„Pod słońcem Toskanii”
Okładka książki „Pod słońcem Toskanii”
  • Autor: Frances Mayes
  • Tytuł: Pod słońcem Toskanii
  • Tytuł oryginału: Under the Tuscan Sun
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Zofia Kierszys
  • Liczba stron: 296
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 140 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7648-057-2
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 7 stycznia 2012 A- A A+
Była jedną z pierwszych, która zmieniła swoje życie i przeniosła się do urokliwego zakątka w innej części świata. Jeśli o Peterze Mayle’u można mówić jako o ojcu tzw. toskanianów (choć w jego przypadku raczej prowansjanów), to ona zdecydowanie jest ich matką. Frances Mayes – Amerykanka z urodzenia, Włoszka z wyboru; kobieta, która zaszczepiła w sercach wielu miłość do Italii. Dziś, obok Pietra da Cortona i Luki Signorellego, jest jedną z najciekawszych postaci, jakie los związał z toskańską Cortoną, a zarazem jednym z jej najważniejszych mieszkańców.

Za pisanie wzięła się nieprzypadkowo – Frances Mayes to profesor literatury, poetka, eseistka. A przy tym krzepka dziewczyna z Południa, urodzona w Georgii. W 1975 roku ukończyła studia na Uniwersytecie Stanowym w San Francisco i już dwa lata później opublikowała swój pierwszy tomik poezji. Dopiero w 1996 roku miała swój debiut prozatorski. I to on przyniósł jej sławę, bo Pod słońcem Toskanii błyskawicznie wskoczyła na szczyt listy bestsellerów „New York Times’a” i pozostała tam przez kolejne dwa lata.

Pod słońcem Toskanii to, najogólniej rzecz biorąc, pamiętnik opisujący zmagania pary Amerykanów po ich przeprowadzce do Italii. Narratorką jest nieco ponad czterdziestoletnia Frances – otwarta, bezpośrednia, szczera. Opowiadana przez nią historia jest bardzo osobista – pisarka poprzedza opowieść o swoich toskańskich perypetiach opisem tego, co spotkało ją w życiu do tej pory. Mocno doświadczona przez los, zdążyła zaleczyć rany po nieudanym małżeństwie, odnaleźć miłość i zająć satysfakcjonujące stanowisko w pracy. Jednak Frances czuje, że do pełni szczęścia jeszcze czegoś jej brakuje. Wtem podczas kolejnych podróży do Włoch nieopisana potrzeba zostaje nazwana. Zauroczona toskańskim krajobrazem, kobieta postanawia osiedlić się w słonecznej Italii. W Cortonie, w samym sercu Val di Chiana, odnajduje dom wyjęty prosto z jej marzeń. Przerażona, lecz przekonana co do słuszności własnego pomysłu, kupuje zapomnianą posiadłość i postanawia ją wyremontować. Budowanie nowego domu szybko staje się dla niej częścią trudnego procesu wykuwania nowej tożsamości.

Jest wysoki, kwadratowy, koloru morelowego, z wyblakłymi zielonymi okiennicami, starym dachem z dachówek i żelaznym balkonem na pierwszym piętrze. Na tym balkonie kiedyś może siadywały damy i sponad wachlarzy patrzyły na jakieś widowisko poniżej. (…) Kiedy pada deszcz albo światło się zmienia, fasada domu staje się złocista, nabiera koloru sjeny, ochry; warstwa poprzedniej farby, szkarłatnej, prześwieca różowymi plamami i wygląda to jak porzucone pudełko kredek topniejących w słońcu. Tam, gdzie sztukateria odpadła, szorstkie kamienie świadczą, jaka pierwotnie była ta fasada. Ponad „strada bianca”, szosą białą od kocich łbów, ten dom stoi na terasowatym zboczu wzgórza, porosłym drzewami owocowymi i oliwnymi. Bramasole: „bramare” – pragnąć, tęsknić, „sole” – słońce. Coś, co tęskni do słońca, no właśnie, jak ja.

Jednak początkowo Frances tęskni przede wszystkim do końca remontu. A ten przedłuża się niemal w nieskończoność, bo choć i ona, i Ed wkładają w niego wiele pracy, aby wszystko odrestaurować szybko, lecz z pietyzmem, włoskim robotnikom zdaje się przyświecać zupełnie inna filozofia. Jednak na kartach książki rzadko kiedy goszczą zniechęcenie i frustracja. Mayes snuje opowieść ze swadą, a do wszystkiego ma ogromny dystans. Z humorem opowiada o włoskiej etyce pracy, pomysłach na życie i zderzeniu tradycyjnych rozwiązań z osiągnięciami nowoczesnej sztuki inżynierskiej. Łapczywie chłonie wszystkie toskańskie tradycje. Intrygują ją lokalni rzemieślnicy. Zwłaszcza ci, którzy zajmują się starym rzemiosłem. Godzinami może wpatrywać się w pracę miejscowego Hefajstosa – ostatniego maestro zajmującego się ferro batuto – kuciem żelaza.

Frances sadzi warzywa, zrywa zioła i gotuje. Gotuje dobrze, a nawet więcej niż dobrze – w końcu uczyła się od tych, które dziś uchodzą za najlepsze (między innymi od Simone Beck, czyli jednej z Tres Gourmands, podczas kursów prowadzonych w jej domu w Prowansji). Mayes chce miłością do jedzenia zarazić swoich czytelników – książka wypełniona jest po brzegi podpowiedziami, jak przygotować pyszne dania. Sorbet z mięty i bazylii, grysikowe gnocchi, risotto z ćwikłą, sos z porcini, a nawet gratin Dauphinois wedle przepisu niezrównanej Julii Child.

Pod słońcem Tokanii to pean na cześć Włoch – ich kultury, zabytków i stylu życia, który można sprowadzić do krótkiego dolce far niente. Jednak nie jest to li tylko bukoliczna opowieść o życiu w samym sercu włoskiego buta. Mayes nie jest typową literacką imigrantką. Nie wyrzeka się swojego kraju. Docenia uroki Toskanii, lecz nie umie zrezygnować z nie mniej pięknej Kalifornii. W pewnym momencie pisze: Dosłownie serce mi tutaj bije wolniej. (…) Ale i tak czuję, że tam mogę lepiej rozwijać się intelektualnie… tam jest moja kultura, moje nieokrzesanie, moja przeszłość. Mayes jest rozdarta pomiędzy dwa kraje – każdy z nich jest na swój sposób jej małą ojczyzną. Jako jedyna ze znanych mi autorów toskanianów wybiera kompromis – postanawia dzielić życie pomiędzy dwa domy: jeden w Hillsborough w Północnej Karolinie i drugi w Cortonie.

W 2003 roku Audrey Wells wyreżyserowała luźną adaptację powieści Mayes z Diane Lane w roli głównej. W dniu premiery film zajął drugie miejsce w amerykańskim box office, zarabiając blisko 10 milionów dolarów (co stanowiło ponad połowę jego budżetu). Widzowie, podobnie jak wcześniej czytelnicy, zakochali się w tej czarującej opowieści. Bo chociaż Pod słońcem Toskanii to apoteoza codziennego życia, dzięki plastycznemu językowi pisarki i malowniczym okolicznościom przyrody zyskuje iście magiczny wymiar. I jest tak przekonywująca, że po jej lekturze nie ma się ochoty na nic innego, jak tylko na zrywanie bazylii i sadzenie pomidorów ;)
Komentarze
  • 1
    ktrya 7 stycznia 2012 | 19:47:06

    Jedna z ulubionych moich książek, filmów zresztą też. Nigdy nie zapomnę mojego pobytu w Toskanii i ujrzenia na własne oczy to o czym pisała Mayes. Po tej książce przeczytałam wszystkie jej książki i wszystkie autobiograficzne fascynują obrazem Italii.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję