„Szlakiem Gringo”
Okładka książki „Szlakiem Gringo”
  • Autor: Mark Mann
  • Tytuł: Szlakiem Gringo
  • Tytuł oryginału: The Gringo Trail
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Elżbieta Smoleńska
  • Liczba stron: 264
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7506-405-6
  • Seria: Naokoło świata
  • Wydawca: Zysk i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Poznań
  • Logo wydawnictwa: Zysk i S-ka, Wydawnictwo
  • Logo serii: Naokoło świata
Recenzja
Data publikacji: 13 czerwca 2010 A- A A+
Szlak Gringo to nie pozbawione drwiny sformułowanie używane przez mieszkańców Ameryki Środkowej i Południowej na określenie trasy turystycznej, jaką najczęściej pokonują podróżujący po krajach Ameryki Łacińskiej tzw. „gringos” – Amerykanie i inni turyści, nie wywodzący się z krajów iberoamerykańskich. Podróż wzdłuż Szlaku Gringo to podróż głównie po największych zabytkach prekolumbijskich kultur zachodniej hemisfery. Obejmuje on chociażby takie miejsca, jak meksykańskie Chichen Itza, peruwiańskie Machu Picchu czy gwatemalskie Lago de Atitlán. Mark Mann odwiedził je. Niemal wszystkie. Jednak jego relacja w niczym nie przypomina książek Wojciecha Cejrowskiego czy Jacka Pałkiewicza. W końcu nie bez powodu jej podtytuł brzmi Ostra jazda po Ameryce Południowej.

Londyn, lata 90. XX wieku. Troje 30-letnich Londyńczyków postanawia odbyć podróż swojego życia. Cel? Ameryka Południowa, Szlak Gringo. Jak wszyscy turyści, Mark, Melissa i Mark chcą poznać najstarsze zabytki, zanurzyć się w obcej kulturze i historii… ale też jednocześnie dobrze się zabawić. Jednak podczas gdy narrator ze swoją dziewczyną pełni zachwytu eksplorują gęste i bujne lasy, majestatyczne góry, magiczne i odludne plaże oraz ciepłe wody oceanu, drugi Mark – nakazujący nazywać siebie „zwierzęciem zabawowym” – woli eksplorować uroki nocnego życia Latynosów. To, co się dla niego liczy, to narkotyki i totalny odlot.

Swobodny, momentami nawet szokujący język. A do tego cytaty z Krótkiej relacji o wyniszczeniu Indian pióra XVI-wiecznego hiszpańskiego kronikarza, Bartolomé’a de las Casasa. Kiedy przed dziesięcioma laty Mark Mann opublikował swoją książkę (w 1999 roku), błyskawicznie został porównany do autora kultowej już W drodze, Jacka Kerouaca. Szlakiem Gringo to podszyta czarnym humorem relacja z podróży. Intrygująca, w przewrotny sposób zabawna, a w epilogu – niezwykle wstrząsająca i głęboko poruszająca. Nie sądziłam, że ta książka wzbudzi we mnie tyle różnych, niejednokrotnie skrajnie różnych, emocji.

Mark Mann wiele swojej uwagi poświęca tym, o których, kiedy mówi się o współczesnej Ameryce Łacińskiej, najczęściej się zapomina. Ameryka Środkowa i Południowa to nie tylko Aztekowie, Inkowie i Majowie, ale setki innych plemion Indian, które dla rozwoju regionu miały niebagatelne znaczenie. Dla Boliwii, Peru i Ekwadoru szczególnie ważni byli Indianie Keczua czy Ajmara. Potomkowie tych pierwszych do dziś dodają kolorytu krajobrazowi Ameryki. Kobiety ubrane w obszerne, wełniane spódnice i płaskie kapelusiki, przed wiekami podpatrzone u żon konkwistadorów. Mężczyźni w filcowych kapeluszach i wełnianych poncho…

A tu nawet nazwy krajów nie zdradzają obecności Indian. Kolumbia pochodzi od Kolumba, Włocha, który nigdy nie postawił stopy na kolumbijskiej ziemi; Boliwia – od Simóna Bolivára, białego Wenezuelczyka, który spędził w Boliwii jakieś dwa tygodnie. Ekwador – od wyimaginowanej linii. Słowo Peru odnosi się do Indian, ale nie plemion, które z Peru pochodzą. Nadana przez pomyłkę nazwa pochodzi od Biru zamieszkujących kolumbijskie wybrzeże Pacyfiku. Nazwa Amazonia wywodzi się z greckiego mitu o plemieniu wojowniczek z północnej Turcji albo Bułgarii. Tutejszych mieszkańców nazwano Indianami – od kraju leżącego na drugim końcu świata. Ameryka dostała swoją nazwę na cześć innego Włocha, Ameriga Vespucci, mało znanego członka kilku wypraw na kontynent północnoamerykański w latach 1499-1502. Nazwa Ameryki Łacińskiej pochodzi od zwycięskiej mniejszości, a nie podbitej większości.

Mark Mann nie jest cynikiem. On jest orędownikiem obu zapomnianych Ameryk – Środkowej i Południowej – który chce przypomnieć światu, jak podle potraktował jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi. Jego relacja ocieka goryczą. Nic dziwnego. Ameryka Łacińska jest w oczach większości Europejczyków nadal krajem Trzeciego Świata. Miejscem tak geograficznie odległym, że nie warto o nim pamiętać. Po co więc zaprzątać sobie głowę jego historią? Szlakiem Gringo to nie tylko reportaż z podróży po Ameryce Południowej, ale także książka o europejskiej ignorancji. I chyba właśnie za to cenię ją sobie najbardziej. Za krytykę. Surową, ale zasłużoną. Nawet jeśli spóźnioną. O kilkaset lat.
Komentarze
  • 1
    A.verbis.ad.verba 13 czerwca 2010 | 23:05:29

    Planowałam przeczytać tą książkę. Twoja recenzja utwierdziła mnie w tym przekonaniu.

  • 2
    Annie 28 czerwca 2010 | 18:52:53

    Mam nadzieję, że i Tobie będzie się podobać :) Miłej lektury!

  • 3
    rafal 23 sierpnia 2010 | 9:15:48

    Swietna ksiazka tzn wywoluje skrajne emocje i do tego to zakonczenie...

  • 4
    Marek 6 września 2010 | 14:20:03

    Faktycznie książka inna niż Cejrowskiego czy Pałkiewicza - ma bardzo specyficzny klimat - .... może za dużo ćpania, ale jest to książka na jeden wieczór !!!!!! Super się ją czyta !!!!!!

  • 5
    gość 11 września 2013 | 13:01:43

    świetna książka, nie widze w niej drwiny ani szokującego języka...

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję