„Toń”
Okładka książki „Toń”
  • Autor: Anya Lipska
  • Tytuł: Toń
  • Tytuł oryginału: Where the Devil Can’t Go
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Krzysztof Mazurek
  • Liczba stron: 396
  • Rok wydania: 2014
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 135 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7177-998-5
  • Wydawca: Czwarta Strona, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Poznań
  • Logo wydawnictwa: Czwarta Strona, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 31 października 2015 A- A A+
Skóra dziewczyny miała kolor purpurowy, była upstrzona plamkami, piersi i brzuch posiekane głębokimi cięciami, tu i ówdzie widziała plamy wielkości dłoni mężczyzny, jak gdyby ktoś przypalał ciało palnikiem. Twarz była zasadniczo nienaruszona oprócz tego, że zamiast oczu wyzierały z niej dwa czarne oczodoły. Jeden z policjantów wyszedł, a drugi zaczął omawiać to, co znaleźli. (…)
– Jakiś biegacz amator zobaczył ją w mule. Akurat był odpływ – powiedział. – Po tej stronie zapory na Tamizie. (…)
– To niemożliwe, żeby była naga, prawda, jeśli miałoby to być samobójstwo? – spytała. (…) Policjant skrzywił usta.
– Nigdy nie słyszałem, żeby prąd zdjął komuś majtki i biustonosz.


Tamiza wyrzuca na brzeg nagie ciało młodej dziewczyny. Do sprawy zostaje przydzielona młoda detektyw z wydziału dochodzeniowo-śledczego Natalie Kershaw. Trudności piętrzą się od samego początku. Zwłoki są tak zmasakrowane, że londyńska policja nie może na ich podstawie ustalić tożsamości ofiary. Jedyną wskazówką dla śledczych jest niewielkie serce koloru indygo wytatuowane tuż nad pośladkiem kobiety, w które wpisano dwa obco brzmiące słowa: „Paweł” i „Ela”. Badania toksykologiczne wskazują ponadto, że dziewczyna była pod wpływem narkotyków. Kim jest i dlaczego zginęła? Nie wie nikt. Podobnie jak nikt nie wie, co się stało z młodą polską kelnerką, która pracowała w jednej z londyńskich kawiarni. Właścicielka lokalu, pani Tosik, prosi o pomoc w odnalezieniu zaginionej Weroniki protegowanego miejscowego kapłana – Janusza Kiszkę. Mężczyzna – znany wśród lokalnej polskojęzycznej społeczności ryzykant i zawadiaka z solidarnościową przeszłością – przypuszcza, że dziewiętnastolatka mogła uciec z chłopakiem, o którym mówiła koleżanka zaginionej. Obiecuje więc wypytać jej znajomych i dowiedzieć się, gdzie podziewa się młoda kelnerka. Szybko udaje mu się zebrać pierwsze informacje i… wzbudzić zainteresowanie Natalie Kershaw, przez co staje się jej głównym podejrzanym. Tymczasem policja odnajduje ciało innej młodej Polki. Londyn staje się areną śmiertelnej gry. Czy Kershaw i Kiszka dowiedzą się kim jest główny rozgrywający zanim zginie kolejna dziewczyna?

Recenzując Toń, Mariusz Czubaj napisał, że to panoramiczna opowieść o Polsce w rasowym angielskim kryminale. Tymczasem ani to panoramiczna opowieść o Polsce, ani angielski kryminał, a już tym bardziej rasowy. To powieść patchworkowa, wykorzystująca w fabule elementy charakterystyczne dla powieści akcji, kryminalnej oraz thrillera i obejmująca cały szereg wątków w tym politycznych, historycznych, religijnych, a nawet spiskowych. Przede wszystkim to jednak szkolne połączenie klisz i ogranych schematów, skutkujące powstaniem książki mniej niż przeciętnej. Już sam pomysł na fabułę nie wyróżnia powieści z grona innych jej podobnych. Ot, kolejne tajemnicze morderstwa młodych kobiet zamieszanych w niejednoznaczne interesy swoich ukochanych. Miałcy bohaterowie, ślimacze tempo akcji, a im bliżej rozwiązania zagadki, tym coraz więcej nieprawdopodobnych pomysłów na rozwiązanie fabuły i coraz mniej wiarygodności opowiadanej historii, która, co tu dużo mówić, zwyczajnie robi się bzdurna. Autorce wyraźnie brakuje sprawności w prowadzeniu intrygi – źle rozkłada ciężar poszczególnych wątków, zamieszcza nic nie wnoszące i rozwlekłe opisy, nie wprowadza żadnych zaskakujących zwrotów. Nie dość, że powieść nie trzyma w napięciu, to na pozór skomplikowana intryga bardzo szybko składa się w całość, która w najmniejszym stopniu nie spełnia oczekiwań czytelników.

Oryginalny tytuł Toni nawiązuje do znanego polskiego przysłowia: Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Tą przysłowiową babą jest wspomniana już Natalie Kershaw – młoda, ambitna, ale niespełniona pani detektyw londyńskiej policji. Praca jest dla niej wszystkim (poświęciła dla niej nawet swoje małżeństwo) i dlatego też trudno jej pogodzić się z przeświadczeniem współpracowników, że wydział dochodzeniowo-śledczy to nie miejsce dla kobiety. Nie jest jednak profesjonalistką – często zadaje niewłaściwe pytania, zbyt szybko wyciąga wnioski i podobnie jak sama Anya Lipska – bezrefleksyjnie zawierza stereotypom. Jej przeciwieństwem jest drugi bohater Toni – o skądinąd fatalnym nazwisku – Janusz Kiszka. Czterdziestokilkulatek z bogatą przeszłością, niegdyś działacz antykomunistycznej opozycji i „Solidarności”, z biegiem czasu – emigrant drugiej fali polskiej emigracji do Wielkiej Brytanii, obecnie – człowiek od wszystkiego, zajmujący się różnorakimi, nie zawsze legalnymi interesami. Mimo drobnych problemów z etyką w pracy – uczciwy, honorowy i pomocny. Indywidualista, który zwykł działać samotnie i na własny rachunek. Niezdolny do stworzenia stałego związku, mający za jedynego towarzysza szarego kocura o imieniu Kopernik, którego adoptował blisko dekadę temu. Kershaw i Kiszka nie współpracują ze sobą. Każde z nich pracuje oddzielnie, a jedynym wyrazem ich kooperacji jest to, że na pewnym etapie fabuły przestają wchodzić sobie w drogę i utrudniać życie. Prowadzą swoje dochodzenia na własną rękę, choć koniec końców i tak na ich celownikach pojawia się ten sam człowiek. Jako bohaterowie oboje są jednak dosyć nijacy. Żadne z nich nie wzbudza też większej sympatii. Bodaj najciekawszą postacią książki jest zwierzchnik Kershaw – sierżant Bacon, zwany przez swoich podwładnych Wędzonką. To policjant starej daty, działający według starych metod, ale z instynktem i poczuciem humoru.

Toń (2013) to debiut literacki Anyi Lipskiej – a właściwie Alison Turner – brytyjskiej dziennikarki, scenarzystki oraz producentki filmów dokumentalnych. Prywatnie pisarka jest żoną Polaka mieszkającego od lat na emigracji w Wielkiej Brytanii. Jak sama utrzymuje, to dzięki niemu poznała dobrze środowisko angielskiej Polonii, a dzięki jego wspomnieniom z okresu dorastania w Polsce – polską historię i kulturę. Jej wiedza o naszym kraju pochodzi więc z drugiej ręki i to od osoby, która po niemal trzech dekadach życia poza swoją ojczyzną wiedzę na jej temat ma mocno zdezaktualizowaną. Wątki polskie w Toni są uproszczone, skrótowe, zabarwione pejoratywnie. Anya Lipska stereotypizuje, bezrefleksyjnie powielając opinie o Polakach i Polonii rozpowszechniane na Wyspach. I tak Polacy na kartach jej książki chleją na potęgę, żrą bigos i pierogi, leją się po mordach i szwindlują na prawo i lewo. Są wulgarni, prostaccy i niewychowani, a przy tym bardzo bogobojni. Mężczyźni najczęściej pracują po budowach, a kobiety – po burdelach. Sama Polska to kraj bez perspektyw, żyjący przeszłością, zacofany, aferalny, rządzony przez dwie zorganizowane grupy przestępcze – klasę polityczną i Kościół katolicki. Nawet jeśliby tłumaczyć tak przejaskrawiony obraz angielskiej Polonii chęcią zindywidualizowania bohaterów powieści, to i tak Anya Lipska poślizgnęła się na tym, na czym wielu innych podobnych jej autorów – na pewności siebie. Zawierzyła swojemu wieloletniemu doświadczeniu dziennikarskiemu oraz znajomości środowisk polonijnych i powieliła klisze i schematy. Tymczasem polska rzeczywistość – czy to w kraju, czy na emigracji – jest skrajnie odmienna od tej przedstawionej w Toni. To dlatego dla czytelnika znającego temat tło polityczno-społeczne powieści jest niewiarygodne, co automatycznie przekuwa się na brak zaufania do autorki jako pisarki. Anya Lipska udowadnia niemal na każdej stronie swojej debiutanckiej książki, że zupełnie nie rozumie społeczności, o której pisze. Jednak pal sześć ignorancję angielskiej prozaiczki. To, co irytuje to fakt, że w Wielkiej Brytanii związki Anyi Lipskiej z Polską są wyraźnie podkreślane, a ona sama aspiruje wręcz do roli ekspertki w sprawach brytyjskiej Polonii. Jednak zamiast działać na jej rzecz i umacniać autentyczny, o wiele bardziej korzystny wizerunek Polaków i polskich imigrantów, tylko ugruntowuje krzywdzące stereotypy na ich temat. Podsumowując, nazwisko głównego bohatera dobrze oddaje poziom powieści. A szkoda. Berlin doczekał się swojego Philipa Kerra, a Wenecja – Donny Leon. Może kiedyś któreś z polskich miast doczeka się swojej genialnej serii kryminałów. Oby!
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję