„Rebeliantka o zmarzniętych stopach”
Okładka książki „Rebeliantka o zmarzniętych stopach”
  • Autor: Johanna Nilsson
  • Tytuł: Rebeliantka o zmarzniętych stopach
  • Tytuł oryginału: Rebell med frusna fötter
  • Język oryginału: szwedzki
  • Przekład: Paweł Pollak
  • Liczba stron: 252
  • Rok wydania: 2004
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 83-918915-3-4
  • Wydawca: Fundacja Szwedzka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Wrocław
  • Logo wydawnictwa: Fundacja Szwedzka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 26 kwietnia 2009 A- A A+
Rebeliantka o zmarzniętych stopach to najwcześniejsza ze wszystkich trzech powieści Johanny Nilsson, które dotychczas zostały przetłumaczone na język polski. Paradoksalnie jednak, jest ona książką najlepszą – to znakomita powieść pokoleniowa, która nie tyle portretuje pokolenie młodych Szwedów, co nas wszystkich – szczurzą cywilizację rozmiłowaną w mamonie. To satyra na materializm i hedonizm, konsumpcjonizm i atrofię więzów społecznych. Ale nade wszystko to doskonała powieść obyczajowa, opowiadająca o przyjaźni, miłości i wewnętrznej udręce młodej Szwedki, której stopy poszukują w plątaninie dróg tej jednej, prowadzącej do poznania sensu istnienia.

Dwudziestopięcioletnia Stella studiuje w Wyższej Szkole Handlowej w Sztokholmie, prestiżowej uczelni ekonomicznej, której absolwenci mają należeć do elity tak intelektualnej, jak i finansowej kraju. Jednak dziewczyna odstaje od przeżartych materialistycznym hedonizmem yuppies. Podczas gdy jej koledzy z roku to gromadzą dobra, to je zużywają, ona chce się ich wyzbyć, jeśli tylko pomogłoby jej to w poznaniu sensu życia. Ich droga życiowa jest niczym szeroka, prosta autostrada wiodąca w kierunku pieniędzy. Jej – to pokrętna ścieżka, której koniec majaczy daleko za horyzontem, a i tak nie wiadomo, co się u jej kresu znajdzie. Jako niedoszła absolwentka teologii, Stella chce udowodnić, że mamona nie może być i nie jest bóstwem. Że prestiżowa posada w zagranicznej firmie konsultingowej wcale nie powinna być szczytem marzeń. Wraz z przyjaciółmi, Karoliną i Joakimem, postanawia założyć Stowarzyszenie Anonimowych Akcjoholików, SAA, i wyrwać innych studentów z ich zaślepienia władzą i pieniędzmi. Chce wyrwać z tego wyścigu zwłaszcza jednego z nich, Lukasa, który lubi wysokość i balustrady, ale który należy do kliki z Östermalmu i ma wbrew sobie zrealizować marzenia swojego ojca…

Osadzenie akcji w sztokholmskiej WSH dało pisarce znakomity pretekst do opisania szwedzkiego środowiska akademickiego. Obraz, który wyłania się z kart książki, jest przygnębiający. Choć postacie są przerysowane, a wydarzenia przejaskrawione, nie da się nie zgodzić z pisarką, że degrengolada trwa w najlepsze i co najgorsze, że ma się bardzo, ale to bardzo dobrze. Bogactwo i dostatek maskują wszechobecny brak autorytetów. To stan posiadania jest wyznacznikiem wartości człowieka, nie ideały, myśli, dokonania. Nilsson niezwykle wnikliwie portretuje Szwecję z wszystkimi jej podziałami i problemami. Różnice klasowe, nierówności społeczne, bieda, ubóstwo, bezdomność, rozpad rodzin…

Oto Szwecja dwa tysiące lat po Chrystusie, pomyślałam. Potrzebujemy Zbawiciela.

Stella Björk, podobnie jak sama Johanna Nilsson, która nazywa ją swoim alter ego, jest postacią społecznie zaangażowaną. Jest przy tym bohaterką nietypową – nierebeliującą się rebeliantką. Na pozór nic nie wyróżnia ją z całej masy zwykłych Svenssonów – jest drobna, krucha, ładna. Studentka jakich wiele. Jednak Stella nie podąża ślepo za swoimi rówieśnikami, pędzącymi autostradą wyłożoną pieniędzmi. Ona szuka – swojego miejsca, przeznaczenia, miłości. Nie chce dać wtłoczyć się w z góry ustalone formy.

Stella jest empatyczna. Jest nadwrażliwa wszystkimi zmysłami. Jest naćpanym chłopakiem spacerującym po peronie, babcią z balkonikiem, kłócącą się parą w średnim wieku… Każdym, kogo ogarną jej zmęczone od patrzenia oczy. Żeby nie zagubić siebie samej w pochłanianych wrażeniach, co jakiś czas musi wyłączać rzeczywistość. Ucieka w ciemność, w swój czarny kokon, w depresję. Stella nie umie odepchnąć od siebie ludzkiego bólu. Za to stara się go łagodzić, odnajdując łaskę w drobnych rzeczach i zdarzeniach.

Opowiedziałam o uroczych białych filiżankach w cukierni Nyberga, o szeleszczących stronach w czytanej gazecie. O chłopczyku, który podparł się ręką na moim udzie, kiedy miał wstać i wysiąść ze swoim tatą z autobusu. Opisałam uczucie wywołane dotykiem małej rączki i ciepło, które rozeszło się po całym ciele. Mówiłam o zapachu domu, gdy nakładam na siebie sweter mamy, którego zapomniała podczas ostatniej wizyty. Opowiedziałam, jak czasami potrafię dzwonić do domu w środku dnia, chociaż wiem, że mama i tata są w pracy – tylko po to, by usłyszeć sygnał domowego telefonu i znaleźć się bliżej tego, co kocham i za czym tęsknię. Dzięki temu w jakiś sposób się tam przenosiłam. Wtedy wypełniała mnie łaska.

Stella jest więc, podobnie jak Ela ze Sztuki bycia Elą, postacią wymykającą się jakimkolwiek uogólnieniom. Jest nieszablonowa, ale przy tym niezwykle prawdziwa. Czuje się zdezorientowana i samotna w niedoskonałym sztokholmskim świecie. Żyje w nim, zmagając się z życiem. A mimo to trzyma się prosto…

Myślałaś kiedyś o tym, jaki ludzie dźwigają ciężar? Każdy jest jak pięcioaktowa opera, co najmniej, tu jakiś uraz, tam jakaś strata, tu zdrada, tam nieodwzajemniona namiętność, a jednak trzymają się prosto
Komentarze
  • 1
    Valle 28 kwietnia 2009 | 15:20:53

    "...jest nieszablonowa, ale przy tym niezwykle prawdziwa. Czuje się zdezorientowana i samotna w niedoskonałym sztokholmskim świecie. Żyje w nim, zmagając się z życiem..."
    Naprawdę sadzisz, że ta postawa jest nieszablonowa? Mnie wydaje się ona do bólu powtarzalna, jak powtarzalnym przez pokolenia jest okres burzy i naporu, buntu przeciwko zastanym normom i tym, co składa się na to "wstrętne - och, och! - society". Wg mnie postawa prezentowana przez główne bohaterki w powieściach Nilsson jest przede wszystkim irytująca przez swoją naiwność i śmieszna przez poczucie swej wyjątkowości.

  • 2
    Annie 29 kwietnia 2009 | 0:39:12

    Tak, dla literatury, tak. Ela czy Stella są dla swojej grupy wiekowej wyjątkowe - bohaterki w wieku 25-30 lat są albo świeżo upieczonymi żonami czy matkami, albo boginiami seksu. Nie spotkałam się z podobnymi im rówieśniczkami. Co samo w sobie jest dziwne, gdyż takich niepoukładanych ludzi o nieuczesanych myślach w świecie rzeczywistym jest wielu. Ale to dopiero Nilsson zdecydowała się na opisanie tego typu postaw u kobiet w tym wieku i przelanie swoich spostrzeżeń na papier.

    Owszem, bunt to rzecz, która się powtarza. Rebelianci są w każdym pokoleniu. Jednak, kiedy młodzi dorastają, wygasa, a pragnienie zmienienia świata zastępuje chęć odnalezienia się w nim. Rówieśnice Stelli przestają płynąć pod prąd. Płyną z prądem. Zgadzam się z tym, że Ela i Stella są naiwne i czują się wyjątkowe, ale dla mnie cały ich urok tkwi właśnie w tym, że są 'spóźnionymi rebeliantkami' ;) I w tym, że są właśnie, na ten swój nieco pokręcony sposób, literacko unikalne ;)

    Moc pozdrowień!

  • 3
    Valle 29 kwietnia 2009 | 12:51:02

    Dzięki za odpowiedź :-)
    Ok, rozumiem już skąd wynika Twój zachwyt, ja jednak wciąż chcę jeszcze popolemizować (choć może nie tyle polemizować, co podrążyć temat;)). Bo po pierwsze – czy pisanie o czymś pierwszy raz już jest wartością samą w sobie? A gdyby napisać pamiętnik linoskoczka, który, powiedzmy, lubi dłubać w nosie ;) , to już przez sam fakt jego upodobań i odmienność tematu można by uznać dzieło za ciekawe i odkrywcze? Tak, wiem, że przykład jest nieco przesadzony, chcę tylko zobrazować, że wg mnie nie wszystko, co nie zostało wcześniej opisane w dokładnie taki sposób, jak robi to dany autor, daje mu patent na wyjątkowość.

    Dlatego nie mogę jakoś (no nie mogę, choć chęci miałam szczere, bo do lektury przystąpiłam ze sporymi oczekiwaniami) odnaleźć uroku w powieściach Nilsson. Mentalność pensjonarki w ciele trzydziestoletniej kobiety, jak sama przyznajesz, nie jest niczym szczególnie rzadkim. I może dlatego nie jestem w stanie zachwycić się nią w literaturze, że mam nieodparte wrażenie, iż autorka bynajmniej nie teoretyzuje. Ona pisze o sobie, teraz. Odtwarza własne obserwacje i doświadczenia, podlewając to mdławym stosikiem swoich, bardzo wtórnych niestety, refleksji.


    Po drugie – motyw buntu został już „wymaglowany” na tyle sposobów, że niekoniecznie da się napisać w tym tonie cos nowego (i to raczej bez względu, czy podmiot na dziesięć czy czterdzieści lat). A jeśli już, będzie to w dużej mierze wtórne i pretensjonalne (szczególnie jeśli autor uwierzy, że jest pierwszym człowiekiem na ziemi, w którego umyśle rodzą się tak GŁĘBOKIE przemyślenia). Bo wiesz, co przypomina mi pisarstwo Nilssen? Trochę film „Into the wild”, który mnie zniesmaczył (a może nawet rozśmieszył) jak mało co. Truizmy, banały, komunały. Czytał niby szanowny Supertramp wielkich klasyków, ale nic z nich nie pojął. Bo gdyby pojął, to by się chyba wstydził wygadywać głupoty jako żywo przypominające fragmenty prozy niejakiego Coelho. Nawiązuję do filmu głównie dlatego, że McCandless też już taki całkiem młodziutki nie był, a poczucie misji miał silne niczym u czternastolatka. Postanowił powalczyć z wyimaginowanym wrogiem, zginął w starciu z prawdziwym. Co mało szlachetne z mojej strony, pod koniec oglądania filmu (już zgrzytając zębami z irytacji i niecierpliwości, kiedy ten potok bredni wreszcie się skończy) uznałam „i dobrze mu tak”.
    Stella nie jest już nastolatką, ale czy był nim narrator z „Notatek z podziemia”? Oto, w moim mniemaniu, przykład buntu doskonałego, wiwisekcja niepokornej, nieprzystającej do realiów duszy człowieka nadwrażliwego. Nie wiem, czy od tego dzieła da się napisać w tym temacie coś odkrywczego, niebanalnego. Jednak gdybyśmy mieli być przy literaturze współczesnej, to już wydaje mi się, że taki Franz z powieści Ch. Simona jest postacią ciekawszą – jego bunt wynika nie z chęci pójścia pod prąd, lecz zarycia się pazurami w jednym punkcie i zatrzymaniu na konkretnym, ukochanym przez siebie, etapie życia.

    Pozdrawiam :-)

  • 4
    Annie 30 kwietnia 2009 | 13:48:52

    Z ogromną przyjemnością "podrążę" z Tobą temat dalej, gdyż takie dyskusje, jak mało co, są dla mnie niezwykle inspirujące i pozwalają mi lepiej zrozumieć daną książkę :)

    Wiesz, Valle, przeczytałam Twoją wypowiedź kilka razy i nie mogę nie przyznać Ci racji ;) Pisanie o czymś po raz pierwszy na pewno nie jest wartością samą w sobie. Jednak na pewno świadczy o spostrzegawczości i wnikliwej obserwacji świata przez autora. To właśnie tę przenikliwość w uchwytywaniu tego, co codzienne nazwałabym odkrywczą. Częstokroć bowiem, żyjąc otoczeni pewnymi postawami ludzkimi, przechodzimy obok nich obojętnie. Nilsson jest więc kronikarką swoich czasów. Czy opisywanie świata ją otaczającego czyni ją pisarką? Chyba tak. Jakby nie było wpisuje się w nurt realizmu. Opisuje ludzi, ich postawy i refleksje. Powstaje pytanie - czy snute przez nią w jej książkach refleksje są wtórne i mdłe, bo są jej, czy opisując życie, pisarka przelewa na papier wtórne i mdłe rozważania, które snują inni przedstawiciele jej pokolenia? Refleksje na temat walki klas, spotkań klasy posiadającej z imigrancką-nieposiadającą, wyścigu szczurów, wszechpotęgi kapitału etc., które pojawiają się w Rebeliantce... są pretensjonalne i brzmią śmiesznie w ustach, jakby nie było, studentki ekonomii. Tylko czy ich pretensjonalność po części nie wynika z ich oklepania? Te hasła od dziesiątek lat podnoszone są przez kolejne fale buntowników. Są pretensjonalne, naiwne i idealistyczne, ale czy właśnie w bunt nie jest wpisany idealizm? Czy nie jest on mu immanentny? Bez tego naiwnego idealizmu trudno by było walczyć ;)

    A tymczasem, uginając się pod brzemieniem mnożących się pytań, pozdrawiam serdecznie :D

  • 5
    chiara76 1 maja 2009 | 11:45:44

    mnie się ta książka też podobała...pozdrawiam weekendowo;)

  • 6
    Annie 1 maja 2009 | 13:10:16

    Chiaro, Tobie również życzę przemiłego weekendu majowego! :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję