„Sto odcieni bieli”
Okładka książki „Sto odcieni bieli”
  • Autor: Preethi Nair
  • Tytuł: Sto odcieni bieli
  • Tytuł oryginału: One Hundred Shades of White
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Agnieszka Pokojska
  • Liczba stron: 344
  • Rok wydania: 2004
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 130 x 205 mm
  • ISBN: 83-7319-535-1
  • Seria: Kalejdoskop
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Logo serii: Kalejdoskop
Recenzja
Data publikacji: 21 września 2009 A- A A+
Są takie powieści, po których przeczytaniu nabiera się piekielnego apetytu na życie. Kolory wyostrzają się, emocje pogłębiają, a każde napotykające nas wydarzenie, czy to dobre, czy to złe, doprawione jest taką dawką optymizmu, że od razu smakuje lepiej. Sto odcieni bieli to właśnie taka powieść. Książka, która chyba w każdym będzie umiała rozbudzić ochotę na życie. Ochotę nieustającą, nieprzepartą i nie do poskromienia.

Nalini, młoda Hinduska, wyjeżdża z Indii, pozostawiając w ojczyźnie ukochaną matkę, i wyrusza wraz z dwojgiem dzieci do męża pracującego w Anglii. Podczas gdy Raul czuje się tam jak ryba w wodzie, nieznająca języka kobieta nie umie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Anglia jawi jej się jako kraj niesłychanie zorganizowany i poukładany, zamieszkany przez podejrzliwych ludzi, którzy skrywają się za szczelnie zamkniętymi drzwiami swoich domów. Nalini tęskni za Indiami i marzy o powrocie do ojczyzny, której ulice pachną ostrymi zapachami dochodzącymi z budek z jedzeniem, spalinami wielkich autobusów w roztańczonych kolorach i ciałami ludzi – radosnych, przyjaznych, rozmiłowanych w chaosie. Tak odmiennych od Anglików, na których płaszcze nawet deszcz padał tu bez przekonania. Nalini postanawia ożywić otaczającą ją rzeczywistość i stworzyć małe Indie w samym sercu Imperium Brytyjskiego. Podczas gdy jej dzieci odkrywają frytki, tosty czy hamburgery, ona bez pamięci oddaje się gotowaniu. Szczypta szafranu, odrobina kurkumy, parę kropel mleczka kokosowego… Jednak nieoczekiwanie, z dnia na dzień, to tak z trudem wypracowywane szczęście pryska. Raul opuszcza Nalini, a młoda matka zostaje sama z dziećmi. Bez pieniędzy, bez znajomości, bez języka. W obcym, znienawidzonym przez nią kraju. Wierząc w magiczną moc gotowania i dobroć ludzi, Nalini postanawia zmierzyć się z losem i rozpocząć nowe, lepsze życie. Jednak na drodze do małej stabilizacji staje Maya, jej własna córka, która nie mogąc pogodzić się ze śmiercią ojca, zaczyna oddalać się od matki…

Historia życia Preethi Nair mogłaby bez cienia wątpliwości stać się kanwą dla jednej z jej książek. Pisarka urodziła się w 1971 roku w Kerali, w południowych Indiach, lecz wychowywała w Wielkiej Brytanii. Po studiach na uczelniach w Cardiff oraz Warwick pracowała jako konsultant ds. zarządzania, jednak marzyła o tym, aby zostać powieściopisarką. Rozesłała kopie swojej debiutanckiej powieści, Gypsy Masala, do różnych wydawnictw, jednak żaden z wydawców nie wyraził chęci opublikowania książki. Wbrew nadziejom Nair, nie wzbudziła ona wśród nich żadnego zainteresowania. Zdeterminowana, aby zawalczyć o swoje marzenie, bezrobotna wówczas Preethi Nair, za pieniądze przeznaczone na kupno mieszkania założyła własne wydawnictwo, Nine Fish. Ponieważ całą gotówkę przeznaczyła na wydanie książki, pod adresem wynajmowanego przez siebie mieszkania, będącego oficjalną siedzibą wydawnictwa, zarejestrowała również agencję public relations, która miała wypromować jej powieść i na czele której stanęła Pru Menon… alter ego samej pisarki! Co ciekawe, żaden z członków jej rodziny nie miał pojęcia, jakiego Preethi Nair podjęła się przedsięwzięcia. Dlatego tym większe było ich zaskoczenie, kiedy okazało się, że jej zmyślny plan całkowicie się powiódł. Gypsy Masala została wydana, Preethi Nair podpisała umowę na trzy książki z wydawnictwem Harper Collins, zaś Pru Menon została uznana za jednego z najskuteczniejszych agentów. Chapeau bas, preethi woman!

Powieść Preethi Nair nie wyróżnia się pod względem literackim. Prosty język, nieskomplikowana fabuła, brak jakichkolwiek ozdobników. Cały urok opowiadanej przez nią historii tkwi właśnie w jej prostocie, szczerości i prostolinijności. A może w tym, że jedną z bohaterek Stu odcieni bieli jest sama prawda?

Nalini mówi dzieciom, że ich ojciec umarł, podczas gdy tak naprawdę opuścił rodzinę. Raul okłamuje córkę, mówiąc jej, że to Nalini jest winna rozpadu małżeństwa i że to ona uniemożliwiła mu kontakt z dziećmi. Maya ukrywa przed Surim, że wciąż go kocha. Maggie nie jest w stanie powiedzieć Tomowi, że wcale nie jest jego siostrą… Niemal każdy z bohaterów powieści Preethi Nair jest zaplątany w sieć mniejszych i większych kłamstw. Wielu z nich ucieka przed prawdą. Boją się wyjaśnień. Chcą oszczędzić tym, których kochają, bólu, cierpienia, rozczarowań. Nalini, broniąc swojej decyzji, w pewnym momencie mówi: Może teoretycznie istnieje sto niuansów przedstawiania prawdy, całe spektrum od barw najjaśniejszych do najciemniejszych, które należy dostosowywać do wrażliwości odbiorcy. Ale mimo to często trudno jest powiedzieć prawdę. Wiem, że moja matka by się z tym nie zgodziła; zawsze twierdziła, że istnieje jedna prawda i że trzeba umieć się z nią zmierzyć. Kłamstwo to tylko tymczasowa szansa na ucieczkę od problemów. To czas dany na kredyt.

Nalini szuka zapomnienia w gotowaniu. Przyrządzanie potraw jest dla niej sztuką magiczną. Pieczę nad jej poczynaniami sprawuje Annapurna, bladoniebieska bogini pokarmu i obfitości, której posążek stoi na zaszczytnym miejscu w kuchni. To właśnie jej Nalini ofiarowuje pierwsze porcje. Kobieta wierzy, że szczęście ściśle wiąże się z miłością i wdzięcznością, jaką gotujący wkłada w przyrządzanie posiłku. Ściśle określona porcja kminiku dla zaostrzenia apetytu na życie, laska cynamonu na przełamanie życiowej stagnacji, sok z cytryny na zapomnienie uraz, chili na złagodzenie bólu i kurkuma na uleczenie serca. Listki świeżo zerwanej kolendry temperują zły humor i powodują jasność myśli, ognisty, pieprzny „rasam” ogrzewa duszę, a starty kokos daje ukojenie i pociechę. Jedzenie na kartach powieści Preethi Nair zyskuje magiczny wymiar – staje się pożywieniem i dla ciała, i dla duszy, które może zapewnić obdarowanemu nim długowieczność i pomyślność. Jednak dla Nalini jest również czymś, co pozwala jej zachować łączność z ukochanym krajem. Z krajem, który ją ukształtował, gdyż wszystkie charakteryzujące go antytezy, obecne są również w niej samej. Indie są dla niej ojczyzną niezliczonych antytez: szczęścia i smutku, biedy i bogactwa, dostatku i głodu, pobożności i dekadencji. Nalini postanowiła się z nimi zmierzyć. Maya – o nich całkowicie zapomnieć i puścić w niepamięć to, co ją określało – własną przeszłość i wspomnienie korzeni, z których się wywodzi.

Sto odcieni bieli to wzruszająca historia opowiadana głosami dwóch kobiet: Nalini i Mai. Apetyczna i pachnąca, gdyż przyprószona uczuciem jej autorki i wieloma magicznymi przyprawami. To wspaniała opowieść o potrzebie przebaczenia, o czarodziejskiej mocy gotowania i o sile miłości. Jej lektura sprawiła mi ogromną przyjemność. Polecam!
Komentarze
  • 1
    kultur-alnie 22 września 2009 | 8:25:26

    Cudna książka:)

  • 2
    be.el 22 września 2009 | 10:52:33

    Swego czasu też baaaaardzo mi się podobała:)

  • 3
    Annie 22 września 2009 | 18:55:21

    A czytałyście "Kolory miłości"? Ponoć jeszcze lepsza. Bardzo spodobał mi się styl Nair i już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam tę powieść :)

  • 4
    kultur-alnie 22 września 2009 | 19:06:49

    nie czytałam, ale na pewno do niej dotrę:)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję