„Bella Toskania”
Okładka książki „Bella Toskania”
  • Autor: Frances Mayes
  • Tytuł: Bella Toskania
  • Tytuł oryginału: Bella Tuscany
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Zofia Kierszys
  • Liczba stron: 276
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 140 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7648-215-6
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 7 stycznia 2012 A- A A+
Kiedy wchodzę do „forno”, nagle otula mnie ciepły aromat świeżo upieczonego chleba.
– Witamy z powrotem – mówi znajoma Kortonka. Przyjechałam z Kalifornii wczoraj wieczorem i po dwudziestoczterogodzinnej męczącej podróży chyba sprawiam wrażenie jeszcze oszołomionej, bo pyta: – Jak pani znosi zmianę czasu?
– Zwykle przeczekuję. Prawie nie odczuwam, tak się cieszę, że jestem tutaj… Tylko wstaję przez kilka dni o czwartej rano. A pani?
– Oglądam wschód słońca. Wtedy ciało nie wie.


Właśnie takimi słowy rozpoczyna się Bella Toskania (1999), niemal bezpośrednia kontynuacja Pod słońcem Toskanii Frances Mayes. Równie urokliwa, równie wciągająca, lecz o zdecydowanie odmiennym charakterze. To dlatego, że pisarka coraz mocniej doświadcza Italii. Wgląda w nią, a wglądając, stara się jak najlepiej zrozumieć wszystko to, co ma szansę poznać. Tych doświadczeń jest o wiele więcej niż jeszcze przed kilkoma laty. A wszystko za sprawą zmieniającego się statusu samej Mayes. Dla Toskańczyków jest zarazem i obca, i swojska, a ta niewygodna niejednoznaczność, paradoksalnie stanowi dla pisarki przepustkę do włoskiego świata.

Mayes uczy się Włochów i Włoch na dwa sposoby. Po pierwsze, sporo podróżując. Odkąd na swojej działce mają już nie plac budowy, a coś, co zaczyna przypominać dom, Frances i Ed coraz więcej czasu poświęcają przyjemnościom. Jedną z najważniejszych są gite, wycieczki. Pretekstem do wyprawy może być wszystko – ot, choćby konieczność uzupełnienia zapasów sfuso, czyli wina niebutelkowanego. Frances i Ed podróżują po całej Toskanii. Odwiedzają Montepulciano, Pienzę, Bagno Vignoni czy opactwo Monte Oliveto Maggiore. Jednak szybko il Giro di Toscana przemienia się w il Giro di Italia. Kolejne miejsca kuszą – Wenecja, Palermo… Nie widzieliśmy mozaik w Piazza Armerina, łaźni arabskich w Cefalù. I aż trudno uwierzyć: nie byliśmy w Taorminie! (…) I warto żebyśmy pojechali na Wyspy Eolskie, choćby dla samej ich nazwy, i do Pantellerii po deserowe wina „muscato”. I dokąd jeszcze?

Drugim sposobem na poznawanie Italii nieoczekiwanie staje się ogrodnictwo. I choć sama Mayes początkowo para się nim bez większego przekonania, można powiedzieć, że uprawianie ziemi ma w genach. To potomkini Humphrya Reptona (1752-1818) – brytyjskiego projektanta ogrodów, który spopularyzował to, co dziś świat zna jako ogród angielski. W miarę upływu czasu, ogrodnicze dziedzictwo daje o sobie znać. Mayes gorliwie czyta książki poświęcone projektowaniu ogrodów, godzinami wpatruje się w zamieszczone w nich szkice, a pod wpływem jej dłoni zapuszczone dotychczas terasy zaczynają przemieniać się w pięć akrów olśniewających roślin. Przy okazji szybko okazuje się, że doświadczenie i złote rady Humphrya Reptona nie mają szans w zderzeniu z włoskimi przyzwyczajeniami. Tu KSIĘŻYC MA WPŁYW. Cebulę zbiera się, kiedy la luna è dura, księżyc jest twardy. Sałatę zaś sadzi się quando la luna è tenera, kiedy księżyc jest miękki. I po prostu nie da się inaczej.

Frances powoli wrasta w obcy do niedawna świat. Stwarza sobie coś na kształt małej stabilizacji. Wtem w Bramasole zaczynają pojawiać się intruzi: – Goście występują w dwóch asortymentach: doskonałym i strasznym. Większość to ten drugi. Czy znacie powiedzenie: „Gość jak ryba, dobry przez trzy dni”? To jest znane w każdym języku. Na dalekich wyspach Pacyfiku i na Syberii, wszędzie. – To Max, on zawsze ma gości.

Pisarka ze swadą opowiada o utrapieniu związanym z przyjmowaniem mniej lub bardziej oczekiwanych przyjaciół, wykańczaniu domu, uprawie ziemi i życiu na toskańskiej prowincji. Jej radość życia jest zaraźliwa, a książka, podobnie jak jej poprzedniczka, tchnie ogromnym optymizmem. Los zdaje się każdego dnia upewniać Frances Mayes w tym, że postąpiła dobrze, zamieszkując w Bramasole. Wniosek jeden – warto realizować marzenia. Mimo wszystko.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję