„Bez mojej zgody”
Okładka książki „Bez mojej zgody”
  • Autor: Jodi Picoult
  • Tytuł: Bez mojej zgody
  • Tytuł oryginału: My Sister’s Keeper
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Michał Juszkiewicz
  • Liczba stron: 528
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-7648-166-1
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 24 września 2009 A- A A+
Anna Fitzgerald, bohaterka Bez mojej zgody Jodi Picoult ma dopiero trzynaście lat. I choć jest zdrowa, ma już za sobą kilkadziesiąt operacji i zabiegów medycznych. Jest dawcą allogenicznym – spokrewnionym i idealnie zgodnym – dla swojej starszej o trzy lata siostry Kate, chorej na ostrą białaczkę promielocytową. Jednak nie jest dawcą z wyboru. Jest dawcą urodzonym na zamówienie. Magazynem części zamiennych dla umierającej siostry.

Anna, a właściwie Andromeda, to trzecie dziecko w rodzinie Fitzgeraldów. I choć bardzo wyczekiwane, zupełnie niewymarzone. Dziewczynka, najmłodsza z trojga dzieci Sary i Briana, jako jedyna urodziła się w wyniku zapłodnienia in-vitro. Zrodziła ze starannie wyselekcjonowanego zarodka. Tylko pełna zgodność tkanek Anny z tkankami Kate mogła bowiem zapewnić chorej na białaczkę dziewczynce jakąkolwiek szansę na przeżycie. Tylko przy pełnej zgodności młodsza córka Fitzgeraldów mogłaby oddawać starszej krew i szpik kostny. Anna, przez całe życie postrzegana wyłącznie przez pryzmat siostry i tego, co dla niej robi, zdaje się akceptować swoją życiową rolę. Do czasu, kiedy matka informuje ją, że, aby uratować Kate, musi oddać jej nerkę. Anna nie zgadza się z arbitralną decyzją Sary. Chce móc sama decydować o sobie. Wreszcie dziewczynka dojrzewa do podjęcia decyzji, która wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi, będzie dla ukochanej siostry wyrokiem śmierci, lecz dla niej samej – kluczem do wolności.

Radość i beztroska tchnące z filmowej okładki Bez mojej zgody zupełnie nie przystają do ekstremalnie trudnej tematyki książki. Ta wydana w 2004 roku powieść, jest zdecydowanie najmocniejszą, ale i najlepszą powieścią, jaka wyszła spod pióra tej amerykańskiej autorki. Jodi Picoult stawia w niej swoich czytelników przed takim dylematem, o którym na pewno nie śniło się żadnym etykom i filozofom. Pyta bowiem, czy można poświęcać życie jednego ze swoich dzieci, aby ratować drugie? Treść tego krótkiego pytania jest tak surrealistyczna, że aż nie do ogarnięcia. A jednak z takim dylematem każdego dnia zmierzają się bohaterowie powieści Jodi Picoult. Żyją z śmiercią przy kuchennym stole. Od nawrotu do nawrotu. Bezustannie walcząc z wciąż powracającą chorobą. Zwłaszcza Sara, dla której sensem życia jest wyrwanie Kate z objęć białaczki. Zarzuca swoją praktykę adwokacką, aby o każdej porze dnia i nocy zajmować się chorym dzieckiem. Zdaje się nie zwracać najmniejszej uwagi na Jesse’a i Annę. Nie wie, co czują. Nie wie, jakie mają problemy. Swoją niezgodę na śmierć Kate przekuwa w aktywne działanie: w bieganinę od lekarza do lekarza, w studiowanie nowinek na rynku medycznym czy w poznawanie nowych sposobów na walkę z rakiem. Tymczasem Brian, z zawodu strażak, kryje się w swojej remizie. Choć ma wieloletnią praktykę w walce z ogniem, nie umie ugasić pożaru, który trawi jego własny dom. Mężczyzna dostrzega dramat Anny i rozumie kierujące nią motywy, jednak nie umie przeciwstawić się Sarze i powiedzieć jej wprost, że córka w swoich żądaniach ma rację.

Anna czuje się osamotniona, niezauważana, niekochana. Choć Kate jest jej siostrą i zarazem najbliższą przyjaciółką, skrycie zastanawia się, jakby wyglądało życie bez niej. Czy wtedy Anna miałaby „normalny” dom? Szczęśliwych rodziców? Niedzielne wyjazdy za miasto? Być może. W rzeczywistości jednak dorasta, czując, jakby wbrew temu, co pokazuje lustro, jakby jej nigdy nie było. Istnieje tylko jako dodatek do Kate. To właśnie dlatego kieruje swoje kroki do adwokata, Campbella Alexandra:

Nie chcę skarżyć Boga, tylko moich rodziców – wyjaśniam. – Chcę wytoczyć im proces o odzyskanie prawa do decydowania o własnym ciele. Bez względu na konsekwencje. Chce wreszcie poczuć się człowiekiem, a nie być traktowana jak całodobowa stacja krwiodawstwa.

Jodi Picoult opowiada swoją historię za pośrednictwem wielu bohaterów. Dzięki temu pozwala czytelnikowi poznać nie tylko perspektywę Anny, ale również uczucia, obawy, motywy postępowania Briana, Campbella czy Sary. Każda z postaci ma zupełnie inne spojrzenie na zaistniałą sytuację. Każda też w zupełnie różny sposób sobie z nią radzi. Pisarka nie sprzyja żadnemu z bohaterów. Żadnemu z nich nie przyznaje racji. Nie ocenia, nie wydaje sądów. Opowiada za to o wielu odcieniach miłości, której siłę nadwątlają niezwykle trudne pytania o prawo do wyboru i prawo do wolności.

Bez mojej zgody to wstrząsająca historia zamknięta w doskonałej powieści. Zdecydowanie warta polecenia. Również w swojej filmowej wersji. 21 sierpnia na ekrany polskich kin weszła jej ekranizacja w reżyserii Nicka Cassavetesa, w której w rolach głównych zagrali Cameron Diaz i Alec Baldwin. Jak zawsze, bezbłędnie.
Komentarze
  • 1
    Inblanco 25 września 2009 | 11:45:06

    Ja też byłam pod wielkim wrażeniem tej książki, ale moim zdaniem koniec jest kompletną porażką. I nie chodzi mi tutaj o dramatyzm sytuacji (bo beczałam czytając) ale o to, że w ten sposób autorka nie doprowadziła problemu do końca. Uciekła przed jednoznaczną deklaracją i jej konsekwencjami. Zajęła sie trudnym tematem, postawiła na kontorwersyjne wybory swoich postaci i nagle: bach! (nie chcę spojlerwać i ciężko mi się pisze tymi ogolnikami;) bo...

    S
    P
    o
    J
    L
    E
    R


    problem rozwiązał się poza bohaterami. A własnie cały czas chodziło o to, co oni myślą i jakie działania w związku z tym podejmują. Czy się odważą? Czy nie stchórzą? Jak będą dalej żyć z tym cieżarem? Mnóstwo pytań, a Picoult po prostu stchórzyła, moim zdaniem, bo nie dała na nie odpowiedzi.

  • 2
    Annie 26 września 2009 | 17:57:53

    Oj, Inblanco, nie tylko Ty beczałaś. Mi tak samo łzy leciały z oczu, ale właśnie na tej nierozwiązującej niczego końcówce. Owszem, Picoult uciekła od jednoznacznej odpowiedzi na stawiane przez siebie pytanie, ale czy z drugiej strony oczekiwaliśmy od niej tej odpowiedzi? Myślę, że jej celem było tylko i wyłącznie zwrócenie uwagi, że w życiu również i taka sytuacja może mieć miejsce ;) Co zaś się tyczy zakończenia - dla mnie było szalenie zaskakujące. Jakoś przez myśl mi nie przeszło, że to wszystko mogłoby się zamknąć w taki przewrotny sposób. Chyba zbytnio podczas lektury przyklasnęłam determinacji Anny, godząc się na śmierć Kate, jako na coś nieuchronnego ;)

  • 3
    Inblanco 27 września 2009 | 19:41:42

    Ale widzisz, to autorka prowadzeniem fabuły zobowiązała się właśnie do jednoznaczego rozstrzygnięcia. To ona postawiła przed bohaterami tylko dwa możliwe rozwiązania: zgoda lub jej brak. Cała ksiązka to opis reakcji na "możliwą" odmowę Anny i jest wstrząsająca, ale Picoult w rezultacie robi uniki, bo tak naprawde poznajemy tylko rozwój wypadków, prowadzących do wciąż jedynie hipotetycznego dramatu; to jakby opis wydarzeń "przed", choć, tak jak mówie mocno poruszający.

    Ale co by się stało, gdyby główna bohaterka wygrała? I jej wybór okazałby się wyrokiem śmierci dla ukochanej siostry? Czy to nadal byłaby kwestia wolności? Możliwości decydowania o sobie? Jak patrzyłaby rodzinie w oczy? Czy matka nadal by ja kochała? Najprostsze pytania, które Picoult sprowokowała sama, umiejętnie zamieniając je na te, z rodzaju najtrudniejszych. I za to lubię tę książkę.
    A z drugiej strony nie lubię, bo czuję, że autorka nami manipulowała. Przecież gdyby Anna zwyciężyła i czytelnik zobaczyłby konsekwencje jej walki, książka miałby kompletnie inną wymowę.
    Bo koniec końców, okazałoby się, że w imię wolności Anna poświęciła życie siostry... - gdzie tutaj wątpliwości? Wolność lub życie? To raczej proste.
    I moim zdaniem właśnie przed tym uciekła Picoult i to z podkulonym ogonem.


    Pozdrawiam:)

  • 4
    Annie 28 września 2009 | 0:06:59

    W tym sensie nie mogę nie przyznać Ci racji. Mój brak wymagań wobec Picoult pewnie wiąże się z tym, że nawet jeśli pisarze wmanewrują się tak jak ona, dla mnie liczy się sam fakt postawienia przez nich pewnych pytań, nie zaś to, czy sami udzielą na nie odpowiedzi ;) Na pewno gdyby Anna poświęciła życie Kate książka miałaby zupełnie inny wymiar. Choć pisarka i tak złagodziła jej stanowisko, ukazując, że to tak naprawdę Kate stała za wysuniętą przez Annę prośbą o usamodzielnienie.

    Choć, jeśli mam być szczera, mam wrażenie, że Jodi Picoult miała jednoznaczne stanowisko w tej sprawie, ale brakło jej odwagi, żeby o tym napisać. Zważywszy na jej osobistą walkę z chorobą dziecka, sądzę, że w swojej determinacji byłaby taka sama jak Sara. Ciekawi mnie, jak wiele w tej powieści, było autobiograficznego wątku. Ale tego pewnie nigdy się nie dowiemy ;)

    Moc pozdrowień!

  • 5
    mary 4 października 2009 | 15:19:54

    ojeje.. ale dyskusja. To ja muszę ją przeczytać!!!

  • 6
    Annie 5 października 2009 | 19:59:09

    Koniecznie, Mary! :) Polecam!

  • 7
    clairliliene 13 marca 2013 | 22:27:10

    kto jest autorem tej recenzji? :)

  • 8
    Annie 14 marca 2013 | 9:19:18

    Autorką wszystkich recenzji jest jedna osoba - http://www.dziennik-literacki.pl/oautorce/ :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję