„Malowany welon”
Okładka książki „Malowany welon”
  • Autor: William Somerset Maugham
  • Tytuł: Malowany welon
  • Tytuł oryginału: The Painted Veil
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Franciszka Arnsztajnowa
  • Liczba stron: 288
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 200 mm
  • ISBN: 83-247-0717-1
  • Wydawca: Świat Książki, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 18 kwietnia 2009 A- A A+
Ostatnio, pewnikiem zainspirowana tematyką mojej pracy magisterskiej, sięgam często i chętnie po książki, których akcja toczy się w Chinach. Powieści Lisy See, Da Chena czy Ma Jiana to tylko kropla w morzu literatury opowiadającej o Państwie Środka. Wspomniani autorzy spotkali się z niezwykle przychylnymi recenzjami z mojej strony. Dlatego dziś, jakby dla równowagi, napiszę o powieści, która może i byłaby dobra, gdyby tłumaczka nie rozłożyła jej całkowicie na łopatki.

Lata 20. XX wieku, Chiny. Młode brytyjskie małżeństwo przybywa do Tching-Yenu, angielskiej kolonii w Państwie Środka. Piękna, dwudziestopięcioletnia Kitty jest znudzona towarzystwem Waltera, swojego męża. Ona – żywiołowa, radosna, próżna panienka z wyższych sfer; on zaś – zakochany w niej bez pamięci, lecz niezwykle nieśmiały bakteriolog. Rozczarowana małżeństwem, Kitty wdaje się w romans z Charlesem, przystojnym zastępcą gubernatora kolonii. Nowe uczucie roznieca w niej niechęć do swojego męża i z każdym kolejnym dniem coraz boleśniej uświadamia jej, iż jej małżeństwo w ogóle nie powinno było się zdarzyć. Nieoczekiwanie romans kochanków wychodzi na jaw. Walter stawia Kitty ultimatum – albo otrzyma od żony Charlesa potwierdzenie, że Townsend ożeni się z dziewczyną zaraz po rozwodzie, albo oszczędzi jej on upokarzającego rozwodu i podążą razem do Mei-tan-fu, miasteczka, w którym wybuchła epidemia cholery…

Malowany welon po raz pierwszy został wydany w Polsce pod tytułem Malowana zasłona w 1935 roku w tłumaczeniu Franciszki Arnsztajnowej. W 2007 roku Świat Książki postanowił skorzystać z tego przekładu przy reedycji powieści i praca tłumaczki ponownie ujrzała światło dzienne. Choć zazwyczaj upływ czasu znaczy tekst atrakcyjnym dla czytelnika nalotem utraconej przeszłości, tak w przypadku tego tłumaczenia podkreśla li tylko jego śmieszność. Ta powieść jak żadna inna aż prosi się o nowy przekład. Kiedy czyta się ją bowiem w oryginale i porównuje z polskim tłumaczeniem, ma się wrażenie, jakby to były dwa zupełnie różne utwory. Przekład jest moim zdaniem fatalny – błędy, niekonsekwentne tłumaczenie imion (Charles, Charlie, Karol) – i pozbawiony jakiegokolwiek literackiego polotu. Jest zwyczajnie toporny, rozprasza i utrudnia lekturę, znakomitej skądinąd, powieści.

Malowany welon otwiera pierwszy wers z jednego z sonetów wybitnego angielskiego poety doby romantyzmu, Percy’ego Byssha Shelleya, który nie tylko stanowi inspirację dla tytułu powieści, ale nade wszystko dla kształtu jej fabuły (… malowana zasłona, którą żyjący Życiem zowią.; w oryginalnym brzmieniu: …the painted veil which those who live call Life.) Tajemniczy welon spowija bowiem świat bohaterów Maughama. Ich historia jest więc opowieścią o zrywaniu nieprzeniknionej zasłony; tej, która tak szczelnie okrywa upragnioną prawdę.

Siłą Malowanego welonu jest warstwa psychologiczna powieści. Pisarz znakomicie wykreował sylwetki głównych postaci – nieco zachowawczego, racjonalistycznego Waltera, Charlesa – dalekowschodniego Don Juana czy zmanierowanej Kitty. Ciekawi zwłaszcza ta ostatnia postać (inna rzecz, że poprzez częściowe powierzenie jej narracji, zdaje się, że pisarz chciał skupić uwagę czytelnika właśnie na niej). Kiedy poznajemy Kitty jest ona dwudziestopięcioletnią panną na wydaniu. Jej młodsza siostra przygotowuje się do ślubu z utytułowanym i bardzo zamożnym młodzieńcem. W obawie przed staropanieństwem, Kitty decyduje się na pospieszny ślub z Walterem. Strach przed samotnością skłania ją zawarcia małżeństwa bez miłości. Malowany welon to dzieje przemiany rozkapryszonej Kitty w dojrzałą kobietę. Niezwykłe okoliczności i trudne warunki, w jakich nieoczekiwanie dla samej siebie się znalazła, skłaniają dziewczynę do refleksji. Zaczyna ona doceniać dotychczas obojętnego jej męża. Jego poświęcenie dla chorych, które skłania go do leczenia ludzi z narażeniem własnego życia, a nade wszystko jego bezwarunkowa miłość do niej sprawiają, iż dziewczyna zaczyna nabierać do Waltera szacunku, a mając dość własnej bezczynności w zmożonej cholerą prowincji, zainspirowana pracą męża, sama zaczyna nieść pomoc. To, co odróżnia przemianę Kitty od przemian, jakich doświadczali inni bohaterowie literaccy, to jej niesztampowość i nieschematyczność. Nadal bowiem nie wiem, czy jej przemiana była rzeczywista czy pozorna, wyrachowana czy szczera… Nie wiem, czy Kitty do końca wyzbyła się poczucia, iż warunek związany z wyjazdem do Mei-tan-fu, jaki postawił jej mąż, miał na celu uchronienie jej przed dalszym upokorzeniem, a nie ściągnięcie na nią pewnej śmierci. Nie wiem, czy Kitty dla Charlesa była tylko zabawką, czy może mężczyzna rzeczywiście darzył ją głębokim uczuciem, ale zabrakło mu odwagi w krytycznej dla ich związku sytuacji. Nie wiem, czy Walter nie przekroczył granicy pomiędzy miłością a nienawiścią, decydując się na wyjazd na objętą epidemią cholery placówkę. Czy był to akt zemsty? Czy może dramatyczna próba zachowania Kitty przy sobie? A może wydarzenie samo w sobie, pewien fakt, który miał nastąpić, bez względu na romans dziewczyny?

Wyeksponowaniu warstwy psychologicznej powieści sprzyja styl autora. Jest on wyważony, prosty, pozbawiony ozdobników. Dawniej, krytykowano pisarza za brak liryzmu i literackie ubóstwo. Dziś, charakterystyczny, lapidarny styl stanowi znak rozpoznawczy prozy Maughama. To właśnie on stanowi o tym, że pisarz jest od dziesiątek lat ceniony i podziwiany. William Somerset Maugham, choć w Polsce zbyt dobrze nieznany, jest jednym z najważniejszych brytyjskich powieściopisarzy. Ten angielski prozaik i dramatopisarz, urodził się w 1874 roku w Paryżu, gdzie jego ojciec odbywał służbę dyplomatyczną w brytyjskiej ambasadzie we Francji. Po śmierci rodziców wychowywał się w Anglii – ukończył King\'s School w Canterbury, po czym podjął studia na uniwersytecie w Heidelbergu. Choć studiował medycynę, nigdy nie praktykował jako lekarz; poświęcił się całkowicie pisarstwu. Zadebiutował w 1897 roku powieścią Liza od Lambeth. W 1915 roku napisał nieco autobiograficzną powieść, W niewoli uczuć, i to dopiero ona przyniosła mu sławę. Cztery lata później, w 1919 roku, powstał Księżyc i Miedziak, biografia Paula Gauguina, zaś w 1925 roku – Malowany welon. Ciekawą pozycją w jego dorobku literackim jest Ashenden, powieść z 1928 roku, która znacząco zainspirowała twórcę Jamesa Bonda, Iana Fleminga. Maugham opisał w niej swoje doświadczenia z pracy w dzisiejszym MI6, jednej z komórek brytyjskiego wywiadu. Został wysłany z misją do Rosji, jednak zakończyła się ona niepowodzeniem. Sukcesem jednak zakończyły się jego starania, mające na celu wspieranie młodych pisarzy. W 1947 roku Maugham ustanowił nagrodę (Somerset Maugham Award), przyznawaną po dziś dzień brytyjskim pisarzom poniżej 35 roku życia. Laureat otrzymuje w jej ramach 35 tysięcy funtów z przeznaczeniem na podróż. Wybór celu, na który stypendium ma zostać zwydatkowane, nie jest przypadkowy – Maugham odbył wiele egzotycznych podróży, a obserwacje z nich bardzo często zawierał w swoich powieściach (tak jak, na przykład, w Malowanym welonie). Innym ciekawym punktem w jego biografii jest jego działalność w ramach brytyjskiego Czerwonego Krzyża podczas I wojny światowej. Razem z grupą dwudziestu trzech znanych literatów (w tym z Ernestem Hemingwayem, Johnem Dos Passosem i e. e. cummingsem), przynależał do jednego z jego oddziałów, zwanego Literary Ambulance Drivers.

Malowany welon to tylko pozornie kolejna historia miłosnego trójkąta, która wyrobionym czytelnikom może się wydać błaha i banalna. A jednak zaskakuje swoją wielopłaszczyznowością i zdumiewa wnikliwą psychologizacją postaci. Jest świeża, „inna” i, zważywszy na czas jej powstania, naprawdę nowatorska. Również dla polskich czytelników, nawet pomimo koszmarnego tłumaczenia… ;)
Komentarze
  • 1
    martan 18 kwietnia 2009 | 23:51:42

    Dwa dni temu skończyłam czytać tę powieść i właśnie zastanawiam się co mogę o niej napisać. Przyznaje, że decyzja o sięgnięciu po tę książkę była podyktowana filmem. Nie żałuje tego ale też nie jestem zachwycona.Jestem właśnie zawieszona gdzieś po środku. Muszę to jeszcze przemyśleć. :)

  • 2
    Mariah 19 kwietnia 2009 | 11:42:14

    Znam ten ból kiedy imiona są tłumaczone raz tak raz siak ... Czytam teraz "Targowisko próżności" i tam jest podobnie - raz Joseph, raz Joe, raz Józef ... Ech ...

  • 3
    Lilithin 19 kwietnia 2009 | 12:02:57

    Czytałam "Księżyc i miedziak" tego pana i po nic innego już jakoś nie mam zamiaru sięgać ;)

  • 4
    Annie 19 kwietnia 2009 | 22:24:29

    Martan, jeszcze nie oglądałam filmu. Polecasz? Warto? :)

    Mariah, niestety, strasznie irytują mnie takie niefrasobliwe tłumaczenia, a już zwłaszcza wtedy, kiedy mam szansę porównać tekst z oryginałem. Aż się odechciewa czytać...

    Lilithin, to na mnie "Księżyc i miedziak" dopiero czeka. Czytałam Twoją recenzję, ale... mimo to zaryzykuję (w sumie, przez sam fakt posiadania, nawet muszę ;)

  • 5
    germini 21 kwietnia 2009 | 1:29:30

    Moim skromnym zdaniem jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy to ekranizacja jest lepsza od książki. Chociaż, przyznaję, wraz z upływem czasu zakończenie powieści wydaje mi się coraz bardziej interesujące :)
    A przekład... Szkoda słów :|

    Mariah, a czyje tłumaczenie czytasz? Bo u mnie tej niekonsekwencji w tłumaczeniu imion nie ma.

  • 6
    germini 21 kwietnia 2009 | 1:32:24

    A, i jeszcze jedno.
    Aniu, jeśli zdecydujesz się sięgnąć po film, to przygotuj się wcześniej na to, że nie do końca jest on wierny oryginałowi ;) (Ale ja go mimo wszystko uwielbiam! Cudowna muzyka, zdjęcia, gra aktorska... :))

  • 7
    Annie 21 kwietnia 2009 | 14:40:10

    Muszę przyznać, Ger, że teraz to dopiero narobiłaś mi ochoty ;) Wiedziałam, że prędzej czy później ekranizację obejrzę z powodu grającego w niej Edwarda Nortona, ale teraz widzę, że to będzie raczej prędzej niż później :D Duuużo prędzej ;)

  • 8
    gość 11 kwietnia 2013 | 21:36:13

    Przeczytałam właśnie książkę i szukałam inspiracji do napisania o niej cokolwiek na blogu. Spotkałam się z kilkoma recenzjami, które niestety nie oddały tego o co faktycznie chodziło autorowi. Ta recenzja jest zgodna z moimi odczuciami.)

  • 9
    gość 7 września 2013 | 23:05:45

    Film jest piękny, mądry, a muzyka...uczta dla ucha.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję