„Chat”
Okładka książki „Chat”
  • Autor: Archer Mayor
  • Tytuł: Chat
  • Tytuł oryginału: Chat
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Anna Gwarek
  • Liczba stron: 320
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-61867-00-5
  • Seria: Seria Kryminalna
  • Wydawca: Aurum, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Aurum, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 27 sierpnia 2009 A- A A+
Vermont, Nowa Anglia. W niewielkim miasteczku Brattleboro zostają odnalezione zwłoki anonimowego topielca. Zmarły mężczyzna nie ma przy sobie żadnych dokumentów, a żaden z okolicznych mieszkańców go nie zna. Czy to przypadkowa ofiara czy też ofiara mordercy? Joe Gunther, najlepszy agent stanowego biura śledczego (VBI), przejmuje dochodzenie, aby wyjaśnić okoliczności śmierci mężczyzny. Jednak jego śledztwo w sprawie Johna Doe nieoczekiwanie przerywa wieść o wypadku samochodowym dwojga najbliższych mu ludzi – brata i matki. Ku zaskoczeniu Gunthera okazuje się, że pojazd, który prowadził Leo został celowo uszkodzony. Joe postanawia za wszelką cenę dotrzeć do przyczyn katastrofy i rozpoczyna prywatne dochodzenie w tej sprawie. Jeszcze nie wie, że jego dwa, pozornie zupełnie niezwiązane ze sobą śledztwa, złączą się w wielkim finale, ujawniając wyjątkowo niebezpiecznych sprawców.

Chat (2007) to osiemnasta powieść Archera Mayora poświęcona dochodzeniom jego sztandarowego bohatera, Joe Gunthera. Cykl rozpoczął się wydaną w 1988 roku powieścią Open Season i od tego czasu właściwie co roku, jesienią, pisarz wydaje kolejną książkę z serii. Choć obecnie pracuje już nad dwudziestą pierwszą, dopiero w tym roku został po raz pierwszy wydany w Polsce. Jego Chat otwiera nową Serię Kryminalną wydawnictwa Aurum.

Chat to powieść wyjątkowa pod wieloma względami. W dobie świetności udziwnionych kryminałów, dostajemy do rąk książkę, której autor skupia się na tym, co dla powieści kryminalnych najważniejsze – na śledztwie. Dochodzenie, analiza materiału dowodowego, rzetelne opisy procedur policyjnych… Mayor oferuje czytelnikom tak intrygującą kuchnię policyjnych śledztw. W pigułce. Nic w tym dziwnego, bo pisarz jest nie tylko autorem powieści, ale również przedstawicielem biura lekarzy sądowych stanu Vermont oraz współpracownikiem biura szeryfa hrabstwa Windham. Podczas gdy inni autorzy kryminałów, konstruując intrygę, opierają się tylko na rozmowach z ludźmi zaangażowanymi w śledztwa, Archer Mayor pisze z własnego doświadczenia, gdyż we wspomnianych dochodzeniach uczestniczy nie za pośrednictwem innych osób a naprawdę.

Pisarz mieszka na stałe w Newfane w Vermoncie i stan ten w naturalny sposób stał się areną dla opisywanych przez Mayora zdarzeń. Vermont na kartach jego książki ożywa, stając się niezwykłą krainą, tak odmienną od innych amerykańskich regionów. Poznajemy za pośrednictwem Gunthera nie tylko geografię Les Verts Monts (nazwa stanu pochodzi od wspomnianych francuskich słów oznaczających „zielone wzgórza”), ale również styl życia i zwyczaje mieszkańców Nowej Anglii. Zważywszy na to, że wielu amerykańskich autorów, opisując Nową Anglię, skupia się najczęściej na okolicach Bostonu, muszę przyznać, że powieść Mayora stanowiła miłą odmianę.

Mamy więc świetnie nakreślony obraz Vermontu, wielowątkową fabułę oraz opartą na rzetelnych faktach historię. Wisienkę na tym torcie stanowi ciekawa kreacja głównego bohatera, Joe Gunthera. Bardzo dobry detektyw, fantastyczny szef, profesjonalista w każdym calu. Z jednej strony twardy glina, z drugiej – wrażliwy mężczyzna, którego kontury wygładzają się, jak tylko powraca do rodzinnego domu.

Słowem, spotkanie z powieścią Archera Mayora uważam za całkiem udane. Bardzo dobra proza kryminalna (skądinąd, świetnie nadająca się do zekranizowania).
Komentarze
  • 1
    mary 27 sierpnia 2009 | 18:51:15

    a co znaczy tytuł?

  • 2
    Annie 2 września 2009 | 20:13:33

    Tytuł związany jest z kierunkiem, jaki przybiera śledztwo prowadzone przez Gunthera. Fragmenty z rozmów prowadzonych na czacie rozdzielają kolejne rozdziały książki, zaś zamiłowanie do czatowania jest tym, co, jak się z czasem okazuje, łączy obie ofiary. Nie chcę zdradzać więcej, żeby nie spalić fabuły, mam jednak nadzieję, że ta odpowiedź wystarczająco Cię zadowoli :)

  • 3
    mary 3 września 2009 | 18:49:06

    dzieki :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję