„Limeryki zbrodni”
Okładka książki „Limeryki zbrodni”
  • Autor: Janusz Mika
  • Tytuł: Limeryki zbrodni
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 208
  • Rok wydania: 2013
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 140 x 208 mm
  • ISBN: 978-83-246-6434-4
  • Wydawca: Editio, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Gliwice
  • Logo wydawnictwa: Editio, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 10 lutego 2014 A- A A+
Przy ulicy Rajskiej pod numerem 1 stoi budynek dawnych koszar austriackich. To właśnie tu od 1996 roku mieści się siedziba Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie. Codziennie do tutejszej czytelni przychodził bohater opowiadania Bibliotekarki, bibliotekarki Łukasza Orbitowskiego. Wypełnionymi przez niego rewersami można by wybrukować wszystkie ulice stolicy Małopolski. Nieopodal Rajskiej, przy ulicy Karmelickiej, znajduje się miejsce nieruchome świata. Kamienicę spod numeru 45 Andrzej Kijowski przeniósł na karty powieści Dziecko przez ptaka przyniesione. Być może czytał ją Tadeusz Konwicki. Jednak na pewno nie za swojego pobytu przy ulicy Garbarskiej, gdy jako student polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego spędzał noce pod numerem 7a w bursie im. Stanisława Pigonia. Blisko stąd było na Łobzowską, gdzie od zawsze mieszkali literaci. Pod numerem 47 – Miriam Akavia, pod numerem 61 – Helena Zakrzewska, a na rogu Łobzowskiej i ulicy świętej Teresy, pod numerem 16 – Julian Przyboś i Kazimierz Wyka. Gdyby jednak zapuścić się dalej i przekroczyć Aleje Trzech Wieszczów, trafiłoby się do Krowodrzy. O życiu tam opowiada wodewil Stefana Turskiego Krowoderskie zuchy. Teraz opowiada również Janusz Mika w Limerykach zbrodni.

W belgijskiej Brugii, przy dźwiękach Tańców węgierskich Brahmsa zostaje zamordowany Zenon Piotrowski. Osiemdziesięcioletni polski imigrant, od sześćdziesięciu lat mieszkający poza granicami ojczystego kraju. Mężczyzna ginie we własnym mieszkaniu przy Wittemolenstraat 66. Lokalna społeczność jest w szoku. Bestialski mord na nobliwym, starszym panu porusza opinię publiczną. W oddalonym od Brugii o tysiąc czterysta kilometrów Krakowie skłania zaś innego osiemdziesięciolatka do odbycia rozmowy z miejscowym dziennikarzem śledczym. Jan Łynarski, emerytowany pułkownik Służby Bezpieczeństwa, kontaktuje się z redaktorem Kornelem Rączym. Mężczyzna chce, by dziennikarz zbadał jedną z historii dotyczących krakowskiego kopca Esterki. Zdradza, że w latach 50. XX wieku, zanim obiekt został bezpowrotnie zniszczony, agenci bezpieki przekopali go w poszukiwaniu legendarnego skarbu. Zdaniem Łynarskiego, ich działania zakończyły się sukcesem. Jednak Rączy nawet nie słucha pułkownika. Nie chce mieć do czynienia z byłym komunistą. Obraźliwie odnosi się do staruszka, co skutkuje zakończeniem spotkania. Kilka dni później Rączy dowiaduje się, że Łynarski został zamordowany. W identyczny sposób, jak emeryt z Brugii. Przy obu mężczyznach policjanci znaleźli zagadkowe limeryki. Zaintrygowany Rączy rozpoczyna swoje dziennikarskie śledztwo.

Limeryki zbrodni (2013) to debiutancka powieść Janusza Miki – krakowskiego dziennikarza, publicysty, wieloletniego redaktora krowoderskich „Wiadomości Lokalnych”. Autor publikował między innymi w „Dzienniku Polskim”, „Czasie Krakowskim”, „Kurierze Tatrzańskim” czy „Tygodniku Powszechnym”. W latach 1983-1984 występował w punkowym zespole Wee Wees. W latach 1985-2002 był liderem, autorem tekstów i muzyki rock’n’rollowej formacji Genezyp Kapen. Choć urodził się w Tarnowie, od czterdziestu lat mieszka na krakowskiej Krowodrzy. Na koncie ma już kilka publikacji: w 2002 roku wydał w formie książki cykl rozmów pod wspólnym tytułem Obszary pokolenia. W 2011 roku jego opowiadanie Heringsroman zwyciężyło w konkursie warszawskiego miesięcznika literackiego „Bluszcz”. W tym samym roku napisał także scenariusz do przedstawienia Grudniowa noc. Trzy dekady wstecz.

Bohaterem Limeryków zbrodni jest Kornel Rączy. Mężczyzna w średnim wieku, rozwodnik od siedmiu lat, ojciec nastoletniej Natalii. Dziennikarz śledczy piszący do lokalnej gazety, mający na swoim koncie kilka głośnych spraw. Trudno nazwać go człowiekiem sukcesu. Przez lata dorobił się jedynie trzydziestometrowej kawalerki z regałami ze starannie dobranym księgozbiorem, płyt ze starannie wyselekcjonowaną muzyką i barku ze starannie dobranym alkoholem. Sytuował się gdzieś pośrodku stawki, bo trochę mu się udało, a trochę nie. Dlatego pił średnio dwa razy w tygodniu średnio drogi alkohol. Czasami sam w domu, czasami w barze z zaprzyjaźnionym nadkomisarzem Dziedzicem, czasami zaś z obcymi w knajpie przy ulicy Gołębiej. Zawsze w towarzystwie czerwonych chesterfieldów. Cierpiał codziennym swoim cierpieniem, wyłuskując z niejakim trudem milsze aspekty sytuacji, w jakiej znajdował się od kilku lat. Cierpienie stało się wewnętrznym przyzwyczajeniem, immanentną cechą jaźni, która uzewnętrzniała się czasami głębokim westchnieniem, a czasami przekleństwem mającym po raz kolejny wzbudzić wyrzut sumienia Absolutu. Jednak Absolut niezmiennie pozostawał niewrażliwy na ból krakowskiego redaktora. Obojętnie też przyjmował zmiany, które zachodziły w świecie i które mocno poruszały Rączego. Świat według Kornela stał mordem, kurewstwem i komercją. Kryzys idei i brak jasnych podziałów stworzyły sytuację nie do zniesienia.

Kornel Rączy to postać nosząca w sobie cechy setek innych bohaterów kryminałów. Protagonista z urozmaiconą biografią – po przejściach, w momencie kryzysowym, ze słabością do alkoholu. Tak sztampowy, że jedyne co zapisuje się w pamięci, to jego rzadkie jak na dzisiejsze czasy imię. Także szwarccharaktery występujące w powieści nie odznaczają się niczym szczególnym. Postaci są nijakie, a do tego papierowe. Żałuję, że autor nie poświęcił im więcej uwagi. Podobnie zresztą jak regułom gatunku. Jako czytelnik Janusz Mika może i lubi kryminały, ale jako pisarz zupełnie się w nich nie odnajduje. Brak mu umiejętności konstruowania fabuły. Niepotrzebnie namnaża wątki, wiele z nich albo porzuca, albo pospiesznie zamyka. Częstokroć odbywa się to ze szkodą dla fabuły. Ciekawe tematy nie zostają w ogóle wykorzystane. Tak się stało między innymi z tajemnicą kopca Esterki.

Według legendy kopiec Esterki miał powstać w XIV wieku na rozkaz króla Kazimierza Wielkiego. Władca nakazał usypać go na cześć swojej ukochanej. Według niektórych podań kopiec miał być także miejscem jej pochówku. Usytuowany został w Łobzowie, przy dzisiejszej ulicy Głowackiego, i od czasów Stefana Batorego stanowił element zaprojektowanego przez Santiego Gucciego parku otaczającego łobzowski Pałac Królewski. Przez wieki wierzono, że zakopano w nim skarb. Jedni mówili, że to klejnoty królewskie Kazimierza Wielkiego, inni, że cenne przedmioty przywiezione przez króla Sobieskiego z wyprawy wiedeńskiej, jeszcze inni, że Austriacy, wycofując się z Krakowa w 1918 roku, pozostawili po sobie trochę ukrytych pod ziemią, czyli wewnątrz kopca, kosztowności. Skutkiem licznych spekulacji były liczne badania obiektu. Pierwsze przeprowadzono już w 1786 roku w czasie pobytu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Krakowie, pod jego nadzorem. Żadne nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Nie znaleziono ani kosztowności, ani szczątków Esterki. W latach 50. XX wieku kopiec bezpowrotnie zniszczono. Zachował się jedynie na dawnych rycinach. Dziś o jego istnieniu pamięta niewielu krakowian.

Krowodrza jest bohaterką drugoplanową powieści Janusza Miki. Odmalowana w szczegółach, oddana z pietyzmem, po lekturze Limeryków zbrodni staje się bliska nawet tym, których stopa nigdy nie stanęła w Krakowie. Pisarz skrupulatnie odnotowuje w powieści smaczki z historii dzielnicy. Prowadzi czytelników nie tylko wzdłuż jej najważniejszych arterii – ulic Królewskiej czy Lea – ale też zabiera ich w miejsca, do których sami nigdy by nie zaglądnęli: na podwórka odrapanych kamienic czy do poniemieckich schronów przeciwlotniczych. Gdzieś w tle Krowodrzy majaczy pozostały Kraków. Jak zwykle dekadencki i zapijaczony. Stereotypowy, lecz zarazem odpowiedni dla tego typu historii.

W rozmowie z Pawłem Gzylem Janusz Mika tak opisuje swoje pisarskie powołanie: Zacięcie literackie miałem zawsze. Grając przez kilkanaście lat w zespole, pisałem teksty piosenek, a ponieważ od 20 lat wykonuję zawód dziennikarza, pisanie weszło mi w krew, stało się czymś naturalnym jak jedzenie czy spanie. W pewnym momencie dojrzałem do większej formy literackiej i w pół roku powstały „Limeryki zbrodni”.* Niestety, ten niedługi czas poświęcony na pisanie książki znalazł w niej swoje odzwierciedlenie. Janusz Mika zarysował kilka wątków, zupełnie ich nie rozwijając. Zaniedbał intrygę kryminalną. Rączy nie prowadzi swojego śledztwa, posługując się metodą dedukcji. Wszystkie fakty podawane są mu na tacy, a on tylko dopasowuje swoje działania do nowych informacji. Limeryki zbrodni to nie tyle powieść, co szkic powieści, czego ogromnie żałuję. Miała być kryminalna uczta, a był odgrzewany kotlet.


* Janusz Mika, Epigon racjonalnych wartości, rozm. przepr. Paweł Gzyl, „Dziennik Polski”, 13.05.2013, http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kultura/1275845-epigon-racjonalnych-wartosci.html, data dostępu: 07.02.2014.
Komentarze
  • 1
    gość 22 maja 2014 | 9:00:17

    A pod recenzją można by się podpisać... To chyba dobry, sprawdzony obyczaj. :)

  • 2
    Annie 22 maja 2014 | 21:39:05

    Nie trzeba, skoro wszystkie teksty na tej stronie wychodzą spod pióra jednej osoby, o której szerzej jest napisane w dziale O Autorce :)

  • 3
    gość 25 maja 2014 | 9:21:19

    Tak... Jane Austen i Tukidydes... To wiele wyjaśnia :)

  • 4
    Annie 25 maja 2014 | 11:01:51

    Szanowny Panie, zdaję sobie sprawę, że zranione serce krwawi, ale proszę sobie oszczędzić kolejnych komentarzy - pochlebniejszej recenzji o tak słabej książce nie będzie. I nie, nie czuję się obrażona - nie Pan pierwszy i, jak sądzę, nie ostatni :) Pozdrawiam serdecznie!

  • 5
    gość 26 maja 2014 | 8:16:13

    Ależ, to nieporozumienie. Ani nie jestem autorem żadnej książki, ani nie chciałem Pani obrazić. Poza tym nic mi nie krwawi, no, może czasem nos przy bardzo wysokich temperaturach. :) Pozdrawiam.

  • 6
    Annie 27 maja 2014 | 9:30:21

    Ależ oczywiście :) Poza tym pod komentarzem można by się podpisać... To chyba dobry, sprawdzony obyczaj :) Żegnam!

  • 7
    gość 28 maja 2014 | 10:32:08

    Marek Pałka. Amen.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję