„Szarańcza”
Okładka książki „Szarańcza”
  • Autor: Gabriel García Márquez
  • Tytuł: Szarańcza
  • Tytuł oryginału: La hojarasca
  • Język oryginału: hiszpański
  • Liczba stron: 128
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 130 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7495-614-7
  • Seria: Salsa
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 16 lutego 2009 A- A A+
A zaś obwieścił, aby Polinika
Nieszczęsne zwłoki bez czci pozostały,
By nikt ich płakać, nikt grześć się nie ważył;
Mają więc leżeć bez łez i bez grobu
Na pastwę ptakom żarłocznym i strawę.

Sofokles, Antygona, w przekładzie Kazimierza Morawskiego



W dogorywającym już po okresie ekonomicznej świetności Macondo umiera znienawidzony niemal przez wszystkich mieszkańców lekarz, który niegdyś odmówił całemu miasteczku swej zawodowej pomocy. Teraz nadeszła dla Macondo chwila odwetu: lekarzowi zostanie odmówiony pochówek. Jednak wśród rozkoszujących się zemstą mieszkańców znajduje się jeden, który decyduje się spełnić, wbrew woli ogółu, „haniebny obowiązek”, dzięki któremu dziwny pogrzeb osamotnionego lekarza staje się dla bohaterów pretekstem do opowiedzenia o życiu w zrujnowanym i unicestwionym przez kurz małym, kolumbijskim miasteczku…

Wydana w 1955 roku Szarańcza to nie tylko debiutancka powieść Gabriela Garcíi Márqueza, ale równocześnie pierwsza opowiadająca o magicznym świecie Macondo (znanym przede wszystkim z późniejszych dzieł pisarza, jak choćby ze Stu lat samotności). Macondo to miasteczko, które przestało już służyć dziełu tworzenia – jego bohaterowie tkwią w marazmie, parzeni gorącem słońca i duszący się od nieruchomego powietrza, poprzetykanego gdzieniegdzie zapachem czyhającej zza zakurzonych migdałowców śmierci. Bohaterowie Márqueza, podobnie jak bohaterowie recenzowanej przeze mnie zaledwie wczoraj powieści José Luísa Peixoto, zdają się żyć poza czasem i historią, w nieokreślonej czasoprzestrzeni – tak rozmytej i zamglonej, że jakby ledwie istniejącej na krańcach znanego nam świata. A jednak wiemy, że istnieje, bo tak jak nienazwana wioska Peixoto przypominała wsie z portugalskiego regionu Alentejo, tak Macondo Márqueza jest portretem Aracataca w północnej Kolumbii – miejsca, w którym pisarz się urodził.

Szarańcza to powieść rozpisana na trzy głosy – pułkownika (przyjaciela zmarłego lekarza), jego córki Izabeli i wnuka. Márquez przeplata opowieści snute przez różnych narratorów, nieoczekiwanie zmienia perspektywę i punkty widzenia, ale ta pozornie bezładna i chaotyczna struktura zamiast utrudniać, ułatwia lekturę, stylizując powieść na swoistą gawędę. Co więcej, daje również pisarzowi szansę do dogłębnego sportretowania targających mieszkańcami Macondo emocji. Márquez jest znakomitym obserwatorem, a opisywane przez niego nastroje, towarzyszące kolejnym bohaterom, a zwłaszcza zbiorowości, jawią się jako autentyczne, niewymuszone, prawdziwe. Właśnie w takich fragmentach jak ten tkwi siła prozy Kolumbijczyka:

Nie starczyło mi czasu, by zastanowić się nad konsekwencjami jego słów, nie mogłam rozważyć, ile śmieszności i hańby kryje się w pochówku człowieka, którego wszyscy pragnęli ujrzeć rozsypującego się w proch w tej norze. Bo ludzie nie tylko oczekiwali, ale i przygotowywali się na to, by sprawy potoczyły się właśnie w taki sposób, pragnęli tego całym sercem, bez wyrzutów sumienia, nawet z satysfakcją wyprzedzającą dzień, w którym poczują rozkoszny odór tego rozkładającego się ciała, smród roznoszony po całym miasteczku, gdzie nie będzie ani jednej wstrząśniętej, poruszonej czy zgorszonej osoby, a jedynie ludzie w pełni zadowoleni z tego, że dożyli upragnionej godziny, ludzie marzący o tym, by sytuacja przedłużała się aż do chwili, gdy poskręcany odór trupa zaspokoi najskrytsze urazy. Teraz my pozbawimy Macondo tej od ta dawna wyśnionej rozkoszy.

Márquez nie tylko ukazuje zezwierzęcenie ludzi, ale również odpoetycznia i ubiologicznia samą śmierć. Przygryziony, ciastowaty język, wytrzeszczone oczy, skóra wyglądająca jakby była stworzona z ubitej ziemi… Myślałem, że umarły wygląda jak spokojny, śpiący człowiek, a teraz widzę, że na odwrót. Widzę, że wygląda jak człowiek przebudzony i wściekły.

Otwierający Szarańczę fragment Antygony stanowi najlepsze streszczenie niniejszej powieści. Márquez łączy narastające napięcie klasycznego westernu z nierozwiązywalnym konfliktem sumień antycznej tragedii – powinności moralnej a obowiązku. Pułkownik, choć nie mający wątpliwości co do słuszności własnego postępowania, zastanawia się, jak społeczność Macondo przyjmie zorganizowanie przez niego pochówku. A mieszkańcy czekają, ukryci za firankami i ziarenkami białego piasku, aby usłyszeć śpiew alkarawanów, które zaczynają śpiewać tylko wtedy, kiedy poczują zapach śmierci…
Komentarze
  • 1
    szamanka30 16 lutego 2009 | 17:21:45

    KREATIV BLOGGER dla Ciebie:)

  • 2
    Annie 16 lutego 2009 | 17:53:54

    Dziękuję, Szamanko! Ale mi się zrobiło przyjemnie! :)

  • 3
    Ambrose 6 lutego 2015 | 18:58:49

    Skończyłem niedawno tę powieść i wydaje mi się ona bardzo interesująca. Imponuje mi szczególnie fakt, że tak dojarzy utwór to debiut powieściowy Márqueza. Aż ciężko w to uwierzyć.

    Jednocześnie pragnę wyrazić wyrazy uznania dla powyższego tekstu - świetnie oddaje ducha utworu.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję