„W imię miłości”
Okładka książki „W imię miłości”
  • Autor: Jodi Picoult
  • Tytuł: W imię miłości
  • Tytuł oryginału: Perfect Match
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 392
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 145 x 225 mm
  • ISBN: 978-83-7469-778-1
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 16 września 2008 A- A A+
Kiedy zadaję jej to pytanie, stoi w łazience i przytyka do głowy suszarkę do włosów, która wygląda jak duży pistolet.
- Co jest następne po miłości?
- Słucham?
Bardzo trudno wyjaśnić słowami, o co mi chodzi, ale próbuję.
- Kochasz Masona, prawda?
Na dźwięk swojego imienia pies się rozpromienia.
- No jasne – odpowiada.
- Ale tatusia kochasz bardziej?
Patrzy na mnie uważnie.
- Naturalnie.
- A mnie nawet jeszcze mocniej?
Jej brwi podjeżdżają do góry.
- To prawda.
- Więc co jest następne? (…)
- Następne po miłości jest bycie mamą.


Przemoc wobec dzieci stanowi jeden z najtrudniejszych i najboleśniejszych tematów. Kiedy dokonuje się na kartach książki, staje się nie mniej wstrząsająca, niż wtedy, gdy ma miejsce w rzeczywistości. Kiedy do tego powieść staje się zapisem bolesnych doświadczeń, kreślonym dziecięcym głosem, niełatwo jest udźwignąć ciężar takiego świadectwa. Czytelnik, milczący świadek dokonującego się zła, może jedynie, z bólem rozdzierającym serce, przyglądać się historiom dzieci, których beztroski świat, swoją nikczemnością, zburzyli dorośli.

W imię miłości należy do tego typu powieści, po których ciężko dojść do siebie. Jodi Picoult udowadnia bowiem, że proza obyczajowa wcale nie musi być utożsamiana z pustymi opowiastkami dla kobiet. Jej książki są nie tylko ze względu na poruszaną w nich problematykę wstrząsające, ale przede wszystkim szalenie wciągające. Nagłe zwroty akcji, nieoczekiwane wydarzenia, a wszystko to okraszone piekielną dawką emocji. Picoult wie jak pisać, aby obok jej książek nie dało się przejść obojętnie.

Z pewnością, umiejętność dotarcia do czytelnika zawdzięcza poniekąd swojemu wykształceniu. Jodi Picoult studiowała nauki humanistyczne na Uniwersytecie Princeton i pedagogikę na Uniwersytecie Harvarda. Zadebiutowała w 1992 roku powieścią Song of the Humpback Whale. W imię miłości jest jej dziewiątą powieścią, która, podobnie jak poprzednie, w znakomity sposób łączy zainteresowania pisarki z niezwykłym talentem do przedstawiania trudnych spraw w przystępnej, a nawet bardzo atrakcyjnej, formie.

Nina Frost, zastępca prokuratora, zajmuje się postępowaniami w sprawach dotyczących przemocy wobec dzieci. Codziennie na swojej drodze spotyka maluchy, które w swoim krótkim życiu doświadczyły wielu cierpień. Najtrudniejszymi sprawami są dla niej te, związane z molestowaniem nieletnich. Dramatyczne dla rodziców, bolesne dla dziecka, a na dodatek bardzo trudne do udowodnienia. Jestem prokuratorem, ale pierwsza przyznam, że o ile ktoś nie umie się komunikować we właściwy sposób, nie doczeka się sprawiedliwości ze strony amerykańskiego systemu prawnego. Dzieci, które w ocenie sędziego są niezdolne do wzięcia udziału w procesie, nie mogą składać zeznań, a bez nich oskarżenie pedofila staje się niemożliwe. Pozew zostaje oddalony, przestępca – wypuszczony, a dziecko cierpi w dwójnasób – bojąc się tego, co było i tego, co jeszcze może się wydarzyć. Pomimo świadomości bezsilności wymiaru sprawiedliwości, Nina walczy w obronie najmniejszych obywateli. Jej świat się jednak zawala, kiedy dowiaduje się, że jej pięcioletni syn, Nathaniel, również był molestowany. Chłopiec przestaje mówić, a zrozpaczona matka próbuje się za wszelką cenę dowiedzieć, kto go zranił. Świadoma swojej bezradności w obliczu prawa, postanawia sama wymierzyć sprawiedliwość. Kosztem swojego małżeństwa, swojego zawodu, a nawet swojego życia.

Picoult wprowadza nas w sam środek dramatu rozgrywającego się w domu Niny. Powierzając prowadzenie narracji to matce, to dziecku, buduje pełen obraz rodzinnej tragedii, przedstawiając różne punkty widzenia i różne emocje mimowolnych jej uczestników. Z brutalną szczerością opisuje emocje, które targają rodzicami, a także te, które składają się na obraz świata pięcioletniego dziecka. Jej bohaterowie nie są kryształowi, mają wiele słabości, które nie zawsze chcą zwalczać, a mimo to wzbudzają wiele sympatii i wiele współczucia. Wszystko dlatego, że są niezwykle prawdziwi. Świat powieści Picoult przypomina skrawek wycięty z otaczającej nas rzeczywistości. Pisarka konstruuje przestrzeń, a robi to tak wnikliwie, że bez trudu krystalizuje się ona w naszej wyobraźni. Przekaz jej powieści jest tym boleśniejszy, że przez to poczucie urzeczywistnienia, zdajemy sobie sprawę, że Niną może być każde z nas, a Nathanielem – każde znane nam dziecko – czy nasze, czy z sąsiedztwa. Bo potwór, którym jest pedofil, przybiera maskę normalnego człowieka. Może się przeistoczyć w sąsiada podlewającego co wieczór forsycje w ogrodzie, w przyjaźnie uśmiechniętego nieznajomego, który właśnie wsiadł do windy, w miłego pana, chwytającego dziecko za rękę, żeby bezpiecznie przeprowadzić malucha przez jezdnię. Czy doprawdy tego nie widzicie? – miała ochotę krzyknąć. Nie rozumiecie?

Do czasu sięgnięcia po tę powieść utożsamiałam Jodi Picoult z takimi pisarkami, jak choćby Nora Roberts czy Danielle Steel, komercyjnymi autorkami nastawionymi na zysk. Myliłam się. Picoult ma pomysł, talent i warsztat, żeby myśli zgrabnie przekuć w słowa. Jej powieści są dopracowane w najmniejszych szczegółach – wypieszczone i naprawdę dobrze napisane. Fascynują, frapują i trzymają w napięciu do ostatniej strony. W imię miłości jest wzruszającym świadectwem miłości matki do swojego dziecka. Poruszającym utworem literackim, który po przeczytaniu zmusza czytelnika do zatopienia się, podobnie jak to zrobił Nathaniel, w bezkresnej ciszy…
Komentarze
  • 1
    chiara76 18 września 2008 | 23:22:16

    o,....ja też miałam inne zdanie o jej książkach, dopóki nie zaczęłam ich czytać.
    Właśnie ta książka jest jedną z ciekawszych i podobała mi się bardzo. Polecam też, jeśli nie znasz "Dziesiąty krąg". Rewelacja.
    Pozdrawiam.

  • 2
    Lilithin 19 września 2008 | 11:27:38

    Ja również nie spodziewałam się po tej pisarce nieczego szczególnego. Jednak to już druga recenzja, którą czytałam w ostatnim czasie, udowadniająca coś zupełnie odwrotnego.

  • 3
    Annie 21 września 2008 | 19:14:18

    Chiaro, to było moje pierwsze spotkanie z Picoult. Jednak tak udane, że na pewno nie ostatnie. Chętnie sięgnę po Dziesiąty krąg. Dziękuję za rekomendację :)

    Lilithin, przeczytaj koniecznie :) Mnie do Picoult przekonały zachwyty Magrat. I bardzo się cieszę, że po nią sięgnęłam, chociaż do amatorek prozy obyczajowej raczej nie należę ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję