„Droga”
Okładka książki „Droga”
  • Autor: Cormac McCarthy
  • Tytuł: Droga
  • Tytuł oryginału: The Road
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 268
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-08-04178-9
  • Wydawca: WL, Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: WL, Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 20 czerwca 2008 A- A A+
Cormac McCarthy: Wiesz, jest wiele rzeczy, które chciałbyś zrobić. Ale kiedy twój czas zaczyna się kurczyć, musisz…
Joel Coen: Wybrać, co jest najistotniejsze?
Cormac McCarthy: Trochę tak. Mój przyjaciel, który jest nieco starszy ode mnie, powiedział mi: „Ja już nawet nie kupuję zielonych bananów.” (śmiech) Ja jeszcze nie jestem w tym punkcie życia, ale bardzo dobrze wiem, co miał na myśli.(1)

W wieku 74 lat McCarthy napisał powieść, którą krytycy literaccy okrzyknęli powieścią jego życia. Ja jednak mam cichą nadzieję, że jest to kolejny zielony banan w owocowym koszyku mistrza. Zachwycająco przerażająca, wstrząsająco piękna, intrygująco tajemnicza. Powieść pochłonęła mnie całkowicie. Wpadłam, moi drodzy. Dlatego musicie mi wybaczyć, że niniejsza recenzja będzie peanem na cześć McCarthy’ego. Nie może być inaczej. Pisarz naprawdę sobie na to zasłużył ;)

Cormac McCarthy – prozaik, scenarzysta, dramaturg; jeden z najwybitniejszych amerykańskich autorów, okrzyknięty następcą Williama Faulknera. Choć urodził się w Providence (Rhode Island), McCarthy od wielu lat zamieszkuje w Tesuque, mieście leżącym na północ od Santa Fe, stolicy stanu Nowy Meksyk. Jak sam mówi, fascynują go surowe, niepokojące krajobrazy teksańsko-meksykańskiego pogranicza i dlatego bardzo często umiejscawia akcję swoich powieści w miejscach, które choć nienazwane, łatwo przywodzą na myśl krajobrazy okolic Rio Grande. Autor zrywa z zasadą narratywizacji przestrzeni sprawiając, że przyroda zamiast stanowić jedynie tło dla dziejących się wydarzeń, staje się pełnoprawnym bohaterem powieści. Te dwie maniery pisarza – reminiscencje krajobrazu Nowego Meksyku oraz personifikacja przyrody – stanowią nieodłączny element jego twórczości, widoczny również w księżycowym krajobrazie Drogi.

Inspiracją do powstania powieści była dla McCarthy’ego podróż jaką przed kilkoma laty odbył ze swoim synem do El Paso w Teksasie. Jednak bohaterowie Drogi nie podążają śladami pisarza i jego dziecka. McCarthy nie nazywa powieściowych miejsc, a jedynie poprzez drobne sugestie podpowiada czytelnikowi, gdzie jego bohaterowie się znajdują. Niczym pielgrzymi z podań, połknięci przez jakąś granitową bestię, zagubieni w jej wnętrznościach, ojciec i syn wyruszają ze wschodniego Tennessee w kierunku Chattanooga (Długa stodoła na polu, na jej spadzistym dachu reklama z wyblakłymi trzymetrowymi literami. Odwiedźcie Rock City.). Zmierzają na południe. Przez przejście Newfound Gap w masywie Appalachów (Liczył, że wystarczy im jedzenia, żeby przebyć góry, ale pewności nie miał. Przełęcz przy wododziale znajdowała się na wysokości tysiąca pięciuset metrów – będzie tam bardzo zimno.), chcą dojść do oceanu. Muszą. Narysował na mapie dwa ludziki. To my, powiedział. Chłopiec przeciągnął palcem po trasie w kierunku morza. Jak długo będziemy tam iść?, spytał.
Dwa tygodnie. Trzy.
Jest niebieskie?
Morze? Nie wiem. Kiedyś było.


Świat McCarthy’ego to świat bez zasad, chaotyczny i brutalny, zupełnie odmienny od tego, jaki znamy. Zwęglone rośliny, wypalone przez sól morza szkielety ptaków. I garstka ludzi. Tylko tyle przetrwało kataklizm. Jaki? Ten najbardziej realny, wojnę nuklearną. Zegary stanęły o 1.17. Długie nożyce światła, a potem seria wstrząsów. Podniósł się i podszedł do okna. Co to?, spytała. Nie odpowiedział. Ruszył do łazienki i nacisnął włącznik światła, ale prądu już nie było. Matowy różowy poblask za szybami.

Wszechobecny popiół. Świat spowity szarością kurzu. Opustoszały, jałowy, zwęglony, ogołocony, wyblakły i zwietrzały. A sny pełne kolorów. Czy śmierć może przyzywać inaczej?

Odnajdując w zgliszczach resztki dawnego świata, ojciec wraca wspomnieniami do przeszłości. Dla jego syna jednak ta przeszłość nie istnieje, jest mu zupełnie obca. Apokalipsa zniszczyła codzienność. Wraz z ostatnim egzemplarzem odchodzi cała kategoria rzeczy. Znika, gasi za sobą światło. Cudem ocalała puszka coca-coli stanowi jedno z ostatnich świadectw istnienia człowieka. Człowieka cywilizowanego. Dobrego. Niosącego światło.

Droga epatuje brutalnością, zezwierzęceniem, przemocą. Ludzie, w krańcowym momencie swojego istnienia, stali się drapieżnikami. Kanibalami. Gotowanie noworodka, rozczłonkowywanie ciał więzionych w piwnicy ludzi, wszechobecne, ogołocone ze skóry szkielety - to zezwierzęcenie początkowo szokuje, jednak szybko wtapia się w rytm świata powieści, stanowiąc li i wyłącznie jego zastany element. Na tle tego świata, szokująca jest raczej postawa małego bohatera. Chłopiec sprzeciwia się postapokaliptycznemu porządkowi, nie zgadza się na odczłowieczanie się ludzi. I chce nieść pomoc, nawet wtedy, kiedy spotyka na drodze starca, którego los i tak jest już przesądzony. Jak się nazywasz? Ely. Eliasz. Jedyny nazwany bohater McCarthy’ego nosi imię starotestamentowego proroka wyznaczonego przez Boga do walki z antychrystem tuż przed końcem świata. Przypadkowa zbieżność? Zdecydowanie nie.

Pisarz irracjonalizuje źródła lęku czytelnika nie tylko poprzez zakamuflowane w treści powieści symboliczne detale, ale przede wszystkim przez swój styl i język. Droga to kompilacja krótkich zdań i kilkuwyrazowych równoważników. Jednak paradoksalnie, oszczędność i minimalizm potęgują poetyckość tekstu, intensyfikują ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niesie. Choć przez swą lapidarność, powieść powinna brzmieć surowo, hipnotyzuje czytelnika swoją kruchością i delikatnością. Hipnotyczna jest nie tylko narracja, ale cała konstrukcja powieści, jej fabuła. To wszystko sprawia, że naprawdę nie sposób się od niej oderwać.

McCarthy stawia pytania i każe zaakceptować fakty, które, istniejąc w świadomości, unicestwiają sens życia człowieka, obdarzając go permanentnym poczuciem nicości swojego istnienia. Ludzie zawsze myśleli o jutrze. Ja w to nie wierzyłem. Bo jutro nie myślało o nich. Nawet nie wiedziało, że są. (…) Czas dany na kredyt i świat dany na kredyt. (…) Nieporadny kontrspektakl rzeczy przestających istnieć.

Jednak zwycięstwo małego bohatera tchnie nadzieją, że może ten spektakl nigdy nie zostanie odegrany. Wystarczy, że każdy z nas zatrzyma się na chwilę i spróbuje docenić powszedniość oraz szczęście, jakie ze sobą ona niesie. I odetchnie głęboko. Bo nie umieramy. Nie głodujemy. Niesiemy ogień.



1. Grossman Lev, A conversation between author Cormac McCarthy and the Coen Brothers, about the new movie “No Country for Old Men”, “Time Magazine” z dn. 18.10.2007.
Komentarze
  • 1
    waldi 14 czerwca 2011 | 11:51:28

    książki nie czytałem, ale obejrzałem film i przez tydzień nie mogłem się pozbierać, na ogół nic nie robiło na mnie wrażenia, czasem miewałem jakieś przemyślenia po przeczytaniu jakieś książki bądź zobaczenia jakiegoś filmu, a tu taka niespodzianka (trochę niemiła), dopadł mnie jakiś stres, głębsze myśli, ekranizacja "drogi" rozłożyła mnie na łopatki, chyba przymierzę się do książki, ale jeszcze muszę odczekać. Polecam, ta wizja może się sprawdzić a już ma pewne odniesienia do dzisiejszego życia.

  • 2
    leowym 20 października 2011 | 19:47:19

    mnie książka nie zaskoczyła niczym nowym, niczym czego by nie powiedziano/napisano/powiedziano. Fabuła przypomina jeden z setek amerykańskich filmów o świecie po zakładzie i ludziach zombie/kanibalach. Język opisu niezbyt bogaty... popiół, szare, zniszczone, spalone i tak w kółko. Na tle tego idą: nieufający nikomu ojciec i dziecko z przypisaną swojemu wiekowi naiwnością. Na okładce książki napisano "wędrówka z góry skazana na klęskę" z góry skazując czytelnika na przewidywalność.

    Ogólnie nie polecam. Jedyny pozytyw tej książki jest taki, że szybko się ją czyta i można sobie nią zająć jedno jesienne popołudnie ale czy to warte 30,00zł? NIE

  • 3
    dindin 30 stycznia 2012 | 22:31:03

    Książka trudna do przeżycia, zwłaszcza dla ojca chłopców. Pokazuje na czym polega istota więzi łączącej ojca z synem i syna z ojcem i co to znaczy być mężczyzną. Łzy leciały po mojej starej, tłustej twarzy...

  • 4
    mati 3 września 2013 | 11:51:33

    Podpisuję się pod spostrzeżeniami Dindina. Nie spodziewałem się, że jakakolwiek książka wywoła u mnie tak silne emocje. Czytałem ją z przerwami, ponieważ obraz przerażonego dziecka i prawie bezsilnego, umierającego ojca był zbyt rzeczywisty i ponury. W głowie na długo pozostają obrazy i oszczędne dialogi bohaterów. Polecam, choćby po to, żeby docenić więzi, które nas łączą z bliskimi i świat w jakim żyjemy.

  • 5
    arnold 18 września 2013 | 10:03:19

    Przeczytałem w jedną noc. Sam jestem ojcem siedmiolatka. Od kilku dni nie mogę się pozbierać. Trudno powstrzymać łzy w wielu momentach tej książki.Jeżeli ktoś oglądał tylko film to nie wie nic o "Drodze".

  • 6
    gość 25 października 2013 | 0:39:03

    nie wiem, jak McCarthy to zrobił, ale klimat dialogów ok.10-letniego dziecka z ojcem oddał idealnie... dorosły nie chce dziecku przekazać za wiele zbyt brutalnych oczywistych oczywistości, ale nie zdaje sobie do końca sprawy, że dziecko już WIE i tylko oczekuje potwierdzenia własnych spostrzeżeń.... właśnie skończyłem czytać, mam syna w podobnym wieku jak ten z książki - oby nigdy tego nie musiał zaznać!!!

  • 7
    gość 28 lipca 2014 | 0:52:58

    Świetna lektura. Jedno małe zastrzeżenie do recenzji. Kataklizm ukazany w Drodze to nie wojna nuklearna, lecz wybuch megawulkanu (być może z terenu Parku Yellowstone?). Świat spowity jest śmiertelnym całunem pyłów wulkanicznych, przez które nie może przedrzeć się słońce. Nie podam innych przesłanek, aby jak to się mówi: nie spojlerować.

  • 8
    gość 8 września 2014 | 19:20:41

    ja wlasnie dzis obejrzalam film i jestem pod jego wrazeniem jutro ide bo biblioteki po ksiazke az nie moge sie doczekac zeby zaczac ja czytac super film

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję