„Potem…”
Okładka książki „Potem…”
  • Autor: Guillaume Musso
  • Tytuł: Potem…
  • Tytuł oryginału: Et Après…
  • Język oryginału: francuski
  • Liczba stron: 304
  • Rok wydania: 2006
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-7359-219-3
  • Seria: Pi
  • Wydawca: Albatros/Andrzej Kuryłowicz, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
Recenzja
Data publikacji: 22 marca 2009 A- A A+
Kiedy buszowałam po paryskich i normandzkich księgarniach, bardzo często natykałam się na regały, na których piętrzyły się książki Guillaume Musso. Obklejone plakatami, przyciągały uwagę, nie tylko z powodu wymyślnych dekoracji, ale przede wszystkim dlatego, że stanowiły najbardziej obleganą część każdej księgarni. Żaden inny autor nie cieszył się takim zainteresowaniem. Żaden też nie plasował się na pierwszym miejscu na liście najlepiej sprzedających się książek niemal w każdej księgarni. Fenomen Guillaume Musso zawitał także do Polski. Tu też pisarz wzbudził niemałą sensację…

Nowojorski adwokat Nathan Del Amico robi karierę kosztem zaniedbywanej rodziny. Jego żona, Mallory, decyduje się odejść, choć wciąż go kocha. Pewnego razu u Nathana zjawia się Garrett Goodrich, chirurg, ordynator oddziału opieki paliatywnej, opiekun ludzi beznadziejnie chorych. Posiada on szczególny dar – dostrzega świetlistą aureolę nad osobami, które mają rychło odejść z tego świata. Jest on Posłańcem, który ma za zadanie podtrzymywać na duchu skazanych na śmierć, by przygotować ich do spokojnego odejścia. Pewnego dnia Goodrich w sposób zawoalowany mówi Nathanowi, że i on wkrótce umrze. Wstrząśnięty mężczyzna postanawia odmienić swoje życie: stara się ułożyć stosunki z Mallory, bierze na siebie winę za niespowodowany przez siebie wypadek. I kiedy zaczyna myśleć, że już choć trochę odkupił swe winy, Nathan dostrzega aureolę wokół głowy najbliższej mu osoby...

Francuski Paulo Coelho. Może to nieco krzywdzące, ale właśnie tak odbieram prozę młodego francuskiego prozaika. Górnolotna, błaha, grająca na elementarnych emocjach, uboga językowo, choć, to jej trzeba przyznać, wciągająca.

Potem… to ckliwa historia, w której rozważania nad śmiercią przeplatają się z portretem nowojorskich yuppies. Musso wprowadza czytelników w świat młodych profesjonalistów, w którym pogoń za karierą i pieniędzmi, jest ważniejsza od tworzenia ciepła domowego ogniska. Dość stereotypowo ujmuje więc karierowiczów, ukazując ich jako bardzo inteligentnych i raczej bezwzględnych ludzi, stąd też aż dziw bierze, iż jeden z nich zawierza obcemu mężczyźnie, że wkrótce umrze, i z dnia na dzień postanawia odmienić swoje życie. Nathan jako bohater literacki jest zupełnie niewiarygodny – plastikowy i szablonowy. Podobnie szablonowa jest też sama fabuła – nieuniknioność happy endu zwiastują już pierwsze linijki tekstu. Co jeszcze mnie mierzi? Obok banalności treści i przemyśleń, banalność dołączonych do książki cytatów. Ich wybór, obliczony na poruszenie czytelnika, deprecjonuje ich wartość. W zestawieniu z niewyszukanymi przemyśleniami na temat życia, tracą na wartości. Sprawiają wrażenie tendencyjnie dobranych i, choć dobrze wpisują się w rozwój akcji, bynajmniej nie ubogacają czytelnika. Na pewno więc Potem… nie jest literaturą przez duże „L”. To jedynie interesujące czytadło, które może uprzyjemnić kilka godzin, ale którego lekturę spokojnie można odłożyć… na potem.
Komentarze
  • 1
    mary 22 marca 2009 | 13:11:24

    dokładnie tak. Niemniej jednak połknęłam jego 3 tytuły w kilka wieczorów. Masz rację, błahe, pretensjonalne, takie własnie coelhowskie - to prawda ale napisane w sposób jakis przedziwny, który nie pozwala się oderwac, i te wszystkie happy endy :) czytadło niemniej jednak robi we Francji furorę. Podobnie jak Marc Levy.

  • 2
    Annie 23 marca 2009 | 8:51:05

    Marca Levy'ego jeszcze nie czytałam. Musso przeczytałam dwie książki i gdyby "Uratuj mnie" nie było takie złe, to może z ciekawością bym po kolejną sięgnęła - bowiem cały czas, jak czytałam książkę, miałam wrażenie, że Musso zmienił płeć i imię bohaterowi "Potem..." i obsadził go w nowej-starej fabule. Inne okoliczności, ten sam kontekst, identyczne przemyślenia. Jakoś wcześniej nie dopuszczałam do siebie myśli, że można być tak wtórnym wobec samego siebie. A jednak... ;)

  • 3
    mary 23 marca 2009 | 21:29:45

    wtórne wtórne bardzo, niemniej jednak Uratuj mnie tez przeczytałam. Nie zapamietalam jej nawet dobrze... wiec.. ;)

  • 4
    Annie 24 marca 2009 | 21:06:26

    Heh, to też o czymś świadczy ;) Ano nic, jak mi się przyplącze do rąk trzecia książka, pewnie z ciekawości zerknę. Ale na pewno sama nie będę się za nią oglądać w księgarniach ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję