„Krwawy południk albo wieczorna łuna na Zachodzie”
Okładka książki „Krwawy południk albo wieczorna łuna na Zachodzie”
  • Autor: Cormac McCarthy
  • Tytuł: Krwawy południk albo wieczorna łuna na Zachodzie
  • Tytuł oryginału: Blood Meridian or the Evening Redness in the West
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Robert Sudół
  • Liczba stron: 444
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-08-04476-6
  • Wydawca: WL, Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: WL, Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 1 października 2010 A- A A+
To nie jest kraj dla słabych ludzi. Dla wrażliwych, empatycznych i moralnych. Świat, do jakiego wprowadza nas Cormac McCarthy jest przerażający. Bo tu apokalipsa już się dokonała. Koniec świata nastał. To tu człowiek się zdehumanizował.

Tennessee, koniec lat 40. XIX wieku. Czternastoletni chłopak, bezimienny dzieciak, ucieka z domu od owdowiałego ojca pijaka i wyrusza na południowo-zachodnie rubieże Stanów Zjednoczonych. W jednym z miasteczek przyłącza się do bandy łowców skalpów. Razem z nimi wędruje po amerykańsko-meksykańskim pograniczu – ziemi chaosu, przemocy i bezprawia. Fabularnie tylko tyle i aż tyle. Krwawy południk to powieść inicjacyjna, opowiadająca o końcu dziecięctwa dzieciaka i jego świadomej przemianie w młodego degenerata. Cormac McCarthy wybrał bohatera nieprzypadkowo. Pisarz zainspirował się autobiografią Samuela Chamberlaina, członka bandy Johna Joela Glantona, który w wieku piętnastu lat uciekł z Bostonu i udał się do Illinois. To tam w 1846 roku zaciągnął się do Drugiego Ochotniczego Regimentu Illinois (Illinois Second Volunteer Regiment), z którym wyruszył na wojnę z Meksykiem, siejąc nieopisane bezprawie i terror.

McCarthy opublikował Krwawy południk w 1985 roku. Dziś uznaje się go za jedną z pięciu najważniejszych amerykańskich powieści ostatnich dwudziestu pięciu lat. W Polsce książka ukazała się dopiero w 2010 roku, równo w ćwierć wieku po światowej premierze. Na rok przed tym, zanim do kin wejdzie jej ekranizacja w reżyserii Todda Fielda (już dziś głośno mówi się, że obraz będzie Oscarowym pewniakiem).

Akcja powieści rozgrywa się w szczególnym dla historii Stanów Zjednoczonych momencie. Druga połowa XIX wieku to czas amerykańskiego parcia na zachód, za rzekę Missisipi, w myśl doktryny „oczywistego przeznaczenia” (manifest destiny). Nie zakładała ona niczego innego, jak niepozbawioną pychy ekspansję za Góry Skaliste, aż do wybrzeża Pacyfiku. Jej ojcem był John Louis O’Sullivan, wydawca „United States Magazine and Democratic Review”, który w 1845 roku pisał tak: Naszym oczywistym przeznaczeniem jest zajęcie kontynentu przydzielonego nam przez Opatrzność dla swobodnego rozwoju naszych corocznie mnożących się milionów. Moralnie usprawiedliwione, mnożące się corocznie miliony tłumnie ruszyły na zachód, zadeptując Wielkie Równiny. Ogromny step rozciągający się od rzeki Missisipi na zachód, do Gór Skalistych i od Kanady po Meksyk. Zamieszkiwany przez około dwadzieścia trzy plemiona indiańskie – Arapaho, Czejenów, Kiowa, Komanczów, Siuksów, Czarne Stopy czy Indian Pueblo.

Jednak amerykańska żądza ziemi była najbardziej widoczna na najłatwiej dostępnym obszarze pogranicza – w Teksasie. To właśnie na tej ziemi Cormac McCarthy umiejscowił akcję swojej najgłośniejszej powieści. Jest rok 1849 – wojna amerykańsko-meksykańska właśnie się zakończyła, a Stany Zjednoczone na mocy traktatu z Guadalupe Hidalgo stały się bogatsze między innymi o Teksas, Nowy Meksyk i Kalifornię – ponad 500 tysięcy mil kwadratowych terytorium. Minął już rok odkąd w Kalifornii odkryto złoto. „Argonauci” wciąż tłumnie ściągają na południowy-zachód. Tylko w 1849 roku do Kalifornii dociera ponad 80 tysięcy poszukiwaczy złota. Niewielu o złotym charakterze. McCarthy zrywa z mitem amerykańskiego pogranicza. Obnaża kłamstwa, prezentując prawdziwy obraz tego rozdziału amerykańskiej historii. Odmalowany w ciemnych barwach, pozbawiony patosu, naznaczony krwią. Mroczny i mocny.

Dziki Zachód. Terra Damnata. Ziemia pokryta ciałami martwych dzieci, bezwłosymi czerepami Indian i gęstą krwią, ściętą jak twaróg. Ziemia we władaniu garstki konnych, którzy snują się po pograniczu tygodniami. Rozproszeni na równinie, poruszali się w nieustannej elizji, wyświęceni przedstawiciele teraźniejszości, dokonujący podziału zastanego świata i pozostawiający za sobą popioły – wszystko już było i nic już nigdy nie będzie takie samo. Jeźdźcy-zjawy, bladzi od kurzu, anonimowi w niezłomnym upale. Nade wszystko wydawali się zdani na łaskę losu, pierwotni, prowizoryczni, pozbawieni porządku. Jak istoty wydobyte z litej skały, które – bezimienne i spętane własnymi mirażami – skazane są na niemą wędrówkę niczym gorgony włóczące się po bezludziach Gondwany w czasach, gdy nie wymyślono jeszcze nazw, a jedno było wszystkim.

Bohaterowie McCarthy’ego, choć są ludźmi, są zdehumanizowani. Pozbawieni moralności, empatii, skrupułów, są zdolni absolutnie do wszystkiego. Nie zastanawiają się nad swoimi czynami, są pozbawieni zdolności do jakiejkolwiek refleksji. Ich ręce są zabrudzone krwawymi plamami. Towarzyszy im smród uryny i zapach śmierci. Oraz przemożne pragnienie rozładowania rozdzierających ich od środka złości i nienawiści. Na ich tle szczególnie wyróżnia się sędzia Holden. Wielki niezgrabny mutant, milczący i pogodny. Bez względu na to, jakich miał przodków, był czymś zupełnie innym niż suma ich wszystkich i brakowało systemu, który pozwoliłby go podzielić z powrotem na gałęzie jego rodowodu, bo nijak się temu nie poddawał. Sędzia. Suzeren ziemi, niszczący niezależne życie, które nie może istnieć bez jego zezwolenia. Życie, które rodzi się do gry. Wartość tego pierwszego zależy od stawki tej drugiej. Człowiek żyje, trzymając w dłoni konkretny układ kart. Albo wygra, albo zostanie usunięty ze sfery istnienia.

Oto natura wojny, której stawką jest zarazem gra, władza i uprawomocnienie. W ten sposób postrzegana wojna stanowi najprawdziwszą formę przepowiedni. To sprawdzian naszej woli i woli drugiego człowieka w ramach woli większej, która jest zmuszona dokonać wyboru, bo wiąże nas obu. Wojna to gra najwyżej rangi, bo wojna wymusza jedność istnienia. Wojna to bóg.
Brown wpatrywał się w sędziego.
Jesteś obłąkany, Holden. Na całego.


Ameryka McCarthy’ego to kraj tonący we krwi, pełen wszechogarniającej przemocy. W niczym nie przypomina mitycznej krainy, usianej miasteczkami ze stojącymi na ich czele szeryfami, opiewanej w kultowych westernach. Pisarz odbrązawia mit bohaterskiego Dzikiego Zachodu. Dosadnie i bez pardonu.

Równocześnie ta zbrutalizowana rzeczywistość jest bardzo liryczna. Język pisarza jest nieodmiennie poetycki i pełen metafor. Nasycony biblijnymi aluzjami opowiada o świecie, który zginął, bo był zbyt blisko Stanów Zjednoczonych. I zbyt daleko od Boga.
Komentarze
  • 1
    Bazyl 1 października 2010 | 14:49:21

    Polecam do kompletu serial "Deadwood" :D

  • 2
    inga 3 października 2010 | 10:07:23

    Aniu, została mi jakaś 1/5 książki do przeczytania, więc możliwe, że moja ocena jest przedwczesna, ale mam wrażenie, że w tej książce brakuje wątku przewodniego. Sposób pisania i język są rzeczywiście niesamowite, ale nie ma czegoś - powiedzmy - o co można się "zaczepić". Nawet postać dzieciaka gdzieś w połowie się gubi (na rzecz Holdena lub Glantona). Mam nadzieję, że koniec będzie zaskakujący.

    Ciekawa recenzja, bardzo dobrze wprowadza w tematykę ekspansji i dzikiego zachodu. Taki zarys powinien być wprowadzeniem do polskiego wydania tej książki, żeby pokazać, że nie jest to jedynie opowieść o brutalności i zdehumanizowaniu, ale o pewnej koncepcji, która była realizowana w taki sposób.

    Pozdrawiam!

  • 3
    zuch_rysuje 4 października 2010 | 14:25:22

    właśnie brak wyraźnego wątku, czy głównego bohatera nadaje tej książce klimat. nikt i nic nie jest ważne.

  • 4
    Annie 7 października 2010 | 22:18:57

    Bazylu, mówisz, że dobre? :D To może spróbuję. Ciągle trwam w McCormacowym nastroju to powinno mi się spodobać (tym bardziej, że recenzje serial ma bardzo dobre :)

    Ingo, a mi się wydaje, że taki był właśnie cel autora - nie skupiać się na jednostce, a ukazywać zezwierzęcenie człowieka w ogóle. Postacie to dla Amerykanina jedynie kukiełki, za pomocą których może on obrazować swoje rozważania. Skupia się na tej, która w danym momencie będzie mu bardziej użyteczna. Jedynym stale obecnym bohaterem McCarthy'ego, na którego pisarz stale zwraca uwagę, jest przyroda. Ona jest bohaterem, ale takim bohaterem-obserwatorem. Razem z czytelnikiem przygląda się temu, jak ze sobą nawzajem postępują ludzie. Początkowo prozaik rzeczywiście stawia w centrum zainteresowania Dzieciaka. Ale już właściwie od pierwszych stron niewiele mniejszą uwagę poświęca Holdenowi. Miałam wrażenie, że obaj są alfą i omegą, początkiem i końcem. Tak musiał dorastać człowiek, który chciał zawładnąć Pograniczem. I taki, jego zdaniem, musiał być, jeśli chciał na tym Pograniczu skutecznie zaprowadzać swoje porządki.

    Buziaki!

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję