwie nie wiadomo, na kim zawiesić wzrok. Choć bez cienia wątpliwości na największą uwagę zasługuje pan Nutt. Znakomicie skrojona, niezwykle pogłębiona psychologicznie postać (warto przyjrzeć się też sylwetce Pepe\'go, jedynego w swoim rodzaju prawie-krasnoluda).

Niewidoczni Akademicy to satyra na piłkę nożną, na modę, na miłość. To traktat o rasizmie, a także pastisz na niezdrową rywalizację między uniwersytetami. Na koniec zostawiłam bowiem najsmaczniejszy kąsek – spór między Ridcullym a niegdysiejszym dziekanem. Czytając dyskusje między nimi, można się setnie ubawić! Choć tak naprawdę Niewidoczni Akademicy to 400 (!) stron fantastycznej prozy. Terry Pratchett ofiarował swoim czytelnikom najlepszy możliwy prezent. Naprawdę warto było tyle czekać na tę powieść. Choć, pomimo, że długa, chciałoby się by trwała jeszcze, i jeszcze, i jeszcze… ;)
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję