„Podróż Enrique”
Okładka książki „Podróż Enrique”
  • Autor: Sonia Nazario
  • Tytuł: Podróż Enrique
  • Tytuł oryginału: Enrique's Journey
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Anna Kłosiewicz
  • Liczba stron: 344
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7674-017-1
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 12 listopada 2009 A- A A+
Dobry reportażysta to rzadkość. Dziennikarzy gotowych poświęcić ciepło domowych pieleszy na rzecz różnorakich niewygód w celu zebrania wyjątkowego materiału jest stosunkowo niewiele. Sonia Nazario to chlubny wyjątek. Zanim napisała o wyprawie Enrique, sama wyruszyła w kilkumiesięczną podróż. Samotnie, bez biletu, na dachu pociągu. Przez Honduras, Meksyk i Gwatemalę.

Podróż Enrique to historia siedemnastoletniego Honduranina, który wyruszył z Tegucigalpy, przez Gwatemalę i Meksyk, aż do Karoliny Północnej, łącznie pokonując kilka tysięcy kilometrów, śladami swojej matki, Lourdes – nielegalnej imigrantki, a przy tym kobiety samotnie wychowującej dwoje dzieci, którą do wyjazdu zmusił dotkliwy brak pieniędzy. Podróżował w pojedynkę, nielegalnie, w ciągłym niebezpieczeństwie. Niech te dwa zdania, wypełnione szeregiem informacji, służą za całe streszczenie książki Nazario. Szkoda słów na opisywanie fabuły. Tę książkę każdy bowiem powinien przeczytać. A po przeczytaniu solidnie przemyśleć.

Słowo „książka” będzie w tej recenzji odmieniane przez wszystkie przypadki. Nie mam go bowiem na co wymienić – nie jest to powieść, w żadnym razie reportaż, a tekst to za mało, na tak dobrze napisaną próbkę prozy. Podróż Enrique powstała na kanwie cyklu reportaży Sonii Nazario dla „Los Angeles Times”. Zbieranie materiałów zajęło dziennikarce pięć lat. Dziesiątki rozmów z urzędnikami imigracyjnymi, pracownikami socjalnym, nielegalnymi imigrantami. Sześć miesięcy w Ameryce Środkowej, spędzane w Hondurasie, Gwatemali, Meksyku oraz z Enrique, w Karolinie Północnej. Opisywany przez Nazario mały Odyseusz istnieje naprawdę. Choć określenie go małym nie jest może właściwe, mowa bowiem o siedemnastoletnim chłopcu, który już nieformalnie zdążył założyć rodzinę. Nie zmienia to jednak faktu, że dzieci imigrujących do Stanów Zjednoczonych podobnie jak on jest rokrocznie około 48 tysięcy. Dwóm trzecim z nich udaje się umknąć amerykańskiemu urzędowi imigracyjnemu. Jako nieliczni kończą swoją pielgrzymkę, przestępując bramy raju, w którym znajduje się cały sens ich życia. Ich matka. Tego, ile dzieci ginie, zamordowanych przez meksykańskie gangi, ile umiera pod kołami pociągów, a wreszcie – jak wiele jest zawracanych przez meksykańską policję imigracyjną, nie wiadomo.

Najmłodsi samotni imigranci mają 7-9 lat. Najstarsi? Różnie, przeważnie są nastolatkami. Porzuceni w dzieciństwie przez matkę, dorastają pod opieką krewnych. Choć mają odrobinę więcej niż ich koledzy, brakuje im tego, co najważniejsze – miłości. To dlatego, po wielu latach próżnego oczekiwania decydują się na emigrację, wybierając kierunek El Norte.

Wyruszają uzbrojone w swoją wiarę, postanowienie, że nie wrócą do swojej ojczyzny w Ameryce Środkowej pokonane oraz pragnienie, by być razem z matką. Wsiadają na dach „pociągu śmierci” (El Tren de la Muerte), starają się nie bać głodu, pragnienia, chłodu, kradzieży, gwałtu, gangów i skorumpowanych policjantów. Na drodze czyha na nie wiele niebezpieczeństw. Jednak jeśli nawet uda im się je szczęśliwie pokonać, zawsze pogranicznicy mogą złapać ich i wsadzić do „autobusu łez” (El Bus de Lágrimas). A wtedy, cały wysiłek na nic. Po kilku, kilkunastu godzinach, na nowo są w Gwatemali. Lecz próbują jeszcze raz, modląc się, aby przetrwać. Aby wytrwać. Aby nie umrzeć, zanim nie ujrzą matki po raz ostatni.

Sonia Nazario podobnie jak jej mali bohaterowie również opuściła swój dom na wiele miesięcy i przemierzyła setki kilometrów na dachach pociągów towarowych, aby jak najwierniej odtworzyć niebezpieczeństwa, z jakimi muszą się zmierzyć młodzi emigranci podczas swojej wędrówki. Ukazała tragiczne skutki ich sieroctwa – dorastanie w poczuciu osamotnienia, porzucenia, niekochania. Dzieci, wyruszając w tę ryzykowną i szaleńczą podróż do Stanów Zjednoczonych, nie myślą o amerykańskim dobrobycie. Ich jedynym celem jest najczęściej usłyszeć od matki krótką odpowiedź na proste pytanie: czy Ty mnie jeszcze kochasz?

Styl Sonii Nazario jest oszczędny, pozbawiony patosu czy taniego sentymentalizmu. Jednak ten dziennikarski rys jej opowieści jeszcze bardziej uwypukla warstwę emocjonalną historii Enrique. Strach, tęsknota, pragnienie, ból… to tylko niektóre uczucia z całej palety emocji. Zaś niebezpieczna podróż chłopca do USA, tylko jeden z wątków książki.

Dziennikarka nie porzuca bowiem swojego bohatera, jak tylko szczęśliwie przekracza on granicę na Río Grande. Nazario towarzyszy Enrique również w jego przeprawie przez Stany Zjednoczone oraz opisuje trud odbudowy zerwanych przed kilkunastu laty więzi pomiędzy synem i jego dawno niewidzianą matką. Ukazuje radość ze spotkania. Ukazuje również ból, jaki rodzi w nich wzajemne niezrozumienie. Pretensje, gniew, żal. I to, że wszystkie minione lata są dla nich utracone bezpowrotnie.

W 2002 roku Sonia Nazario otrzymała za cykl reportaży o Enrique Nagrodę Pulitzera. Myślę, że zasłużenie. Jej opowieść to nie tylko odyseja młodego Honduranina. Tak naprawdę to współczesna epopeja każdego Amerykanina.
Komentarze
  • 1
    mary 15 listopada 2009 | 11:19:33

    tej ksiązki ze względu na tematykę nieco się boję. A może też i nie mam ostatnio nastroju na takie ciężkie psychologicznie opowieści.. A co ciekawe są o niej dość rózne recenzje. Jednym się podoba, gdzieś czytałam że trąca banałem..

  • 2
    Annie 17 listopada 2009 | 20:24:39

    Nie zgodziłabym się z twierdzeniem, że trąci banałem. Świadczyłoby to moim zdaniem o bezduszności czytającego, a nie o rzetelnym podejściu do książki. Zresztą, musisz przekonać się sama. Moim zdaniem nie pożałujesz, to bardzo dobry reportaż ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję